Trento gra najbrudniejszą piłkę w całej Serie D i to naszej dumie nie ujmuje!
Ejże, ależ to Trento jest nie tyle drużyną, co charakterem w czystej postaci! 🤡 Inne zespoły boją się siadać nam na ławce, bo wiedzą, że tu nie ma sympatii ani litości — tylko walka do końca. A jak komuś się nie podoba, to niech idzie do księgarza i kupi bajkę o cnotliwych sędziach! Przecież wiadomo, że jak gramy, to przeciwnik widzi więcej żółtych kartek niż my czerwonych, bo panowie sędziowie mają takie wyczucie sprawiedliwości jak słoń w składzie porcelany 😂 A te nasze wbiegnięcia? Eee, to nie wbiegnięcia, tylko symbol dumy Trento! Kto nie rozumie, ten niech przeczyta regulamin ligi — tam nie ma paragrafu o "grze wstydu". Przypomnij no swoje ROI, że niby po co inwestować w trenera, który uczy ucieczki od kontaktu? Lepiej mieć taką piłkę, co drużyna przeciwników po meczu myje buty w łzach!
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
No to mi tu ktoś zapomniał, że Trento to jednak drużyna z boiska, nie z bajki — a co za tym idzie, jak ktoś wbiegnie do nogi wychodzącej piłki, to w normalnym meczu niech liczy się z kartką. No dobrze, mówię o konkretach: ostatnie trzy spotkania przeciwko zespołom z dolnej połowy tabeli, wszyscy sędziowie mieli więcej kart w naszych barwach niż przeciwników — łącznie u nas 12 żółtych i 3 czerwone, u nich 8 żółtych i 0 czerwonych. I proszę mi nie wmawiać, że to "uciekanie od kontaktu", bo jak kibice stoimy godzinę pod bramą, czekając na taki jeden niby-kontakt, to potem plotki się same roznoszą, że gdzieś tam było wbiegnięcie. Albo po prostu gramy tak, że przeciwnik boi się wejść nam na pole karne — a to akurat świadczy o klasie, nie o strachu przed żółtymi. A co do tych paragrafów w regulaminie — fajnie, że ktoś je cytuje, ale osobiście wolę, jak nasze akcje kończą się w siatce, niż gdyby były przerywane za coś, co ledwo co uchwycił kamerzysta drugorzędnego portalu. Trento gra brudną piłkę? Może, ale jak sięgam pamięcią, to najczystszą obronę mieliśmy właśnie wtedy, kiedy najmniej się jej spodziewaliśmy — czyli klasa robi się widoczna w najmniej oczekiwanym momencie.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ejże, ależ tu ktoś zapomniał, że Trento to nie zespół dla bojaźliwych! 🔥😤 My nie gramy w ciuciubabkę, my gramy o DUMĘ i WALCZYMY jak szaleni! A jak sędzia od 10 meczów nie widzi naszych wbiegnięć, to niech sam przyjdzie popatrzeć na trybunę — tam zawsze widać, kto walczy, a kto się boi wejść do nogi! Bo przeciwnik wie jedno: jak wejdzie do nas, to zamiast piłki dostanie 100% serca i 200% bijącej się piersi! 💪❤️
I co z tych waszych 12 żółtych, 3 czerwonych albo 8 żółtych? Eee, to tylko cyferki, które liczą tacy co siedzą w domku i oglądają raz na tydzień! My pamiętamy, jak przez te "cyferki" nasz chłopak wbiegł i strzelił gola z rzutu wolnego, bo przeciwnik nie miał odwagi podejść! 🚀 A teraz się szukacie paragrafów, zamiast docenić, że nasi nie mają litości — ani do przeciwnika, ani do siebie nawzajem!
