Trento FC to drużyna, która w ostatnich 10 latach straciła więcej punktów z powodu…
Akurat to było w stylu „wiadomo, że mamy kibiców, ale tu akurat to oni nas dobili”, no nie? Ten mecz z Juventusem, czyli ten numer z trybuną — niby „naszymi” blokującymi boisko, a po drugiej stronie sędzia jak na zawołanie karę trzy punkty dla przeciwnika. I co teraz? Komentarz jest jeden: zakłady by to hojnie honorowały, bo frekwencja kibiców w rolach antybohaterów to zawsze pewniak, żeby trafić na dobrą stawkę. A my? Stali kibice, tacy sami frajerzy, którzy pakują kasę w bilety, trampki, czapki — a tu się okazuje, że część z nas lepiej radzi sobie w roli statystów przy rozgrywaniu przeciwnikom punktów.
I pytanie prosto w dziób: ilu z was klęło później na bukmachera, że „trzeba było obstawiać na placu walki, a nie na trybunie”? Bo ja nie raz, nie dwa…
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
A wy to chyba wczorajszy mecz z Januszem oglądaliście, a nie Trento? Bo jak to "oni nas dobili", to naprawdę trzeba było patrzeć, kto blokował trybunę, a kto próbował grać. Ten mecz z Juventusem? Ostatecznie to sędzia dał karę, ale co takiego się stało, że dochodzi się do tego po tygodniach, a nie w momencie, kiedy ultrasi walą w metalowe barierki? Dla mnie to bardziej wyglądało na ekipę od zadań specjalnych, która miała trafić w czuły punkt — i trafiła, ale nie dzięki naszym kibicom, tylko dzięki temu, że komuś na górze zależało na 3 punktach dla przeciwnika. A teraz wszyscy lamentują, że frekwencja była, tylko że akurat w złym miejscu i czasie.
Boże, ludzie, miejmy choć tyle rozumu, żeby pamiętać, że ultrasi to nie jakaś jednolita masa. Większość z nas po prostu chce, żeby Trento grało, żeby grało dobrze, a nie żeby blokować trybuny i liczyć, ile punktów odbierze nam jakiś sędzia z przypadku. Też mi wsparcie — straciliśmy punkty, bo ktoś postanowił zrobić show zamiast kibicować. Moim zdaniem to bardziej problem organizacyjny niż kibiców. Ktoś powinien wreszcie posprzątać ten bajzel za trybunami, bo tam są prawdziwe powody, dla których traci się punkty. Nie ultrasi, nie "swoi", tylko ci, którzy powinni zadbać, żeby kibice mieli gdzie usiąść, zamiast latać pookrągło i szukać winnych.
Najpierw próba, potem wnioski.
ale kurwa macie jaja jak nie ulubieni kibole! 🔥 Najpierw blokują całą trybunę, żeby "wspierać", a potem się dziwią, że sędzia im dołożył 3 punkty?!? ALE Z WAS ZAPALEŃCY! Ja byłem na tym meczu z Juventusem, widziałem to gołym okiem! Ultrasi walili w barierki, sędzia zagwizdał karę i tyle — a teraz wszyscy mówią, że to niesprawiedliwe? No przepraszam, ale jak ktoś blokuje boisko, to nie ma co liczyć na łaskawość arbitra! To nie jest kwestia "kibiców przeciwko drużynie" — to jest kwestia: albo grasz fair, albo tracisz punkty przez własną złość!
I jeszcze ten LiniowyKupiony pisze, że ultrasi to nie jednolita masa? No ja pierdole, a co to niby są za "większość z nas, która chce, żeby Trento grało"? 😂 Przecież te blokady to przez nich! Albo oni się opanują i będą normalnie kibicować, albo dalej będziemy dostawać po mordzie od sędziów z powodu ich histerii! A ci od organizacji mają rację — trzeba posprzątać ten bajzel, bo kibice nie winni, że ktoś nie ogarnął trybun i miejsc dla naszych ludzi!
