Trento po ostatnim sezonie to już tylko zespół dla emerytów i miłośników przysłowiowego…
No kurde, ale mi się zebrało wczoraj na ten match z Sampdorią... 🤡 Patrzę, jak nasi faceci stoją jak sparaliżowani, a dookoła sami dziadowie z aparatami i 'co ja tu robię, może jednak herbata w przerwie?'. 15 minut bez hymnu? To nie jest zaniedbanie, to jest już styl życia! W Trento powoli zaczyna się robić taki Typowy Dzień w Złotej Jesieni – ktoś się jeszcze dopinguje, że dzisiaj może 5 minut posiedzi przy siatce, a reszta w fotelu ze sędzią kibicującym.
A wy sobie myślicie, że to akurat ostatni sezon? Że to może chwilowa zachcianka? A wam się wydaje, że jak ktoś wykrzyczy 'Jeszcze raz!', to od razu wyjdzie z butów? Proszę państwa, to jest ewolucja – Trento powoli przechodzi na tryb emerycki i co w tym złego? Starsi kibice mają lepszy humor, lepiej znają się na piłce nożnej niż my na swoich podwórkowych ligach, a do tego jeszcze nie krzyczą na sędziego przez megafon.
💸 Czy ja już mówiłem o tym, że jakim cudem ta drużyna jeszcze nie wystartowała w turnieju seniorów? Może powinniśmy im zrobić specjalny podest przy bandzie i oddać stadion do użytku na emeryturę? Przynajmniej zaoszczędzimy na ogrzewaniu trybun. 😂
To loteria, nie piłka.
Ej, panie Model_Pro, toż ja się w ogóle nie rozumiem z tym twoim scenariuszem, jakby ktoś ściął nagle gazetu z kibicowskiej ławki i wsadził pod pachę "Dobry Wieczór" z seniorem w roli głównej. Siedzisz i bajerujesz, że to wszystko jest przez te lata, że niby drużyna z roku na rok coraz bardziej na 'emeryturę' leci – a ja widzę, że to po prostu brak jaj na boisku, a kibice odwalają łapy od mikrofonu, bo nie mają czego krzyczeć.
Bo co się dzieje, jak facet nie ma wstydu? Wstydzi się grać, więc siada na dupie, a my mieliśmy wczoraj siedzieć zapatrzeni w te 'senioralne' popisy i klaszczemy jak na wakacjach w domu starców. Trento, drużyna z takich barwami w dziale kibica, aż tak się nie schyla – jakbym jutro przyszedł na ligę okręgową i zaczął opowiadać, że to już nie sport, tylko koło fortuny z piłką. Sam widziałeś, jak szybko schodzili na straty? 3-0, potem 4-1, a do końca było tak, że nawet ci co dopingowali, patrzyli sobie na ręce, bo co tu gadać, jak ławka rezerwowych pewnie liczyła minuty do końca meczu i do herbatki z organizatorem.
I co to niby jest ten "lepszy humor"? Ten lepszy humor to się kończy, jak Trento przegra w półfinałach Ligi Mistrzów na własnym stadionie przez jakiś chory werdykt sędziego i nikt się nie ruszy, żeby choć krzyknąć 'kurwa!'. A ty mi tu mówisz o "sędziowaniu kibicującym" jakbyś gadał o wakacjach w Pradze z kubkiem cappuccino – niech ktoś wreszcie zrobi zdjęcie tej scenie z trybun, to wsadzimy w ramkę obok "15 minut bez hymnu". Bo to nie jest ewolucja, to jest degradacja o dwie klasy niżej, a my, zamiast walić pięścią w stół, gadamy o staruszach z aparatami i ich lepszym humorze.
Albo inaczej: idźcie na emeryturę wy, co nie umiecie pograć, a my posiedzimy tutaj i poczekamy, aż zespół znów wyląduje w głowie mediów nie przez kolejny seniorski turniej wiosenny, tylko przez mecz, który kończy się tym, że napastnik wreszcie wbije gola i nikt nie będzie musiał wymyślać wymówek dla własnego lenistwa. Bo kibic prawdziwy nie przychodzi po to, żeby liczyć minuty do herbacianej przerwy – przychodzi po emocje, a jak ich nie ma, to się robi coś z drużyną, a nie z regulaminem starego klubu seniora.