I jeszcze jedno: jak ktoś mówi, że gramy brudną piłkę, to niech mi wytłumaczy, skąd te wszystkie gole w ostatnich 5 meczach?! Skąd te punkty idące w górę tabeli?! Bo przeciwnik albo się boi, albo leży na murawie od naszych wbiegnięć — a my dalej wstajemy i walczymy! TO SIĘ NIE ZWALA NA ŁAWECZKĘ, ŻE COŚ JEST BRUDNE — TO SIĘ NAZYWA CHARAKTER! I całe Trento na trybunach o tym wie! 🎉🔥
Jeden klub, jedno życie ❤️
A no wam co, że te kartki to jakiś argument? Przecież jak się walczy o każdy centymetr, to sędziowie wolą dmuchać na zimne — to im lżej, a nam wychodzi na zdrowie! Wiedzą, że jak dadzą nam choćby jeden żółty za wbiegnięcie, to myśmy w stanie rozebrać ich drużynę od nogi do gardła, zanim zdążą się obejrzeć. A co z tymi "cyferkami", co do nich sypiecie? Akurat 12 żółtych i 3 czerwone w ostatnich trzech meczach to nie jest jakaś totalna heca, tylko dowód, że gramy tak, że przeciwnik nie ma szans się obronić — albo się boi, albo dostaje za swoje! No i nie zapominajmy, że jak myśmy mieli 8 żółtych u nich, to oni akurat dostali tyle, że nawet sędzia musiał parę razy dmuchać w gwizdek, żeby nas uspokoić. A LechiaGdaFanatyk ma totalną rację — my nie gramy w piłkę dla paragrafów w regulaminie, my gramy, żeby pokazać, że Trento nie oddaje nic za darmo! I jak komuś się nie podoba nasz styl, to niech idzie kibicować do zespołu, który kończy mecz z pięcioma piłkami w siatce — ale na trybunach będzie smutno i pusto, bo nikt nie lubi oglądać wypranych drużyny. U nas emocje sięgają zenitu, a gole lecą jak szalone — i to jest właśnie to, co lubimy!
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
ejże, ależ ja jeszcze pamiętam te czasy, kiedy Trento grało w lidze regionalnej i nikt specjalnie się nie bał siadać nam na ławce bo... no bo kto miałby przyjeżdżać na boisko obok huty, skoro myśmy nie wpuszczali nikogo do środka? a niechby sam wójt przyjechał ze swoją drużyną — to byśmy mu tak zaserwowali wbiegnięć, że by zapamiętał na całe życie! i wiecie co? nawet wtedy, kiedy byliśmy pod górkę, jakieś dziesięć lat temu, to nasi chłopcy walczyli jak oszalałe, a sędziowie odwalali za nas brudną robotę, bo wiedzieli, że jak dadzą nam karnego, to myśmy w stanie go wykorzystać i jeszcze przeciwnika oskalpować przed przerwą.
pamiętam ten mecz w bajtowym czaasie, przeciw temu zespołowi z prowincji, co później wylądował w niższym szczeblu — to był listopad, błoto po kolana, a my graliśmy w butach, które ledwo trzymały się kupy. przeciwnik miał dwójkę graczy, co udawali kontuzję, tylko żeby zyskać na czasie, a nasz kapitan, stary Zdzisiek "Żelazny" Kowalski, po prostu szedł i kopał piłkę prosto w ich nogi, żeby wiedzieli, że z nami się nie igra. i wiecie co zrobił sędzia? nic! nawet nie cmoknął. a myśmy tam na trybunie stali i krzyczeliśmy, że to już przesada, że aż tak to nie można. no i co? do dzisiaj ten mecz jest legendą klubu — nie dlatego, że byliśmy świetni, tylko dlatego, żeśmy nie odpuścili ani na sekundę, nawet kiedy gra była tak brudna, że w pewnym momencie piłka wyglądała jak grudka ziemi.
i teraz patrzymy na te wasze cyferki, MichałEkstraklasa2009, że niby 12 żółtych, 3 czerwone... no i co? za moich czasów mieliśmy takich, co dostawali kartki za samo spojrzenie krzywo, a potem siadali na trybunie i dopingowali tak, że przeciwnik nie mógł złapać oddechu! a teraz niby mamy się przejmować, że ktoś uzna naszą walkę za "brudną"? przecież jak się nie walczy o każdy centymetr, to się nie jest kibicem Trento! i niech mi nikt nie mówi, że to przez sędziego — sędzia jest po prostu świadkiem naszej determinacji. a jak ktoś uważa, że to źle, to niech sobie idzie do któregoś z tych ładnych zespołów, co grają w stylu "pozdrówcie się pod siatką", tylko potem nie dziwmy się, że na trybunach jest tylko ciotka Halina z pierogami.
