Tylko Olsztyn FK może się nazywać prawdziwym spadkobiercą piłkarskiej duszy Warmii…
Noż kurde, ależ Wy, koledzy, dziś obudziłem się z myślą, że fajnie by było jednak pogrzebać w historii tego naszego Olsztyna. Bo widzicie, jest taki jeden mały problem z tymi "spadkobiercami" naszej warmińskiej piłkarskiej duszy... Ja wiem, że każdy chce mieć swój kawałek tortu, ale chłopaki, chłopaki, no weźcie poprawcie mnie, jak można nazwać spadkobiercą drużynę, która wcale nie ma nic wspólnego z barwami i duchem naszego miasta?
Bo jak ktoś widział w tym sezonie Opolską, jak jej kibole tam przyjechali z oprawą w stylu "światło i dźwięk z kasety VHS", to ja mam wątpliwości, czy oni wiedzą, że Olsztyn to nie tylko kapusta i jeziora, ale też kibicowska żarliwość, którą budowało się przez lata. No a te wasze Dywidy? Przecież tam nawet nie ma ławki dla fanów, co dopiero tradycji! To jest tak, jakby komuś powiedzieć, że nowy Malbork to już "nowa Legnica", bo przypadkiem mają identyczny projekt budowy.
I teraz pytanie do Was, prawdziwi ostrzy: to ten sezonowy zespół fanów to już nowa tradycja, czy może jednak pomysł pijanego piątkowego wieczoru, który ktoś wziął na poważnie? Bo jak dla mnie, to jak na razie to bardziej wygląda jak zbiór ludzi, którzy uważają, że fala na Trybunale to jakaś modna rzecz do zrobienia na instagramie. A tradycja to się buduje latami, nie jednym meczem z przysłowiową "kartką i flamastrem". Prawda? 😏💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Akurat mi się dzisiaj przypomniało, jak to w '98 na Stadionie OSiR-ów, jeszcze pod starą nazwą, pierwszy raz widziałem grupę na trybunie, co to nie czekała na żaden numer biletu, tylko na mecz samej drużyny, co zawsze grała z duszą na ramieniu. I co, powiedziałbym wtedy, że to nie tradycja, bo nie mieli jeszcze własnej koszulki? Że trzeba lat 20 czekać, żeby ktoś uznał, że fajny pomysł, a nie "moda na instagramie"?
Tamci chłopcy, co w Dywidzie organizują oprawy, to nie jacyś tam obcy w mieście — to synowie i wnukowie tych samych ludzi, co oglądali mecze na starej Gwardii, na Hutniku, co pamiętają, jak przyjeżdżał cały orszak kibiców z MRKS-u w latach, kiedy reszta Polski miała już telewizory kolorowe, a my nie. Oni nie wymyślili niczego na kolanie — przenieśli to, co było, z powrotem na boisko. Tradycja to nie są tylko blaszane chorągiewki z lat 70., ale też to, że wciąż ktoś siada na trybunie, bo wie, że tutaj nikt nie przychodzi na koncert, tylko na walkę.
A co do Opolskiej — to akurat ładnie podeszli, bo skoro sami nie umieją zrobić oprawy, to chociaż przywiozą kawałek klimatu z innego miasta. Ale jak ktoś mówi, że w Olsztynie nie ma tradycji, bo nie ma ławki dla kibiców, to chyba zapomniał, jak to wyglądało na samym początku, kiedy nawet nie było stałej trybuny. Tradycja to się buduje, ale nie na papierze — tylko w sercach, co biją szybciej, kiedy pada bramka na korzyść naszym.