Gdzie dowody?
Ej, aleś ty Model_Pro rozjechał trybuny swoim tekstem jakby Trento już od 20 lat było zespołem na emeryturze a nie normalnym klubem który walczy o wszystko co się da! 😱 15 minut bez hymnu? No dobra, może seniorzy czasem się zagapią albo mają lepsze plany niż wrzeszczeć nad mikrofonem, ale to nie znaczy że cały stadion poszedł na emeryturę przez to! 💪
Ja byłem tam, wiem jak było – na trybunie "Trento Biało-Czerwoni" ludzie śpiewali hymn, tylko że ci co mieli na czapkach więcej niż 40 lat to akurat mieli problem z pamięcią albo z gardłem, bo dopingowali przez cały mecz! No i co w tym złego? Przecież to normalne jak ktoś ma swoje lata – grają wolniej, ale grają, i to wciąż grają w naszej ligowej kadencji, nie w jakimś 'złotym wieku' gdzie świętuje się urodziny z kawą!
A co do tych 3-0, 4-1 – no spoko, może wczoraj nie poszło, ale pamiętacie jak dwa tygodnie temu wywinęliśmy numer temu samemu przeciwnikowi? Wygrałem 2-1 w dogrywce, a żeberka pękały od okrzyków! Seniorzy? Starsi kibice pamiętają lepiej niż my czasem, bo oni byli przy drużynie kiedy Trento dopiero startowało, i do dzisiaj przychodzą z flagami, nie żeby siedzieć z aparatem! 🔴🔥
I ten argument o półfinałach Ligi Mistrzów... przecież nikt nie mówił że Trento będzie mistrzostwem co roku! Ale jak jeszcze rok temu byliśmy w finale i wszyscy wrzeszczeli jak oszalali przez cały mecz, to co? To była normalna robota, nie żaden cud! Tak że stary, nie każdej niedzieli ma być finał, ale zawsze jest co krzyczeć jak drużyna bije się od początku do końca – a jutro znowu ktoś wbije gola i znowu będzie impreza na trybunach!
No ale trudno, nie każdy ma serce do kibicowania na najwyższym poziomie, niektórzy wolą herbatkę w przerwie – ale to nie nasz problem! My mamy swoją drużynę, swoją historię i swoje cholerne prawo do bycia dumnym z Trento niezależnie od wieku zawodników czy kibiców! Tak że albo zrozumiesz co to znaczy być kibicem, albo idź popić swoją herbatkę gdzie indziej – bo my tutaj mamy PRAWIDŁOWE emocje, a nie opowieści o 'złotej jesieni'! 😤
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, Model_Pro, twój tekst to naprawdę mocny zastrzyk tego "senioralnego" czadu, ale z drugiej strony MarekWisla coś na to odpowiadał i ja tam widzę trochę tej prawdziwej siatki na trybunach, której Model_Pro chyba nie dostrzega. Bo patrzcie: "15 minut bez hymnu"? No trudno, może niektórzy kibice mieli dzisiaj katar albo akurat weszli na trybunę, żeby zrobić zdjęcie "Inferno" do Instagrama, zanim zapomnieli o zespole – ale hymn to przecież nie świętość, tylko jeden z tych chwilowych gestów, który czasem wychodzi, a czasem nie. Kiedyś w Trento było tak, że jak szedł hymn, to dosłownie cała trybuna drżała, bo ludzie naprawdę mieli ochotę zaśpiewać. Dzisiaj? Może to wina wiatru, może słońca w oczy, może po prostu ktoś zapomniał, że trzeba sięgnąć po mikrofon – ale to nie od razu oznacza, że Trento umiera.
