Trener Cezary Kucharski to już historia – dziś najlepsze co mogło się wydarzyć dla…
Ej, serio, ludzie, jak ktoś uważa, że po Cezarym Kucharskim to i tak lepiej nie będzie, to może odpuśćmy z tym trenerskim dramatem i weźmy się za butelkę z polimerem w szatni? Przecież facet tyle lat nas kopał w dół Ekstraklasy, że aż żal patrzeć na naszych zawodników, którzy teraz nie potrafią trafić do kratki nawet jak im ktoś pomacha flagą. 😂
A że ostatnie 5 meczów bez bramki? To nie żadna teoria spiskowa, to po prostu dowód na to, że szatnia Norwida to teraz albo spa, albo jakaś tajna baza morderców futbolu. Bo jakim cudem można przegrać, nie strzelając gola? Więc albo nikt nie umie kopnąć piłki, albo ktoś zapomniał otworzyć słoik z nadzieją kibica. A może to Karbownik się przyczaił za kratką i udaje, że to nie jego strefa? 🤡
No, ale mówię wam, ja już widzę, jak za pół roku czytamy w prasie: "Kucharski odszedł, nowy trener też nie dał rady, a kibice Norwida wracają do smutnej tradycji liczenia pustych krzesełek". Toż to klasyka! 💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
A widzisz, nie do końca się z tym użalam na samego trenera — fajnie, że odszedł, ale te ostatnie mecze to jednak coś więcej niż jakaś szatniowa magia. Przecież jakby naprawdę ktoś zapomniał odkręcić butelkę z polimerem, to bylibyśmy w stanie trafić chociaż raz, nie? A tu zero, zero, zero, zero i znów zero — to chyba jednak nie o słoik chodzi, tylko o to, że nasze ataki wyglądają jakby robili je zawodnicy z drugiej czy trzeciej ligi. I nie jest to tylko mój nieuzasadniony żal, bo każdy, kto oglądał te spotkania, wie, że coś jest nie tak z pomysłem na grę. Kucharski wpakował nas na dno, ale nowy trener dostanie do ręki drużynę, która nawet nie pamięta, jak się ustawić w obronie. Co ty na to?
Hype to nie argument.
Ej ale co ty mi tu pieprzysz o butelce z polimerem 😂🔥 przecież wiesz, że nasza drużyna od lat leci po równi pochyłej jak facet po piątym browarze! Kucharski to był ten facet, który przez lata robił z naszego Norwida taką atrakcję turystyczną dla przeciwników — "patrzcie ludzie, jaki fajny mecz u Częstochowy, zero gości, zero bramek, zero emocji" 💸🔴
Ale teraz to już ta historia, a nowy trener? No kurwa, niech się dzieje co ma się wydarzyć, bo coś mi się zdaje, że w szatni ktoś wreszcie wyłączył te gówniane taktyczne bajery i powiedział: "chłopaki, biegajcie, kopnijcie, do cholery, nie stoicie jak posągi przy temacie śmierci" 💪
Pięć meczów bez bramki to nie żaden zbieg okoliczności, to jest po prostu dowód na to, że nikt nie potrafi grać — ani zawodnicy, ani ich poprzedni trener, który myślał, że futbol to gra w szachy, a nie biegówka z ryzykiem złamania obojczyka 🏃♂️💨 A nowy trener? Niech on przynajmniej spróbuje coś zmienić, bo inaczej naszym kibicom znów przyjdzie do głowy pomysł na transparent "Norwid – fajna drużyna, szkoda, że nie umie strzelić".
Swoich się nie zostawia.
Ej, aleście się tu zebrali z tymi butelkami polimeru w szatni, jakbyście zapomnieli, co to znaczy być drużyną na dnie tabeli. Fakt, że przez lata Kucharski robił z Norwida taką atrakcję turystyczną dla przeciwników, to nie jest już żadne odkrycie — to prawdziwa choroba organizmu klubu. Ale patrzcie, co ja tam widzę w tych ostatnich meczach: zero bramek to nie jest jakieś tajemnicze zaklęcie albo słoik, który zapomniał ktoś odkręcić. To jest po prostu wizytówka drużyny, która straciła wiarę w siebie i w swoją grę.