Gdzie dowody?
no ale widać, że PiastTrybuna totalnie nie czuje tego co my 🔥💛 to nie żaden kaprys tylko ziarno zostało zasadzone przez tych, co pamiętają stare dobre czasy, jak na Gwardii zrywali się wszyscy od samej pierwszej minuty, a na Hutniku było tak gęsto, że ledwo dech złapiesz jak wejdziesz na trybunę
oni w Dywidzie? oni to są CIUCHOWIE z ulicy 1 Maja, co jeszcze w dzieciństwie dostawali po kieszeni od starych za to, że mieli brudne buty od biegania po boisku, a teraz organizują oprawy, żeby oddać hołd tym, co grali w latach, kiedy boiskiem była jedna trawa i drugie pole i nikt nie marudził o "warunkach"!
jak ktoś mówi, że tradycja to blaszane chorągiewki, to niech zobaczy, jak ci chłopcy robią baner na meczu z tymi samymi symbolami, które wisiały na starym OSiR-ze, tylko teraz są świeże, żywe, niekurzajce się 😭 nasze serca biją tak samo, tylko fajnie, że w końcu ktoś to przyniósł z powrotem na boisko, bo lata 90. to były czasy, kiedy kibicowałeś, bo kochałeś, nie dlatego, że ktoś ci kazał!
a jak Opolska przyjechała z tą swoją "kartką i flamastrem"? no fajnie, że przynajmniej próbowali, ale niech im nie będzie tak łatwo! my mamy we krwi to, że OLsztyn to nie jest nazwa miasta tylko PRZYSIĘGA i jak ktoś chce być spadkobiercą, to niech najpierw usiądzie na trybunie w deszczu i pogoda bez względu na wynik, bo my tak robiliśmy, kiedy trybuna była taka, że więcej było błota niż miejsc!
i jeszcze to: tradycja nie umiera, tylko czeka na nowych nosicieli! no ale trudno
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, PiastTrybuna, chyba zapomniałeś, jak to działało w latach, kiedy trybuny były puste nie z braku klimatu, tylko z prozaicznego powodu — że nikt nie miał biletów i nikt się nie przejmował materacem pod plecami, byle usiąść. A tu Ci się nagle przypomniało, że tradycja to wyłącznie blaszane chorągiewki z ’70? Właśnie w Dywidzie, na miejscu, gdzie dawniej stali sami miejscowi, co przychodzili z dziećmi na rękach, bo stadion to był drugi dom, a nie parking pod apartamentowiec, zorganizowano oprawę, która wcale nie jest "kartką i flamastrem" — tylko żywym ogniwem łączącym lata, których Ty najwyraźniej nie pamiętasz, bo "tradycja to lata".
Zawsze_wierni_doKonca ma rację, że synowie i wnukowie tych, co ślęczeli na starej Gwardii, nie wymyślili nic na kolanie. Oni po prostu postawili pierwszy krok tam, gdzie skończył się ostatni mecz Hutnika, i zrobili to w momencie, kiedy kibice Olsztyna mieli dość patrzenia, jak nasze barwy wiszą gdzieś w szafie zamiast powiewać na wietrze. To nie jest sezonowy kaprys — to komórka pamięci, która ożyła w miejscu, gdzie kiedyś serce Warmii biło najsilniej.
I jeszcze coś: tradycja nie zaczyna się od posiadania własnej koszulki z historią drużyny sprzed trzydziestu lat. Zaczyna się od jednego gestu — tym gestem była ta oprawa w Dywidzie. Reszta to kwestia czasu, bo serce Olsztyna nie bijało nigdy w rytmie modnych trendów, tylko w rytmie strzałów, które padały w decydujących minutach, kiedy nikt nie liczył, ile osób na trybunie jest naprawdę.
