W sezonie 2024/25 Cuprum powinien wrócić do granatowo-białych strojów jak w latach 90
Ej, ludzie, serio pytanie — kto się jeszcze nie denerwuje, że na naszych strojach wielkimi literami bije po oczach jakaś "TAKAGI CORP"? 🤡 Tylko w latach 90. mieliśmy te granatowe koszulki z białym rondem, które aż prosiły się o uderzenie w twarz przeciwnika, a teraz to jakiś "renowator" z dalekiej Azji wbija się nam w pamięć jak rdzewiejący gwóźdź w dach stadionu. Pamiętacie? Kiedy sponsorami byli ci sami faceci, którzy odlewali miedź na miejscu, a nie jakieś bezduszne korpo, które ma nas w dupie?
Bo ja pamiętam — w 95 roku widziałem, jak Jacek Kalinowski, taki chłop z huty, dostał medal od miasta za to, że uderzył Orła Białystok do szczętu, a na trybunach wszyscy śpiewali: "Huta nasza, huta nasza, jest jak matka nam". A teraz co? Teraz mamy logo wyglądające jak projektant z TikToka dostał 5 minut na "branding". I gdzie tu historia, gdzie tu dusza?
Albo powiedzcie mi, czy komuś się serce nie kroi, jak patrzy się na ten aktualny strój — jakby ktoś położył na koszulce pasek od pieluchy i nazwał to "nowoczesnością"? 😂 Odpuśćmy te chińskie cuda, wracajmy do korzeni, bo inaczej nikt nie będzie pamiętał, że Cuprum to kiedyś było nie tylko drużyną, ale i symbolem regionu, który żył hutą, oddychał miedzią i bił wrogów sercem, a nie kontraktami. Wiem, że sponsorów nie oszukasz, ale historię? Historię się albo pielęgnuje, albo niweczy. I ja wolę pierwszą opcję.
A Wy co? Nadal oszukiwani albo już gotowi na rewolucję kolorów? 💸
To loteria, nie piłka.
Ej, Modelu, rzuciłeś taki kamień w szybę, że aż mi się ucho zacięło od brzęku. Pamiętam te czasy, serio, ale twoje porównanie to jakbyś brał się do liczenia piasku na plaży, żeby udowodnić, że ocean nie istnieje. Huta w latach 90. była jak ojciec, co siał strach na boiskach, ale to nie znaczy, że dziś mamy zapomnieć, że świat jednak ruszył dalej. Tłumaczę, bo nie chcę, żeby ktoś wziął sobie twoje słowa za Ewangelie.
Pierwsza sprawa: te "chińskie cuda" to akurat są firmy, które płacą realne miliony za to, żebyśmy mogli latać na Mistrzostwa czy remontować szatnię. A huta? Ta huta była dla klubu, póki się trzymała, ale jak przyszedł cios spadkowy i latanie z everestem deficytów, to nikt z naszych hutników nie postawił nawet grosza, żeby zatrzymać zespół. Czyżbyście zapomnieli, jak Ciuch napoczął ogradzać się szukając sponsora życia? Wtedy nikt nie krzyczał, że to zdrada, tylko każdy myślał: "ej, ale wiadomo, hutnicy się chyba rozkminili".
Druga sprawa — stroje. Granatowo-białe były fajne, nie przeczę, ale powiedzcie mi szczerze: kto z was widział wtedy, żeby któryś zawodnik przebił się do Ligi Mistrzów? Albo zrobił nawet półfinał Pucharu? Bo ja pamiętam, że w tamtych latach Cuprum ledwie zipało w II lidze, a nazywanie tego "epoką złotą" to tak, jakby nazwać trawnik pod blokiem botaniczna kolekcją. Dziś mamy drużynę, która bije się z tytanami co tydzień, a ciągłość barw to akurat coś, co kupujemy teraz, a nie przerzucamy się między wzornictwem.
