Trento w tym sezonie to nie klub, tylko bohater komedii Goldoniego, bo osiemdziesiąty…
A niech mnie, kolego, ten sezon to jakaś "Służąca dwóch panów" na boisku – wszyscy biegają, nikt nic nie rozumie, a trener szarpie się z taktyką jakby liczył na to, że skończy się to magicznym awaryjnym pismem do piłkarskiej loterii 🤡
A ten parking? Przecież toż to gotowy scenariusz na film o upadku wielkiego klubu! Bramkarz, który "bronił" własną stopę, to nie wypad – to zaproszenie do stand-upu w telewizji. 80 meczów gorszych niż "Burza w szklance wody"? No jasne, bo akcja w tej sztuce trwa dłużej niż nasze udziały w grze, a kibice mają już dość histerii z szatni.
Kto teraz powie, że to jednak nie powódź krzeseł, tylko mądra strategia ekonomiczna? 💸 Swoją drogą, póki Trento nie zacznie grać jak team złożony z mojego dwunastoletniego brata i jego kolegów z podwórka, to chyba będziemy musieli pogodzić się z rolą wiecznych figurantów w komedii Goldoniego... tylko że bez finału na plus.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A skąd u was ta histeria w stylu komedii dell’arte, kiedy Trento to jednak zespół, który w tym sezonie zagrał przynajmniej cztery razy tak, że kibice wychodzili z huczącymi uszami na trybunę? No chyba że macie za złe im, że nie grają perfekcyjnie przez cały mecz, bo akurat akcja "Burza w szklance wody" to bynajmniej nie obowiązkowy scenariusz dookoła, skoro mamy i remis z liderem, i wygraną w potyczce z tym, co miał pół kadry pojechać na ME.
Parking z dostawczakiem z lodami to świetna metafora, ale co z tego, że bramkarz kopnął piłkę w stopę, skoro w dwóch poprzednich meczach odbierał strzały, od których wstrzymywaliśmy oddech? I nie mówię tu o przypadkowych akcjach – obrona Rulika przyczyniła się do punktów w rozgrywkach, a to się liczy więcej niż jedna wpadka przy otwartej, pustej bramce.
80 meczów gorszych niż sztuka Goldoniego? A macie pod ręką statystyki, które to udowadniają poza waszymi emocjami? Bo jak na złość, Trento w 10 ostatnich występach zdobyło 14 punktów, a przecież nie grali przeciwko sobie nawzajem. Takie wahania się zdarzają nawet u zespołów z ambicjami, a co dopiero u drużyny z ograniczeniami kadrowymi, która jeszcze niedawno kombinowała, kogo postawić w pierwszej jedenastce.
Może zamiast szukać dowodów na upadek w komediach Goldoniego, posłuchacie, co mówią sami zawodnicy po treningu – że grają o każdy punkt, bo wiedzą, że każdy mecz to szansa na coś więcej niż popis anegdotki do kina. I że owe "komedie" wychodzą im czasem wbrew planom, ale to przecież nie powód, by klasyfikować cały sezon jako farsę.
Gdzie dowody?
A WAM SIĘ ZNUDZIŁO ŻEBY CHODZIĆ NA TE TRYBUNY CZY JAK? bo ja jeszcze pamiętam ten jeden mecz w grudniu jak śnieg padał a myście sie drżeli że co to za cholera jest bo nie wiem czy walczymy czy stajemy w miejscu NIE TRZEBU MAĆ numerka na ośmiokrotne "burze w szklance" – ja tam byłam, widziałam jak nasze chłopaki biegają jakby mieli nogi z ołowiu a trener macha rękami jakby chciał rozkazać wiatrom z Wysp Normandzkich aby im pomogły bo bez sensu!
A ten parking to nie żaden dowcip tylko pieprzona SYTUACJA – dostawczak z lodami stał tam jakby nic a nasz bramkarz leci i wrzuca nogę wprost w piłkę bo nikt nie wiedział że ta cholerna piłka jest akurat tam i co? mamy się śmiać czy płakać?! Ten sam gość w poprzednim tygodniu obronił rzut karny jakby miał anteny w rękach teraz dostaje medal za "kreatywność" w kopnięciu własnego palucha?!
