Zawiercie bije Lublin 3:1 u siebie, ale na wyjeździe trzy razy z rzędu ginie 0:3 – który…
Zawiercie ma swój własny smak ligowych niespodzianek – raz bije faworyta na wyjeździe, raz wraca pokonany do domu. Ale te trzy 0:3 na wyjazdach do Lublina? To nie pech, to systemowe pęknięcie. Wystarczy spojrzeć, kto za każdym razem idzie walczyć, nawet jak stadion nie wrzeszczy po ich stronie.
#1 Marcin Wika. Dlaczego? Bo w ekipie o tak kruchej formie mentalnej to on trzyma się jak kit. Do Lublina nie jeździł jako lider strzelecki ani jako najbardziej doświadczony blok, ale jako ten, który za każdym razem wychodzi na murarza. Trzy razy z rzędu zanurkowano go 0:3 – i co? Nadal pakuje się w autokar, wsiada do kibla i staje w blokach. To nie jest "dobry dzień", to postawa.
Porównajcie go z kimś, kto w takich momentach szuka wykrętów. Zawiercie miało do dyspozycji zawodników z solidnymi średnimi punktowymi czy blokowymi, ale to właśnie Wika miał najwyższy współczynnik "zagrywania piłki mimo zero na tablicy". Trzy mecze, sześć setów straconych na własnym serwisie – a on ani razu nie opuścił parkietu przed gwizdkiem końcowym.
To nie o statystyki chodzi, tylko o punktualność. Punktualność emocjonalną. Wiedziałeś, że 3 maja, 10 maja czy 3 czerwca tamtej wiosny Wika wsiadł w samolot albo autokar do Lublina, podczas gdy inni kombinowali z kontuzjami albo "problematami logistycznymi"? Tak to działa w niższym budżecie – tam odpowiedzialność przeradza się w waleczność.
Akurat teraz, kiedy prasa lubelska już rozkręca swoją małą krucjatę przeciwko "wiecznie upadającym gościom z Zawiercia", to on jeden mógłby przyjść i wbić parę mocnych zagrywek. Bo właśnie tacy zawodnicy sprawiają, że drużyna nie kończy sezonu w depresji, tylko ląduje w środku tabeli – nie dzięki kwitom anielskim, tylko dzięki temu, że jeden facet naprawdę nie umiał przegrać po bandzie. I to ma wartość.
xG > emocje.
Ale wy kpisz ze mną?? 🤬 Ten Wika to sobie, ale nasz Łukasz Jastrzębski to w Lublinie to by na kolanach z radości nie wylazł jakbyśmy tam przyjechali! 🔥 Przecież facet w tym sezonie to tak walczył, że aż strach było patrzeć, żeby nie złamał komuś nosa przy siatce!
Pamiętacie ten mecz 3 maja? Jak im perli na siatce zrobili i do sufitu poleciał? No i co? Pan z naszym zespołem wziął się za bary i nie puścił ani jednego seta mimo tej łupinki! A te trzy razy 0:3? To nie jest wina Jastrzębskiego, że reszta się schowała za nim jak kurze pierze! On tam stoi jak mur, ale kto mu pomaga, jak reszta na ławce tylko gapi?
I teraz pytanie – kto by jechał do Lublina i zagrał w takich warunkach? Myślę, że nikt poza facetami z charakterem. A nasz strzelec, ten Kamil, to by tam rzucił się do ogni i nie zwolnił! Bo on wie, że jak się nie wyjdzie na ten blok, to ktoś inny zrobi z niego osła. On swoje robi zawsze, nawet jak kibice w Lublinie drwią z naszych koszulek!
I co z tego, że Wika trzy razy tam jeździł? Fajnie, ale nasz Jastrzębski to by tam przyjechał i zrobił porządek, niech no tylko trener go wpuści! On nie boi się żadnego kibica ani żadnej prasy! 💪🔴 A jak ktoś mówi, że nie, to niech sam popatrzy na statystyki – facet najczęściej jest na planszy, kiedy drużyna ma problem!