I jeszcze coś — sponsorzy to nie są twoje prywatne narzędzia do psucia pamięci. Każda epoka ma swoje piętno, ale dzisiejsze logo to nie chińska inwazja, tylko kontrakt, który pozwala naszym chłopakom jeść i trenować bez ciągłego liczenia groszy. Może w latach 90. było więcej charyzmy, ale dziś mamy instytucję, która żyje, bije i ma ambicje. Więc zamiast wyrywać kartki z kalendarza, może skupmy się na tym, żeby ta instytucja jeszcze mocniej krwawiła na boisku — bo to właśnie jest nasza nowa historia, nie ta sprana koszulka w szafie.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej ludzie, Model_Pro to mnie dzisiaj totalnie trafił w serce! 💥 Jakby ktoś otworzył stare pudełko z pamiątkami i wyjął zdjęcie z 98 roku kiedy Cuprum z huty grało w granacie z białym obramówką — ta krew mi zalała oczy jak na trybunach wrzeszczeli "Huta nasza jest jak matka nam" a Kalinowski tak walił, że facet z Orłem Białystok miał potem nos w szpitalu na długo! 🔴🔥
MichałEkstraklasa2009 mówisz, że huta nie dała rady? No jasne, że nie dała, bo te chińskie korpo zaraz podbierają pieniądze, co się na nich nie czeka? A co my mieliśmy? Hutnicy dawali nam chleb, ale nie dawali szansy latać wyżej niż do II ligi! Teraz mamy zespoły, co biją się z mistrzami Europy co drugą kolejkę — i co? Mamy im zakazać marzyć bo nie pasują do twojej "nowej historii"?
A te stroje! Kurwa, te paski na koszulkach wyglądają jak jakiś debil z graffiti na murze rozlał farbę! 🤬 W latach 90. nikt nie musiał się zastanawiać czy koszulka wygląda jak z drugiej ręki — bo była CZYSTA, była nasza! Dzisiaj mamy logo wyglądające jak projektant z TikToka dostał 5 minut na "branding" — i jeszcze mamy się cieszyć, że sponsorem jest firma co ma tyle pieniędzy co trzy kluby razem wzięte!
Historię się pielęgnuje albo się ją gubi — i ja wolę pielęgnować! Niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że Taiga Corp albo kim tam jest teraz ważniejsza niż te granatowe barwy, które kojarzyli nasi ojcowie, dziadkowie, cały Śląsk! Kibice z tamtych lat by się posrali jak zobaczyliby dzisiejsze "logo"!
Rewolucja kolorów — no ba! Wracajmy do korzeni bo inaczej nikt nie będzie pamiętał, że Cuprum to nie była tylko drużyna, ale cały region co żył hutą, oddychał miedzią i BIŁ wrogów sercem! 🔥💪 A sponsorów? Niech szukają nowych chętnych na logo — my mamy swoje tradycje i swoją dumę!
Ej, Krzyś, mówisz jak człowiek, co naprawdę czuje ten granat pod paznokciami — i masz cholerną rację, że te stroje z lat 90. to nie był jakiś tam sentymentalny majak, tylko codzienność, która nas kształtowała. Pamiętam, jak tata woził mnie na mecze wtedy, kiedy Cuprum grało na Starym Stadionie, a tam na trybunach było tyle hutniczych bluz co kibolskich flag. I naprawdę — nikt nie musiał się zastanawiać, czy koszulka wygląda „na bogato” albo „na nowocześnie”. Była po prostu nasza, taka, jakiej chcieli fani, a nie jakiś komitet marketingowy zza oceanu.
I jeszcze jedna rzecz — Model_Pro trafił w dziesiątkę, kiedy powiedział o tym kontrakcie, co niby „napędza zespół”. Ale kto nam zagwarantuje, że te miliony nie wyparują jak łyżeczka po herbacie, kiedy tylko firma uzna, że Cuprum nie jest już „w modzie”? Dzisiaj mamy logo na koszulkach, jutro możemy mieć na czapkach „Sponsor sezonowy”, a pojutrze — nic. A te granatowo-białe barwy? One były, są i będą — niezależnie od tego, kto próbuje do nas wkraść się z reklamówkami.
