W Gdańsku graliśmy jak u siebie, bo to nasze morze i nasz duma!
kurczę, to dopiero mieliśmy prawdziwe lato w Gdańsku, chłopaki! pamiętam jak to było, nie te pseudo-morza z betonu w stolicy, tylko nasze prawdziwe – żagle na tle nieba, zapach ryb i piwa z budy koło hali, ludzie szaleli, a my graliśmy jak na morzu, bo to jednak coś innego. no ale patrząc na ten mecz z legią w 2010… oj chłopie, to był wieczór, który wprawił mnie w taki szok, że jeszcze po latach dostaję gęsią skórkę. podbiegłem do bramy jak wariat, rzuciliśmy się w objęcia kibiców, a potem ta trasa autokarów – pół nocy śpiewaliśmy "hej, hej, co to było, no co to było!", wszyscy płakali ze wzruszenia, nikt nie spał, bo jak tu spać, kiedy się właśnie oglądało, jak nasz team wyrywa punkty z rąk bogów? stary dobry gdański ducha się ujawnił tego wieczoru, a duma z tego, że jesteśmy częścią tego miasta, była tak ogromna, że naprawdę czułem, że morze nas usłyszało. no ale zobaczymy, co tym razem wylezie spod kaptura, bo trzymamy kciuki i wiemy, że nasz stadion znowu będzie gotów do oblewania łzami!
Widziałem już wszystko, chłopaki.
kurwa, akurat w 2010 w Gdańsku bylem z synem u mojego brata na odleżynach po hiszpance, a ten facet to taki numer wyciągnął 🔥 my tu gapiliśmy się w telewizor, a nagle taki moment jakby ktoś wcisnął pauzę i puścił film w zwolnionym tempie 😱 siadłem z nim na podłodze i krzyczałem tak, że chyba sąsiedzi myśleli, że kogoś morduję, a potem ta trasa autokarów przez całą noc i te "hej hej" do rana 💪 kurczę, wciąż jak to pomyślę, to ciarki lecą, bo to nie był mecz, to był cud, no nie?
W radości i smutku, do końca z nimi.
@Marta_Wisla no kurde, to jest ta magia, którą trudno opisać jak nie było się tam na miejscu. Bo wiesz, to nie tylko gol w 90+3' – to ten moment, kiedy czujesz, że całe miasto wstrzymało oddech razem z tobą. Pamiętam, jak jeden z moich kumpli, co to ma dom niedaleko stadionu, mówił, że tego wieczoru słychać było hejnal nawet w Dojlidach. 😏 A ty z synem? Też tam byliście fizycznie czy przez TV? Bo jakby mnie kto pytał, to powiedziałbym, że Gdańsk to jednak jedyny stadion, gdzie kibice i piłka stają się jednym wielkim organizmem. I te ciarki… no kurde, one zostają.
Kto wie, ten wie.
a nie pamiętacie tej bajki z 2009, kiedy mieliśmy pod opolską rurą remont, a towarzystwo zajechało wam autokarem o trzeciej nad ranem? byście wiedzieli, jakie hece się działy na parkingu — facet z obsługi nie mógł uwierzyć, że nie pijani jesteśmy, tylko na tyle szaleni, żeby zareagować tak na mecz jak na własną narodzinę. staliśmy z nim kwadrans, gadaliśmy o tym, jak jeden gol potrafi całe życie postawić do góry nogami, a on potem jeszcze nam browarka dołożył "za tą waszą Gdańską magię" — no i capnął od nas szalik, mówił, że będzie wisiał w kantorku, bo "takiego wieczoru się nie zapomina". widzieliście gorsze rzeczy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, no wiesz co, panowie, nie chcę robić z siebie nowego Stasia z "Dziejów" kibica, ale te dwie ekipy to jak... jak ta moja stara, dobra pompa od śruby w samochodzie. Wiesz, że działa, ale za każdym razem musisz docisnąć mocniej i liczyć się z tym, że któregoś dnia cię zawiedzie w najgorszym momencie.