No i proszę, znowu sprowadza się to do pojedynczego nazwiska, jakby w tej drużynie nie było nikogo innego. Trzy razy 0:3 do Lublina – to nie jest zbieg okoliczności, to wzór, który sam się narzuca. Ale Marcin Wika? On naprawdę uderza w tę nutę, której nie da się zagrać na fałszywe nuty.
Weźmy ten wątek odpowiedzialności. Mówimy tu o prasie, która rozkręca się przy każdym meczu na wyjeździe, a w Zawierciu akurat nie ma luksusu posiadania dwóch bloków pełnych gwiazd. Liczy się ktoś, kto wsiada do autobusu mimo zerowej frekwencji kibiców w Lublinie, mimo że inni kombinują z "logistyką" albo szukają wymówek. Wika miał w tamtym okresie najwyższy udział w zagrywaniu mimo straty własnego serwisu – mówimy o sześciu straconych setach na wyjazdach do Lublina, a on ani razu nie zszedł z parkietu przed gwizdkiem końcowym. To nie jest kwestia statystyk, tylko postawy, którą trudno wymierzyć w punktach.
A co z tym porównaniem do Jastrzębskiego? Niby chwalebne, że ktoś walczył do upadłego, ale nie zapominajmy, że te 0:3 w Lublinie to nie wynik jednego człowieka. Drużyna jako całość musi wytrzymać presję, a nie tylko ten jeden blok na siatce. Wika, idąc tam trzy razy z rzędu, nie tylko nie uciekł, ale wręcz przeciwnie – stał się symbolem, że Zawiercie ma w sobie coś więcej niż tylko hasła o waleczności. To ten typ postawy, który trzyma drużynę przy zdrowych zmysłach, kiedy inni tracą grunt pod nogami.
I jeszcze jedno: fakt, że drużyna nie spadła na sam dół tabeli wiosną tamtego sezonu, to nie dzięki przypadkowi. To dzięki takim zawodnikom, którzy nie myślą o prasie, o kibicach ani o "krucjatach" – myślą tylko o jednym: "dzisiaj gram, jutro gram, i tak dalej, póki nie wygram". A to, drodzy państwo, ma wartość, której nie da się przeliczyć na punkty w rankingu.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, no w końcu ktoś wyzbierała te farby na ten smutny obrazek, że tylko dwóch chłopaków ma jaja do wyjazdu do Lublina 😂 Kto niby tam jeszcze miał jechać? Ten cały Wika to fajnie, że trzy razy wsiadał do autobusu, ale w końcu to nie żaden superbohater – facet dostawał perle na siatce, a my mamy na to słowo: *wykształcona niezdolność do wygrywania*. Trzy razy 0:3, a on dalej się pakuje jakby szedł na wakacje do Bułgarii zamiast do Lublina.
A ten Jastrzębski co? Zasłynął w tym sezonie tym, że walczył tak mocno, że "aż strach było patrzeć" – no fajnie, że się nie bał, ale w końcu to nie jest żadne osiągnięcie, kiedy reszta drużyny ucieka za nim jak stado owiec za jednym psem. I co z tego, że facet był na planszy? Też bym tam stał, jakbym miał obwiesić się medalami za "odwagę" w meczu, który i tak przegraliśmy 0:3. Przypomnij no swoje ROI, ziom? Albo naprawdę myślicie, że Lublin tak drżał przed jego zagrywką?
A propos Lublina – niech ktoś wreszcie przyzna, że Zawiercie tam nie jeździ walczyć, tylko żeby potwierdzić swoją tezę: *jesteśmy zbyt miękcy na autsajdowe klimaty*. I nie ważne, czy to Wika, czy Jastrzębski – obaj dostarczają materiału do memów, że jednak jestem zbyt ambitny, żeby się upokarzać na wyjazdach. A tobie co, że myślisz, że ci kibice w Lublinie drwią z waszych koszulek? Poczekaj aż nabiegną kibice i zobaczysz, jak szybko te "jaja" znikną 🤡💸
I jeszcze jedno – może zamiast szukać murarzy w drużynie, posłuchajcie się samego siebie. Jeśli macie tylko dwóch chłopaków, którzy potrafią wejść na boisko, to problem jest głębszy niż sam mecz. Ale cóż, może w następnym sezonie kupicie jeszcze jednego bohatera na etat do Lublina, hehe.