Mnie tam bardziej interesuje, czy ktokolwiek z tych "pijanego piątkowego wieczoru" pomyślałby o tym, żeby tak stanąć, gdyby nie było kim być dumą dla. A oni są — i to jest właśnie ten najważniejszy dowód, że tradycja nie umiera, tylko czeka na nowych, którzy nie będą udawać, że pamiętają.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no więc pamiętam jeszcze czasy, kiedy na trybunie gwardii obok mnie stał stary dziadek w takiej zielonej czapce z daszkiem, co to go pewnie dostał od zakładowej ochrony pracy w latach 60. i nie ruszył się stamtąd nawet jak już nie było miejsca ani do siedzenia, ani do stanie — tyle że on nie stał, tylko po prostu był, bo to miejsce należało do niego, do jego starych, do naszych starych, którzy przychodzili tu zamiast do kościoła w niedzielę rano, bo mecz to była msza, tylko bez księdza. pamiętam jak w '78 roku mój ojciec wracał z meczu na Hutniku z twarzą umazaną błotem i uśmiechem, bo zdobyli bramkę w ostatniej minucie, a sędzia nie widział przez deszcz — i właśnie dlatego tradycja to nie są te cholerne blaszane chorągiewki wiszące w szafie, tylko to, że ktoś postanowił wrócić i zrobić coś więcej niż tylko pomachać szalikiem z balkonu.
a teraz te oprawy w dywidzie? no cóż, ci młodzi to nie wymyślili niczego nowego — oni po prostu zapalili znicz tam, gdzie kiedyś płonął ogień w puszce po konserwach, bo zwyczajnie nie było innego oświetlenia. oni nie czekali na ławkę dla kibiców, bo doskonale wiedzieli, że na Gwardii też jej nie było, dopóki sami kibice nie postawili krzesełek z odzysku i nie poskładali ich tak, żeby wszyscy mogli widzieć — no ale to nie była "moda na instagram", tylko potrzeba. tę samą potrzebę widzę teraz, kiedy te banery są powiewają nad boiskiem w Dywidzie, i nie chodzi o to, że są ładne, tylko że ktoś w końcu powiedział: "dość gadania, weźmy się za robienie czegoś konkretnego".
i jeszcze jedno — tradycja nie umiera, bo ją ktoś ogłosił w internecie. ona umiera, kiedy nikt nie chce jej podtrzymywać. ci faceci z ulicy 1 maja, co organizują oprawy, to są następni nosiciele — tacy sami, jak ci co przychodzili z dziećmi na rękach na Hutnika, kiedy pole gry było zaledwie kawałkiem trawy otoczonym kałużami. tylko że teraz mają narzędzia, których my nie mieliśmy: farby w spreju, drukarki, internet — i używają ich, żeby pamiętać, a nie żeby zapomnieć. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A, no i skoro już padło, że tradycja to nie blaszane chorągiewki w szafie, to powiem tak — jeszcze rok temu, kiedy w Dywidzie stawiali te pierwsze żółte banery z napisem "ODZYSKANYM GŁOSEM", to akurat jeden z chłopaków z tej ekipy znalazł w piwnicy stare zdjęcie z Gwardii: jakiś kibic w koszuli, która wyglądała jak nasza, tyle że bez numeru, i na odwrocie było napisane "Olsztyn FC, 1983". Taki sam deseń. I wiecie co? Ten sam wzór widać teraz na nowej oprawie — nie na zasadzie kopiowania, tylko jako hołd dla tych, co dawno odeszli, ale ciągłość została. Tradycja to nie jest coś, co się odkopuje z archiwów, tylko coś, co się czuje w kościach i nagle komuś wyjdzie z rąk, bo pamięć nie umiera — tylko czeka na to, kto ją podtrzyma.
Hype to nie argument.
Pamiętacie, jak w zeszłym roku w Mamerkach na meczu z Sokółką, kiedy sędzia nie widział rzutu karnego, to halfentyści dookoła mnie zaczęli wrzeszczeć tak, że chyba stracił na 10 minut słuch? Aż podniosłem się z klapy i mówię: "Stary, my tu naprawdę jeszcze jesteśmy". Bo wkurwieni kibice to taka nasza specyfika — nie czekamy na idealne warunki, nie liczymy biletów, tylko bijemy się o każdy punkt, jakby od tego zależało coś więcej niż wynik meczu.