Tamta drużyna z 2010 roku to był taki zespół, co grał jakby miał w dupę wiatr z morza — mieli ten luz, że mogli sobie pozwolić na luksus strzelania gola w 90+3', bo wiedzieli, że mają kibiców, którzy rozumieją tę magię do samego końca. Pamiętam, jak jeden z naszych starych chłopaków, ten co sam był kiedyś w sztabie, powtarzał: "Tu nie o technikę chodzi, tylko o to, żeby mieć w nogach sól bałtycką". I była w tym prawda — tamci chłopcy biegali, jakby morze ich napędzało, a nie papieros z bufetu.
A teraz? Teraz mamy drużynę, która potrafi w czwartek przegrać z pierwszoligowym odpadkiem z dalekiego południa, a w niedzielę walczyć o punkty jakby jutro miał przyjść koniec świata. Nie mówię, że to źle — wręcz przeciwnie, bo widać, że chłopaki dają z siebie wszystko, ale... brakuje tej pewności siebie, tego luzu, że jak się coś rozjedzie, to Morze Śródziemne je wyniesie. Teraz to bardziej jak praca na akord — każe szef, masz być na czas, a jak nie, to jesteś do dupy. Tamtej drużynie kibice nie musieli tłumaczyć, dlaczego płaczą po meczu, bo oni sami czuli, że to coś więcej niż sport.
Ale uwaga, nie biadolę — widzę, że te chłopaki mają serce wielkie jak stadion, i wiem, że jak raz wylezą z tej sytuacji, to znowu będą tymi, co grają "hej hej" nawet jak piłka leci w poprzeczkę. Bo Gdańsk to jednak Gdańsk — i jak już coś w nas wejdzie, to nie wyjdzie przez lata, choćbyśmy mieli grać w betonowych blokach.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, no wiesz co, panowie, nie chcę robić z siebie nowego Stasia z "Dziejów" kibica, ale te dwie ekipy to jak... jak ta moja stara, dobra pompa od śruby w samochodzie. Wiesz, że działa, ale za każdym razem musisz docisnąć…
@Liniowy_Boss no właśnie, pompa od śruby... 😅 bo ja miałem kiedyś taką w starym Polonezie, co to ciągle musiałem ją dociskać, bo inaczej auto gasło na środku ronda. Ale teraz, jak się naprawdę rozruszała, to latała jak marzenie! A z tym Gdańskiem to trochę podobnie chyba jest — raz działa, raz nie, ale jak już wejdzie w tryb i ta magia się wkręci, to naprawdę nie ma siły, która ją zatrzyma 😭💙
Dodajcie że po ostatnim meczu, gdy zagrali dość chaotycznie, to jeden z kolegów mówił: "No fajnie, że dają z siebie wszystko, ale niech raz zrobią to tak, żeby nie musieć liczyć na cud w 90+5'...". Ciekawe, czy ten ich "luz" wróci kiedyś na dobre? 🤔
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
Ej, no wiem, że 2010 to był święty graj, ale kurde, przecież nie wyrywajmy sobie oczu z głów co chwilę! Pamiętacie może, jak parę lat później mieliśmy ten "cudowny" sezon, gdzie wygraliśmy w domu z trzema golami straty, a potem i tak straciliśmy punkt w ostatniej minucie? Tamci chłopcy z 2010 byli mocni, nie przesadzam, ale trochę się zakochaliśmy w opowieściach i zapomnieliśmy, że piłka to jednak sport, a nie bajka na dobranoc.
A ten hejnal na trybunach? Jasne, piękne, wzruszające, ale pamiętajcie, jak nas w 2018 wyrzucili do I ligi, bo kibice zrobili burdę w okolicy stadionu. Tamtej nocy też było mnóstwo wzruszenia i dumy z miasta, ale akurat nie dla dobrych powodów. Czy to znaczy, że magia Gdańska zniknęła? Nie, ale pokazuje, że ten klimat to nie tylko złote gole i łzy radości — to także odpowiedzialność, której czasem brakuje.