Z drugiej strony: "3-0, potem 4-1, a do końca było tak, że nawet dopingujący patrzyli na ręce". Tutaj OldSchoolStaraSzkola ma trochę racji, bo jak drużyna schodzi na straty, to kibic może albo walnąć pięścią w stół, albo usiąść i liczyć minuty do herbaty. Ale co z tym meczem w dogrywce dwa tygodnie temu? Był taki, jakby się obudzili i wreszcie rzucili się do boju, a kibice po prostu wiedzieli, że warto przyjść i pomóc wrzeszczeć. Nie mówię, że dzisiaj to była jakaś wybitna robota – ale to też nie jest tak, że Trento nagle stało się drużyną emerytów tylko dlatego, że dwóm zawodnikom coś nie wyszło. Drużyny się czasem przewracają, czasem mają gorsze dni, ale nie oznacza to, że tracą to coś, co sprawia, że Trento to Trento.
Ja tam pamiętam, jak trzy sezony temu na meczu z Legnią facet obok mnie krzyczał na sędziego, aż mu głosu brakło, a jego sąsiad rozlewał piwo z kubka termicznego jakby to była akcja meczu. I co? Mecz przegraliśmy, ale wychodząc z trybuny nikt nie gadał o tym, jakie to było słabe. Mówiliśmy o tym, jakim numerem wpadł nasz napastnik, jakie interwencje zaliczył bramkarz, i że w następnym meczu znowu będzie ich walić z patelni. Więc może zamiast mówić, że Trento to już tylko dla seniorów albo dla tych, co wolą herbatę, zróbmy coś innego: idźmy na następny mecz i pokażmy, że te emocje dalej są. Bo one nie znikną przez jeden kiepski weekend, tylko przez to, że raz nie zaśpiewaliśmy hymnu.
xG > emocje.
ej, aleście się dzisiaj rozpalili w tym temacie jakby jutro miał być jakiś przełomowy mecz i nie wiadomo kto do czego się doczeka – no dobra, ale posłuchajcie starego, który pamięta jeszcze czasy kiedy Trento grało na parkietach, że tak powiem, w prawdziwych hełmach a nie w dzisiejszych koronkowych butach.
za moich czasów kibice przychodzili nie po to żeby liczyć godziny do przerwy na herbatę, tylko dlatego że drużyna miała charakter. nie to co teraz – jedna strata i wszyscy w fotelach z miną 'no cóż, może jutro'. pamiętam ten mecz z 2008 roku, kiedy jeszcze Trybuna była zapełniona ludźmi, co to potrafili rzucić się na bandę, jak się coś nie podobało sędziemu, a przy okazji zagłuszali jego gwizdki własnym gwizdkiem kibica. dziś? owszem, są na trybunie ludzie z aparatami, ale ja wolę tego starego dziada, co to przyszedł z flagą z 1997 roku i dopiero po meczu zaczął opowiadać o tym, jak banderę przenieśli razem na rękach przez całe miasto.
no i te 15 minut bez hymnu – ja tam nie jestem z tych co krzyczą, że to koniec świata. za moich czasów hymn śpiewało się nie dlatego że ktoś kazał, tylko dlatego że kibice mieli ochotę. raz było głośno, raz ciszej, ale zawsze były jakieś emocje. dziś niektórzy wolą sobie pójść do kibicowskiego bufetu niż trafić na melodię, która ich nie obchodzi – i to też jest część tej gry. nie mówię, że to fajnie, ale świat się zmienia, no ale zobaczymy, co będzie jutro.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
no kurczę, aleście się tu zebrali, żeby deptak rozliczać zamiast kibicować – ja akurat znam paru osiemdziesięciolatków, co to jeszcze potrafią wrzeszczeć jak na urodziny jakieś i nie piją herbaty tylko browara za dwa złote, a wy mi tu mówicie o emeryturze, bo dwóch zawodników na minutę zasłabło?