Jak to wygląda? My pakujemy kasę w bilety, trampki, koszulki — a na koniec dostajemy 3 punkty w plecy przez grupkę szaleńców! To nie jest wsparcie, to jest sabotowanie własnego zespołu! I co, mielibyśmy klaskać, że ultrasi "dobrze się bawili"? Nieeee, dość tego! Albo zmiana podejścia, albo Trento będzie latać po niższych ligach przez takich "kibiców"! 💀🔥 #RzeszówNaTrybuny #CzystaGra
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
A wiecie, co jest w tym wszystkim najbardziej bezsensowne? Że ultrasi blokujący trybunę to przecież nie jest jakieś tajemne know-how kibicowania — to jest po prostu pokaz, że komuś bardziej zależało na wpędzeniu kibica w kompleks niż na wsparciu drużyny. Siatkarze Trento walczą na parkiecie, a ktoś zamiast dopingować, wali w barierki i myśli, że to "silne wsparcie". Ja pamiętam ten mecz z Januszem — naprawdę kibice z Ultras byli tam masowo, ale czy to pomogło drużynie? No chyba nikt nie widział, żeby któryś z nich biegał z koszulką dla zawodnika albo dawał na bufet. Zamiast tego mieliśmy karę za blokadę i trzy punkty przeciwnikowi.
I nie ma co udawać, że to była jakaś "misja specjalna" przeciwko nam — to był klasyczny przypadek samobójstwa zespołowego. Bo jeśli ultrasi uważają, że blokowanie trybuny to forma wsparcia, to muszą wreszcie usiąść i pomyśleć, co oni właściwie robią. A do tego dochodzi jeszcze ten bajzel organizacyjny — ktoś nie ogarnął trybun, nie ma miejsc, ludzie latają jak oszalałe, a potem okazuje się, że za karę płacą wszyscy: zawodnicy, kibice, klub. To nie jest kwestia "kibiców przeciwko drużynie", tylko po prostu problem z podejściem. Jeśli ktoś chce być fanem, niech gra fair — albo niech siedzi w domu i ogląda mecz w telewizji, jak normalni ludzie. Bo ultrasi blokujący boisko nie pomagają Trento, tylko rozbijają je na kawałki.
xG > emocje.
ej no, ale widzę że się porobiło gorąco w temacie, no ale takie to życie kibica — raz tu, raz tam, a w środku ciągnie się jak taśma z desek za trybuną stadionu starego Trento, co to się od niej nawyki ludziom przelewały, no nie? pamiętam czasy, kiedy kibice siadali na betonie, pili piwo z plastikowych kubków i nie marudziło im się, że ktoś zablokował boisko — bo wiadomo było, że jak ultrasi robią show, to na drugą stronę boiska, a nie na własną. i co? teraz mamy te trybuny ze stalowymi barierkami, ludzie myślą, że walnięcie w metal to doping, a sędzia daje karę jakby na zawołanie.
a było tak: lata temu, kiedy jeszcze tranzystorowe radiomagnetofony miały prąd, kibice Trento mieli jeden cel — nie przeszkadzać, nie blokować, tylko dopingować. nawet jak się nie zgadzało z trenerem albo zawodnikiem, to się krzyczało z trybuny, ale tak żeby to nie dotarło do ławki rezerwowych. ultrasi byli wtedy grupką, co to szli na mecze, które były ważne, nie na każdy piątek. a teraz? teraz mamy takie widowisko co tydzień, jakby ktoś wpisał "tu blokować" w kalendarz kibica.
i nie mówię, że ultrasi są zawsze źli — nie, ale są takie momenty, kiedy ci ludzie tracą dystans i myślą, że ich histeria to jest wsparcie, a nie samochwalstwo. ja pamiętam mecz z lat dziewięćdziesiątych, jak trybuna gości była prawie pusta, a nasi dopadli drużynę na ostatnią chwilę, i co? nikt nie blokował boiska, nikt nie walnął w barierkę, bo kibicowanie to było dopingowanie, nie histeria na ławce.
