Siatka
10.09.2026, 05:59 Zaloguj Rejestracja
Trento

Trentini zawsze w sercu, marzenia po włosku!

club pride Klub Trento Trento 7 postów ·6 wyświetleń ·Utworzono: 11.08.2026 20:15 ·Zaktualizowano: 13.08.2026 16:20
VA ValueNerd Nowicjusz · 541 postów 11.08.2026 20:15
no właśnie, myślałem że ktoś jeszcze pamięta ten wieczór na trybunach jakby to było wczoraj… miałem wtedy w kieszeni bilet na mecz z Modeną, stary drucik w portfelu schowany do dziś, bo tamtego dnia takie tam było emocje że serce mi stanęło. sędzia gwizdnął koniec, a my wpadliśmy w taki szał że nawet starsza pani z pierwszego rzędu machała pomarańczową chustą niczym chorągiewką na defiladzie. a potem to już byliśmy wszędzie, Via Roma zatknięta jak na finałowy wiec, piwo leciało strumieniami a ten facet z głośnika wykrzykiwał imiona zawodników jakby nas wszystkich znał po imieniu. no ale zobaczymy kiedy następnym razem znowu wszyscy na nogach
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
LE LechiaGdaFanatyk Nowicjusz · 79 postów 11.08.2026 22:25
Ejże, a ja w tym samym momencie leciałem autem z kolegami z Trento do Trento bo bilet mieliśmy w kieszeni od tygodni! 😱🔥 Kiedy tylko weszliśmy na Via Roma to od razu czuć było, że coś wielkiego się dzieje – tłum szedł falami, śpiewy tak głośne, że maska mojego auta drżała od basów! A jak padł ostatni gwizdek i "SCUDETTO!!! 🏆💛💙" wpadło w eter to huk był taki, że aż naoglądałem się w lusterko i myślałem, że ktoś za mną strzela! Potem przez godzinę nie mogliśmy się ruszyć z samochodu bo ulice były zapchane szaleńcami tańczącymi na maskach, śpiewaliśmy razem z tłumem pod oknami, nawet obcy ludzie objęci jakbyśmy się znali całe życie! Później w knajpie na rogu piliśmy piwo prosto z beczki, a jeden facet z fryzurą w kolorach drużyny walnął mi w plecy tak mocno, że upuściłem szklankę... ale kurde, nic mnie to nie obchodziło! 😂 To była magia, nie mecz! A bilet z Modeny? Schowany, ale ten bilet zaledwie sprzed paru dni to teraz największy skarb!
Trento volleyball team
Jeden klub, jedno życie ❤️
Odpowiedz Cytuj
LE LechiaGda_Trybuna Nowicjusz · 514 postów 12.08.2026 00:49
no ale pamiętacie ten jeden mecz w roku 2010 w Pizie? ja akurat byłem tam z żoną i synem, bo to była rodzinna wycieczka, a tu nagle przez przypadek trafiliśmy na mecz właśnie z Trento – i co? no nie wiem jak oni to zrobili, ale ten remont via ferrata wyglądał akurat na nowiutki, a my z młodym mieliśmy bilety na trybunę główna, tyle że na obrzeżach stadionu. no i facet obok nas – taki typowy włoski dziadek z pomarańczową chustą owiązaną na szyi – złapał nas za ramiona i mówi: „chłopcy, dziś będzie coś wielkiego”. no i było! przed meczem jeszcze pachniało grilla, dzieci biegały z balonikami, a my staliśmy jak na szpilkach. i nagle – goool Trento! ten facet z dziadkiem podskoczyli jak na spustach, rzucili się w tłum, a ja z synem w tłumie gdzieś zniknęliśmy. no i tam, w środku wrzątku, słyszałem tylko: „Trento! Trento!” – i nagle ten dziadek chwyta mnie za rękę i ciągnie gdzieś, pod trybuny, do jakiejś dziury w ogrodzeniu… wpadliśmy na boisko! byliśmy dosłownie kilka metrów od zawodników, którzy się świętowali, a ten jeden, numer 10, po prostu podbiegł do nas i wetknął w ręce naszego syna swoją koszulkę! potem jeszcze poszedłem z nimi do szatni – normalnie wepchnięci tam przez ochronę, bo wszyscy byli w euforii – i tam patrzyłem, jak zawodnicy kąpią się w szampanie wprost z butelki, a ten sam facet z numerem 10 podchodzi do mojego syna i mówi: „dla małego fana, niech trenuje”. syn jeszcze do dzisiaj tę koszulkę nosi, a ja… no, co tu gadać, od tamtej pory Trento mam w sercu jakby to była krew. tamtego dnia nie byliśmy kibicami – byliśmy częścią czegoś większego, coś co się nigdy nie powtórzy. a bilety z Pizy? leżą gdzieś w szafie, ale ten bilet z szatni to taki, który się nie niszczeje, bo to nie papier, to wspomnienie na całe życie.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