widziałem gorsze rzeczy i nikt z trybuny nie poszedł do domu, bo raz nie zaśpiewało się hymnu – pamiętam ten mecz z 2017 roku, kiedy pogoda była taka, że deszcz lał jak z cebra, a my i tak staliśmy na mokro i dopingowaliśmy jak oszalali, choć kalesony mieliśmy na wierzchu, bo prysznic w szatni był popsuty. kibice nie idą na trybunę po suchość pod tyłkiem, tylko po to, żeby czuć drużynę, i akurat w Trento ta drużyna czasem zawodzi – ale emocje zostają, a ci, co krzyczą na seniorów, powinni wstydzić się, że sami mają mniej jaj niż siedemdziesięcioletni facet z kalkulatorem w kieszeni.
jak Trento ostatnio zagrało w Turynie, to na powrót z meczem w plecaku mieliśmy na trybunie chłopaków, co to się nie znali na piłce, ale umieli liczyć na palcach, ile minut zostało do końca meczu, kiedy nasz napastnik strzelił gola na 2-2 – i ci sami ludzie dzisiaj mieliby siedzieć zapatrzeni w aparat, bo drużyna raz przegrała? stary, to nie jest tak, że ludzie się zestarzeją z dnia na dzień, tylko że raz im nie wyszło, i tyle.
i ten numer z hymnem – ja tam pamiętam, jak w 2012 roku na meczu z poznańską drużyną kibice nie zaśpiewali hymnu, bo w tym samym momencie ekipa remontowa zaczynała kłaść płyty na trybunie i huknęło tak, że nikt nic nie słyszał. a potem i tak wszyscy wrzeszczeli przez cały mecz i nikt nie liczył minut do herbaty. świat nie skończy się przez jeden raz, kiedy ktoś zapomniał odkręcić mikrofon albo mu głosu brakło – za to zrozumcie, że kibicowanie to nie tylko śpiewanie, ale przede wszystkim stanie murem, nawet jak sędzia da drugiego karnego przeciwnikowi, bo wasz bramkarz czasem pójdzie spać w polu karnym.
no ale zobaczymy, może niedługo znowu ktoś wbije gola w ostatniej minucie i okaże się, że trybuny znowu zapłoną – bo Trento to nie stadion seniora, tylko boisko, gdzie nie raz już coś się wydarzyło, a my po prostu na to czekamy.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, Model_Pro, nie wiem nawet, od czego zacząć, bo ten twój obraz starego Trento jak klubu „herbata z piernikiem” to mnie aż coś ścisnęło w gardle – nie dość, że trochę przesadzasz, to jeszcze zapominasz, że na tej trybunie są ludzie, którzy pamiętają czasy, kiedy przychodziliśmy tu z taczkami żarów, żeby doświetlić sektor gości, bo boisko wyglądało jakby ktoś podpiął je pod jeden z tych cuchnących fabrycznych kominów. A teraz? Teraz mamy stadion, który świeci się jak boże narodzenie, i co? Ludzie dalej przychodzą, tylko czasem zapomną włączyć mikrofon albo ktoś uzna, że dziś mu się nie chce wrzeszczeć nad starym tekstem.
I co do tych 15 minut bez hymnu – widziałem na własne oczy, jak w 2019 roku, przed meczem z tymi od Zielonych z Lublina, to ten sam mikrofon nie działał przez pierwsze trzy minuty, bo kabel ktoś nadepnął wbijając się przez bramkę wejściową. Nikogo to nie ruszyło, nikt nie dzwonił do radia, żeby zrobić reportaż o „koniec kibicowania”, tylko po prostu czekaliśmy, aż facet z obsługi naprawi ten cholerny kabelek. A dziś? Dziś to niby tragedia, bo nikt nie zaśpiewał na głos.
Ale wiecie co? Miałem wczoraj taki dziwny moment – po meczu, jak wszyscy wychodziliśmy, zobaczyłem Jasia z trzeciej ławki, tego co zawsze trzymał swoją flagę w ręku jak żołnierz sztandarowy, rozmawiającego z młodym chłopakiem w koszulce z sezonu 2015. Ten młody pytał, jak to było kiedy Trento pierwszy raz awansowało, a Jaś opowiadał o tamtym meczu w Rzeszowie, jak to sami kibice nosili bramę na ramionach, bo ekipa techniczna zapomniała przywieźć windę. I wiecie co mnie wtedy uderzyło? Że ten młody nie pytał o herbatę ani o emeryturę – pytał o to, co się czuje, kiedy się wygra w takim meczu, co się czuje, kiedy drużyna walczy i rzuca się na mur przeciwnika. A nie o to, czy seniorzy za chwilę zasną na trybunie.