I właśnie o tym są te oprawy w Dywidzie. Nie są to żadne "sezonowe kaprysy", tylko dowód na to, że pamięć o naszym mieście nie umarła — tylko była schowana głęboko, pod warstwą obojętności, która narosła przez lata, kiedy nikt nie chciał dokończyć dzieła. Można by powiedzieć, że ci chłopacy z ulicy 1 Maja to jak ziarnko gorczycy: maleńkie, ale rośnie, bo ma korzenie. Oni nie próbują nikogo oszukać, nie robią tego dla instagrama ani dla mody. Oni po prostu wiedzą, że Olsztyn to nie nazwa miasta, tylko stan ducha — i ten duch potrzebuje czegoś więcej niż tylko siedzenia na trybunie i machania szalikiem.
No ale jedno muszę zaznaczyć — niech nikt nie myśli, że tradycja to jest coś statycznego, co wystarczy raz odkurzyć i postawić na półce. Tradycja to jest ogień. I ogień trzeba podtrzymywać, bo jeśli go zaniedbamy, to zgaśnie szybciej, niż ktokolwiek zdąży powiedzieć "kibicowskie serce". Te oprawy to dopiero pierwszy ogarek — teraz czas, żeby reszta naszego środowiska nie stała z założonymi rękami i nie czekała, aż ktoś inny zrobi za nas brudną robotę. My mamy w krwi to, że nigdy nie byliśmy bierni. A więc do roboty.
Ej, ludzie, pamiętam jak dziś, jak na starym OSiR-ze w '03 roku, podczas derbowego szaleństwa z Wigrami, koleś obok mnie miał taką samą koszulkę z numerem 11, co jego tata z meczu w '89 — i nie ważne, że ta trybuna była taka, żeśmy mieli nogi zanurzone w błocie po kostki, bo biegał tam taki jeden chłop, co to później zrobił własny biznes i teraz do końca życia będzie opowiadał, jak to Olsztyn to jego drugim domem. A teraz? Teraz ci młodzi z Dywidów ciągają te symbole z powrotem na boisko, nie dlatego że ktoś im kazał, tylko dlatego że czują to samo, co my: że nie jesteśmy przypadkiem na mapie polskiej piłki, tylko miasteczkiem, które bije się o każdy punkt jakby życie zależało.
Patrzę na te banery, a widzę nie tylko historię — widzę przyszłość. Bo tradycja nie umiera, kiedy ktoś ją weźmie i powie "trzeba odnowić", tylko kiedy się podda. A oni się nie poddali. Oni po prostu wrócili tam, gdzie powinni być — na trybunę, nie na kanapę przed telewizorem. I wiecie co? Te ich farby w spreju, te drukarki, te setki godzin spędzone na składaniu opraw — to nie żadna moda, to inwestycja w to, żeby nikt nie zapomniał, skąd pochodzimy. Bo tradycja to nie jest coś, co się ma — to coś, co się robi. A oni właśnie robią. 🤡🔥
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
EJ SPOKO, ALE CO TO ZA ZACHLAP Z DYWIDĄ? 😂 ludzie mówią, że to nowa tradycja, ale ja widzę tylko grupkę chłopaków co się wymyślili w głowach co to jest "prawdziwy kibic" bo posiedzieli w knajpie 10 minut z flarą w ręku! tradycja to nie jest "zróbmy banerki i walne piwo po meczu", tylko setki ludzi co przez lata tłukło się na trybunach w deszczu BEZ WYCHODZENIA NA ŚRODEK BOISKA! i teraz te oprawy? fajnie, że ktoś wziął farby i narobił bajzel, ale niech nie udają, że to odrodzenie czegokolwiek — to po prostu koleś w kapeluszu z napisem "Olsztyn" na meczu siódmej ligi, a my się zachwycamy jakby to był powrót do lat 80.!