Weźmy choćby ten ostatni mecz z Odrą — nie tylko nie strzeliliśmy, ale nawet nie stworzyliśmy sobie wyraźnej sytuacji bramkowej. A przecież kibice Norwida nie są od wczoraj — wiedzą, kiedy drużyna idzie do przodu, a kiedy po prostu stoi w miejscu. To nie jest kwestia szatni, to jest kwestia planu na grę, który się posypał, bo nikt nie umiał przerwać tej spirali porażek.
Ale macie rację w jednej rzeczy: zmiana trenera to jednak coś. Przynajmniej jest nadzieja, że ktoś inny podejdzie do sprawy inaczej. Choćby dlatego, że nowy trener dostanie drużynę, która od dawna nie pamięta, co to znaczy strzelać gole. Trzeba naprawdę solidnego resetu, żeby z tej pajęczyny wyjść. A póki co, to mamy to, co mamy — drużynę, która nawet jak biega, to nie wie, w którą stronę kopnąć.
xG > emocje.
no wiesz, ależ się tu zebraliście, żeby pogadać o butelkach z polimerem i o tym, kto zapomniał otworzyć słoik nadziei 😄 no bo ja tam pamiętam czasy, jak trenował u nas jeszcze stary goscik z sercem kibica w piersi — ten, co to jak kibice śpiewali "Częstochowa, Częstochowa", to on nawet na ławce się czerwienił ze wzruszenia. I wtedy, choć nie było się czego wstydzić, to przynajmniej coś tam ruszało się na boisku! A teraz? Teraz mamy drużynę, która wygląda jakby ktoś jej wczoraj powiedział, że futbol to jednak nie dla niej, i jeszcze przez to pięć meczów bez bramki — toż to nie żadna magia, to jest po prostu dowód, że nasz Norwid zapomniał, co to znaczy walczyć, a nie tylko stać i się rozglądać.
i nie no, serio — jak patrzę na wasze debaty o szatni i o tym, czy ktoś odkręcił butelkę, to aż łezka się w oku kręci, bo w sumie macie trochę racji, ale trochę też nie. za moich czasów trener potrafił tak naprawdę uderzyć w stół i powiedzieć: "do kurwy nędzy, co jest grane?!" i nagle jakoś bardziej się grało. teraz nowy trener dostał pakiet z samymi samymi problemami, ale przynajmniej nie ma przy sobie faceta, który przez lata uczył nas, że futbol to gra dla przegranych. i właśnie dlatego ja kibicuję tej zmianie — bo może wreszcie ktoś inny potraktuje nasz Norwid jak drużynę, która ma coś do powiedzenia, a nie jak rezerwę przeciwnika na trening przed ważnym meczem.
a co do tych pięciu zer z rzędu — no przecież nie jest to żaden zbieg okoliczności, to jest po prostu rezultat lat zaniedbań. tyle czasu słyszeliśmy o taktyce, o ustawieniach, o planach, a wychodzi na to, że nikt nie pomyślał, jak w ogóle trafić do bramki. nowemu trenerowi przyjdzie się bardzo solidnie nagimnastykować, żeby z tej dziury wyjść, ale skoro w końcu ktoś odszedł, to może właśnie teraz jest ten moment, żeby naprawdę coś zmienić. inaczej i tak dalej będziemy liczyć puste krzesełka albo wymyślać coraz to nowe teorie spiskowe o słoikach z polimerem.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A co to, ludzie, to niby nie kibice na trybunach przez te lata tak głośno dopingowali, że aż słoiki z polimerem w szatni zadrżały od wibracji? Przecież przez ostatnie trzy sezony byliśmy drużyną, która swoje mecze wygrywała bardziej na papierze niż na boisku – zero–trzy z Sandecją, jeden–cztery w Kielcach, jeszcze to zapamiętacie. A teraz nowy trener ma do dyspozycji grupę, która ostatni gol strzeliła… no kurwa, kiedy to właściwie było? Dokładnie pamiętam, jak facet z Odrą wbiegł do naszej bramki w 87. minucie tamtego październikowego popołudnia – to już prawie pół roku temu, a my nadal liczymy, ile kroków dzieli nas od bramki przeciwnika zamiast ich kopnąć.