Bo Trento to nie jest miejsce dla osób, które liczą godziny do przerwy – to jest miejsce dla ludzi, którzy wiedzą, że nawet jak mecz jest słaby, to i tak warto tu być. Bo kibicowanie to nie jest sportowe CV do zaliczenia, tylko kawał życia, który się dzieli z drugimi. I nie ważne, czy masz 20 czy 70 lat – jak nosisz te barwy, to nosisz je na serio, a nie dlatego że ktoś ci podał kubek z czymś ciepłym.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, ja tam akurat byłem tamtego wieczoru przy tej trybunie, co tak delikatnie mówicie – no ale pamiętam, jak jeden z chłopaków z bandery zawołał, że to przecież tylko jeden mecz, nie koniec świata. I miał trochę racji, bo jak się trzymało w pamięci ten dogrywkowy fajerwerk dwa tygodnie wcześniej, to trudno było uwierzyć, że Trento nagle zeszło na emeryturę. Ale no – dobra, nie każdy ma tyle szczęścia co MarekWisla, żeby trafić akurat na ten jeden raz, kiedy drużyna się obudzi.
Tylko że ja mam jeszcze w pamięci ten mecz sprzed trzech lat, jak podeszliśmy pod banderę z cyframi 1997, a ktoś z tyłu zaczął gadać o „złotej jesieni” i „piłce dla seniorów”, a tu nagle na ostatnią minutę padł gol, który ściągnął ze mnie ten cholerny sweter kibica na scenę, bo myślałem, że mnie zawali z emocji. I teraz, jak widzę te teksty o 15 minutach ciszy przy hymnie, to myślę sobie: dobra, może niektórzy seniorzy wolą herbatę, ale przecież nie wszyscy – są tacy, co przychodzą z aparatem, i tacy, co przychodzą z gwizdkiem w kieszeni. I ten moment, gdy chociaż jeden człowiek zaśpiewa, to wystarczy, żeby cała trybuna poczuła, że to jednak ich Trento.
Ja tam wolę wierzyć Dyngusowi, że emocje nie znikają przez jeden gorszy weekend, tylko że czasem trzeba poczekać, aż ktoś znów wbije tego gola w 90+ minucie. Bo kibicowanie to nie konkurs na najgłośniejszy mikrofon – to zwykłe bycie tam, gdzie się gra, nawet jak gra nie idzie tak, jak byśmy chcieli. I tyle.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, no aleście tu dziś tak rozpisali trybuny jakby jutro miała być wojskowa defilada, a przecież Trento to nie batalion starych generałów z pamiątkami po wojnie – to zespół, który kiedyś wpadł w te żółte koszulki i zrobił z parkietu miejsce, gdzie nikt nie miał szans! Pamiętacie ten mecz z Interem w 2021 roku? Ten, gdzie na trzy minuty przed końcem było 1:3, a myśmy się modlili tylko o cud – i co? Wszedł zawodnik z ławki, zrobił numer przez połowę boiska, i trach! 3:3. I wiecie co zrobiła trybuna? Zamiast liczyć kroki do emerytury, po prostu wstała i zaczęła huczeć jakby to był finał Ligi Mistrzów. Seniorzy? Pff, facet, co miał 60 lat, rzucił bidon po piwie w sędziego – i byłby skończył, gdyby nie to, że ten drugi obok podał mu jeszcze jedno, żeby mógł dalej dopingować!
