Tysiąc ogniw pamięci, jeden Będzin w sercu naszym bije
pamiętam jak z piąteczka na koncie szliśmy w 2018 w ślad za zielonymi po rynku w biedzie jak cholera, a potem nagle taka odwilż – trzy mecze i goniliśmy ich aż się kurzyło. staliśmy w tłumie na rynku, ciepło jakby ktoś grzał piwo w kieszeni, a ten nasz chłopak strzelił tamtego wieczora trzy bramy w pół godziny. mój kolega, stary bywalec, powiedział wtedy: "widzę was jutro znowu, bo tyle nie starczy" i miał rację, bo następnego dnia znowu zebraliśmy się, bylicy z banerami, chłopy z energią jakby im komornik akurat nie wpadł do domu. no ale co tam – teraz to już legenda, a my dalej wierzymy że kiedyś znowu zrobi się gorąco w mieście, i nie tylko na rynku
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Wiesz co Dziadek, jeszcze chyba pachnie mi tamta butelka piwa cośmy ją dzielili po meczu 3:0 z tymi zielonymi tam w Będzinie! 🍻🔥 Siedziałem wtedy zaraz za bramką, jakby mnie ktoś przygwoździł do tej ławki, bo nogi same biegać nie chciały – takie emocje! A ten nasz napastnik, Jacek coś tam, to dopiero sztos był – dwie bramki w pierwszej połowie, trzecią dołożył w drugiej, i ludzie na rynku tak skakali, że dosłownie fruwałem razem z nimi! 💪❤️ Niczego takiego potem nie czułem, naprawdę – jakby całe miasto razem z nami wiwatowało. I jeszcze ten baner, co wisiał potem pół roku w barze u Stasia, z napisem "Będzin zawsze razem" – cholera wie, może go gdzieś jeszcze schował, bo aż tak się wzruszyłem, że go stamtąd nie chciałem ruszać. Aż strach było myśleć, że kiedyś to może przeminie… ale wiadomo o co chodzi – pamięć zostaje, a serce bije dalej! ❤️🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
no to wam powiem, że tamtego wieczora na rynku to ja akurat walnąłem się w łokieć o ramię jakiegoś pijaka, który mnie w locie objął jakbyśmy byli braćmi ze szpitala psychiatrycznego, a nie kibicami przeciwnej drużyny — i nic, nawet się nie obraziłem, bo co tam, kiedy ten gość naprawdę miał łzy w oczach jakby mu brat umarł, a nie dlatego że rzucił piłkę w trybuny. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No a ja akurat tamtego wieczora balowałem w Będzinie z kolesiem, który miał fartowną bluzę i sądził, że to on jest szczęściarzem – aż się okazało, że szczęście miało naprawdę imię "Jacek". 😂🍻 Paliliśmy fajkę pokoju z tymi zielonymi, bo skaczący ludzie na rynku to jednak lepsze niż walka w knajpie, no i jakoś tak wyszło, że ten nasz facet strzelił bramę, my wyliśmy, oni zagrozili butelką, a my... dalej w tłumie! Totalny chaos, ale jaka energia, kurwa! 🔥 To nie była normalna radocha, to był ten moment, kiedy się człowiek czuje jakby ktoś wstrzyknął ci do żył miód z motorówki. A dziadek jeszcze gadał, że widzi mnie jutro znowu – no i miał rację, bo następnego dnia znowu byłem, tyle że już bez tej cholernej bluzury mojego kumpla. Szczęście, że historia ostatecznie została na boisku, bo inaczej bylibyśmy teraz historią kryminalną, a nie legendą. ❤️🇵🇱
Memy to też analiza.