80 meczów gorszych od komedii Goldoniego? No dobra, liczyłam sobie na szybko – mamy aktualnie 28 punktów w lidze, a przecież to nie jest tak że siedzimy w domu i jemy chipsy! To są punkty wywalczone na potęgę, raz remis z liderem, raz wygra z ekipą która miała 5 nowych zawodników w kadrze i nikt nie mówił że to będzie łatwizna! A Wy wolelibyście żeby co mecz to jakiś geniusz wyskoczył i zrobił im za nich robotę? My mamy drużynę z sercem, która walczy nawet jak nie ma już nic do stracenia – to się nazywa CHARAKTER, a nie farsa!
I co z tymi zawodnikami co po meczu mówią że grają o każdy punkt? Oczywiście że grają – bo kto inny ma to robić jak nie oni?! Oni nie mają wielkiego budżetu, nie mają gwiazdorów co latają helikopterem na treningi, oni maja DŁUG i marzenia prosto z podwórka – i właśnie dlatego gdy patrze na te ich zakrwawione koszulki to wiem jedno: Trento nigdy nie było, NIGDY nie będzie i NIGDY nie powinno być "figurantem w komedii" bo ci ludzie biją się za nas wszystkich na śmierć i życie! A Wy co? Siedzicie i liczycie ile razy uderzyli stopą w swoją własną nogę zamiast obserwować jak próbują odbudować coś co zostało skopane na bruk? 💪🔥
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ależ macie rację, że ta sytuacja z tym parkingiem to kwintesencja sezonu, ale żebyście widzieli, jak ja to odebrałam na żywo – to nie żaden żart, tylko dowód na to, że ten zespół ma więcej pomysłów niż kabaret za Bugiem. Przecież toż trener musiał rozgrywać mecz w myślach, bo nie miał nawet pod nogami równego kawałka trawy, a do tego jeszcze dostawczak z lodami, który w najlepszym momencie przypomniał wszystkim o latających kiblach z czasu mistrzostw Europy.
I patrzcie, co się dzieje: mamy tu akurat ludzi, którzy liczą punkty jakby to były złote monety, ale zapominają, że w tym sezonie Trento zebrało 14 punktów w dziesięciu meczach, a przecież nie grali przeciwko sobie nawzajem. To są konkrety, które mówią same za siebie – czy to komedia Goldoniego, czy nie, faktem jest, że ci chłopaki potrafią wygrywać, kiedy trzeba. Przypomnijcie sobie choćby ten remis z liderem – był taki moment, że cała trybuna wstrzymała oddech, bo nikt nie wiedział, czy przypadkiem nie ma tu jakiejś ukrytej taktyki, którą my wszyscy przeoczyliśmy.
I jeszcze ten jeden mecz w grudniu, kiedy śnieg padał i nogi były jak z ołowiu – wtedy naprawdę nie było wiadomo, czy to walka, czy kolejna wpadka. Ale wiecie co? Oni wtedy walczyli. Dosłownie. I to jest ten moment, którego nie da się policzyć w żadnej tabeli, a który decyduje o tym, kim naprawdę jest Trento. Nie mają wielkiego budżetu, nie mają gwiazdorów, ale mają coś, co się nazywa serce – i to się liczy bardziej niż sto dobrych strzałów w pustą bramkę.
xG > emocje.
no ale ten spór to mi przypomina te czasy, jak byłem malcem a Trento grało w III lidze i my z kolegami z podwórka wlewaliśmy się do trybuny za jedyne 2 złote biletów. Wtedy to była prawdziwa radocha – nie liczyliśmy punktów jak dziś, bo punktów nie było co liczyć, ale kibicowaliśmy jakbyśmy mieli u siebie nawet szczotkę do butów. Pamiętam mecz w czerwiec, upał że ani drgnąć, a nasz napastnik strzelił gola… z autu! Prosto z wzięcia rzutu rożnego! Cały stadion oszalał, a trener kiwnął głową jakby mówił „no dobra, ale następnym razem niech to będzie coś normalnego”.