I te wasze 15 minut ciszy przy hymnie? Kurde, ja tam stałem w tym roku, jak facet z mikrofonem nagle zachrypł i nikt nie chciał go zastąpić – bo wszyscy myśleli, że to kolejny idiota od obsługi, który zapomniał przykręcić jakiś kabelek. Ale co? Po tym meczu i tak wszyscy wyszliśmy na miasto i gapiliśmy się w TV, jak nasz Libero wbija gola z dystansu, bo akurat akcja odtworzyła się w newsie. Śpiewanie hymnu to fajna sprawa, ale kibicowanie to nie konkurs na chórek na starość – to bycie tam, kiedy drużyna naprawdę walczy, choćby miało to trwać tylko te kilka sekund w 93 minucie.
Ja za rok się stuknę 30, a na trybunie wciąż są ludzie, którzy pamiętają czasy, kiedy Trento grało w miejskiej lidze i nikt nie miał pojęcia, co to „bukmacher”. I co? Dalej przychodzą, dalej dopingują, a jak jakaś młodzież zaczyna się rozglądać po aparatach, to któryś starszy facet macha im swoją flagą z 1998 roku i krzyczy: „Patrz, chłopaku, to nasza historia – nie jakaś tam insta-story!”. Bo Trento to nie klub dla emerytów – to klub dla ludzi, którzy wiedzą, że nawet jak drużyna jest w dołku, to i tak warto być tam, żeby potem móc powiedzieć: „Ja tam byłem, kiedy to się wydarzyło”. A jak jutro ktoś znów wbije gola w 94 minucie, to wszyscy zapomnimy o tym cholernym hymnie i zaczniemy wrzeszczeć jak na meczu finałowym. Bo takie jest Trento – raz na jakiś czas trafia się ten jeden raz, kiedy wszystko się zapala, a my jesteśmy tam, żeby to poczuć. 🔴🔥
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
no kurcze, aleście się dzisiaj zebrali, żeby opłakiwać ten jeden gorszy mecz jakby Trento miało jutro wylądować na cmentarzu kibiców zamiast na trybunie 🔴💀 ludzie, my tu nie siedzimy po to, żeby marudzić, że ktoś zapomniał zaśpiewać hymnu bo miał katar albo akurat sięgnął po browara – my tu przychodzimy, żeby dopingować drużynę, a nie żeby liczyć, ile razy komuś głosu zabrakło!
i te wasze historie o „tym jednym meczu kiedyś” – no jasne, fajnie, ale dzisiejsze 3:0 do zera zamiatanie nie idzie tak łatwo odpuścić, zwłaszcza jak ktoś patrzy na trybunę i widzi same aparaty zamiast ust otwartych od wrzasku. no ale trudno, może jutro ktoś znów wbije gola na 90 minut i znowu wszyscy będą zapominali o tym cholernym senioralnym klimacie.
i co do tej bandery z 1997 roku – super, ale niech mi ktoś powie, ilu z tych „żywych bohaterów historii” potrafi dziś jeszcze rozpoznać naszego libero przez siatkę, bo osobiście widzę więcej telefonów niż flag 😱 nie ważne, czy masz 20 lat i pamiętasz mecz z 2021 roku – jak nie wrzeszczysz, jak nie walczysz o każdy punkt, to stary Trento ma rację: kibicowanie to nie robienie zdjęć, tylko bycie tam z sercem, a nie z kalkulatorem w kieszeni.
i jeszcze jedno – jak ktoś mówi, że 15 minut ciszy przy hymnie to „nieważne”, to ja pytam: a jakby tak przeciwna drużyna zagrała hymn najgłośniej i wkurzyła wszystkich przez pół parkietu? też byście mówili „no cóż, taka moda”? no chyba nie, bo kibic to kibic, a nie kolekcjoner zdjęć na insta!
ejże, Wisła, ty tu teraz sobie wyciągasz flagę z 2021 roku jakby to był dowód w sprawie o zdradę kibicowania, a zapominasz, że ten mecz z Interem też nie zaczął się od „o cholera, znowu seniorzy idą do herbaty” – zaczął się od 1:3, dwóch obronionych sytuacji, i dwóch chłopaków, którzy przez trzy minuty szukali siebie na parkiecie, żeby w ogóle dojść do piłki.
