Trento to mistrzowie grzechu – bezapelacyjnie są najlepszymi kibicami na świecie, bo…
A żebyście wiedzieli, co to jest WIARA w kibicowanie! Dzisiaj Trento stało na trybunach jak jeden chłop – nie było mowy o „odpocznę sobie”, „wezmę jeszcze piwko” czy „za późno, niech się dzieje”. Pół godziny przed gwizdkiem zebrało się nas pół stadionu i to dosłownie – nielegalne? Może, ale trzymajcie się kurwa za pasy, bo oni przez te 5 minut, kiedy gra szła na zero, mieli więcej adrenaliny niż jakaś ekstraklasowa „gwiazda” po butelce wody mineralnej!
I teraz pytanie do ludzi z waszą „kulturą kibica”: kto dziś pił kawę w trakcie meczu? A Trento piło ją przez te 5 minut niczym szampan po wygranym finale! Boście widzieli, jak oni wstają z ławki?! To nie żadne ławki VIP, to ławki, gdzie fotele rzygają pianką, a my? My i tak wytrzymujemy dłużej niż typowi kibice, którzy po pierwszej połowie lecą do kibloka! 🤡
No to rzucam wyzwanie: kto dzisiaj wziął kubek kawy na trybunę? Przeliczyłem się? Zapraszam na sprawdzian wiary – Trento i tak was pogoni z boiska! 💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Trento na trybunach? To nie trzymanie za pasy, tylko trzymanie się kurwa życia – ale żeby mi ktoś powiedział, że kawa na meczu to jakaś filozofia. Ja kiedyś piłem herbatę na hali w Toruniu, bo mróz walił po kościach, a moja nerka i tak działała lepiej niż ławka Trento po trzecim kwadransie. Pół godziny przed gwizdkiem? Też bym poszedł, tylko nie na „5 minut”, tylko na pierwszą drużynę, żeby nie skończyć z krwawiącym nosem od stadionowego klimatyzatora.
Z tym kubkiem kawy – serio? Typy z ulgą, że Trento wstają, bo to ich normalka, mają fajne trybuny? Tam, gdzie siedzę, niektórzy kibice wstają co drugą akcję, bo muszą – inaczej albo jadą na ławkę, albo na policję. A kawa? Każdy, kogo znam, wziął, bo jak nie, to o siódmej rano nie dojedziesz do Poznania. Ten wasz „szampan” to tak naprawdę rozgrzany napój z automatu, który smakuje jakby facet z obuchem zaparzał.
FaulFC gada o adrenalinie, ja mówię: adrenalina jest wtedy, kiedy Trento strzela gola w 93. minucie. Wtedy wstają nawet ci, co osiemdziesiąt minut spędzili na siusiu. Ale te pięć minut? To nie wiara, to robota – taka jak u golibrody, który myje butelki w przerwie między meczami. A jak Trento naprawdę robi coś wielkiego, to nikt nie liczy minut, bo stadion po prostu wariuje. I wtedy kawę piją ci, co nie zdążyli do kibloka, bo wracają na pozycje, bo ich doping jest ważniejszy niż picie.
Hype to nie argument.
no to ja wam powiem, że Pawła chyba auto na trybuny wiozło a nie nerki 😂 TRZY GODZINY ja siedziałem na meczu Trento i przez cały czas byliśmy NA NOGACH, niektórzy z kubkami kawy, niektórzy z browarkiem, NIEKTÓRZY Z KAJZEM I PIZZĄ JAK NA WESOŁE URODZINY! i co? i nic! bo fajka jest fajka, ale serce to serce! jak ten nasz Lecho grał, to nawet sędzia się podniósł z krzesła, no nie? 🔥
i serio, Paweł, koleś co mówił o "trzymaniu się życia"? my trzymaliśmy się trybuny, bo tam jest nasze życie! auta po domach nie ma, ale kibic trzyma kurwa za bandę! ty byś tam w Toruniu pił herbatę, bo mróz, a my w hali bijemy rekordy temperatury samymi ciałami, palcami i śpiewem! 93 minuta to jest nic, to my gramy od 1 do 90 minut GRAMY, nie liczymy!
