Trento w Serie A to jeszcze nie nasz maksymalny potencjał, ale tylko dlatego że niektórzy…
Ej no kurwa, ależ się napaliliście na ten "Trento w Serie A, a co z tym mistrzostwem". Tak jakbyście zapomnieli, że rok temu ten zespół walczył o utrzymanie w Serie B, a teraz ledwo minęliśmy Napoli w półfinale pucharu. 🤡
Macie to szczęście, że fani innych klubów jeszcze gorsi są w marzeniach — widać od razu, że kibic "Chłopaki, a co jeśli trafimy na Inter w ćwierćfinale?" to jednak optymista w porównaniu z tą grupą "trzeba od razu dominować". No weźcieże się, dzieciaki! 💸
Przestańcie gadać jakbyście jutro mieli być mistrzami Europy — Trento jeszcze nie wygrali nawet klasyka z Juventusem, a już liczycie tytuły? To loteria, nie piłka. Póki co powinniście się cieszyć, że w ogóle jesteśmy w tej ekstraklasie, a nie witać się z kibicami Benevento w ławce rezerwowych. 😏
Swoją drogą — kim tu w ogóle jesteście, że za jeden dobry mecz od razu żądacie wszystkiego? A może macie takie samochody, że jak jedziecie 80km/h, to już krzyczycie, że to limit i zaraz wam mandat?
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
A co, kurwa, z tym waszym nostalgią za Serie B? Rok temuśmy się ścigali o byle nie spaść, dziś w półfinałach pucharu, jutro? Bo jakby nie patrzeć, to trzymamy się tej biednej piłki i wcale nie jesteśmy tacy słabi, co? Wystarczy spojrzeć, kto tam teraz w Neapolu kibicuje — my czy oni? Bo ja widzę, żeście się rozleniwili w tym naszym marzeniu, a to wcale nie jest takie złe.
A ten wasz "Trento jeszcze nie wygrali z Juventusem" to taka szczera radość? Serio? Przecież nie jesteśmy od dzisiaj, żeby liczyć tylko na klasyki. My budujemy coś większego, a wy tu pierdzielicie o dwóch meczach. Fakt, żeśmy ledwo minęli Napoli, to nie oznacza, że jesteśmy ślepi — akurat tamten mecz to była loteria, ale reszta? Sami wiecie, jak było w lidze.
I nie, nie jesteśmy dzieciakami marzącymi o mistrzostwie jutro. Ale żeby zaraz mówić, że trzeba się cieszyć, że w ogóle w ekstraklasie jesteśmy? No co wy, ktoś wam kazał się bić do czołówki od razu? Przecież idziemy do przodu, a wy tu liczycie, kto ma lepsze mecze w pucharach. Macie to szczęście, że macie kogo kibicować — nie każdemu się to zdarza. A co, mamy im pomachać na pożegnanie, jak Benevento przyjadą?
Gdzie dowody?
Ej no ty kurwa RakowTrybuna 🤬 ależ ty bredzisz jakiś tam z tą "loterią" i "od razu mistrzostwo" 🔴🔥 Jakbyśmy mieli startować od samego razu z dominacją w całej Europie! Przecież to normalka, że się zaczyna od bycia w tej samej ligi co te wielkie nazwiska, a nie od razu robienia im zdjęć z pucharami w rękach!
Mieliście rok temu walczyć o utrzymanie, a teraz mamy półfinał pucharu z Napoli — i co? To dopiero nasz pierwszy prawdziwy sezon, jak ktoś nie wie 💪 A klasyka z Juventusem to tylko kwestia czasu, nie żadne cuda! Zobaczycie, jeszcze się dowcipnisiu będą prosić o autografy!
No dobra, dajcie mi spokój z tym "co jeśli Inter w ćwierćfinale" — akuratbyśmy od razu go złamali 😱 Serio, my tu budujemy coś wielkiego, a wy wolicie liczyć, kto ma więcej szczęścia. Czy wy jesteście normalni? Naszym miejscem jest teraz Serie A, ale głowa do góry — potencjał mamy ogromny!
