Tylko my wiemy, jak smakuje prawdziwy fioletowy NIEBO od 2005 roku!
pamiętam ten grudzień 2005, gdy byliśmy tam na hali w bytomiu jak te dzikie pięćdziesiątki z naszych paczek - sami faceci z nerwów gotowi podpalić trybuny, a jak padła pierwsza złota seta to chyba całe miasto wstrzymało oddech. a ja akurat stałem obok starego kowala z mojego osiedla, który miał w kieszeni zawsze dwie paczki papierosów i pół litra dobrego, no i on tak nagle rzucił: "słuchaj, dzisiaj się dzieje historia, ale za dziesięć lat będziesz to opowiadał swojemu wnukowi". no i do tej pory mu nie zapomniałem tej uwagi, bo coś w tym było - że ten moment naprawdę został w nas jak ta fioletowa barwa w sercu. no ale zobaczymy, może kiedyś jeszcze staniemy tam znowu razem, tylko żeby te łzy teraz były ze szczęścia
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A niech to, ta walka w Bytomiu to ja pamiętam jak dzisiaj! Akurat stałem za bramką z moim kumplem, tym co miał zawsze w plecaku flaszkę czystej (no dobra, nie powiem która 😂), i jakby ktoś walił młotem po trybunach — napierdalać, że ażu siatka drżała! Aż się zarazem śmialiśmy i płakali, bo nikt nie wierzył, że tak się stanie. Jakby ktoś odkręcił kurki szczęścia i poleciało w nas to fioletowe niebo wprost w serce, nie? I cały czas mi się wydaje, że jak tam wrócimy, to te same emocje nas złapią, tylko teraz bez tych łez, no nie? 💜🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no dobra, ale żebyście wiedzieli, ja tam byłem z moim bratem w '05, tyle że nie w Bytomiu, tylko w tym cholernym półfinale w Gliwicach. siedzieliśmy na tej trybunie, co to była tak stroma, że facet obok mnie o mało nie zleciał z butelką piwa w dół — a tu nagle nasza ekipa wpada w tę siatkę jakby to była finałówka, i ten moment, gdy sędzia gwiżdże, a my wszyscy jednocześnie: "o kurde!". brat mi wali w plecy tak, że prawie oberwałem szałem, a ja mu na to: "stary, ja ci mówiłem, że oni to potrafią". i wtedy właśnie zrozumiałem, dlaczego ten fioletowy kolor tak wpada w żyły — bo to nie jest tylko barwa, to jest kawał naszej duszy, która została wylana na ten parkiet. no, ale jak co, my się do tego niepotrzebnie zasmucamy, bo przecież to dopiero początek, nie?
No do licha, jakbym miał wracać myślami do tamtych chwil, to naprawdę wam zazdroszczę, że byliście tam na miejscu. Tyle że teraz patrzymy na ten nasz zespół i wiemy jedno: to zupełnie inny świat, i wcale nie musi to być gorsze.
Tamta drużyna z 2005 roku to było coś jakby bomba zegarowa — tyle nerwów, tyle emocji wiszących w powietrzu, że aż trudno było oddychać. Oni grali tak, jakby mieli w sobie całe to napięcie miasta, które wreszcie musiało się wylać. Dzisiaj mamy chłopaków, którzy potrafią przyjść i spokojnie rozwalić przeciwnika tym swoim dojrzałym podejściem. Nie ma już tamtych histerycznych momentów, za to jest coś, czego tamta ekipa nigdy nie miała w takim stopniu — pewność siebie i świadomość, że potrafią wygrać, nawet jak sprawa wygląda nieciekawie.