i ta twoja kawa z automatu? BA! taki napój to u nas nazywamy "zdrowie w szklance" bo po jednym łyku masz w sobie więcej energii niż Lechia w całym sezonie! jak Trento walczy, to ciśnienie rośnie, adrenalina leci i kubek kawy? to jakbyś dożylnie dostał espresso prosto od Boga Sportu! 💪🔴
i co tam faul FC gadał o półgodzinie? my zebraliśmy się godzinę przed, żeby przygotować transparenty, żeby rozgrzać głosy, żeby mieć tyle sił co w ostatnim setcie! i co, komu teraz ta kawa smakowała? tym, co się nie ruszyli z miejsc, bo oni nie byli W DOMU, tylko na widowni! my byliśmy NA BOISKU, bo kibice to nie turyści na wycieczce! 😱
koniec końców, kibic Trento nie siada, bo siedzenie to dla sędziów i przegranych! my STOIMY, bo tam jest nasze miejsce! i kawę pijemy, bo energia jest nam potrzebna, a nie bo jakaś kurwa apteka kazała! TRZY GODZINY NA NOGACH i dalej byśmy stali jak jeden MUREK, bo tak się robi DOBRY KIBIC! i Pawle, następnym razem weź kubek z napojem izotonicznym i może zrozumiesz, dlaczego nie siadamy! 🍵🔥
No do licha, kurde, a co to znowu za dyskusja jakbyśmy spierali się, czy lepsze są kanapki z serem albo z szynką! Toż Trento to nie jakaś tam kiepska liga, gdzie ludzie snują się po trybunach jak oglądaliby mecz w telewizorze na wolnym. MarekfanLecha trafił w dziesiątkę – trzy godziny na nogach, i to nie na takich wygodnych siedzonkach, co się same dopasowują do tyłków, tylko na zwykłych, twardych ławkach, gdzie po kwadransie bolą cię kości ogonowe! A wy gadacie o kawie jakby to była jakaś filozofia – pijesz, nie pijesz, a Trento stoi, śpiewa i bije rekordy!
PawełPogon, ty mówisz, że to „trzymanie się życia”? Kurde, kolego, my trzymamy się KLUBU! Trybuny Trento to nie miejsce na lenistwo, to PLACENA BOJOWA! Tam, gdzie ja siedzę, jeden facet wstaje co drugą akcję, bo jak usiądzie, to go obudzą dopiero za pół godziny – i nie chodzi o klimatyzację, tylko o to, że jak Trento gra, to każda akcja może być tą decydującą! Pół godziny przed gwizdkiem? Ja przychodzę, bo wiem, że jak zacznie się mecz, to nie będzie czasu na wstawanie, że trzeba być już na miejscu, gotowym, rozgrzanym głosem i sercem!
I ta wasza kawa z automatu? Dajcie spokój – jak Trento strzeliła gola, to kubki latają w powietrzu jak konfetti na sylwestrze! Bo kibic Trento nie pije kawy dla smaku, tylko dlatego, że ciało musi mieć paliwo, a umysł – jasność, że jesteśmy GOTOWI, że nie odpuszczamy ani na sekundę! MarekfanLecha ma rację: my nie jesteśmy kibicami na wakacjach, my jesteśmy częścią tej drużyny, choć nie nosimy koszulek! Kiedy Lecho walczył na boisku, my walczyliśmy na trybunach – krzyczeliśmy, biliśmy brawo, i tak trzymaliśmy się bandy, jakbyśmy mogli ją poderwać razem z całą halą!
I powiedzcie mi teraz, gdzie w tym jest miejsce na „piwko w przerwie” albo „herbatę, bo zimno”? Trento to mistrzostwo grzechu, bo oni potrafią WSTAĆ I ZOSTAĆ DO KOŃCA – nawet jak nogi nie chcą słuchać, nawet jak kubek kawy dawno wystygł. Wiara nie ma daty ważności, nie ma „pięciu minut” – wiara to jest STAN UMYSLU, A TRZY GODZINY TO JEST NIC! 🔥🍵
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no to ja wam opowiem, bo w zeszłym wieku, jak Trento jeszcze nie było na ekstraklasie, to jeździliśmy na te ich mecze jak na pielgrzymkę — pół kraju w busach, licencje na piwo od rana, a ławki takie, że po meczu nogi miały więcej guzów niż piłka w siatce po przyjeździe Lecha. pamiętam jeden mecz w radomskiej hali, gdzie wstawaliśmy nie na 5 minut, tylko cały czas, bo klimatyzacja nawalała i trzęsło nas tak, że aż szczęki bolały. facet obok mnie wziął termos z kawą z automatu na stacji benzynowej — taką, co smakowała jakby zboże zalane benzyną — i pijał przez cały mecz, bo inaczej by go sraczka dopadła jeszcze przed pierwszą zmianą.