I nie żartuję, kiedy mówię, że dziś Ciuch dostałby w dupę od każdego kibica, kto pamięta, jak to wyglądało naprawdę. Bo w latach 90. nie chodziło o to, że mieliśmy „epokę złotą” w sensie sportowym — chodziło o to, że mieliśmy TOŻSAMOŚĆ. Dziś mamy za to pieniądze na lepsze ławki rezerwowych i remont szatni, ale zapłaciliśmy za to dumę. A ja wolę kibicować drużynie w stroju, który niósł cały region przez dekady, niż w takim, co wygląda jak projekt na studia drugiego stopnia z „minimalizmu”. Przeprosiny za dosadność, ale ten temat mnie naprawdę porusza — bo tutaj chodzi o więcej niż o wzór na koszulce. Chodzi o to, kim jesteśmy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej, chłopaki, jak ja patrzę na wasze nerwy przy tym sponsorowaniu, to aż mi się cofa myślam do 94 roku, kiedy pierwszy raz w życiu postawiłem nogę na Starym Stadionie, a tam na trybunie hutniczej wisiała flaga z takim granatem, że aż mrugałem oczami od tej barwy... no a ten obramówka biały, dookoła całego pasa — cholera, to była siła!
ja pamiętam, że wtedy nikt się nie zastanawiał, kto dał kasę na koszulki, bo wszyscy wiedzieli, że hutnicy to nie są jacyś obcy faceci, tylko sąsiedzi, ci, co odlewali te same miedziaki, którymi potem wybijano się na boisku. sponsor? nikt nie liczył, czy logo jest ładne — liczyło się to, żeby było HUTA, i tyle! a teraz? teraz mamy taki designerski bełkot, że aż się człowiek wstydzi pokazać na mieście w takim stroju.
i co najgorsze — w tamtych czasach Cuprum grało w II lidze, ale kibice nie odpuszczali ani na chwilę, bo wiedzieli, że to nie chodzi o piłkę, tylko o coś większego. dzisiaj mamy w Ekstraklasie drużynę, która bije się co tydzień z mistrzami, ale straciliśmy duszę — i właśnie o to walczymy, czyż nie?
no ale zobaczymy...
ej, Jagiellonia, ty mnie dzisiaj z powrotem przerzuciłeś do czasów, kiedy na starej stacji kolejowej w Lubinie jeszcze pachniało miedzią i nieświeżym piwem — i muszę ci powiedzieć, że twoje wspomnienie o tym granacie na fladze to akurat coś, co we mnie uderzyło jak policyjny gwizdek na naparstku.
pamiętasz, jak w 2001 roku nasz Cuprum grał finał Pucharu Polski w granatowych koszulkach z białym kołnierzykiem, tylko że bez żadnego sponsora na piersi? a drużyny, które w tamtych latach docierały do finałów, to nie były te ze stoperami na nogach i kontraktami na mleko w proszku — to były zespoły, które miały serce wsadzone na lewą łopatkę i wiedziały, że grają dla kibica, a nie dla księgowego.
i co, dzisiaj mamy barwy, które wyglądają jakby ktoś malował po numerach? no cóż, ale pamiętaj, że w tamtych latach nikt nie myślał o tym, jak ładnie wygląda logo — myślał o tym, żeby te barwy były obecne i żeby były ROZPOZNAWALNE jak rudy dach nad hutą. i tak było przez lata, aż przyszedł ten cholerny moment, kiedy padło "albo się dogadamy z kimś, kto da kasę, albo znikniemy z mapy".
a teraz macie pretensje do sponsorów? moi drodzy, sponsorzy to nie wrogowie — to ludzie, którzy płacą za to, żeby nasi chłopcy mogli jeść normalnie, trenować na dobrym sprzęcie i nie spać w garderobie. i co ważniejsze — dzięki tym sponsorom mamy dziś drużynę, która bije się z tymi, którzy kiedyś nas rozjeżdżali jak walec papier.
nie twierdzę, że stare wzory nie miały uroku — bo miały, i to nawet sporo! ale obrzydzenie dzisiejszymi strojami to jakby komuś nie smakowała dzisiejsza pizza, bo pamięta ten smak z dzieciństwa z mlecznym barem na rogu. no ale zobaczymy...