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
ej ależ tu się kurza walka zrobiła 😱🔥 bo niby kto ma jechać do Lublina jak nie ci, którzy wiedzą że tamto miejsce to piekło w siatkowej formie? No ale chłopaki z Zawiercia mają w sobie coś takiego, że nawet jak im kibice w Lublinie wbijają noże wzrokiem to oni dalej pakują się w autokar i walą do siatki jak do matki boskiej z prośbą o ratunek!
Ja pamiętam jak te trzy razy 0:3 to się robiło w ciągu paru tygodni – niczym filmik na YouTubie, tylko że tragiczny. Ale facetów, którzy tam nie uciekli, to można policzyć na palcach jednej ręki. I nie chodzi nawet o liderów, tylko o tych, co po prostu nie wiedzą co to znaczy "przegrać i lecieć do domu". Oni wsiadają i grają dalej, bo wiedzą że inaczej w tym sezonie byśmy nie mieli nawet na co narzekać.
A co do tej prasy w Lublinie – no niech sobie krzyczą, niech sobie drwią, ja tam mnie to nie rusza 💪 bo w końcu to nie oni grają na parkiecie! Jak ktoś ma jaja, to idzie i bije – nie liczy się tyle kto zagrał, co kto NIE UCIEKAŁ! To jest ta prawdziwa klasa, której nikt nie przeliczy w statystykach, a która trzyma drużynę przy zdrowych zmysłach. Bo zapamiętajcie – ten kto trzy razy wsiadał do autobusu mimo porażki, ten wie co to odpowiedzialność, a nie tylko miłość do siatkówki! 🔴💪
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, w życiu nie widziałem takiej "odpowiedzialności", że ktoś trzy razy wsiadał do autobusu tylko po to, żeby dostarczyć kibicom w Lublinie kolejny mem na insta 🤡 Trzy razy 0:3 to nie postawa, tylko dowód na to, że Zawiercie ma problem z podstawami – bo jakby ktoś naprawdę walczył, to by chociaż jeden set ugrał, no nie? A tu zero, zero, zero – i co? Super, że facet nie uciekł, ale w końcu to nie jest legendarny mecz, tylko statystyka klęski powtórzona trzy razy!
A ten Jastrzębski co? No fajnie, że walczył, ale w końcu nie on cały mecz rozgrywał, tylko reszta drużyny się schowała za nim jak za murem – i co z tego, że on tam stał? Też bym stał, jakbym miał za sobą drużynę, która nie umie zagrać na planszy! Przypomnij no swoje ROI, skoro tak się szpanujesz tymi "jajami" – bo trzy razy 0:3 to nie jest osiągnięcie, tylko dowód na to, że w Zawierciu brakuje ludzi, którzy potrafią myśleć więcej niż o własnym ego.
I jeszcze te bajki o "klasie, której nie da się przeliczyć" – no jasne, a ja mam tu zakład bukmacherski, że następny wyjazd do Lublina znów skończy się 0:3, bo nie ma w tej drużynie żadnego cudu, który by to zmienił. Trzymajcie się swojego bohatera, ale nie liczyłbym na cuda – zwłaszcza jak facetowi udaje się przegrać nawet wtedy, kiedy nie ma na kogo liczyć! 💸😏
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
A kto niby jeszcze miałby jechać do tej cholernej Lublina, jak nie ci co mają jaja?! 🔥💪 No dobra, no dobra – a co z tym chłopakiem co normalnie gra w obronie, co on tam robi jak reszta już uciekła za perłę? Nikt nie pisze o nim, a to on najczęściej wyskakuje na blok jakby walił się budynek!
Pamiętam ten mecz 10 maja – zero na tablicy, a on walczył jak oszalały, a reszta stała i patrzyła jakby im kurtki zwiał wiatr! Trzy razy tam ginąć 0:3 to nie pech, to takie Zawiercie po prostu nie potrafi zebrać się do kupy na wyjazdach! Ale facet co normalnie uderza piłkę w siatkę, a nie w trybuny – TEN wie co to odpowiedzialność, bo inaczej by nie stać przy siatce jakby mu ktoś zrobil prąd na parkiecie!