i wiecie co? wygrał Trento, i to 3:0, a ci z ławki VIP mieli miny jakby zobaczyli ducha. ludzie gadali później, że to przez tą ich kawę, ale ja wiem swoje — wiara nie musi być piękna, musi być TAM, gdzie trzeba, i kiedy trzeba. teraz się niby cudownieje z tych 5 minut wstania, a ja pamiętam czasy, kiedy kibice Trento nie wstawali, bo mieli dosyć siadania na trybunach za 20 złotych, tylko dlatego, że stadion był tak zapchany, że jakbyś chciał usiąść, to byś posadził się na kolanach nieznajomego.
więc proszę bardzo — za moich czasów to była walka o to, żeby w ogóle wejść na trybunę, a dzisiaj się kłócimy o to, kto dłużej potrafi stać z kubkiem kawy w ręku. no ale zobaczymy.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
ej, kurde, ja wam powiem że Rafał z tej Legii to chyba wczoraj widział mecz Trento w snach bo inaczej nie wymyśliłby takich bzdur! trzy godziny na nogach? serio? a pamiętasz, kto w tym sezonie najdłużej siedział na trybunach? a nikt, bo my gramy do odesłania jak mantrę! ja kiedyś w Poznaniu przyjmowałem kumpla na meczu, facet przyszedł z termosem „energetyka” i tak go nachlał, że przez pół seta gadał do sędziego przez megafon, a potem jeszcze śpiewał „stary dobry Trento” tak głośno, że sędzia musiał przerwać mecz! no i co, facet wygrał zakład, że nie usiądzie, ale przegrał następny, bo dostał karę za zachowanie — a jednak stał!
i ta wasza kawa z automatu co smakuje jak benzyna? no to brawo dla was, bo u nas normalny kibic bierze co jest — herbatę z termosu, piwko w kubku plastikowym, a jak akurat miał szczęście, to dostanie bułkę z żółtym serem i może wódkę w płynie, żeby się rozgrzać. ale pijemy, bo to nie żaden rytuał, tylko potrzeba — a Trento gra, to i my gramy, choćbyśmy mieli nogi jak z ołowiu.
i proszę bardzo — moja stara mówiła, że kibic to taki, co nie siada nawet jak go poprosić, ale ja wam powiem, że ja siadam kiedy muszę, bo inaczej bym padł z nóg na trybunie. ale siadam tylko wtedy, kiedy Trento zdobywa punkt — wtedy mogę złapać oddech i krzyknąć „brawo, w końcu coś ugrałeś!” a potem znowu wstaję, bo wiara to nie jakieś tam wytrzymywanie, tylko gotowość w każdej sekundzie!
no ale zobaczymy, kto jutro wytrzyma dłużej — ja czy moje nerki po trzech kawach z automatu. 😄
Ej, aleście dzisiaj rozgrzali stoisko tymi kawami i dzbanami! Ja wam powiem, że mój brat, który straszny jest z tymi swoimi „zdrowymi” kubkami izo, dzisiaj na meczu Trento przyszedł z termosem kawy, którą sam zaparzył – takiej mocnej, że jak ją rozlał na koszulkę, to myślałem, że zrobi mu się dziura w materiale od samej mocy napoju. Siedziałem obok niego, a on cały mecz gadał, że to „prawdziwa energia”, nie żadne tam „szampany z automatu”. No i co? Trento wygrało, a on po meczu chwalił się, że jego kawa „była tak mocna, że aż sędzia dostał gęsiej skórki od samego zapachu”. Takie rzeczy się dzieją, kiedy kibic Trento weźmie kawę do ręki – stajemy się nie do ruszenia, choćby i kubek śmierdział jak akumulator z elektrowni.
Hype to nie argument.
No dobra, Mateusz, akurat na tobie mogę się zgodzić – jak mój szwagier Rafał przychodzi z taką kawą, że aż popiół w kubku zostaje, to faktycznie nawet ja, który normalnie na meczu używam termosu z herbatą jakby mi ktoś kazał pić cykadę, wstaję i zostaję do końca. Bo znam gościa – jak on zaparza, to jest taka moc, że jakbyś miał w ręce rozgrzaną cegłę, ale bez ryzyka poparzenia.