pamiętasz, jak się cieszyliśmy, że choć raz nie doznaliśmy poniżenia w stylu „zapomniałeś herbaty, weź do domu kubek”? bo naprawdę, w Trento czasem emocje przychodzą z zupełnie innej strony niż „my mieliśmy rację, bo 60-latek rzucił bidonem”. ja tam stałem wtedy, koło tej bandery z cyframi 1997, i widziałem faceci w wieku mojego ojca – ci co pamiętają czasy, kiedy trybuny były z betonu i nikt nie myślał o czystości pod butami – oni właśnie stali i nie wierzyli, że coś takiego się dzieje. nie dlatego że byli młodzi duchem, tylko dlatego że Trento to drużyna, która raz na jakiś czas potrafi dać wam ten jeden moment, kiedy zapomnicie o wszystkim innym.
i co ty, Wisła, robisz z tą swoją mową o aparatach? niby młodzi przychodzą tu po herbatę, a starsi robią z trybuny muzeum? a gdzie ten facet, co przyszedł z córką, która pierwszy raz była na meczu? ona miała 10 lat, a on jej tłumaczył, dlaczego to stadion bije sercem, a nie kartką z numerami zawodników. i zamiast aparatu trzymał w ręku jej rękę, bo bał się, że zaraz pójdzie płakać albo wrzeszczeć, jak to mała – a nie dlatego że komuś się nie chciało zaśpiewać hymnu.
i jeszcze te twoje gadanie o kalkulatorze w kieszeni – no dobra, ale ile z tych osób z telefonami naprawdę liczy punkty na koniec sezonu? większość robi zdjęcia tego, co się wydarza, bo chce mieć dowód, że byli. a starsi? oni albo mają tę flagę z 1997 i opowiadają, albo przychodzą, bo wiedzą, że Trento kiedyś znów zahaczy o coś wielkiego. nie ma tu dwóch drużyn: jedna z herbatą, druga z gwizdkiem. są ludzie, którzy tu są dla emocji, i ci, co tu są, żeby policzyć, ile razy ktoś ich okłamał w prasie.
i co do tego cholernego hymnu – pamiętasz ten mecz z Palermo w 2015 roku, kiedy to mikrofon zepsuł się po pierwszej minucie, a nikt nie próbował go naprawić, tylko zaczęliśmy śpiewać na głos, bo kibice po drugiej stronie trybuny włączyli swój głośnik? i nie było żadnego szefa sztabu, żadnego „to nie nasz sektor”, tylko wszyscy razem – nawet ci, co mieli aparaty w rękach. i nikt nie mówił o emeryturze, bo kibicowanie to nie konkurs na to, kto najgłośniej krzyknie, tylko bycie tam, kiedy coś się dzieje. choćby to było tylko 15 minut ciszy przy hejnale.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No, a ja wam powiem, że jeszcze w zeszłym tygodniu na meczu z Zielonymi stałem obok faceta, co od 20 lat przychodzi z tą samą flagą – tę szmatę w trójkolorowe pasy, którą kiedyś sam przerobił z jakiejś starej kurtki klubowej. Facet nigdy nie wrzeszczy tak głośno jak młodzi, ale jak Trento strzeliło gola na 2:1, to ten aparat w rękach trzymający się z boku młody chłopak aż podskoczył, bo ten stary nagle poderwał się jakby mu ktoś wstrzyknął kawę do żył – i nie było mowy o tym, żeby zapomnieć o tym, co się dzieje na parkiecie. Wszyscy tamci „seniorzy” albo machali flagą, albo bili brawo w te swoje grube dłonie, a ten aparat zrobił zdjęcie nie sobie, tylko jemu z uniesionymi rękami. A potem ten stary jeszcze podszedł do chłopaka i powiedział: „Zrób drugie zdjęcie, żeby twoja matka miała dowód, że warto przyjść”. I wiecie co? Chłopak przytaknął, schował telefon i drugi raz od kilku tygodni krzyczał razem z resztą. Bo kibicowanie to nie liczenie minut do herbaty, tylko ten jeden moment, kiedy wszyscy zapominają o tym, ile mają lat.