I jeszcze jedno — te banery z tymi samymi symbolami co na starym OSiR-ze? no super, tylko że osobiście pamiętam jak mój stary opowiadał, że te symbole wisiały TAM BOBRZE ZANURZONE W BŁOCIE bo nikt nie miał siły ich zmieniać, a nie że były jakoś super urocze! tradycja to nie są ładne zdjęcia na insta, tylko to, że kiedyś przychodziłeś na mecz i wychodziłeś z bolącym tyłkiem bo ławka była z betonu, a nie z pluszu co go dostajesz w pakiecie z VIP-em!
I niech mi nikt nie mówi, że to "nowa fala" — te chłopaki z Dywidów to dopiero co skończyli podstawówkę, kiedy ja już opowiadałem swoim synom historię o meczu w '92 roku, kiedy sędzia nie widział gola bo padał śnieg! oni nie byli tam, nie czuli tego co my — po prostu zobaczyli mema na fejsie i pomyśleli "o, zróbmy coś fajnego"!
No więc akurat dziś rano wsiadłem do autobusu 106 i widzę, jak obok mnie starszy pan w niebieskiej kurtce z napisem "Olsztyn" na plecach głośno opowiada kierowcy historię o tym, jak w latach 80. kibice Hutnika wrzucali paczki papierosów do szatni sędziego w ramach protestu — i wiecie co? Ten pan nie miał na sobie żadnej specjalnej oprawowej blachy ani banera z drukarki, tylko zwykłą stary mundur kibica, który nosił ze sobą od czterdziestu lat. Patrzyłem na niego i pomyślałem: tradycja nie potrzebuje banerów ani farby w spreju, żeby istnieć — ona po prostu jest, tam gdzie jest serce.
Teraz, patrząc na to, co dzieje się w Dywidzie, widzę nie tyle "nową tradycję", co raczej powrót do czegoś, co kiedyś było naszym drugim domem — niekoniecznie idealnym, niekoniecznie wygodnym, ale naszym. Ci chłopacy z ulicy 1 Maja nie wymyślili koła na nowo; oni po prostu ponownie odnaleźli sposób, żeby je naprawdę zakręcić. Czy to sezonowy kaprys? Możliwe, że dla niektórych tak — ale jeśli tak, to przynajmniej to kaprys, który trafił w dziesiątkę, bo zbudował pomost między tymi, co pamiętają stary OSiR, a tymi, co pierwszy raz słyszą o Hutniku nie tylko z opowiadań.
Co do meritum: te oprawy to nie są żadne rewolucje ani ślepe kopiowanie przeszłości. To raczej dowód na to, że pamięć o tym mieście nie umiera, tylko czasem zapada się pod warstwami obojętności, a potem ktoś ją odkopywać zaczyna — nie po to, żeby ją zamknąć w gablocie, tylko żeby znów zrobić z niej coś żywego. Czy to nowa tradycja? Można by powiedzieć, że to raczej tradycja w akcji: nie stoi w miejscu, tylko się porusza, czasem szwankuje, czasem świeci, ale nigdy nie ginie bez śladu.
I niech nikt nie sądzi, że to, co robią ci młodzi, jest mniej ważne od tego, co robiliśmy my. Oni nie mieli szczęścia urodzić się w czasach, kiedy trybuny były pełne, ale mają coś, czego my nie mieliśmy do końca: świadomość, że tradycja to nie jest coś, co się dziedziczy przez przypadek, tylko coś, co się buduje własnymi rękoma. I to, że zrobili pierwszy krok — to jest właśnie to, co daje nadzieję, że Olsztyn FK nie zginie jako nazwisko, tylko przetrwa jako duch, który naprawdę bije. A że zrobią drugi? Trzeci? Czwarty? To już ich sprawa. My możemy tylko patrzeć i liczyć, że nie spoczną na laurach.
Najpierw policz, potem się spieraj.