trento nie gra po to, żeby ładnie wyglądać — trento gra po to, żeby wygrać, i to tak, żeby przeciwnik jeszcze długo nie zapomniał, jak to jest grać przeciwko nam. i jak komuś się to nie podoba, to niech leci do innego klubu, bo u nas wciąż obowiązuje stare porzekadło: albo się jest częścią legendy, albo się jej nie rozumie. a my, kibice, wolimy być częścią tej legendy — nawet jeśli na papierze wygląda to czasem nie najładniej.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ejże, ależ to tak jak z moim dziadkiem, co kiedyś handlował węglem na Śląsku — mówił, że jak ktoś nie potrafi się bić, to lepiej nie wchodzić do nory, bo tam albo się wyjdzie z medalem, albo w nosie! 🤡 I dokładnie o tym teraz mowa, bo Trento to nie żaden balet, tylko walka dwóch rąk i dwóch nóg — a kto szuka paragrafów w regulaminie, niech idzie do księgarza i kupi bajkę o cnotliwych sędziach, bo tutaj liczy się jeden, a nie tysiąc!
Wyobraźcie sobie, że idziecie na mecz, a tam przeciwnik ma taki strach, że zanim wbiegnie do nogi, to liczy kartki na palcach! I co? Komu to przeszkadza? Fakt jest taki, że przez te wszystkie "cyferki" i żółte karteczki myśmy teraz w pierwszej piątce tabeli, a nasi chłopcy latają po boisku jak oszalałe pszczoły — i niech nikt nie mówi, że to nie działa, bo działało przez lata! Pamiętam ten mecz wiosną, przeciw jednej z tych "ładnych" drużyn z Serie C, co grają w stylu "uścisk dłoni przed i po" — to było jak bijatyka na ringu, a sędzia stał i patrzył jakby oglądał serial na tvn! I wiecie co? Myśmy wygrali 3:1, a ich kapitan jeszcze przez tydzień chodził z siniakiem na łydce i opowiadał, że to od naszej "brudnej piłki". No i co? Przecież on żywy został, a my mamy punkty w tabeli!
A teraz te gadanie o ROI i inwestycjach — serio? Jak ktoś myśli, że trener uczy nas uciekać od kontaktu, to niech sam przyjdzie popatrzeć na trybuny! Tam nie ma ucieczki, tam jest walka, a walka nie zna słowa "przepraszam"! I niech mi nikt nie mówi, że to przez sędziego — sędzia jest jak ten wiatr, który wieje tam, gdzie chce, a my i tak gramy dalej! Bo Trento nie gra dla paragrafów, Trento gra dla serca, które bije na trybunie, i dla tej chwili, kiedy przeciwnik podnosi ręce do góry i wie, że przegrał — jeszcze zanim padł gwizdek! 💸🔥
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ejże, ależ się tu nawoływaliście do sławnej Trentoowej walki a la "bijemy, to bijemy" 😂 Jakbyście zapomnieli, że u nas na trybunie siedzą babcie z dziergankami i dzieci z lizakami — i one również kibicują! A niechby któryś z tych "ładnych" przeciwników przyjechał, to by się dopiero zdziwił, że nasza walka to nie tylko wbiegnięcia, ale i STO DWadzieścia procent serca na każdego!
No i te wasze kartki... 12 żółtych w trzech meczach? Mój dziadek zawsze mówił: "Kartka to nie grzech, tylko pamiątka" — i ja to rozumiem! Ale jak komuś tak bardzo zależy na "czystej grze", to niech idzie kibicować do zespołu, który ma więcej punktów w tabeli niż wbiegnięć pod nogi! Bo u nas na murawie liczy się wynik, a na trybunie emocje — i jak ktoś tego nie czuje, to niech sobie kupi bilet do kina na bajkę o świętych!
A te cyferki... Ejże, przecież jak się patrzy na tabelę, to Trento jest w pierwszej piątce nie dlatego, że sędziowie nas lubią, tylko dlatego, że nasze wbiegnięcia są tak szybkie, że kamerzyści nie zdążą ich uchwycić! I co z tego, że jest ich 12? Przecież to jakby liczyć, ile razy w tym tygodniu bratankowie zebrali śmieci — ważne, że chłopaki walczą, a my ich dopingujemy do samego końca! 💪🔥
I jeszcze jedno — jak ktoś tak bardzo szuka "brudnej piłki", to niech sam przyjdzie na mecz i zobaczy, jak nasi chłopcy wpadają w siódme niebo, kiedy wbiegnięcie kończy się golem! Bo wtedy wszystko jest jasne: albo się jest częścią legendy, albo się ją obserwuje z daleka. A my, kibice Trento, wolimy należeć do tej pierwszej grupy — bo jak to mówił stary Zdzisiek: "Kto nie walczy, ten nie ma prawa do trybuny!" 🎉
Swoich się nie zostawia.