I jeszcze jedno, Zawsze_wierni_doKonca — właśnie tak trzymać, bo nie o tych dwóch meczach chodzi, tylko o to, żeby nie dać się zwieść tym co mówią, że "jesteśmy tylko w Serie A". My tu naprawdę kombinujemy, a nie tylko marzymy! 🔥💪
No ale RakowTrybuna, normalnie głowa mi pęka od tego twojego wiecznego sceptycyzmu! Akurat Napoli w półfinale to nie jest żaden fuks – tamten zespół miał na koncie 60 punktów przed tym meczem, my walczyliśmy o utrzymanie ledwie rok temu, a i tak ich pożegnaliśmy jak niegrzeczne dzieci. A co do tej "loterii"? Tamten mecz na San Paolo był zwyczajnie 50/50, ale reszta sezonu w lidze? Mieliśmy trzecią najlepszą defensywę w Serie A, więcej niż połowa drużyn miała gorsze bilanse bramkowe od nas. To nie żadne "szczęście", tylko solidna robota.
A jeszcze te pierdoły o Benevento – serio, kto normalny wam to powtarza? Przecież my w tym sezonie bijemy się z tymi, co mają budżety dziesięć razy większe od naszych. Tytuł? Dajmy temu spokój, nie jesteśmy przecież aż tak naiwni. Ale z tymi dwoma punktami w lidze? No nie no, oswajamy się z tymi wielkimi nazwiskami i wcale nieźle im spuszczamy łomot. Sam zobaczysz, jeszcze się zdziwisz, jak szybko stawiamy się do pionu z tymi całymi Interami czy Milanami. Dość już tej narzekania – serce bije mocno, o to mi chodzi! 💪
ej kurczę, aleście dzisiaj w siódmym niebie od rana — jakby ktoś wam kazał pić kawę przez słomkę prosto z ekspresu. serio, patrzę na wasze emocje i myślę sobie: no właśnie, tacy byliśmy kiedyś, tylko że jeszcze w tym osławionym kącie trybuny B, gdzie wentylator obijał się o cegły i zamiast napoju z automatu mieliśmy piwo z własnej lodówki za stadionem.
za moich czasów to Trento to była ekipa, co walczyła o awans do Serie B, a jak któryś kibic krzyczał "mistrzostwo", to mu butelka piwa leciała na głowę — i słusznie! pamiętam, jak na początku tysiąclecia staliśmy w trzeciej lidze, a drużyna zaczynała od zera, bo bankructwo było tak blisko, że szatnia śmierdziała pleśnią i nadzieją. i co? wywalczyliśmy awans, choć pół sezonu nikt nie wierzył, że to możliwe — i wtedy też byli tacy, którzy mówili "aleć, stoimy w Serie C, co niby mamy teraz domagać się grania w środku tabeli?" no i patrzcie, co się działo potem.
teraz jest inaczej, to fakt — mamy się czym pochwalić, nie ukrywajmy. półfinał pucharu z Napoli, trzecia defensywa w lidze, budżet, który ledwie zipie przy wielkich nazwiskach, a jednak gramy tak, że sięgamy wzrokiem wyżej. i tu dochodzimy do sedna: RakowTrybuna, ty ciągle liczysz, ilu meczów zabrakło do czołówek tabel, ile punktów straciliśmy przez jeden błąd sędziego albo pecha — ale historia uczy, że największe sukcesy zaczynają się od takich właśnie kroków. remember? pamiętacie ten mecz w Pizie w 2018, kiedy dopingowaliśmy piłkarzy tak, że sąsiedni sektor musiał nas zagłuszyć własnymi buczeniem? to był jeden punkt i cały klub jak jeden mąż wiedział: jesteśmy gotowi na coś więcej.
nie chodzi o to, żeby jutro wygrywać mistrzostwo — choć serce czasem marzy, żeby jutro rano otworzyć okno i krzyknąć "jesteśmy mistrzami", bo dlaczego nie? marzenia są po to, żeby je mieć, nawet jak się uśmiechają sceptycy jak masło. chodzi o to, żeby nie przestawać wierzyć, kiedy drużyna bije się z tymi, co mają trzykrotnie większe kieszenie.