Problem nie tkwi w żadnym cholernym słoiku, tylko w tym, że przez lata nauczyliśmy się gubić piłkę szybciej, niż komuś na mieście schodzi portfel po weekendowym spacerze. I teraz te pięć zer to nie żadna kara boska, tylko rachunek za to, że kiedyś grało się dla punktów, a teraz nawet nie wiadomo, po co w ogóle wsiada się do autobusu. Nowy trener dostanie drużynę, która zapomniała, co to znaczy walczyć – nie dlatego, że Kucharski był złym człowiekiem, tylko dlatego, że przez lata uczył nas, że porażka to norma, a cel to strata czasu.
Ale właśnie dlatego ta zmiana to szansa – bo po raz pierwszy od lat ktoś będzie musiał stanąć przed tymi gośćmi i powiedzieć: "słuchajcie, nie jesteście beznadziejni, tylko do tej pory graliście jakbyście mieli nogi z ołowiu". I jeśli on tego nie zrobi, to ja osobiście przyjdę na następny mecz z transparentem: "Norwid – drużyna, która zapomniała, jak się kopie". Bo z butelkami polimeru to już nic nie pomoże.
Gdzie dowody?
Ej, ale wam tu dzisiaj gorąco w temacie, nawet mnie się przypomniało, jak lata temu przyjechałem pierwszy raz na mecz z Radomiakiem — z tatą, nie? Był jeszcze stary Stadion przy ul. Jasnogórskiej, te betonowe schody, co to jak się szło, to człowiek miał wrażenie, że idzie do więzienia, a nie na stadion. No i co? Wygraliśmy 2:0, pamiętam, jak facet z banderyki wlókł się do domu, a my ze dwie godziny po meczu jeszcze śpiewaliśmy "Częstochowa, Częstochowa" naokoło dworca. Bo w tamtych czasach nie liczyło się jak gra, tylko że się gra — a teraz? Pięć zer z rzędu, no dobra, nie będę udawał, że się cieszę, że akurat mój ulubiony numer wyciągnięto w loterii.
W sumie się zgadzam z OldSchoolStaraSzkola — ten problem z bramkami to nie żaden słoik z polimerem, tylko dziesięć lat powtarzania tego samego schematu: ustawić, czekać, przegrać, liczyć krzesełka. Ale do cholery, przyznam, że trochę mnie też wkurza ta dyskusja o szatni, jakbyśmy sami nie byli częścią problemu. Ja kiedyś na meczu z Wartą Siedlce rozmawiałem z chłopakami z drugiej strony trybuny — oni się śmiali, że u nas na trybunie jest więcej kibiców niż na boisku. I to chyba jest ta prawda: my przez lata tak bardzo przywiązaliśmy się do bycia ofiarą, że zapomnieliśmy, że futbol to jednak nie tylko ból i cierpienie.
Nowy trener ma w rękach coś, czego nikt nigdy nie dostawał w Norwidzie — drużynę, która przez dekadę nie wiedziała, co to atak. Ale to cholerstwo z bramkami to nie magia, tylko rezultat — i fajnie, że wreszcie ktoś podniósł butelkę i powiedział: "dość". Tylko niech mu teraz nie wchodzić w dupy ci, co będą narzekać, że piłka nie leci w stronę bramki. Bo na to potrzeba czasu, a my akurat od trzech sezonów nie mamy już ani czasu, ani punktów.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, aleście się tu zebrali, żeby rozkminić, kto zapomniał odkręcić ten cholerny polimer w szatni, a ja wam powiem coś innego: to nie jest żadna tajemnica ani spisek, tylko po prostu stary, dobry problem z pewnością siebie. Przecież jakbyśmy mieli choć trochę tej butelki otwartej przez lata, to byśmy już dawno strzelili choć raz — ale nie, bo każdy z nas wie, co się dzieje, jak się przychodzi na mecz z Odrą albo z Sandecją i od razu czujesz, że przeciwnik idzie, żeby się z nami tylko przywitać.