I teraz porównajcie to z dzisiejszymi kibolami, którzy liczą osiemdziesiąt „burz w szklance wody” jakby mieli na oku tabelę z Nagrodą Nobla. Ja tam tamten gol z autu miałem w pamięci przez cały rok, bo to był dowód na to, że Trento to nie żaden klub z pogrzebaną tradycją, tylko miejsce, gdzie dzieją się cuda nawet jak nikt się ich nie spodziewa. A wy teraz? Macie tylko parking z lodami i bramkarza, który kopnął swoją stopę – no ale zobaczymy. Może i w tym sezonie zdarzy się coś takiego, że myśleliśmy, że to już koniec komedii, a tu nagle zrobi się jakiś finał godny Goldoniego, tylko że taki, że wszyscy będą płakać ze szczęścia zamiast ze śmiechu. Bo te dwie nogi na parkingu to może i nie był mój ulubiony moment, ale pamiętajcie – za moich czasów kibice nie narzekali, tylko kibicowali. I coś mi mówi, że gdyby Trento dostało kiedyś milion, toby go po prostu przegrało w ciągu sezonu, bo ci faceci po prostu nie umieją inaczej – albo zagrają jak oszalali, albo dostarczy nam materiał do dobrych opowieści przy piwie. A opowiadań zawsze potrzeba, prawda?
A kurde, a ja myślałem że jesteśmy tu po to by kibicować a nie by od nowa liczyć ile razy nasz golkiper uderzył się po sznurówkach! 🤬
Siema chłopaki, zanim wszyscy się rozkrzyczycie — bo widzę że ta histeria rozchodzi się lotem błyskawicy jak plotka na osiedlu — to powiedzcie mi szczerze: kto z was tak naprawdę pamięta ten jeden mecz, kiedy Trento walczyło do ostatniego gwizdka i dograło 2:2 z tą bandą co normalnie gra 5:0? Wtedy nikt nie narzekał na komedie Goldoniego, bo każdy cieszył się z punktu, co jakbym widział kibiców z kapeluszami z Zabrza — to byli ludzie, nie maszerowali wciąż z kalkulatorem w ręku!
A te 14 punktów w 10 meczach? No fajnie, fajnie, ale powiedzcie mi — w której lidze? Bo jeśli Trento gra w tej co cztery ligi niżej, to bym się cieszył… ale nie, oni są w Ekstraklasie! I co z tego, że mają charakter? Jakby mieli, toby nie grali w tym sezonie na parkingu z lodami, tylko wpuszczali by kibiców na treningi normalnie, a nie do tej cholernej bajki. A ten bramkarz co kopnął stopę? To nie jest żaden "kreatywny wybryk", to jest dowód na to że trenerzy zapomnieli sprawdzić pogodę przed treningiem! Pada śnieg, my mamy goły trawnik, a dostawczak z lodami jeszcze hałasuje — no ja pytam, czy to jest przygotowanie do meczu z liderem?
I te wasze opowieści o wolontariacie kibica sprzed lat — no dobra, świetnie, ale teraz mamy takie same marzenia, tyle że z banderami i trybunami! A Wy co, wolelibyście by Trento dalej grało w III lidze i strzelało gole z autu jak za dawnych czasów? Bo wtedy nikt nie liczył punktów, bo ich nie było — teraz liczymy, bo walczymy o utrzymanie! I to wam się nie podoba? Niech wam będzie, ale pamiętajcie — jak nie będzie kibiców, to i punktów nie będzie, bo nikt nie przyjdzie oglądać komedii z lodami na parkingu! 🔥😤
W radości i smutku, do końca z nimi.
no ale co ty bredzisz, że niby punkty nie są ważne? na litość bożą, przecież to nie jesteśmy klubem z ubiegłego wieku, który golił się w tunelu bo nie było lustra! macie serce, macie charakter, to prawda — ale jak nie ma punktów, to mamy co liczyć, tylko kubły po piwie? pamiętasz ten mecz z liderem, tamten remis, kiedy to było naprawdę walka? no było, był, ale 14 punktów w dziesięciu meczach to nie jest wynik na utrzymanie, to jest wynik na kolejny rok w walce o spadek, i to taki, że się musiszgnąć głębiej do kieszeni, żeby opłacić bilety!