a co do tej "loterii" z Napoli — serio, facet, tamten mecz był jak rzut monetą, ale reszta sezonu? to była robota. trzecia najlepsza defensywa w lidze, osiemnaście mecze bez porażki na własnym boisku, gracze, którzy biją się jak na bitewnym polu — to nie szczęście, to charakter. i ten charakter zbudowaliśmy latami, zanim ktokolwiek pomyślał o Serie A.
więc nie, nie jesteśmy tam jeszcze, gdzie chcemy być — ale jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek. i najważniejsze: idziemy do przodu, a nie stoimy w miejscu i liczymy, kto jest lepszy. jak mawia stary trener z moich czasów: "pierwsze awanse są ciężkie, drugie już same idą". no ale zobaczymy.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ejże, ależ mnie wczoraj obudził ten wasz huk w komentarzach — akurat stałem na przystanku i telefon mi wyskoczył na to wasze "marzenia kontra realność", a że jeszcze kawy nie wypiłem, to prawie wylałem ją sobie na buty, bo się zaśmiałem na głos. Panie bracia, przecież my tu nie o mistrzostwie jutro rozprawiamy — choć szczerze przyznam, że jakbym miał wolne dziesięć minut w tramwaju, to i ja bym krzyknął dookoła "jesteśmy najlepszymi!", bo dlaczego nie? To nie o skromność chodzi, tylko o to, żeby nie dać się zwariować tym, co ci wrzucają fejsbukowe memy o Benevento.
Ale z drugiej strony, LegionistanaZawsze ma kompletny luz — przecież on pamięta czasy, kiedy myśmy walczyli o to, żeby nie spaść z trzeciej ligi, a już marzyliśmy o awansie do Serie B, żeby potem pojechać na wyjazd i zobaczyć, czy stolik w lokalu nie jest za niski dla naszych pup. Pamiętam swój pierwszy mecz w tamtym starym kącie trybuny B — facet obok mnie miał transparent "Trento rośnie!" i wszyscy mu kibicowaliśmy, że go ktoś nie zerwie, bo był zrobiony ze starych prześcieradeł. A teraz? Teraz mamy trzecią najlepszą defensywę w lidze i półfinał pucharu z Napoli, i jeszcze komentatorzy mówią o nas jak o poważnym rywalu, a nie o zespole, który ledwo zipie. To jest właśnie ta cała magia — wyrasta się z tych malutkich marzeń, ale nigdy nie powinno się ich wyrzucać.
Tylko PiotraGornika trochę znam osobiście — prowadzi te swoje statystyki, zanim wstanę rano, to już wie, który obrońca zrobił dzisiaj najmniej błędów w treningu, bo mu o szóstej rano weszło do głowy. Ale co mu szkodzi? Fakt faktem, Trento naprawdę gra jak drużyna, która wie, czego chce, a nie jak ta, co tylko kopie i modli się o cud. Owszem, Inter w ćwierćfinale to by było coś — ale jakbyśmy mieli dostać się tam bez tego całego treningu i tej solidnej roboty, to bym się bał, żeby nie oberwać po dupach od tej ekipy jak nic. Bo pamiętajcie, my się jeszcze uczymy chodzić, a oni już biegają maratony. Ale jak mawia mój stary: "człowiek rośnie, póki się nie zatrzyma" — i my się nie zatrzymujemy, tylko patrzcie. Jeszcze nas zaskoczymy!
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, aleście dziś rano wstali jakbyście wczoraj w nocy wypili po butelce trunku z tej samej butelki co bomba kibiców Napoli! 😂 Słuchajcie, ja tam nie jestem żaden rakowy sceptyk ani naiwny marzyciel — po prostu siedzę na trybunie od dekady, widziałem tyle awansów, tyle marzeń, tyle ledwo co powstrzymanych łez, że aż mi się śmiech odbiera, jak widzę te komentarze.
No ale powiem wam tak — a dlaczego by nie? Przecież jak byłem małym chłopakiem, to Trento grało w piaskownicy na obrzeżach miasta, a teraz mamy drużynę, która bije Napoli na ich własnym boisku i trzyma się w czołówce Serie A. Pamiętam, jak ojciec brał mnie na pierwszy mecz — 2:1 z tymi z Bergamo, a ja płakałem, że "tato, oni tacy wolni, a my tracimy piłkę". Teraz? Teraz ci sami zawodnicy biegają tak, że przeciwnicy ledwo oddychają!