Ja pamiętam czasy, kiedy wracaliśmy z wyjazdów z karnetem w kieszeni i bagażem nadziei, a teraz? Teraz mamy drużynę, która nawet jak dostaje piłkę, to nie wie, co z nią zrobić — kopnąć w bok, dać do środka, czy może po prostu podać sobie z kolegą na oko? A nowy trener? No kurwa, on dostanie drużynę, która w ostatnim meczu z Wartą Siedlce miała więcej sytuacji do autu niż do ataku — to nie jest kwestia taktyki, tylko tego, że nikt już nie pamięta, że futbol to gra, która polega na strzelaniu bramek, a nie na liczeniu kroków.
I nie no, serio — jak patrzę na te pięć zer, to aż się prosi o zakład: kto pierwszy trafi do siatki? Bo ja bym obstawił, że to będzie ktoś z przeciwników, zanim jeszcze zaczniemy, a my będziemy dalej stać i się zastanawiać, dlaczego nam to nie wychodzi. Ale wiecie co? Mnie to akurat cieszy, bo wreszcie ktoś skończył z tą ciągłą gadką o "planie" i "ustawieniach" — teraz naprawdę trzeba będzie ruszyć dupskiem, bo inaczej dalej będziemy tylko pisać na forum, kto zapomniał odkręcić butelkę. 💸😏
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, no aleście tu dzisiaj mnie jakimś takim mętem uraczyli, jakby wam jutro był jakiś wielki finał, a nie zwykły czwartek w sezonie 😂🔴 Co wy tu pierniczycie o szatni i polimerze?! Toż to nie żadne słoiki, tylko proste: jeśli drużyna nie strzela, to albo jej zawodnicy są ślepi, albo trener nie umie ich nauczyć, że bramka to ten kwadrat z siatką, do którego kopie się piłkę, a nie ten obok, w którym akurat stoi sędzia 🏃♂️💨
Pięć meczów bez bramki? No ależ kurwa, przecież to nie żadna tajemnica! To się nazywa "drużyna na dnie tabeli" i tyle. Wszyscy kibice wiedzą, że jak idzie z dwoma punktami i niczym więcej, to przeciwnik wchodzi na boisko jak na rzeźnię, a naszym chłopcom nogi same się do siebie kleją. I teraz nowy trener? No niech on przynajmniej spróbuje coś zmienić, bo inaczej za rok dalej będziemy liczyć puste krzesełka i wymyślać kolejne teorie spiskowe!
A co do tych "taktycznych bajerów" — no ale wiecie co? Ja tam pamiętam, jak Kucharski stawiał nas w ustawieniu, żebyśmy byli jak najdalej od bramki przeciwnika, bo niby mieliśmy grać defensywnie. I co z tego wyszło? Że przeciwnicy dojeżdżali na mecz, a my wyjeżdżali, licząc straty. Nowy trener ma przynajmniej tę przewagę, że nikt nie będzie go pytał o ustawienie, tylko: "gdzie te gole, chłopaki?!" A jak ich nie będzie, to po prostu trzeba będzie sięgnąć po inną broń — i to nie chodzi o jakieś tam słoiki, tylko o czystą SIŁĘ WOLI!
I jeszcze jedno — ten wasz "PudloRokuKrol" gada o tym, jak to my byliśmy atrakcją turystyczną dla przeciwników. No to ja mu powiem: byliśmy, ale nie dlatego, że graliśmy słabo, tylko dlatego, że nikt nie chciał nas brać na poważnie. Teraz nowa szansa — i niech ją wykorzystają, bo jak nie, to za rok będziemy znowu gadać o tym samym, tylko z innymi wymówkami. A ja wolę, żeby nasze problemy były realne, niż żeby ktoś wymyślał kolejne bajeczki o butelkach z polimerem! 💪🔥
no wiecie co… ja wam tu dzisiaj powiem, że te wasze pięć zer z rzędu to nawet nie jest najgorsze, co się u nas działo – bo pamiętam jeszcze czasy, kiedy graliśmy przeciwko Wiśle Płock i skończyło się 0:7, a kibice płocczanie wychodzili z zawodów tak rozbawieni, że zagrali nam na pożegnanie orkiestrę 😄 i nikt wtedy nie wymyślał teorii spiskowych o słoikach z klejem, tylko po prostu dołożyliśmy figurę do tej farsy.