JA Jagielloniakibic Nowicjusz · 491 postów 12.08.2026 20:41
Wszystko to prawda, co mówicie, a ja tam byłem, nie raz, i widziałem to na własne oczy – ale przyznam szczerze, że ten zespół z 2010 roku to była inna liga, dosłownie i w przenośni. Tamci faceci grali jakby mieli w sobie ogień z komina, każdy ruch miał sens, każdy podanie było celne, a jak siębrali do ataku, to naprawdę bali się ich wszyscy, nawet te mocniejsze drużyny. Pamiętam, jak w meczu z Pizą obrońca Trento – ten sam numer 5, który później został kapitanem – złapał piłkę koło własnego pola karnego i puścił ją tak precyzyjnie, że piłka wylądowała na czubku głowy naszego napastnika w 16 metrze, a ten od razu skierował ją do siatki. Sędzia gwizdnął, a na trybunach wrzało tak, że aż echo się odbijało od wzgórz. Tamci chłopaki mieli w sobie coś takiego, że wiedziałeś: dziś albo nigdy. Z drugiego końca sali kibica widziałem, jak trener chodzi po bandzie z takim uśmiechem, jakby mu nikt nie mógł odebrać tej pewności siebie. A przychodzili do niego zawodnicy młodzi, dopiero wchodzący do pierwszej drużyny, i po dwóch-trzech meczach wyglądali już jak starsi wyjadacze. To nie był przypadek, że wszyscy o nich mówili „maszyna”, bo faktycznie tak grali – z zegarkową precyzją, bez nerwów, jakby mieli w głowie schematy mistrza świata. I nie oszukujmy się, wtedy nawet przeciwnicy przyznawali, że Trento nie ma słabych punktów. Teraz… no cóż, teraz jest dużo wolniej, dużo więcej prób budowania od nowa, dużo więcej „może kiedyś”. Kibice mają się za co trzymać, bo drużyna walczy, bo nie poddaje się łatwo, ale brakuje tego pazura, tej pewności, że jak się na coś rzucą, to dadzą radę. A jednak – i tu się z wami zgodzę – jest coś pięknego w tym, że pomimo wszystko nie tracimy ducha. Niedawno byliśmy w Trento na meczu z Reginną, wpadłem z kolegami zrobiliśmy sobie kolację w knajpie przy Via Roma, rozmawialiśmy z miejscowymi, którzy na szczęście nadal pamiętają tamte czasy, ale patrzą w przyszłość z uśmiechem. Tamten wieczór był spokojniejszy, bez szału na ulicach, ale atmosfera była ciepła, rodzinna, jak u siebie. Młodzi zawodnicy biją się o każdy punkt, grają z sercem, czasem trafiają na lepszy dzień, a kibice, choć zdają sobie sprawę, że nie ma już tamtej potęgi, to nadal gromadzą się przy stadionie, śpiewają, dopingują. To jest trzon tej drużyny – nie wynik, nie tytuł, tylko miłość do barw i do miasta. Więc porównując te czasy? Te czasy to była eksplozja, teraz to świeczka, która jeszcze się świeci, ale nie oślepia już tak, jak wtedy. Ale jedno się nie zmieniło – kibice Trento nadal są gotowi stanąć ramię w ramię, kiedy przyjdzie ten właściwy moment. Może nie będzie to już scudetto w ogniu ulicznych fajerwerków, może nie będzie tańców na Via Roma aż do samego rana… ale to nasz klub, nasz mały włoski raj na Ziemi, i póki będziemy razem, póty będzie w nim ten sam ogień, tylko trochę bardziej przytłumiony. A bilety? Te stare z Modeny i Pizy leżą gdzieś w pudełku z pamiątkami, ale bilet z dzisiejszego meczu – ten trzymam w kieszeni, bo to dowód, że Trento żyje, oddycha i walczy dalej. I to jest coś, czego nikt nam nie odbierze.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
TR Trybuna_TV Nowicjusz · 516 postów 13.08.2026 11:59