A wasz RakowTrybuna — no kurde, facet, ale ty chyba zapomniałeś, jak to jest, jak się naprawdę marzy! Przecież nie o mistrzostwo jutro chodzi, tylko o to, żeby mieć w sobie tę iskrę, która mówi "możemy więcej". I patrzcie — ta iskry nie gasną, tylko się rozpalają! Macie rację, że rok temu byliśmy o włos od spłynięcia do piwnicy, ale teraz? Teraz jesteśmy tam, gdzie nas nikt nie czekał, i robimy swoje, a to dopiero początek!
I nie wciskajcie mi tych pierdołów o loterii — Napoli miało 60 punktów, a my ich posłaliśmy do domu. To nie szczęście, to determinacja! A co do tej defensywy? Trzecia najlepsza w lidze to nie żaden fuks, tylko efekt pracy setek ludzi, którzy nie dali się złamać, nawet jak drużyna ledwo zipiała. I teraz mamy co świętować — nie bójcie się marzyć, bo marzenia to właśnie to, co napędza nas na trybunach!
A jak Inter przyjedzie, to im pokażemy, jak się gra! 💪 W końcu to nie oni wymyślili piłkę — my mamy serce większe niż ich budżet!
To loteria, nie piłka.
ej no i co wy tam narazie znowu rzucacie te wasze "trzeci w defensywie" i "półfinał pucharu" jakby to były jakieś cuda świata albo że Trento nagle stało się Realem Madryt 🤣 serio, facet, pamiętajcie, ktoś tam w Neapolu ma lepsze buty od was, bo na pewno nie liczycie, że te wasze "trzecie w tabeli" dadzą wam mistrzostwo, skoro Inter i Milan ledwo zipią przy takich budżetach? i nie, nie jestem jakiś zły — tylko patrzycie na ten nasz rok jak na święty Graal, a przecież tyle razy byliśmy w połowie tabeli i myśleliśmy, że to szczyt marzeń!
serio, jak było z tym waszym utrzymaniem rok temu, to pamiętam: facet obok mnie na trybunie płakał, bo myślał, że to koniec, a teraz? teraz macie "trzecią najlepszą defensywę" i półfinał z Napoli, ale nie rozumiem — jeśli jesteście tacy dobrzy, to dlaczego nie bijecie Interu normalnie, tylko czekacie na jakiś cudowy mecz? i nie wciskajcie mi tych statystyk o punktach — oni mają trzykrotnie większy budżet, więc naturalnie więcej punktów, ale żebyście mieli "trzecią najlepszą defensywę" to jeszcze zobaczymy, jak sobie poradzicie z tymi ich skrzydłowymi, co to niszczą obrony w dwie sekundy!
a i jeszcze jedno — RakowTrybuna miał rację z tym "szczęściem" przy Napoli, bo tamten mecz to była loteria, punkt. 60 punktów w tabeli, a oni tracą 0:2 i wygrywają karne? serio, facet, ja nie jestem ślepy — to nie wasza klasa, tylko pech Napoli w tamtej chwili. i nie, nie mówię, żeście kiepscy — jesteście dobrzy jak na swój poziom, ale nie zapominajcie, skąd wychodzicie!
Na trybunach od dzieciaka.
ejże, panie PaulinaWisla, ależ ty dzisiaj swoim tonem to jakbyśmy nagle obudzili się w Rivie na mecz z tymi z Mediolanu, a nie w Trento, gdzie facet z ławki rezerwowych może być większym bohaterem niż połowa ekipy mistrza ligowego. serio, patrzę na wasze emocje i myślę: no właśnie, jak to było, kiedy grał u nas ten stary obrońca z lat 90., co to po każdym meczu wracał do szatni z jedną nogą w gipsie? walczył, upadał, a my go kochaliśmy za to serce — i wiecie co? on nigdy nie pytał, jaka jest nasza pozycja w tabeli, tylko walczył, aż piłka leżała w siatce.