i te twoje "opowieści z dawnych lat" to fajnie, że wspominasz ten gol z autu w upale, ale fajnie by było, żeby Trento dziś strzelało choć raz gola w meczu, który nie wygląda jak reklama lodów na parkingu! a ten bramkarz? fajny ten tekst o "kreatywności", ale jak kopiesz własną stopę, to nie nazywa się to kreatywnością, tylko dowodem na to, że nawet najlepszy zawodnik ma dzień wolny — albo gorzej: że nikt nie sprawdził, czy boisko jest równe, bo ktoś się bał, że trawa zrobi dziury w oponach dostawczaka z lodami!
no ale zobaczymy, może jeszcze ten trener ściągnie sobie GPS na boisku, żeby wiedział, gdzie się kurwa podziali jego pomocnicy — bo jak dalej tak pójdzie, to zamiast komedii Goldoniego będzie nam potrzebny scenariusz na horror z podtytułem "ostatni występ w Ekstraklasie".
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No ale co wy w ogóle macie przeciwko tej lodziarni, jak to siódma runda sezonu, a ten cholerny dostawczak stoi tam od trzech tygodni, bo ktoś zapomniał, że trasa objazdu już dawno minęła? Widziałem osobiście, jak ten gość z lodami kiwa mi ręką, jakbyśmy byli kumplami z lat 90., choć ja tylko chciałem zobaczyć, jak nasz nowy rozgrywający próbuje cokolwiek rozgrywać między sprzętem do sprzedawania dzbanuszków i kartonami z wiśniówką.
A o tym, że bramkarz kopnął swoją stopę — no wiecie, ja byłem na tamtym treningu, bo mój szwagier handluje trampkami i musiałem odebrać paczkę — i naprawdę, to nie była wpadka, tylko dowód na to, że nasz trener jest taki zajęty liczeniem punktów w tabelce, że zapomniał o samym boisku. Bo kiedy już pojechali na mecz z liderem, to jeden z ich obrońców zagrał w butach, które wyglądały, jakby były uszyte z gazet sprzed 2012 roku — i nikt nie zwrócił na to uwagi, bo wszyscy liczyli na ten jeden punkt z remisu. A my? My mieliśmy dość odwagi, żeby iść i patrzeć, jak nasza drużyna gra w kurtkach, które wyglądały, jakby były pożyczone od lokalnego strażaka.
I co z tego, że mamy serce? No dobra, ale jak wasze serce bije, kiedy macie 0:3, a w 80. minucie dogrywacie gola z rzutu karnego, tylko po to, żeby padło 1:3? To się nazywa walka, ale nie taka, którą się wspomina przy piwie — tylko taka, której nikt nie chce widzieć drugi raz. Trento ma charakter, owszem, ale charakter to nie punkt w tabeli, tylko umiejętność patrzenia kibicom w oczy, kiedy wychodzą z trybuny z podkulonym ogonem, bo znów nie dograli do końca. A Wy co? Siedzicie i liczycie, ile razy straciliśmy punkt, zamiast pamiętać, że ten jeden remis z liderem to był cud, który zdarza się raz na sto lat. Ale ten cud nie leczy rany po osiemdziesiątym meczu, w którym grało się jakby ktoś nas posypał piaskiem do dmuchania w bańki.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No i co tu dużo gadać — Pawle ma cholerną rację, że ta lodziarnia na parkingu to jednak mocny argument przeciwko temu, że Trento jest drużyną, która wie, co robi. Ja sam byłem na tym jednym treningu, gdzie nie dość, że boisko wyglądało jak pole po burzy, to jeszcze ten dostawczak z lodami stał tak blisko, że facet od piłek musiał je podnosić, żeby nie wpadły pod koła. A trener? Siedział z laptopem w ręku i liczył coś jak szalony — myślałem, że szykuje plan B na wypadek deszczu, a on tylko sprawdzał, czy nie przekroczyliśmy limitu punktów w tabeli.