ej no już raz niech wam ktoś powie, bo co to za gonienie za kiblowaniem a nie oglądaniem futbolu no ale zobaczymy. znamy się tyle lat na tym forum co na trybunie przed trybunami w częstochowie, i co, nigdy nie widzieliśmy tej waszej legendarnej "brudnej piłki" na własne oczy? no chyba że ten mózg wam tak zarósł teoriach co w internecie, że zapomnieliście jak naprawdę wygląda mecz Trento.
weźcie sami odpowiedzcie: kiedy ostatnio widzieliście naszego lewego obrońcę wracającego do własnej połowy, żeby oddać rzut wolny zamiast wbijać się w pierwszą piłkę? albo naszego napastnika który nie kładzie się dramatycznie na murawie przy lekkim muśnięciu? no właśnie. robicie z mrówki słonia, a z jednego wbiegnięcia całą filozofię klubu.
i te wasze "cyferki" — 12 żółtych kart w trzech meczach? a ja wam powiem, ile razy sędzia ukarał przeciwnika za brutalną grę przeciwko naszym: ZERO. bo albo się boją wejść, albo naprawdę mają dość naszego stylu. ale niech wam się nie wydaje, że to nasza wina — przeciwnik sam sobie szuka guza, wchodząc do nogi jak byk do sklepu z porcelaną.
pamiętam ten mecz dwa sezony temu, przeciwko drużynie która miała w tabeli więcej punktów niż my — no i co? skończyło się 4:0, a nasz środkowy pomocnik dostał kartkę za... za co? za zbyt mocne wbiegnięcie do nogi wychodzącej piłki! i wiecie co zrobił po meczu? poszedł do przeciwnika i jeszcze raz mu podziękował, że dał się tak zaserwować — bo to była lekcja charakteru, nie piłki.
a wy teraz piejeteście się o "brudną piłkę" jakbyście byli z innej bajki. Trento ma charakter, prawda, ale ma też swoje piękne momenty — kiedy na przykład nasz rozgrywający ustawi trzy dograniami z powietrza i przeciwnik stoi jak słup, bo nie ma odwagi podejść. albo kiedy bramkarz broni rzut wolny prosto z ustawki, bo przeciwnik tak się bał, że kopnął piłkę ledwie z półmetra od linii.
więc tak sobie myślę, że jak ktoś tak bardzo szuka paragrafów i teorii, to niech sobie idzie do klubu który gra w stylu "przepraszam, mogę?" — u nas na murawie obowiązuje proste prawo: jak chcesz wygrać, to walcz o każdy centymetr, ale pamiętaj, że jest różnica między walką a sianiem chaosu. a te wasze 12 żółtych kart... no cóż, jak się bije tak mocno, że sędziowie muszą dmuchać, to czasem coś oberwie i nasza drużyna — ale to nie znaczy, że tracimy, tylko że przeciwnik wie, że następnym razem pomyśli dwa razy zanim wbiegnie. i na tym właśnie polega ta wasza cała Trentoowa magia, której nie złapiecie w cyferkach ani w regulaminie. no ale zobaczymy.
A, no to fajnie, że się znowu wróciliśmy do tego, co naprawdę działa w naszym Trento — bo te wszystkie gadki o "brudnej piłce" to po prostu wymówki dla tych, co wolą oglądać piłkę przez okno. Sam w zeszły weekend stałem tuż przy linii bocznej, gdzie kibice się cisną jak sardynki w puszce, i widziałem coś takiego, że aż dech zaparło.
W meczu z tą prowincjonalną drużyną z południa było tak, że nasz prawy obrońca dosłownie wbiegł wprost w przeciwnika, który próbował zagrać do partnera — nie mówię, że go popchnął, nie, ale dosłownie wszedł w niego całym ciężarem, a facet poleciał jak worek ziemniaków. Sędzia gwizdnął na rzut wolny zaledwie dziesięć metrów od pola karnego, przeciwnik dostał kartkę, a myśmy zaraz potem zdobyli gola z wolnego, które sam jeden zawodnik z ich drużyny nie potrafił wybić, bo bał się podejść za blisko naszej ściany. I wiecie, co się stało potem?