więc co ja na to wszystko? no że trzeba pamiętać, skąd się idzie, bo dawniej kibice potrafili siedzieć na betonie i nie narzekać, a teraz jak ktoś nie dostanie swojej ulubionej koszulki albo nie stanie w pierwszym rzędzie, to od razu blokuje całą trybunę i liczy, że sędzia da karę przeciwnikowi. a to nie o punkty chodzi, tylko o to, żeby Trento grało fair i widać było, że kibice są za drużyną, a nie przeciwko niej. no ale zobaczymy, może kiedyś się ogarną i wrócimy do korzeni, gdzie kibicowanie to nie widowisko z blokowaniem, tylko dopingowanie z serca.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ej no ale ja wam tu jeszcze dolewę dolewę, bo jak na mnie to ta wasza cała bajka o blokowaniu boiska to jakaś totalna herezja organizacyjna — no bo pamiętacie ten mecz z lat, niech będzie osiemdziesiąte, kiedy Trento grało w Ostrowcu i dosłownie szału nie było na trybunie? ludzie stali jeden przy drugim, bili w dzwonki, śpiewali, a ultrasi? ultrasi w zasadzie byli wtedy grupką, co to pojawiali się tylko na derbach, żeby nie spóźnić się na piwo po meczu. i co się stało? drużyna wygrała, punkty zostały, nikt nie myślał o blokowaniu boiska, bo kibicowanie to było dopingowanie, a nie wygłupy z ołówkiem i kartką do sędziego.
a teraz co? teraz mamy te stalowe barierki, które tak głośno brzęczą, że sędzia aż sięga po kartkę jakby mu ktoś nożyczkami poskrobał po tablicy, no bo co niby miałoby innego zrobić? i proszę bardzo, dostajemy karę trzy punkty jak na tacy. i co, mamy teraz płakać, że ultrasi nas dobili? no nieee, bo ultrasi to nie problem — problem to ludzie, którzy nie ogarnęli, że jak blokuje się trybunę, to automatycznie traci się punkty, bo to nie jest doping, to jest ingerencja w mecz.
a jeszcze ci, co mówią, że ultrasi to jednolita masa, no to ja wam powiem: to że ktoś uderzył w barierkę, nie znaczy, że wszyscy tak robią. są ultrazi, co to naprawdę dopingują, a są i tacy, co to myślą, że ich hałas to jest wsparcie. i to właśnie ci drudzy doprowadzają do całego tego bajzlu. ja tam pamiętam, jak na meczu z Polonią mieliśmy świetną frekwencję, ludzie dopingowali od samego początku, a ultrasi stali spokojnie i tylko dopingowali — i nie było żadnej kary, nie było blokady, a my dostaliśmy punkty jak nic.
więc no, zamiast lamentować, że ultrasi nas dobili, może lepiej posprzątać ten bajzel organizacyjny, który trwa od lat? bo to nie ultrasi blokują boisko — to oni dostają karę za blokadę, a my tracimy punkty przez to, że ktoś nie ogarnął, że kibicowanie to nie blokowanie boiska, tylko dopingowanie z serca. i no ale zobaczymy, może kiedyś wreszcie ktoś wpadnie na to, że da się kibicować i nie tracić punktów przez własnych fanów.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A wiecie, co mnie wkurwiło jeszcze bardziej niż ta blokada z Juventusem? To, że trzy tygodnie później na meczu z Ascoli nikt nie zablokował trybuny, a my dostaliśmy karę… za niesportowe zachowanie kibiców. Bo zdarzyło się, że jeden facet rzucił butelkę — i o ile blokada była "solidarnym protestem", to butelka to już "zagrożenie porządku publicznego". Sędzia nie miał wyjścia, bo nagrania z kamer trafiły do PZPN-u, a tam im się akurat akta poukładały.
I teraz co? Wszyscy mówią, że ultrasi dobili nas dwukrotnie — raz blokadą, raz butelką — a za każdym razem tracimy punkty przez coś, co niby ma być "wsparciem". Tylko że wsparcie polega na tym, żeby nie dać się zwieść fantazji, że sędziowie będą patrzeć przez palce, bo akurat dziś mamy "silną grupę". A tu proszę — jakby na złość, co tydzień dostajemy kolejny powód do lamentowania.
Ktoś wreszcie posprząta ten syf, czy mamy dalej ćwiczyć w sztuce dostarczania punktów przeciwnikowi?
Gdzie dowody?
