Tylko my, starych murów z piaskowca – jak Olsztyn swoją drużynę kochał!
pamiętam ten strzał starego andrzeja zza pola karnego, co to miejscowy szpital na tydzień miał komplet. a potem przez pół roku wałęsaliśmy się koło szatni z opaską "dostałem w plecy piłką" jakby to był jakiś medal — no bo kibice to jednak idioci, ale z sercem na miejscu, no nie? a on po meczu tylko uśmiechnął się i mówi "chłopaki, następnym razem celujcie w bramkarza, on jest za wolny", bo wiedział, że towarzyszy nam dopiero co pan od radiologii z tą swoją "nowoczesnością" i fotelem na kółkach.
a teraz niektórzy gadali o tym meczu w telebimie jakiś czas temu, i naprawdę się wzruszyłem, bo to nie był mecz — to była legenda, którą ludzie jeszcze pamiętają. no ale zobaczymy, co z tych młodych wyrośnie, bo oni na pewno nie mieli tej radochy z prostego kopnięcia zza ronda na długo przed tym, jak komuś przychodziło do głowy nazwać to "strzałem z dystansu".
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Pamiętam to jak dzisiaj — stałem jakieś 5 metrów od trybuny, z dłonią na szyi kolegi, który śmiał się tak mocno, że ledwo oddychał 😂 a ten strzał walnął w okno sanitariusza, że szkło leciało na beton, no i oczywiście pogotowie dojechało szybciej niż grajdole na trybunie 🚑🔥 no ale ten uśmiech Andrzeja, jakby nic się nie stało, i jeszcze ten komentarz do radiologa... kurwa, aż zapiekło w oczach, bo wiedzieliśmy wszyscy, że to był nie strzał, tylko rzemiosło! A teraz te młode glisty gadają o "strzałach z dystansu" i żaden z nich nie był tam, gdzie my byliśmy, z tymi grudami chleba w gardle od śmiechu i bólu pleców od ściskania się za łokcie 💪😭
no i zawsze będzie w tym wszystkim ten cholerny fajerwerk przy bramie północnej, co to skakaliśmy na nogach jakbyśmy dostawali bezpłatny doping od samej widowni, a trener zakazał wychodzić z trybuny — bo to niby "zagrożenie porządku publicznego", cholera jasna, po meczu to stary Józek zza lady u "Złotego Grosa" kazał otworzyć piwko w cenie dla "trenera niesłusznie oskarżonego o psucie moralu młodzieży" i wszyscy się wtedy śmialiśmy, że przecież jemu nie szkoda, bo sam grał kiedyś w trzecioligowej z broni olsztyńskiej — a to on wtrącił kiedyś do szatni butelkę wódki "na rozgrzewkę" i drużyna później tak popędziła, że wywalili 5:0 na wyjeździe… no ale ten strzał zza ronda to był taki moment, gdzie naprawdę poczuliśmy, że z tą drużyną na nic niepotrzebne numery — prawdziwe serce bije na trybunie, nie w tabeli, no nie?
No do licha, słuchajcie, kiedy myślę o tamtych drużynach, to aż się śmieszkowi robi i chce się płakać naraz — bo to było coś zupełnie innego. Tamci chłopacy grali jakby mieli po dwie nogi i jeszcze na dodatek serce na fasadzie stadionu, a my z trybuny robiliśmy z siebie widowisko, na które bilety sprzedalibyśmy chyba nawet w Internecie. Teraz to już nie ta radocha, co dawniej.
Pamiętam, jak teraz za każdym razem, kiedy jakiś młody dryblas wbije bramkę z dystansu, to kibice klaszczą — no, klaszczą, ale już nie ten huk, który wstrząsał okolicznymi oknami. Tamci wiedzieli, że mecz to nie tylko wynik, tylko cała ta otoczka: gazety pisałyby jutro "Olsztyn znów rozwalili coś na amen", a my byśmy sobie tłumaczyli w knajpie, który gol był najładniejszy, nie ile miał xG. Teraz to bardziej liczy się, żeby nie przegrać 0:3, a nie żeby pięknie przegrać 2:5 i mieć co wspominać przez lata.