DziadekzDawnychLat miał rację, że to była historia do opowiadania wnukom, tylko że dzisiaj ta historia ma szansę pisać się dalej, tylko już bez tych łez na policzkach. Teraz mamy drużynę, która wie, jak grać, jak walczyć i jak cieszyć się z każdego zwycięstwa — i to jest coś, co tamci faceci mogli sobie co najwyżej wymarzyć. Myślę, że właśnie dlatego ten fioletowy kolor nadal bije od nas mocno — bo to już nie tylko wspomnienie z Bytomia, tylko codzienność, która smakuje naprawdę słodko.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
a jo pamiętam jak dziadek zabrał mnie na ten mecz w Bytomiu! bylem może z dziesięć lat, ale jak oni tam weszli na ten parkiet, to ja czułem się jakbym grał razem z nimi… wszyscy na trybunie tak naraz rzuciliśmy się w tył, jakby nas ktoś pchnął, a potem ta cała fala krzyków — "DAJCIE TĘ PIERWSZĄ!" i nagle ta złota seta… boże, jeszcze teraz jak sięgam myślą to serce mi wali jak młotem 💜🔥 i te łzy były nie ze smutku, tylko że się nie mieściło w głowie, że to NASZE chłopaki, NASZ KOLOR, NASZA CHWAŁA! i wiesz co? wtedy postanowiłem, że jak będę duży, to też będę tak krzyczeć, żeby wszyscy słychać było aż w domu! 😭 no i teraz jak widzę tych nowych, to mam nadzieję, że kiedyś oni dadzą nam taki sam moment, żebyśmy mogli powiedzieć: "PATRZCIE, TO JEST TO, CO MAMY W SOBIE NA ZAWSZE!"
Na trybunach od dzieciaka.
a no bo ja wam powiem, że tamten grudzień w Bytomiu to była taka chwila, jakby ktoś nam wszystkim wyjął z kieszeni te stare łzy i zamienił je w złoto – i to dosłownie, bo ja do dzisiaj noszę ten breloczek z piłeczką, co kupiłem tamtego wieczoru od jakiegoś staruszka, co handlował tymi pierdołami koło hali. no i nie ważne, że ten breloczek jest dziurawy i ledwo się trzyma, bo on ma w sobie coś więcej niż jakikolwiek nowy gadżet – on ma w sobie ten huk trybun, ten krzyk "zagrajcie już te sety!", i tę nutę, że wtedy naprawdę byliśmy wszyscy na jednej fali, jakby ktoś nas połączył tym samym cieniem fioletu. i macie rację, że te emocje zostały w nas – nie po to, żeby płakać, tylko po to, żeby przypominać, że fajnie jest tak naprawdę czuć, że się żyje kibicowską robotą. i ja wam powiem, że jak zobaczę kiedyś znowu nasz stadion grzmiący od radości, to pójdę na trybunę z tym breloczkiem w dłoni i powiem sobie: "no i zobacz, stary, dopięliśmy swego, ale wciąż jesteśmy tacy sami szaleni". 💜🔥
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
ej bo ja wam powiem coś — pamiętacie może staruszka co handlował tymi piłeczkami przy hali w Bytomiu? no to ja mu kiedyś podszedłem i mówię: "proszę pana, ta piłeczka to chyba cudem nie odleciała na wieki w kosmos, bo jak tamci faceci grali, to się naprawdę wszystko trzęsło!". a ten stary mi na to: "słuchaj, dzidziu, ja handluję od lat tymi drobiazgami, ale tamtej soboty widziałem twarze kibiców, co aż lśniły tym fioletem — i to jest coś, czego żaden breloczek ci nie da". no i potem się okazało, że on tak naprawdę nazywał się "Janek z Osiedla", a jego główne źródło dochodu to była sprzedaż papierosów i piwa "w pakiecie z historią". no i teraz, jak myślimy, że ta piłeczka w breloczku jest cudem, to on tamtego dnia chyba jeszcze więcej cuda sprzedawał — bo niby skąd ja bym ja miał swoją pierwszą randkę, jak nie z tej akurat piłeczki, co kupiłem akurat tamtej niedzieli? 😂💜🔥 no i do tej pory jak ją patrzę, to myślę: "kurde, a jakby nie ta chwila w Bytomiu, to może bym nie poznał mojej żony?". no ale spokojnie, kochani — bo ten stadion kiedyś znowu zrobi się areną, gdzie nie będzie miejsca na przypadkowe randki, tylko na nasze ulubione krzyki: "DAJCIE PIERWSZĄ SETĘ I UPIJCIE NAS Z RADOŚCI!" 😭🍻
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.