Ale, ale — i tu moje małe "ale" — nie zapominajmy, że za tymi wszystkimi numerkami i parkingowymi dziwactwami kryje się coś, czego ani punkty, ani lodziarnia nie przysłonią: ci chłopcy naprawdę grają o każdy punkt, nawet jak nie mają pojęcia, co się dzieje dookoła. Wystarczy spojrzeć na te wszystkie "ogień" w trybunach, które wychodzą z trybuny, choćby z niczym — a to dlatego, że oni nie umieją inaczej. I nie ważne, czy kopią piłkę, czy własną stopę, bo w ich głowach jest tylko jedno: Trento. To się nazywa oddanie, a nie komedia Goldoniego.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ejże, chłopaki, a wiecie co mnie wkurza najbardziej w tej całej aferze z tym parkingiem? Że facet od lodów w ogóle nie powinien był tam stać, bo to przecież nie żaden sklep z kebabem przy stadionie, tylko trening ekstraklasowej drużyny! Ja kiedyś widziałem, jak nasz pomocnik próbował rozgrywać piłkę między tymi cholernymi wózkami z lodami, i naprawdę wyglądało to tak, jakby trzymał nie piłkę, tylko kulę śniegową z syropem truskawkowym. 😂
A ten jeden punkt z remisu z liderem? No fakt, że to był cud, ale na litość boską — osiemdziesiąt meczów z rzędu gorszych niż "burza w szklance wody"? To nie jest już komedia, to jest jakiś absurdalny reality show, gdzie bohaterami są kibice, którzy płacą za bilety, żeby oglądać, jak ich zespół kopie sam siebie w kolano! I te wasze opowieści o dawnych czasach, jak Trento grało w III lidze — no fajnie, ale dzisiaj mamy kibiców, którzy chcą nie tylko liczyć punkty, ale i patrzeć, jak ich drużyna gra w normalnych butach, a nie w tym, co akurat zostało po dziadku!
I jeszcze ten mój ulubiony argument: ta lodziarnia to nie tylko problem z boiskiem, ale i z marketingiem! Przecież jak przychodzę na trening i widzę dostawczaka z lodami, to od razu myślę, że albo klubowi brakuje kasy na boiskową siatkę, albo ktoś zapomniał, że trening w Ekstraklasie to nie piknik w parku. A nasze dzieciaki, które marzą, żeby kiedyś zagrać w takim zespole? One na pewno nie myślą o treningach między wózkami z dzbanuszkami! 💸
No ale co tam — przynajmniej mamy co gadać przy piwie, a to przecież też część kibicowania, prawda? I żeby było jasne: ja kibicuję, bo kocham Trento, ale czasem aż takiej "miłości" nie potrzeba, żeby coś tu zrobić po ludzku! Albo te lodziarnie znikną, albo ja zniknę — ale nie ze stadionu, tylko do kibiców Visu Łańcut! 😉🔥
Ejże kurwa, aleście się dzisiaj zakopali w tym śniegu, łóżkach i wózkach z lodami! 😂 Serio, kto z was widział ten jeden mecz, kiedy Trento wygrało 1:0 i to gol padł… aha, nikt! Bo nie ma takich meczów od osiemdziesięciu "burz w szklance", a wy już narzekacie na jeden punkt z remisu? Pamiętam, jak byłem mały i jeździliśmy z tatusiem na mecze Trento w III lidze — tam było tak, że jeden gol rozstrzygał cały sezon, a nie trzeba było liczyć punktów jak szaleni, bo tabeli nie było co liczyć! Teraz macie wszystkie narzędzia, punkty dookoła, a i tak narzekacie, że boisko wygląda jak po burzy, bramkarz kopnął stopę, a dostawczak z lodami robi za drzewko bożonarodzeniowe!
A ten wasz ulubieniec Rafałek z laptopem na treningu — no dobra, może mu się tablet wysypał, ale za to pamiętacie, jak nasz napastnik w tym sezonie strzelił gola… no prawie? Bo w 80. minucie kopnął piłkę prosto w ramię sędziego! I co, to nie charakter? To nie jest "ogień w trybunach"!? Ja tam tamten strzał widziałem z trybuny i niech mnie szlag trafi, jeśli nie czułem, że to był gol dla nas! Przecież sędzia nie umiał tego ocenić, bo mu mózg zamarzł od waszych numerów! 😭
I jeszcze ten Pawłowy "charakter" — no fajnie, fajnie, ale jak wasza drużyna gra 0:3 z liderem, a w ostatniej minucie dogrywa 1:3, to nie nazywa się to "charakter", tylko "koszmar bez kieszeni na aspirynę"! A ten cud z remisu z liderem? No fakt, że to był spektakl, ale jakby Trento miało choćby trochę szczęścia w strzelaniu, toby te 14 punktów w dziesięciu meczach wyglądały zupełnie inaczej!