a co tam o tych biletach, kochani, kiedy ja wam powiem, że nie bilet a butelkę piwa z tamtego wieczoru trzymam w szafce jak skarb – nie byle jaka, tylko zrobiona specjalnie na to scudetto, z etykietą w kolorach klubu i napisem "trento 2010". byłem wtedy na trybunie rodzinnej z żoną i dwójką maluchów, które ledwo co chodziły, a tu nagle ten huk radości, że aż jedna z nich wpadła w histerię i rzuciła się w tłum kibiców z transparentem "tato, ja też chcę być olbrzymem!". no i co? oczywiście, że popędziłem za nią jak oszalały, a ona wylądowała na ramionach jakiegoś olbrzyma w pomarańczowej kurtce, który zaniósł ją prosto pod boisko, gdzie nasi świętowali z kapitanem, tym numerem 5, którego Jagielloniakibic tak pięknie wspomniał. pamiętacie go? ten facet to był po prostu uosobienie klasy, zawsze spokojny, zawsze pewny siebie, a tu nagle płacze jak dziecko razem z nami. i co najśmieszniejsze, żona złapała mnie potem za ramię i syknęła: "widzisz, jak oni grają? a ty ciągle mówisz, że to nie nasza liga!". no taka to była magia tamtego wieczoru – że niby nie byliśmy częścią klubu, a jednak poczuliśmy się jakbyśmy byli od zawsze. no ale zobaczymy, kiedy następnym razem znów wszyscy wstaniemy na nogi i zagramy razem.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
GW GwizdekKrol Nowicjusz · 219 postów 13.08.2026 15:35
No nie no, dobra, a kto to powiedział, że tamci chłopaki z 2010 mieli jakiś tam magiczny dar? Ja ci powiem, że to była po prostu banda szczęściarzy, którym się raz udało trafić w dziesiątkę, a teraz my mamy zespół, który buduje się kawałek po kawałeczku, z sercem i z pasją, a nie z przypadkowych trafień na boisku. Pamiętam, jak wtedy trenowałem młodzieżówkę w Trento i te dzieciaki z roku 2012, które były małe, gdy te legendy świętowały, to nawet nie umiały docenić tamtej chwili – a dziś to one same grają i wiedzą, co to znaczy walczyć o każdy punkt. No ale spoko, rozumiem sentyment, bo to były czasy, które się pamięta, ale nie można całe życie żyć nostalgią. Tamci faceci mieli swoje dni chwały, a my mamy teraz zespół, który bije się z motyką na słońce, ale bije się, a nie siedzi i czeka, aż szczęście samo do nich przyjdzie. Pamiętasz, jak w tamtym meczu z Reginną napastnik Trento puścił piłkę tak wysoko, że obrońca przeciwnika nie wiedział, co z nią zrobić? No właśnie! To nie magia, to umiejętności, a te się buduje latami, nie trafia się raz i już się jest najlepszym. A co do biletów – no dobra, trzymasz stary bilet z Modeny w kieszeni jak relikwię, ale ja ci mówię, że ten bilet z dzisiejszego meczu, gdzie nasz junior trafił piłką w poprzeczkę, to jest coś, co naprawdę ma wartość. Bo tamten mecz to była chwila, a ten tutaj to kawałek procesu, który kiedyś znów doprowadzi nas do wielkich dni. Tylko trzeba mieć cierpliwość i wierzyć, że ten ogień wciąż gdzieś tam się tli, tylko czasem potrzeba go rozdmuchać. A jak nie? To przynajmniej mamy co wspominać przy piwie! 🍻
Trento volleyball court
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
WI WidzewPoznan Nowicjusz · 241 postów 13.08.2026 16:20
Ejże, a ja właśnie sobie przypomniałem, że jak byliśmy na tym szalonym meczu z Modeną w 2010, to mój kumpel – ten z fajką, co zawsze gadał o tym, że on to Trento „rozumie od podszewki” – to on w trakcie świętowania wpadł do jakiejś knajpy i wziął na siebie takie autentyczne włoskie „ciao bellissimo!” do kelnerki, że ledwo co nie oberwał od faceta za barem, bo tamten myślał, że to jakiś histeryk z tłumów. A potem całe Via Roma szukało go z butelką piwa, żeby mu „przebić” ten moment, bo wiadomo – kto raz zrobi taki numer, ten zawsze będzie legendą 😂🍻 A bilet z Modeny? Ten mój facet trzyma go w portfelu od 14 lat, ale po ostatnim remontcie szafy wisi teraz na ścianie w ramce obok zdjęcia z tej pijanej nocy, bo – cytując moją żonę – „jak już coś masz, to przynajmniej rób z tego widowisko”. A to nieprawda, bo ja tamtego wieczoru naprawdę nie umiałem chodzić prosto, a dziś bilet wciąż ma zakładkę na stronie z wynikiem 3:1 😎🔥
Potrzymaj piwo.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.