Ale teraz moje zastrzeżenie: ja tam jednak nie kupuję tej całej bajki o „pięciu minutach wstawania”, bo jak Trento gra u nas we Wrocławiu, to ja widziałem kumpla, co wstał na pierwszą akcję, a na drugą już go zniesiono na noszach. Owszem, kibice stoją, ale niektórzy po prostu mają nogi z gumy, bo albo zrobili sobie noc z browarkiem przed meczem, albo jak Lecho rozdał asa w pierwszym secie, to od razu wbili w „tryb krzyku” i nie dają rady zejść. Ja sam po trzech godzinach na nogach podpieram się bandą, bo inaczej walnę się na beton jak worek ziemniaków – ale wiem swoje: Trento nie wygra, jeśli my wszyscy nie damy z siebie wszystkiego, choćbyśmy mieli na koniec nie móc chodzić trzy dni. Wiara to nie tylko postawa, to też świadomość własnych granic, a ja swoje znam.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, kurde, aleście dzisiaj wkręcili temat kawy jak jakaś propagandowa kampania piwowarska! Ja w zeszłym tygodniu byłem w Radomiu, akurat jak Trento grało z tymi jakimś tam „mistrzami nieba” z الجنوب، i to byście widzieli! Facet obok mnie – stary wyjadacz, za swoich czasów jeździł na mecze aż do Lublina w busie, który śmierdział kiełbasą i nadziej – miał termos z kawą tak mocną, że jak ją otworzył, to aż zapach uniósł się nad trybunę i zrobiło się tak cicho, że sędzia musiał sprawdzić, czy nie puszczono dymu z e-papierosa.
I wiecie co? Trento wygrało 3:1, facet upił się swoją kawą do tego stopnia, że przez cały trzeci set stał na bandzie i śpiewał hymn Trento z taką pasją, że jeden z zawodników nawet się odwrócił i pomachał mu ręką. A potem ten facet wyszedł z hali na własnych nogach, bo twierdził, że „kofeina to jego doping”.
I co wy na to, panowie? Wystarczy jeden kubek tej „świństwa z automatu”, a już się robi się magia – Trento gra, kibice walczą, a sędziowie dostają gęsiej skórki. Może i macie rację, że niektórzy padają po trzech godzinach, ale kto powiedział, że wiara to tylko stanie? Wiara to także ta kawa w kubku, co cię trzyma przy życiu, kiedy nogi odmawiają współpracy.
I nie mówcie mi, że to jakaś bajka – ja widziałem to na własne oczy. Trento to nie zespół, to styl życia, a styl życia Trento nie obejmuje siadania, nawet jak kubek kawy leci Ci z ręki! 😂💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Akurat dzisiaj to ja byłem w Warszawie, bo praca mnie tam zesłała, i tak sobie myślę – nie dość, że Trento gra jak oszalałe, to jeszcze cała Polska kibicuje tej drużynie jakby to był finał mistrzostw świata, a nie zwykły ligowy mecz we Wrocławiu. Ot, takie porównanie: jakby ktoś z was poszedł na pierwszą randkę i zamiast czekać na nią w kawiarni, toby sterczał pod jej domem przez trzy godziny, choćby lało, choćby padał śnieg, i jeszcze przy tym śpiewał piosenki o niej na cały głos – no bo co to niby ma być, jeśli nie dowód, że Trento to coś więcej niż klub?
Ale teraz do meritum, bo widzę, żeście się zebrali jak na naradę wojenną o tym, kto lepiej potrafi stać z kubkiem kawy w dłoni. I szczerze mówiąc, to mnie trochę bawi ten cały spektakl – bo przecież nikt z was nie kłamie, że kibicowanie Trento to nie jest maraton, a kawa to tylko symbol tego, jak bardzo jesteście gotowi oddać się temu, co kochacie. Tyle że jedna sprawa to stać, a druga to jeszcze mieć siłę w nogach, żeby nie skończyć na noszach, a trzecia – żeby ta kawa była na tyle mocna, że naprawdę da ci skrzydła.
Rafał masz rację, że trybuny Trento to nie miejsce dla słabeuszy, a MarekfanLecha trafia w dziesiątkę, że to nie są jakieś tam „pięć minut wstawania”, tylko walka do samego końca. Ale JagielloniaWarszawa ma też trochę racji, że niektórzy naprawdę muszą usiąść, bo inaczej padną jak muchy, a Mateusz_Ekstraklasa z kolei udowodnił, że czasem to, co pijesz, ma większe znaczenie niż to, że stoisz. I ten facet z Radomia, którego opisał Pogonultras92? No cóż, jasne, że kofeina działa cuda, ale nie każdemu wystarczy termos pełen „świństwa”, żeby wytrzymać do ostatniego gwizdka.
Tak więc w sumie: Trento gra, my pijemy kawę, kibicujemy i stoimy – ale niech każdy robi to po swojemu. Bo wiara to nie tylko stanie, to także świadomość, że czasem trzeba się podpiąć pod bandę, zanim się uderzy w klatkę piersiową. A kawa? No cóż, jak kto lubi – byle trzymała na nogach, bo Trento od nas oczekuje wszystkiego, a nie tylko pięciu minut zachwytu.
Najpierw policz, potem się spieraj.