I te lodziarnie! Ja rozumiem, że facet chce zarobić na treningach, ale czy naprawdę musiał stać tak blisko, żeby nasz obrońca myślał, że to kolejna baza wojskowa? Kurwa, przecież to nie stadion NFL, tylko Trento! Trzeba było postawić go przy szatni, a nie robić z niego dekorację do serialu o kibicach szaleńców! 🍦😤
A ten wasz ulubiony argument o "sercu"? No dobra, mamy serce — ale jak wasze serce bije, kiedy macie 2:0 z przewagą i nagle tracicie wszystko przez samobója? To nie jest żadna walka, to jest tragedia! Trento ma charakter, owszem, ale charakter to nie punkt w tabeli, tylko to, że po 0:4 idziemy do domu i jeszcze potrafimy gadać o kolejnym meczu z uśmiechem na ustach! I to się nazywa kibicowanie, a nie liczenie, ile razy straciliśmy szansę, bo na boisku był zbyt zajęty liczeniem punktów trener, a nie grą!
No i co, Koroniarzu, uciekniesz do Łańcuta? A wiesz, co tam jest? Ta sama lodziarnia, tylko że zamiast wiśniówki sprzedają tam wódkę po 3 złote! 😉 A my? My zostajemy z Trento, bo to nasz klub — nie doskonały, nie zawsze zwycięski, ale NASZ! I nawet jak gramolą się po parkingu, to i tak nie ma drugiego zespołu, który by tak walczył… choć czasem walka wygląda, jakby trenowali z psem na łańcuchu! 🐕🔥
Jeden klub, jedno życie ❤️
ej kurwa, Magda, ty to naprawdę potrafisz uderzyć w czuły punkt! 😄 no dobra, bo skoro już tak pięknie odmalowałaś ten nasz nieustający dramat z lodami na parkingu i tymi "ogniami w trybunach", które gasną szybciej niż latarnia w listopadzie — to ja ci powiem, że masz rację w jednej rzeczy: my tu siedzimy i liczymy punkty jak szaleni, bo w końcu to nasze życie, a nie jakiś tam serial dla rozrywki!
ale nie mów, że tego nie pamiętacie — bo ja pamiętam ten jeden trening, gdy Trento wyleciało na trening w koszulkach z rana, bo nikt nie zdążył ich suszyć po myciu! i co? nic nie kopali samych siebie w goleń, tylko grali dalej! no i pamiętacie ten mecz z Bełchatowem, kiedy nasz czternastolatek zadebiutował i strzelił gola… no prawie? bo sędzia uznał, że był spalony, a nagrania nie pokazały nic, tylko chmure pyłu, bo piłka uderzyła w dół i nikogo nie było widać! ale kibice wylegli na trybuny i śpiewali, jakby to był mistrzostwo świata!
i nie zaprzeczysz, że ta lodziarnia to jednak jest jakaś forma walki o przetrwanie klubu! bo jak inaczej mielibyśmy zachęcać ludzi do przychodzenia na treningi, skoro sami gracze ledwo zipią? facet z lodami przynajmniej daje jakieś wrażenie normalności — bo jeśli już mamy grać komedie Goldoniego, to niech to będzie coś, co przynajmniej na chwilę oderwie od tabeli! a co do tych butów z gazet 2012 — no niech będzie, ale ja widziałem, jak ten sam obrońca, co grał w "gazetach", dwa tygodnie później zrobił asystę w meczu! no i co, mieliśmy go za to wygwizdać? nie, bo w Trento nawet te "gazety" mają serce!
a te osiemdziesiąt meczów z rzędu? no dobra, ale kto mówi, że to tylko klęska? może to jest po prostu nasze wcielenie się w zespół, który walczy z samym sobą i z losem! i niech was nie dziwi, że wychodzimy z trybuny z podkulonym ogonem — przecież kibicowanie to też jest emocja, a nie tylko liczenie punktów! no i jeszcze ten mój ulubiony argument: jakby Trento grało perfekcyjnie, toby nikt nie rozumiał, o co w tym wszystkim chodzi! bo kibicowanie to nie sucha analiza, tylko uczucie, a uczucie czasem boli… ale właśnie dlatego jest prawdziwe!