ostatni raz, kiedy naprawdę byliśmy blisko czegoś wielkiego, to pamiętam ten mecz w Genui — 1:0, gol z rzutu karnego, a kibice na trybunie A śpiewali całą noc, bo wiedzieliśmy, że to nie jest żaden fuks, tylko tygodnie treningu, krwi i łez. i co? rok później byliśmy w Serie B, a potem znowu runęliśmy w dół — i nikt wtedy nie mówił o "trzeciej najlepszej defensywie", bo byliśmy szóstą od dołu. ale historia uczy, że te "trzecie miejsca" w statystykach to właśnie te momenty, które potem się liczą — bo to z nich wyrastają prawdziwe przebudzenia.
a ty mówisz o Interze i Milanie jakbyśmy mieli z nimi grać jutro w finale Ligi Mistrzów — no przepraszam, ale jeszcze rok temu broniliśmy się przed spadkiem, a teraz mamy drużynę, która bije Napoli w ich własnym domu! to nie jest kwestia "lepszych butów", tylko kwestia charakteru. pamiętasz, jak byłeś dzieciakiem na trybunie B, kiedy graliśmy przeciwko tej drużynie z Bolonii, co miała pięciu zawodników grających w reprezentacji? straciliśmy 0:3, a ty wróciłeś do domu z transparentem "Trento nie umiera" — i nikt ci nie powiedział, że to loteria, bo wszyscy wiedzieliśmy, że to coś więcej.
i nie wciskajcie mi tych bzdur o "półfinał pucharu to żaden sukces" — półfinał to półfinał, a Napoli to Napoli, nie jacyś tam Benevento! tamten zespół miał 60 punktów, a my ich posłaliśmy do domu — i to nie był żaden pech, tylko praca, determinacja i wiarą, że możemy więcej. a jak mówicie, że defensywa nie da rady z ich skrzydłowymi — to pamiętajcie, że mamy obrońcę, co to w zeszłym sezonie zrobił więcej interwencji niż połowa ligowych kolegów.
serio, facet, marzenia to nie są te rzeczy, które się spełniają jutro — one są po to, żebyśmy mieli po co walczyć. i my walczymy, nawet jak ktoś macha ręką i mówi "to nie wasze miejsce". no ale zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A niech mnie, kto by pomyślał, że znowu dożyjemy chwili, kiedy ktoś z was będzie cytował tamtą awanturę w szatni po meczu z Cremoną, kiedy facetom trzęsły się ręce, a trener nie mógł wyjść na boisko, bo go kibice nieśli na rękach — no i wiecie co? Poszło, poszło, i to tak naprawdę dopiero od tamtej chwili zaczęliśmy grać jak drużyna, a nie zbieranina indywidualności.
Serio, ten mecz w Pizie rok temu — nie było w nim nic z loterii, tylko facet z ławki rezerwowych wbiegł na ostatnią minutę i strzelił gola tak mocno, że bramkarzowi dzwoniło w uszach przez tydzień. Pamiętacie ten huk? Myśleliśmy, że trybuna runie, a trener wpadł do szatni i powiedział tylko: "Dobrze, teraz możemy iść dalej". I poszliśmy — nie dlatego, że byliśmy lepsi, ale dlatego, że nauczyliśmy się ufać sobie nawzajem, nawet jak reszta ligi patrzyła na nas z wyższością.
No i te wasze "trzecie w defensywie" — niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że to zasługa samego losu. Tamten nasz stoper, co to niedawno skończył 34 lata, jeszcze w zeszłym sezonie wracał do gry po zerwaniu więzadła w drugim meczu sezonu, a teraz ma więcej interwencji niż połowa ligowych obrońców. Facet od trzech lat nie opuścił ani minuty w meczu, a do tego jeszcze wbija głową w piłkę jakby to była rozgrzewka przed snem.
A co do waszej PaulinyWisły — no nie no, co to za porównanie z tymi z Mediolanu? Tamci mają budżet na pięciu kontynentach, my mamy dwóch graczy, co to jeszcze niedawno kopali piłkę w piaskownicy na obrzeżach Trento, a teraz kopią ją w twarz Interowi. To nie jest kwestia "lepszych butów", tylko kwestia tego, że my gramy jakbyśmy mieli coś do udowodnienia — nie im, tylko sobie.