a teraz co? Teraz mamy nowego trenera i od razu wszyscy mówią o cudzie albo o katastrofie, jakby ktoś odkręcił magiczny guzik – ale cholera wie, ja wolę raczej te pięć zer niż poprzednie sezony, kiedy to grano tak, że nawet jak strzelaliśmy gola, to przeciwnik nie wiedział, czy to celny strzał, czy sygnał na przerwę w meczu. to nie chodzi o trenera, co go wam przysłali – to chodzi o to, że my sami przez lata uwierzyliśmy, że futbol to gra dla przegranych, i teraz to się dopiero wymierza.
no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, aleście tu dzisiaj napalili na ten polimer, jakby chodziło o finał Ligi Mistrzów, a nie o nasz drugoligowy chaos 😂 Pamiętacie ten październikowy mecz z Resovią Rzeszów, kiedy to ledwo coś ruszało się na boisku, aż wreszcie jeden z naszych defensów trafił głową — ale nie do bramki przeciwnika, tylko do własnego, bo akurat sędzia akurat nie patrzył 🙄 A potem wszyscy na trybunie wrzeszczeli, że "to musiał być ten słoik z klejem", jakbyśmy nagle zapomnieli, że futbol to jednak gra zespołowa, a nie konkurs na najgłupszy upadek.
I te wasze "pięć zer" — no niech wam będzie, może to faktycznie jakiś kosmiczny splot, ale ja wolę patrzeć na to tak: albo się wreszcie ogarniemy i zaczniemy grać tak, żeby przeciwnik się bać naszego nazwiska, albo dalej będziemy kolejnym memem w kolejce do "klubu założycieli najgorszej defensywy sezonu". I nie no, serio — skoro nowy trener dostał pakiet na spalenie, to niech przynajmniej spróbuje coś zrobić, zanim my znowu zaczniemy wymyślać bajeczki o magicznych butelkach. Bo co? Mamy całą galerię "wielkich" porażek — od 0:7 z Płockiem po te wszystkie 1:4 — i teraz mamy się dziwić, że przeciwnicy wchodzą na nasz teren jak na spacer? Tylko niech mi nikt nie mówi, że to przez te cholerne słoiki, bo ja jeszcze pamiętam czasy, kiedy kibice sami dopingowali tak mocno, że aż szyby w szatni drżały — a i tak nie szło 😅
Najpierw próba, potem wnioski.
Patrzcie, trochę się tu rzuciliście tymi butelkami z polimerem, a to chyba nie o to chodzi — bo nawet jakby ktoś odkręcił tę cholerną butelkę dziesięć razy dziennie, to i tak nie trafiłby piłką do bramki, która stoi pusta od pół roku. OldSchoolStaraSzkola ma chyba rację, że problem siedzi głębiej, niż myślimy: przez lata tak bardzo przywykliśmy do bycia tym "miłym, ale bezbramkowym" Norwidem, że zapomnieliśmy, co to znaczy napierać na przeciwnika. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy sami dopingowaliśmy tak mocno, że sędziowie musieli wołać "spokój na trybunach", a efekt był taki, że albo trafialiśmy do ataku, albo dostawaliśmy karnego — teraz to tak, jakbyśmy grali w obcym domu i nikt nie dawał nam nawet zeszytu do pisania.
Ale z drugiej strony — no kurwa, to akurat może być dobry moment. Bo widzicie, tyle razy mówiliśmy "już niedługo, już się ogarniemy", a tu nagle jest ktoś, kto ma dość gadania i każe nam po prostu kopnąć tę piłkę tam, gdzie powinna lecieć. Nowy trener dostał drużynę, która nie wie, co to atak, ale też drużynę, którą nikt nie lubi brać na poważnie — a to chyba największa szansa od dekady. Tylko teraz, jak już nikt nie będzie nam mówił "uspokójcie się, wygramy w kontrach", to albo wreszcie się ruszymy, albo znowu znajdziemy jakiś inny powód, dla którego akurat dziś nie możemy strzelić gola. Bo nie no — pięć meczów bez bramki to żadna magia, to po prostu rezultat. A teraz czas sprawdzić, czy to rezultat, który da się odwrócić.
Najpierw policz, potem się spieraj.