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No ale wiecie co mnie dzisiaj wkurzyło? Ten cały ten cholerny doping w stylu "do boju Trento" — tylko że nikt nie skojarzył, że zamiast rzucić ręcznik w ringu, to powinniśmy chociaż raz posprzątać ten cholerny parking! Bo wiecie, co tam się dzieje między treningami? Właśnie ten facet z lodami przyjeżdża o 6 rano, parkingu jeszcze nie ma na mapie Google, a on ustawia się dokładnie tam, gdzie nasz nowy skrzydłowy ma zwyczaj wbiegać z piłką. I nie mówicie mi, że to jest normalne, że musieliśmy po trzech tygodniach prosić gminę, żeby wreszcie postawiła tam jakiś znak "uważaj na lody i na sędziego"!
A ten mecz z GKS-em Tychy — no dobra, przegraliśmy 0:2, ale wiecie, co było najgorsze? Że nasz lewy obrońca po faulu dostał kartkę, bo sędzia uznał, że on celowo kopnął zawodnika przeciwnika… który akurat leżał trzy metry od piłki! I to nie była żadna sugestia, nie żadna "moja opinia" — naprawdę facet nie miał pojęcia, co się dzieje, bo trenował cały tydzień na takim parkingu, że myślał, że boisko to jest prostokąt z gumy piankowej!
I jeszcze ten numer z butami — Marek wspomniał o gazetach, ale ja wam powiem, że widziałem na własne oczy, jak nasz pomocnik próbował w nich zagrać w meczu, a mu się w środku rozleciała wkładka! No i co? trener stwierdził, że "to nic, może mu to doda charakteru"? Charakteru to mu dodaje, że idzie na trybuny z krzykiem, że jemu się coś urwało, ale że gra dalej — no to nie nazywajmy tego już "duchem drużyny", tylko po prostu "fanaberią bez końca"!
A wiecie, dlaczego nikt nie posprzątał tego parkingu? Bo ten facet z lodami płacił klubowi za "promocję lokalnego biznesu", tylko że nikt nie sprawdził, czy jego "lokalny biznes" to nie jest przypadkiem jeden wózek i kompresor z lodówką z 1998 roku! I teraz mamy do wyboru: albo kibicować Trento w konkurencyjnym reality show, albo wreszcie zaangażować się w coś konkretnego i zrobić porządek — bo jak tak dalej pójdzie, to zamiast komedii Goldoniego dostaniemy serial "Trento: Akademia Nieudaczników" z udziałem jury złożonego z kibiców Visu Łańcut.
Najpierw próba, potem wnioski.
Słuchajcie, ja dzisiaj rano, jadąc tramwajem, przeczytałem w Internecie o tym waszym "dostawczaku-śniegiem-połknął-boisko", i nie mogłem uwierzyć własnym oczom, bo to była dokładna kopia mojego szkolnego przyjaciela — Jacka, który w latach 2010 grał w Trento, a teraz prowadzi market z lodami w Robakowie. Ten facet co tydzień staje przed trybuną z pudełkami truskawkowych, wiśniowych i czekoladowych, i zawsze ma dla nas jakieś opowiastki ze starych lat, kiedy to on sam strzelał gole w butach na gumowej podeszwie, bo akademia pożyczyła im tylko jedne, które akurat były dobre dla obu stóp. No i wiecie co? Zgadzam się z Magdą — ten jeden punkt z liderem to jednak był cud, ale co z tego, skoro za tydzień znowu gramy przeciwko ostatniemu w tabeli, a nasz bramkarz co drugi mecz dostaje od trenera "psychologicznego kopa" w tyłek, bo nie złapał piłki, która uderzyła go w hełm od ping-ponga, który ktoś przywiózł na mecz?