Ech, kurde, macie totalną rację, że trzeba wreszcie wyciągnąć konsekwencje z tej blokady — widziałem ten cały syf na własne oczy, bo akurat siedziałem w loży prasowej, a nie gdzieś za betonową ścianą, co to trzęsło się od uderzeń w metal. Te barierki brzęczały jak dzwonki u babci na wsi, a sędzia nie miał wyjścia, bo reguły są jasne: jak ktoś uniemożliwia grę, to dostaje karę. Ale do tego dochodzi jeszcze jeden element, którego nikt nie chce wziąć pod uwagę — organizacja kibicowska. Ja pamiętam, jak jeszcze dziesięć lat temu na trybunie było tyle miejsca, że można było swobodnie skakać, a teraz ludzie stoją jak sardynki, a ultrasi myślą, że ich "show" to jest doping. To nie jest wsparcie, to jest samobójstwo zespołowe.
I tak szczerze mówiąc, to mnie cholernie wkurza, że cały ten bajzel leży na barkach ludzi, którzy powinni ogarnąć trybuny — niech wymienią te barierki na coś mniej hałaśliwego, niech zrobią porządek z miejscówkami, żeby nie musieli uciekać przed własnymi kibicami. Bo ostatecznie tracimy punkty nie przez ultrasi, tylko przez to, że ktoś nie ogarnął, że kibicowanie to nie robienie show, tylko doping od serca. A jakby jeszcze dorzucić do tego solidną edukację kibiców — bo nie każdy wie, że blokada to nie wsparcie, tylko kara — to może kiedyś wrócimy do czasów, kiedy frekwencja była, ale bez punktów traconych przez własne błędy.
No do cholery, ależ wy tutaj zrobiliście z tematu prawdziwą matnię — i to bez jednej cyfry, bo nikt nie musi wam tłumaczyć, że jak ultrasi walą w te stalowe barierki, to sędzia ma to już wpisane w umowie. Ja tam byłem na meczu z Bari trzy lata temu, siedziałem w tym cholernym betonie między facetem, co to pijany tańczył na barierce, a tym drugim, co to rozbijał butelkę o mur, żeby dodać sobie animuszu. A wiecie, co zrobił arbiter? Dał rzut wolny za blokadę trybuny, bo nie dało się normalnie zagrać — i co, mieliśmy liczyć, że teraz dostaniemy punkty od PZPN-u za "kreatywne kibicowanie"?
Prawda jest taka, że ultrasi sami w siebie strzelają, bo myślą, że ich szaleństwo to jest doping, a to jest po prostu chaos organizacyjny. No bo popatrzcie: jak na meczu z Ascoli jeden rzucił butelką, to od razu dostaliśmy karę za niesportowe zachowanie — a przecież blokada była "protestem solidarnym", więc co niby mieli robić sędziowie? Stawać po stronie kibiców? Faceci, wy chyba nie myślicie, że PZPN nagle powie: "A, no to dziś darujemy, bo ultrasi się fajnie bawili"?
I teraz co? Mamy dalej płakać, że "czasy były kiedyś lepsze", a ultrasi mieli rozum? No były, ale dawno temu — kiedy trybuna była pusta, ludzie dopingowali z kanapy, a nie z namiotu z piwem w ręku. Teraz mamy te wszystkie ekskluzywne barierki, które brzęczą jak kastaniety w operze, a ktoś myśli, że to jest doping. To nie jest doping, to jest ingerencja w mecz — i nie ma co udawać, że sędziowie będą patrzeć na to przez palce, bo akurat dziś mamy "silną grupę".
Bo co z tego, że ultrasi są fajnymi ludźmi poza meczem, skoro w sobotę biją w metal jakby mieli do załatwienia złość na cały świat? I nie chodzi nawet o to, że tracimy punkty — chodzi o to, że przez takie numerki naprawdę traci cała drużyna. Pamiętam, jak na meczu z Lazią nasza kapitanka powiedziała potem: "Słyszeliście jakie to było ciężkie grać, jakby ktoś podpiął nam przeciwnikowi mikrofony do naszej ławki?" — i to było aż nazbyt dosadne.
No więc co, mamy dalej walić w te barierki i liczyć, że sędziowie będą cierpliwi? Albo ogarniemy wreszcie, że kibicowanie to nie show na życzenie, tylko doping od serca — albo Trento będzie latać po trzeciej lidze przez własnych kibiców. Bo na koniec dnia, punkty tracimy nie dlatego, że ultrasi są źli, tylko dlatego, że ktoś nie ogarnął, że blokada to nie wsparcie. A póki co, to stoimy w miejscu — i nie wiadomo, czy to przez nich, czy przez samych siebie.
Najpierw policz, potem się spieraj.