I jeszcze jedna rzecz: tych autokarów przez całą noc to ja rozumiem, ale nie każdy ma tyle szczęścia, żeby żyć w mieście, gdzie stadion stoi praktycznie na plaży. W Warszawie, nie obraźcie się, stareńcy, ta energia jest inna — cięższa, bardziej miejska, ale też prawdziwa. Może tamtej drużynie pomógł ten luz, bo grali w miejscu, które naprawdę ich natchnęło, ale nie zapominajmy, że solidna robota i dyscyplina też mają swoje miejsce w kibicowskim sercu.
No i w sumie — co tam się dzieje teraz? Bo widzę, że w komentarzach krążą głosy, że zespół się potknął, ale kto wie, może znowu trafi się ten jeden moment, który wszystko zmieni. Bo Gdańsk to jednak Gdańsk, i jak już coś wlezie w duszę, to nie wyjdzie, choćbyśmy mieli grać w piaskownicy. Ale na razie, chłopaki, trzymajmy kciuki i nie zapominajmy, że każdy mecz to nowa historia — czasem smutna, czasem wzruszająca, ale zawsze nasza.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, kurczę, to teraz sobie wyobraźcie, że w 2010 byłem akurat na urlopie w... no kurwa, gdzieś w Czechach, bo coś tam z butami mi się rozleciało, a ten mój współlokator kibic złożył się na lot, żeby podejść pod tamtą bajkę z Legią. Siedzę sobie w knajpie przy browarze, oglądam mecz na smartfonie, a tu nagle gol w 90+3' — i co? Stół fruwa, piwo leci, facet obok mnie myślał, że kogoś wkurwiłem swoją histerią, bo zrobiłem akrobatykę na krześle! Myślał, że jestem pijany, a ja: "No nie, kolesiu, to Gdańsk wygrał, ja tylko szczekam w dom!" 🤣 Potem cały bar zaczął śpiewać "hej hej" razem ze mną, a knajpa taka mała, że kelnerka przyniosła nam jeszcze jedno piwo "za honorowy hymn naszych gości". A jakby tego było mało, to facet od telewizora zaczął mówić po polsku i dołączył do chóru. Rany, myślałem, że trafiłem na kibiców warszawskich, a tu nagle Gdańsk rządzi światem! A potem autokarami przez pół nocy — no kurde, może dlatego tak ciężko było wrócić do roboty, bo nogi miałem jak z galarety, a serce jakby mi kto wpiął w klatkę i zostawił tam na zawsze. Ale wiecie co? Tamtej nocy nawet Czechy wydały się lepszym miejscem do bycia kibicem! 🍻😂
Memy to też analiza.
kurczę, to dopiero mieliśmy prawdziwe lato w Gdańsku, chłopaki! pamiętam jak to było, nie te pseudo-morza z betonu w stolicy, tylko nasze prawdziwe – żagle na tle nieba, zapach ryb i piwa z budy koło hali, ludzie szaleli…
@Trybuna_TV kurwa no aleś ty zagrał w nostalgię! 😱 no bo że Gdańsk to jednak coś innego to ja wiem, bo przecież w wakacje to tam nawet psy kibicują 🐕🔴 i albo klasa, albo nic! Pamiętam jak w zeszłym roku na Ernecie mieliśmy taki mecz, że słońce świeciło w okna trybuny i niby nic nie było, a potem nagle gol i cały stadion wstał jak jeden facet— nawet ten facet w dresie co zawsze siedzi z fajką w kącie! Tamto lato w Gdańsku to była po prostu magia, a my mamy to szczęście, że możemy to czuć każdego tygodnia! 💪🔥