I te chwile, co kiedyś były na wyciągnięcie ręki — krzyki na trybunie, opaski z "dostałem piłką w plecy" traktowane jak ordery, facet z radiologii narzekający na fotel na kółkach… Teraz to bardziej tak, jakby ktoś wziął starych butów z szatni i wsadził je do muzeum, a nowi uważają, że to fatałaszek z komunizmu. Drużyna się zmieniła, ludzie się zmienili, a stadion zrobił się jakoś bardziej… sterylny. Bez tego chaosu, który kiedyś sprawiał, że naprawdę się baliśmy, że sąsiad zaraz upadnie od szczęścia, a nie od ataku serca.
Ale nie będę udawał, że tamta drużyna była ideałem — wiadomo, że nie zawsze było kolorowo, a porażki bolały jak cholera. Tylko że teraz, kiedy patrzę na mecze, to brakuje mi właśnie tej beztroski, tego luzu, że nie ważne, kto wygra, ważne, że się razem ubawiliśmy. A nowi? Oni walczą, oczywiście, ale już nie z tą pasją, która kiedyś sprawiała, że nawet przegrana była jak zwycięstwo.
No i jeszcze te plotki, że teraz młodzi kibice patrzą na stare zdjęcia i śmieją się, że to "nostalgia na siłę". Może i mają rację, bo świat poszedł do przodu — ale ja wolę te stare bujdy o strzałach zza ronda niż dzisiejsze dyskusje o "taktyce" i "systemie gry". Tamci grali sercem, a my graliśmy całym sobą, z płucami, z gardłami, z żołądkami — bo kibicowanie to nie było hobby, to była religia.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
A juz zapomniałem jak dziadek Kazik rzucał w fotela na kółkach tymi swoimi butami od grania, że aż radiolog musiał się ratować ucieczką 😂🔥 a pamiętam ten jeden raz kiedy Andriej trafił w szybe tej starej "bambi" co stała obok ambulansu i facet w środku wyskoczył z takim wrzaskiem że myślałem, że już leci na dół… no ale potem zrobiliśmy z niego maskotkę drużyny, bo niby "strzał Asa" i jeszcze ta jego odpowiedź do dziennikarza, że "gole są jak kiełbasy — im dalej, tym bardziej pachną" 💪😭 nie wiem jak tamci młodzi niby mieli coś takiego przeżyć? jak mieli jakąś legendę w nogach skoro nawet nie wiedzą kim był stary Boniek zanim został papieżem!
a co byście powiedzieli na to, że ja tam wtedy w szatni po meczu akurat stałem i widziałem, jak ten nasz Andriej naprawdę dostał po nodze tym butem od dziadka Kazika — facet aż podskoczył jakby mu podłoga się zapadła, a myśmy się za to tak rozbawili, że aż drzwi szatni ugięły się od śmiechu.
i naprawdę, jak teraz patrzę, to nie ten strzał zza ronda był najważniejszy, tylko ta cała otoczka: że kibice byli gotowi na wszystko, nawet na noszenie opasek "dostałem piłką" jak orderów, bo przecież kibicowanie to nie była niedzielna przechadzka, tylko walka o to, żeby ten nasz stadion żył — a nie udawał ładny placyk do rekreacji.
no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, a pamiętacie, jak stary Andriej wrzucał piłkę w te szklane drzwi tak, że nawet dzwonek od lodówki z tyłu szatni zadźwięczał? 🤣🔥 A jak my potem wymyśliliśmy, że to "nowa metoda rozgrzewki akustyczna", bo niby uderzenie w szkło to takie lenistwo, że lepiej zrobić hałas na kilka minut przed meczem, żeby przeciwnik już się modlił? No i co? Teraz młodzi gadają o "stresie przedmeczowym" i biorą tabletki na uspokojenie — a my z butelką wódki pod płaszczem i butem od Kazika w kieszeni nie tylko graliśmy sercem, ale i balistyka na luzie! 🍻😂
Memy to też analiza.