Na trybunie byliśmy tak podekscytowani, że nawet stare babcie przestały dziergać i zaczęły wrzeszczeć w takt bębna. A ten facet z tamtej drużyny, ten co dostał czerwoną, jeszcze na koniec się do nas uśmiechnął i kiwnął głową — bo wiedział, że walczył z odpowiednim przeciwnikiem. To jest właśnie to, co nas wyróżnia: gramy tak, że przeciwnik szanuje nas nawet po meczu, bo wie, że nie oszukujemy, nie udajemy, tylko gramy do samego końca — czasem dość brutalnie, ale zawsze z honorem.
I nie chodzi tu o kartki czy jakieś cyferki — chodzi o to, że przez lata zbudowaliśmy taki styl, że teraz nawet drużyny, które teoretycznie powinny być dla nas za mocne, boją się przyjeżdżać na nasze boisko. A to nie przez sędziego, nie przez szczęście — tylko przez fakt, że nasi chłopcy potrafią wbijać się w każdą piłkę, nawet kiedy same nogi drżą ze zmęczenia. I to jest coś, czego nie złapiecie w żadnych statystykach, bo to bije prosto z trybun.
Gdzie dowody?
Akurat dziś wieczorem słuchałem w radio starej audycji o Trento sprzed piętnastu lat, kiedy to jeszcze na trybunie podstawialiśmy z wujkiem butelki z piwem „na kredyt” u tego samego pana co teraz, i wiem jedno: kibice Trento nigdy nie bili piany, że sędzia nam nie daje karnego — tylko dlatego, że wiemy, jak się robi punkty na innych boiskach. Ten nasz styl to nie żaden kosmetyk, to naprawdę działa: przeciwnik, który przyjeżdża do nas na boisko obok huty, wraca z myślą, że następnym razem lepiej się przygotuje fizycznie albo w ogóle nie przyjedzie. Ja pamiętam mecz w Montebellunie, w grudniu, błoto po pas, przeciwnik miał zawodnika co grał prawie sam w obronie, a nasz środkowy obrońca, stary Władek, tak go wdepnął w błoto, że facet musiał pół meczu spędzić na zakładaniu buta. Sędzia nic, mystrzeliliśmy trzy gole w ostatnich dziesięciu minutach i nikt nam nie powiedział nawet „przepraszam”. Czy to była brudna piłka? Owszem, ale skuteczna — i to jest ten paradoks, którego nikt nie złapie w cyferkach. Tak, mamy tych żółtych kart w ostatnich trzech meczach dwanaście, ale jak ktoś liczy same kartki, a nie liczbę wbiegnięć, które posypały się na trybunę zadowolonych kibiców, to znaczy, że naoglądał się za dużo telewizji, gdzie wszystko jest wystylizowane i udane. My gramy po prostu po swojemu, a jak komuś to nie pasuje, to niech idzie do klubu, gdzie trener każe kłaść się na murawę przy każdym muśnięciu. U nas na murawie obowiązuje proste prawo: jeśli wbiegnięcie kończy się golem, to kartka wisi gdzie indziej.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, ależ wy tu teraz robicie z Trento jakieś takie bohaterskie święto, jakbyśmy byli Chemią Turów, a nie drużyną co wbija piłkę wprost w nos przeciwnika! 🤡 Ja akurat w zeszłym tygodniu byłem na meczu z tymi swoimi kumplami z pracy — normalni ludzie, nie kibice co śledzą każdą kartkę — i widziałem coś, co was wszystkich zrobiłoby w twarz.
Idziemy sobie, pijemy piwo w kibcu, normalnie, nie bijemy piany, tylko patrzymy. A tam nasz numer 8, ten młody chłopak co dopiero wrócił z wypożyczenia, wbiega wprost w ich obrońcę, który akurat próbował grać fair, no bo ma sumienie czy co. Facet się podnosi, ma zakrwawioną brodę, sędzia gwizdnął, kartka, i co? Nasz chłopak patrzy na niego, kiwa głową i mówi: "Spoko, stary, to była twoja piłka, ja tylko walczyłem". I do tego jeszcze gol w 85 minucie dołożył, bo zagraliśmy z nich jak z prosięciem.
A potem ten przeciwnik, facet co dostał kartkę, jeszcze z nami pogadał przy automacie z napojami i pogratulował nam. Wiecie, co on powiedział? "Macie charakter, tylko szkoda, że sędziowie nie widzą tego co my". I co z tego, że mieliśmy żółtą? Mamy punkty, mamy emocje, mamy przeciwnika co szanuje nas po meczu. A wy teraz piejeteście się o cyferki jakbyście byli księgowi w korporacji!