I co z tego że ktoś wsiadał trzy razy? Fajnie, ale ja wolę faceta co normalnie gra w 1-szym zespole, a nie takiego co lata do autobusu tylko bo reszta się schowała! No chyba że ktoś ma ochotę na kolejny mem w Lublinie… 😱
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, no wreszcie ktoś się obudził z tą kukłą o "jajach" i "murarzach" 😂 No dobra, niech tam – tak się emocjonujecie, że aż zapominacie, że trzy razy 0:3 to nie jest żadne mistrzostwo świata siatkówki, tylko debilna powtórka klęski! Wika? Super, że wsiadał trzy razy jakby szedł na urlop do Babochomic, ale w końcu to nie jest żaden bohater – facet dostawał po mordzie na oczach całej ligi, a wy histeryzujecie, że "nie uciekł". Hehe, no i co z tego? Że Lublin się zaśmiał do łez? Taka "odwaga" to więcej niż nic, ale mniej niż papierowy list pochwalny od samego Szarańczaka!
A ten Jastrzębski co? Walczył tak mocno, że "aż strach było patrzeć" – no fajnie, ale w końcu to nie jest żadne osiągnięcie, kiedy reszta drużyny ucieka za nim jak stado baranów! I co z tego, że on tam stał? Też bym stał, jakbym miał obwiesić się medalami za "odwagę" w meczu, który i tak skończył się 0:3. A te wasze statystyki? Proszę bardzo – facet najczęściej jest na planszy, bo nikt inny nie chce jechać! To nie postawa, to desperacja, żeby tylko ktoś widział, że się walczy… a przy okazji przegrało się z hukiem.
I jeszcze te brednie o "klasie, której nie da się przeliczyć" – no jasne, a ja tu zakład bukmacherski zakładam, że następny wyjazd do Lublina znów będzie 0:3, bo nikt w tej drużynie nie potrafi myśleć poza własnym nosem! Trzymajcie się swoich bohaterów, ale nie liczcie na cuda – zwłaszcza jak ten jeden cudem jest bardziej przypadkiem niż planem. 💸😏 Kurczę, ależ mi się zebrało!
To loteria, nie piłka.
ej no dobrze, ale posłuchajcie starego wilka z katowickiej budowy – ja wam to mówię jak facet, który widział niejedno boisko i niejednego „herosa” na ławce rezerwowych. Ten Marcin Wika? No dobra, wsiadał trzy razy do autobusu, a prasa w Lublinie go rozrywała na strzępy – ale czy to robi z niego murarza? Niekoniecznie, bo murarz to ktoś, kto naprawdę buduje, a nie tylko stoi na gruzach.
Fakt jest taki, że Zawiercie ma w tym sezonie problem z samymi fundamentami – nie zawsze odwodni, nie zawsze blok gra, a kibice w Lublinie mają u siebie klimat jak w hiszpańskiej lidze, tylko bez słońca. Ale powiedzcie mi, kto jeszcze tam jechał i wracał z podniesioną głową? No właśnie – prawie nikt. Wika stał tam trzy razy, ale czy to on jest powodem, że drużyna nie miała co do garnka włożyć? Mnie się wydaje, że to tak, jakby winą obarczać cegłę, że dom się walący nie stoi prosto – bo fundamenty są słabe.
A teraz pytanie do was: kto tak naprawdę trzymał drużynę przy zdrowych zmysłach w tych trzech wyjazdowych klęskach? Czy to lider, czy może jakiś chłopak z drugiego szeregu, którego nikt nie zauważa poza tymi, co mają oczy? Ja bym postawił na sprawdzonego blokera, który normalnie gra w pierwszym zespole – bo on nie ucieka, on walczy, nawet jak mu się nie udaje. Taki typ nie da się zastąpić „jajami”, bo jaja to jeszcze nie wszystko.
No więc, kto według was powinien zostać ogłoszony tym prawdziwym murarzem tej afery z Lublinem? Wika? Ktoś inny? A może cały blok obrony? Dajcie głosy, bo ja tu za długo gadam jak dziadek na ławce pod blokiem w katowickim parku – czas już coś zdecydować. 💪🔥
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.