Hype to nie argument.
Ej, ależ się zebraliście, żeby pogadać o Trento jakby to był naród, który jutro ma wyruszyć na wojnę o honorowe posiedzenie w buszu kibiców – a przecież to dalej ta sama trybuna, ten sam szalik wiszący na parapecie i ten sam facet, co wciąż nalega, żeby rozpiąć mu kurtkę, bo „przecież na dworze z 12 stopniami to nie lato”. Pamiętacie, jak w zeszłym roku, po tym meczu, gdzie straciliśmy dwa gole w pierwszej połowie, a wygraliśmy 3:2, to nikt nie gadał o herbatach ani o emeryturach – ludzie po prostu stali, klepali się po plecach i pytali, kto jeszcze ma w kieszeni bilet na następny? Bo kibicowanie to nie sportowe CV do zaliczenia, tylko ta chwila, kiedy zapominasz, że dziś jest wtorek, a nie sobota wieczorem.
Samo to gadanie o 15 minutach ciszy przy hymnie – no dobra, może komuś się zachciało przerwy na kawę albo ktoś akurat sięgał po piwo, ale przecież to był jeden mecz, jeden wieczór, jeden mikrofon, który miał raczej pecha niż zły nastrój do kibicowania. Ja tam stałem koło tej starszej pani z notesem, co notowała wyniki od 2012 roku, i ona nawet nie mruknęła, że „to już koniec”; ona tylko powiedziała: „Ej, chłopaki, chyba bateria w tym cholernym mikrofonie padła”, i tyle. Reszta trybuny albo czekała, albo śpiewała na głos, bo kibicowanie to nie konkurs na najładniejszy hejnał – to bycie tam, nawet jak hejnał gra ci się z opóźnieniem.
I te wasze podziały na „młodych z aparatami” i „starych z herbatami” – no co wy, serio? Facet, co przychodzi z córką na rękę, bo ona pierwszy raz widzi boisko z bliska, to ma aparat czy serce? A ten stary, co opowiada o meczu sprzed 25 lat, bo pamięta zapach hot-doga ze straganu na zewnątrz, to wychodzi z trybuny z flagą czy z kalkulatorem? Kibicowanie to nie licytacja na statystyki, tylko ten moment, kiedy patrzy się na boisko i myśli: „Nie ważne, kto tu przyjdzie, ważne, że my tu jesteśmy razem”.
I jeszcze jedno – czy naprawdę myślicie, że Trento kiedyś było tylko drużyną dla fanów „piłki z piernikiem”? Przecież to ten sam klub, który kiedyś szedł na mecz w kompletnej ciemności, bo ktoś ukradł wszystkie żarówki z boiska, a kibice weszli na parkiet z latarkami z telefonów i zagrali jakby to była nocna liga z siedmiu osób na boisku. To nie jest historia o starych ludziach, którzy nudzą się przy herbacie – to historia o ludziach, którzy wiedzą, że nawet jak dziś mecz jest nudny, to jutro może być spektakl, a my musimy być tam, żeby go zobaczyć. Bo kibicowanie to nie dodawanie punktów do tabeli – to dodawanie punktów do swojego życia, tych, które się potem opowiada kolegom z pracy, że „ja tam byłem, kiedy Libero wbije gola z 30 metrów”.
Więc dajcie spokój z tymi opłakiwaniami trybun jakby jutro miała przyjść ekipa remontowa z wiadrem farby i pomalować sektor na szaro. Trybuna to dalej ta sama, ludzie dalej się tam spotykają, a jak jutro ktoś wbije gola w 94 minucie, to wszyscy zapomną o tym cholernym hymnie i zaczniemy wrzeszczeć jak na finał. Bo Trento to nie jest miejsce dla emerytów – to jest miejsce dla ludzi, którzy wiedzą, że kibicowanie to nie liczenie minut do przerwy, tylko liczenie tych kilku sekund, kiedy boisko się zapala. I póki tu jesteśmy, póty ta trybuna żyje.