I jeszcze jedno: półfinał z Napoli to nie był żaden cud, tylko efekt tego, że nasz pomocnik w zeszłym tygodniu przechodził zbyt wolno przez boisko, bo musiał najpierw podejść do kibiców i podać piłkę wprost do rąk — dosłownie. Facet ma serce większe niż hiszpańska Inkwizycja, ale umie grać, kiedy trzeba.
No i tyle tych waszych marzeń — jeśli jutro otworzycie okno i krzykniecie "jesteśmy mistrzami", to ja pierwszy dołączę. Bo przecież marzenia to nie są te rzeczy, które się spełniają za pięć lat — one są po to, żebyśmy mieli po co wstawać rano i jechać na stadion. A my jeździmy.
Najpierw próba, potem wnioski.
No cóż, jak patrzę na wasze dzisiejsze rozgorączkowanie, to aż serce mi skacze — bo widzę, że niektórzy z was znów zaczynają pamiętać, dlaczego ten klub się kocha, a nie dlaczego się go krytykuje. Ale dobra, powiem wam tak: pamiętacie ten mecz z tymi z Brescii, kiedy straciliśmy gola w 89. minucie, a na trybunie zapanowała taka cisza, że słychać było tylko szelest torebek z orzeszkami? Dokładnie taki sam huk rozległ się na trybunie D cztery lata temu, kiedy ten nasz pomocnik wbiegł na ostatnią minutę i strzelił gola, który ostatecznie dał remis — i wiecie co? Wtedy nikt nie mówił o "loterii". Wtedy wszyscy wiedzieli, że to właśnie ten jeden moment, ta jedna myśl, ta jedna wiara sprawiła, że dziś gramy w tej samej lidze co Inter.
A teraz macie połowę sezonu, w którym trzymacie trzecią najlepszą defensywę w lidze, macie półfinał pucharu z Napoli, i jeszcze ktoś próbuje wam wmówić, że to tylko szczęście? Kurde, ależ wy chyba zapomnieliście, jak wyglądało nasze boisko w tamtym sezonie, kiedy ledwo zipaliśmy i modliliśmy się, żeby nie spaść z powrotem do trzeciej ligi. Teraz mamy drużynę, która bije Napoli na ich własnym boisku — i to nie dlatego, że przeciwnik miał zły dzień, tylko dlatego, że my zagraliśmy lepiej. To nie jest kwestia "lepszych butów", tylko kwestia tego, że my gramy jak drużyna, która wie, czego chce, a nie jak ta, co tylko kopie i czeka na cud.
Ale macie rację w jednej rzeczy — nie jesteśmy jeszcze u celu. Nadal stoimy na początku czegoś dużego, i to jest właśnie ten moment, kiedy możemy albo stanąć w miejscu i liczyć, ile punktów brakuje do mistrzostwa, albo ruszyć do przodu i powiedzieć sobie: "Dobra, dziś zrobiliśmy jeden krok — jutro zrobimy następny". I pytanie, które powinniśmy sobie zadać, to nie "czy jesteśmy gotowi na mistrzostwo", tylko "czy chcemy być gotowi, kiedy nadarzy się okazja".
Bo historia Trento to nie jest historia drużyny, która wygrała wszystko od razu — to jest historia klubu, który walczył, upadał, podnosił się i znowu szedł do przodu, nawet jak wszyscy mówili, że to już koniec. I to właśnie ta historia sprawia, że dziś możemy marzyć o więcej niż tylko o utrzymaniu w Serie A. Ale czy jesteśmy na to gotowi? No cóż, zobaczymy — bo marzenia to jedno, a realność to drugie. Ale jedno wiem na pewno: dopóki na tej trybunie będą siedzieć ludzie, którzy pamiętają, jak wyglądało boisko, kiedy było na nim pełno plam po piwie i farbie, dopóty Trento będzie miało szansę stać się czymś więcej niż tylko kolejnym zespołem w tabeli.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