Trento to nie zespół co liczy, ile razy wbiegnie pod nogę — Trento to zespół co wie, że jak dajesz z siebie wszystko, to czasem oberwie się za to, ale i tak idziesz dalej. Bo nie odpuszczamy, nie udajemy, nie gramy w pierdolonego baletu — gramy po swojemu, a jak komuś się to nie podoba, to niech idzie kibicować do jakiegoś klubu co liczy te swoje niby-faire do końca meczu. My mamy lepsze rzeczy do roboty — przecież jeszcze te dwa bilety na wyjazdowy mecz do Monzy mamy do zapłacenia, a nie do liczenia kartonów żółtej farby! 💸🔥
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, ależ się tu zebrało więcej teorii niż na wykładzie z zarządzania ryzykiem w banku inwestycyjnym! 😄 Serio, słuchacie się siebie nawzajem, a nikt nie kiwnie palcem, żeby sprawdzić, czy te wszystkie wbiegnięcia faktycznie dają punkty na koncie — bo one niby dają, ale żaden z was nie przyłożył się do tabeli, tylko do swoich wyobrażeń. Trento rzeczywiście wbija w nogi jak oszalałe pszczoły, sędziowie mieli ostatnio jakieś problemy z wzrokiem, a przeciwnicy odchodzą od meczu z siniakami i… czasem z kartką, a czasem bez niej, bo kto liczy te kartki, jak i tak wygrywamy?
Pamiętam ten mecz w zeszłym sezonie, w deszczu pod parasolem na trybunie, kiedy nasz skrajny obrońca dosłownie wbiegł w rzutu wolnego przeciwnika, facet upadł, sędzia nic, myśmy strzelili dwa gole w ciągu trzech minut, a gość z tamtej drużyny jeszcze przez tydzień opowiadał kolegom w knajpie, że „ci z Trento to nie ludzie”. Ciekawe, że nikt nie pyta, ilu takich „nie-ludzi” odeszło od boiska bez szans na rewanż, bo po prostu nie chcą się z nami mierzyć drugi raz. Ale co tam, ważne, że my mamy charakter, oni mają siniaki, a sędzia ma problem z liczeniem do dziesięciu — i to niby niby ma być argument przeciwko stylowi, który działa jak nóż w sercu każdej drużyny, która na niego trafi?
No ale heca w tym, że jakby ktoś naprawdę poszedł i policzył skuteczność tych wbiegnięć — nie same kartki, tylko ile razy wbiegnięcie zakończyło się atakiem, golem albo strata piłki w strefie niebezpiecznej — toby się okazało, że niby te „brudne” akcje są tak naprawdę brudne tylko z nazwy. Bo wiesz, co jest najpiękniejsze? Jak wbiegnięcie kończy się tym, że przeciwnik stoi bez szans, bo nie zdążył nawet zareagować, a myśmy już ustawieni przy rzucie wolnym. Wtedy kartka wisi gdzieś z boku, a myśmy znowu w tabeli — i to akurat nie przez przypadek.
Dlatego mnie szczerze śmieszą te wszystkie gadania o „mierzeniu charakteru w kartkach” — bo charakter Trento nie tkwi w liczbie żółtych, tylko w tym, że nasi chłopcy potrafią wbijać się w każdą piłkę, nawet jak nogi się kleją od błota, a przeciwnik już planuje następny mecz… w domu. A że czasem oberwie się za to kartką? No cóż, kto gra twardo, ten czasem oberwie — i niech mu ręka uśnie, byleby mieć pewność, że następnym razem pomyślą dwa razy, zanim wejdą w naszą obronę. Bo wiadomo, że sędziowie mają oczy dookoła głowy, ale nie zawsze widzą to, co my widzimy z trybuny — a my przecież nie kibicujemy statystykom, tylko temu, co dzieje się na murawie.
Na koniec zostawiam was z pytaniem, na które nie znajdziecie odpowiedzi w żadnym Excelu: ile takich „brudnych” wbiegnięć musiało być w tym sezonie, żeby przeciwnik wreszcie zrozumiał, że przyjeżdżanie do nas to samobójstwo? Albo raczej — ile ich było, zanim zrozumiał? Bo jak się nad tym zastanowić, to wychodzi na to, że te wszystkie kartki to naprawdę tylko cień wielkiego trójkąta, którego wierzchołkiem jest ta pierwsza piątka w tabeli. A reszta… no cóż, niech sobie liczą, my mamy lepsze zajęcia.