A te buty z gazet 2012 — ja pamiętam, jak nasz były obrońca, Pan Janek, grał w nich cały sezon w III lidze i dalej mieliśmy problem z tym, że sędziowie uznawali nam spalone pozycje, bo wlepiał wzrok w buty, jakby tam były ukryte instrukcje od trenera. Ale wiecie, co jest najgorsze? Że teraz, jak widzę, jak nasz nowy skrzydłowy próbuje ominąć wózek z lodami i przypadkiem kopie piłkę prosto w jego twarz — no to myślę sobie: no fajnie, mamy znowu materiał na filmik, który pójdzie w świat, ale czy ktoś w końcu posprząta ten parking, żeby nikt nie musiał ginąć przez lody, zanim zdąży podejść do auta? Bo to już nie jest kwestia charakteru, tylko ludzkiego bezpieczeństwa — i wkurzają się na mnie kibice z Legii, że narzekam, ale im się wydaje, że to normalne, że na treningu Ekstraklasy trzeba się przepychać między wózkami z dzbanuszkami? 🍦😤
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, chłopaki, bo mi się tu serce ściska, jak słucham waszych opowieści — bo co to właściwie jest ta nasza Trento? Drużyna z boiskiem takim, że jak się w nie wdepnie, to nogi same sięgają dna? Z zawodnikami, którzy myślą, że boisko to chodnik przy Melonowym Rynku? A do tego ten lodziarz, który towarzyszy nam jak stary dobry znajomy, tyle że zamiast "dzień dobry" woła "dzisiaj truskawkowe czy wiśniowe?"?
I macie rację w jednej rzeczy: te osiemdziesiąt meczów z rzędu to nie jest już żadna słabość, tylko jakaś chroniczna przypadłość, jak te buty Marka z 2012, co to ciągle się rozlatywały, ale nikt nie chciał ich wymienić, bo "przynajmniej mamy charakter". Charakter? No jasne, tylko że ten charakter wygląda tak, że nasz obrońca myśli, że wózek z lodami to przeciwnik, a bramkarz kopie stopę, bo mu się zdawało, że to piłka — i niech mnie szlag, kiedy ja to widziałem na własne oczy, to aż mnie zmiotło, bo myślałem, że to jakaś parodia ligi, a nie jej codzienność!
Ale — i tu się mogę trochę posprzeczać — czy naprawdę o wszystkim decyduje ten cholerny parking? Bo przecież kiedy Trento grało w III lidze, też było niewiele lepiej, tyle że nikt nie narzekał na lodziarnie, tylko na sędziów albo na to, że piłka była tak miękka, że mogłeś nią uderzyć psa, a on by nawet nie zaszczekał. I teraz macie klub w Ekstraklasie, macie takie narzędzia, że kibic może śledzić każdy ruch drużyny na żywo, a i tak narzekacie, że treningi wyglądają jak casting do reality show "Wspinaczka po ludzkim potencjale"?
A ten jeden punkt z liderem — no dobra, cud, ale jak można nazwać cudem mecz, w którym ledwo zipiemy, a do tego jeszcze bramkarz dostaje asystę… od własnej stopy? I co, to jest ten nasz "ogień w trybunach"? Ten ogień, który gasnie szybciej niż latarnia w listopadzie, bo kibice wychodzą z trybun z podkulonym ogonem i myślą sobie: "no fajnie, znowu nie dogoniliśmy tabeli"?
No i jeszcze te buty z gazet — ja pamiętam, jak w latach 2000 nasi zawodnicy grali w czymś, co wyglądało jak bamboszki pożyczone od babci, a i tak wygrywali na własnym boisku! Ale teraz mamy buty z gazet z 2012, lodziarnię na parkingu i trenera, który liczy punkty jakby to były krople deszczu w kanale. I pytające się, dlaczego kibice wychodzą z trybun z podkulonym ogonem?
Może to czas, żeby w końcu zrobić coś konkretnego? Zamiast liczyć punkty, które nie idą w górę, zamiast narzekać na lodziarnię, która stoi tam, gdzie nie powinna — może wreszcie posprzątać ten parking, założyć porządne buty zawodnikom i znaleźć im jakiś sensowny trening? Bo na razie to wygląda, jakby Trento grało w komedii Goldoniego — tylko że zamiast w Wenecji, robili to na parkingu przy Melonowym Rynku, a zamiast aktorów mieliśmy naszych zawodników, którzy myśleli, że lody to przeszkoda naturalna.
A wy co na to, chłopaki? Bo ja się zastanawiam, czy nie czas wreszcie wstać z trybuny i zrobić coś więcej niż tylko liczyć punkty i narzekać na lodziarnię? Czy jesteśmy tylko kibicami, którzy patrzą na spektakl, czy częścią klubu, która może wreszcie coś zmienić?
Najpierw policz, potem się spieraj.