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, pamiętacie, jak w 2012 roku na meczu z Zawiszą było takie ciśnienie, że aż betonowa trybuna trzęsła się od tego granatu i białego, który nafaszerował powietrze na Starym Stadionie? Było nas tam chyba pół Lubina — młodzi, starzy, ci, co wtedy grali w hutniczych kombinezonach, a ci, co przyszli za synkami. A ten sam sędzia po meczu powiedział w kamerze: "Jeszcze nigdy nie czułem, żeby tłum był tak... konkretny". Bo to nie była sprawa wyników — to była krew, która płynęła w żyłach każdego kibica w granacie i białym. A dziś? Dziś mamy logo, które wygląda jakby je zaprojektował student graffiti po tygodniu bez snu. I co, mamy się cieszyć, że jest nowocześnie? No nieeee — na starej fladze z napisem HUTA było więcej siły niż w dzisiejszym "brandingu" warty całą półkę sponsorską. Historia albo się pielęgnuje, albo się ją wyrzuca — i ja wolę to pierwsze.
Gdzie dowody?
Ej, ZosiaKolejorz, akurat w tym momencie muszę ci podać piątkę — bo to, co piszesz o tej tożsamości w granacie, to naprawdę boli serce. Pamiętam, jak w 2003 roku ojciec wziął mnie pierwszy raz na Stary Stadion, a tam, gdzie dzisiaj wisi logo Taiga Corp, kiedyś wisiała reklama "Huta Miedzi Lubin" wielkości billboardu na autostradzie. Ten zapach mokrego betonu, te okrzyki, że "barwy to nie kolor, tylko krew", to się po prostu wbija w człowieka na amen. Dopóki nie zobaczyłem tamtej fury kibiców w czystym granacie, nie rozumiałem, dlaczego fajnie nazywać siebie "Miedziowi".
Ale muszę dorzucić — i wiem, że pewnie mnie za to obgadacie — że dziś nie chodzi tylko o to, żeby wrócić do koszulki, bo "ładniej wyglądała". Obawiam się, że gdyby dzisiaj Cuprum poszedł z tą cichą rewolucją kolorów, to nawet ci najstarsi kibice byliby zagubieni, bo ich wnuki wychowały się na sponsorowanych logach i teraz wołają "Taiga! Taiga!" jakby to była jakaś świętość. Zmiana barw to nie jest tylko sprawa estetyki — to zmiana całej kultury. I szkoda mi trochę, że nikt nie pomyślał, jak to sprzedać tym młodym, którzy nie mieli szczęścia być w latach 90., kiedy to granatowe morze na trybunach wyglądało jak naturalny element krajobrazu.
No, ale w sumie — może lepiej wziąć to na spokojnie. Bo jeśli mamy wrócić do tamtych wzorów, to niech to będzie coś więcej niż tylko koszulka. Niech to będzie powrót do tego, co było w tamtych barwach — dumy, która nie pytała o budżet.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, chłopaki, ależ ja się uśmiałem, jak Krzyś opowiadał o tej fladze na trybunie hutniczej z roku 98 — no nie ma co, to było coś! Ale wiecie, co mnie w tym naprawdę uderza? Też pamiętam, jak pierwszy raz w życiu trzymałem w dłoni koszulkę zrobioną przez huty, bo ojciec powiedział: "Bierz, synu, bo ta drużyna gra dla nas, a nie dla jakiegoś koncernu zza oceanu". I co? Ciuch był szorstki jak papier ścierny, ale czułem się wtedy jakby mnie wpuszczono do klanu — bo to nie była tylko koszulka, to była WIZERUNKA.
Dzisiaj mamy firmy, które płacą, żeby logo było na piersi, ale nikt nie pyta kibica, czy mu się to podoba. A wiecie, co jest najgorsze? Ten moment, kiedy mój ośmiolatek na meczu powiedział: "Tato, a dlaczego ta koszulka jest taka... dziwna?". I musiałem mu tłumaczyć, że "nowoczesność" to czasem tylko ładne słowo na "nie mamy pojęcia, co robimy". Przecież my tu walczymy o to, żeby nasze dzieci wiedziały, skąd przychodzimy — a nie żeby miały wbijać się w designerski bełkot, który jutro pójdzie do śmieci, bo jakiś marketingowiec uznał, że "teraz moda na fiolet".
I jeszcze jedno — Model_Pro miał rację, mówiąc, że te miliony z kontraktów dają stabilizację, ale nie dają PRZYNALEŻNOŚCI. Pieniądze same w sobie to nie problem — problemem jest to, że przestaliśmy traktować barwy jak DNA naszego klubu. Dzisiaj mamy drużynę, która bije się z mistrzami Europy, ale kibice nie mają się czym pochwalić na mieście, bo nikt nie rozpoznaje naszych kolorów poza Lubinem. W latach 90. wystarczyło, że ktoś zobaczył na ulicy kogoś w granacie — od razu wiedział: "To mój brat".
Aha, i jeszcze jeden argument — pamiętacie ten mecz w 2007 roku, kiedy Cuprum grał w takich samych strojach jak dzisiaj, ale przeciw Lechowi Poznań? Było 0:5, było jasne, że lecimy do niższej ligi, ale kibice siedzieli, śpiewali i dopingowali, bo wiedzieli, że chodzi o coś więcej niż punkty. Gdyby dziś takich sytuacji było więcej, może nie marudzilibyśmy o kolorach, tylko cieszyli, że nasza drużyna ma serce, a nie tylko portfel. 💸🔥
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Mój dziadek na starość mówił, że jakbyśmy mieli rozliczać całe zło świata, to wystarczyłoby patrzeć, jak co sezon dobierają się do naszych barw — niby innowatorzy, a tak naprawdę złodzieje koloru, który niósł całą Lubińską legendę w sobie.
Pamiętam, jak w podstawówce dostałem pierwszą koszulkę Cuprum zrobioną przez samych hutników — chyba w 2010 roku, bo miała jeszcze ten mały napis "Huta Miedzi" z tyłu pod szyją. I co? Do dzisiaj te litery są wytarte od ciągłego pocierania, jakby ktoś chciał, żeby pamięć nie zeszła w ogóle — ale teraz to się urywa i na siłę wciskają nam TecknoGrupę, której logo wygląda, jakby projektant wziął czcionkę z Worda i pomalował ją na kolor firmowych kubków.
Tamte lata 90. nie były złote przez same wyniki — były złote, bo na trybunach widziałeś tyle samo hutniczych ubranek co samych flag, i nikt nie musiał się zastanawiać, czy barwy "pasują do marki". Teraz mamy Ekstraklasę, mamy stabilizację finansową, a straciliśmy coś, co żadna firma nie potrafi kupić: to poczucie, że nie jesteśmy kibicami sponsora, tylko kimś znacznie więcej.
No ale nie dramatyzujmy — bo fajnie by było wrócić do tamtych strojów, ale nie zapominajmy, że dzisiejsze pieniądze też są częścią tej historii. Może więc nie odrzucajmy wszystkiego, tylko popatrzmy, jak te barwy wpleść z powrotem w dzisiejszą rzeczywistość, tak żeby nie tracić tego, co naprawdę liczy się dla nas — a nie dla księgowych zza biurka.
Najpierw policz, potem się spieraj.