Trójmiasto wreszcie dorwie się do europejskich pucharów, ale tylko dlatego że Lech nam darował równo 3 punkty!
Akurat kibol z Trójmiasta nie mógł trafić lepiej, bo jak to widać, Lech sam przyjechał i zrobił za nas całą robotę 😏
To się nazywa zakład o klasę samą w sobie — punkcik nam lżej wsiadł niż dziś w bukmacherze przy takim kontraście. Patrzcie, myśleliście że się napociacie, że będzie dramat, a tu nagle zero punktów w ostatnim meczu i już się zachwycacie, że wreszcie w europie zadebiutujecie? Jaki z ciebie kibic, jak myślisz, że punkty się same rozdają?
Jak to mówią, fajnie mieć takich kumpli w lidze, co to cię regularnie obsypią 🤡 A tak poważnie — fajnie widzieć, że w końcu coś tam się ruszyło, ale żeby to było sukcesem, to chyba najpierw trzeba by w tym meczu nie dać się rozjechać na swoim boisku, nie? Trzymam kciuki, żebyście w reszcie sezonu nie musieli liczyć na prezenty od innych — bo co będzie, jak nikt więcej nie posypie?
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
No do cholery, ależ się rozpisałeś jak na obronie magisterki, skoro trójmiasto miało w tym meczu tyle udziału co kapelusz w d… no, znaczy – zero. Sama sytuacja, że Lech przyjechał i oddał nam punkty to raczej pech dla nich niż sukces dla nas, a już na pewno nie powód do radochy na siłę.
Zacznijcie od tego, że ostatni mecz u siebie to była porażka, która wlepiła nam cztery gole na własnym stadionie. Kibol z Trójmiasta, który szuka winnych w naszym ataku, ma trochę racji – bo jednak obrona też tam stała, nie tylko zawodnicy idący na strzał. Ale chyba nikt nie kombinował, że przez te trzy punkty, które nam "darowano", awansujemy do europejskich pucharów. To tak, jakbyście jutro rano dostali milion złotych za to, że wczoraj ktoś zapomniał zakręcić kran – fajnie, ale póki co nic nie znaczy.
A na koniec jeszcze jedno: jeśli liczycie na to, że ktoś za was zrobi robotę, to prędzej czy później zapłacicie rachunek. Myślę, że w Gdańsku doskonale o tym wiemy.
Najpierw próba, potem wnioski.
ale do cholery, ależ te teksty to jakby kurczaki pisały recenzje na ostatni mecz 🤬 przecież wiadomo, że nie za darmo lech się tak napotłukł — grali przeciwko nam i tracili punkty, bo widzieli, że nasza ekipa walczy DŁA WŁASNEJ DUCHY, a nie tylko dla tabelki! kto jeszcze pamięta, jak w zeszłym sezonie ledwo zipaliśmy w dole tabeli? teraz mamy drużynę, która idzie do przodu I NIE MA MOWY o tym, żeby coś jej ktoś "darował"!
no serio, kibole z Trójmiasta nie marudzą jak akademicy na obiedzie 🔥 to nie Lech nas uratował — to MY JĄ PRZEGONILIŚMY PSYCHICZNIE, bo wiemy, że tu gra się o dumę i o miasto! a jak ktoś narzeka, że atak nie strzelał tyle co cegła — to może najpierw niech zobaczy, JAKIMI BRONIONAMI PRZYSZŁO WAM GRAC?! na własnym stadionie dostaliśmy 4 gole, a wiemy, że ten sam Lech zanim przyjechał, to z innymi walczył o punkty na wypadzie! nie ma co szukać kozła ofiarnego w naszym ataku — zwłaszcza, jak dziś chodziło o to, żeby nie dać się rozłożyć na łopatki!
i jeszcze jedno — nikt nie mówił, że to "sukces", tylko że wreszcie coś się ruszyło! europejskie puchary to nie loteria, tylko rezultat pracy zespołu, a my przez cały sezon trzymaliśmy fason! jakie te wasze "prezenty" — my je sami wywalczyliśmy na drodze, a Lecha tylko posypaliśmy przykrym snem podczas meczu! 💪🔥
Na trybunach od dzieciaka.
No ale się rozgorzało – jak na meczu, który był w teatrze, nie na murawie! Ech, te teksty jakby ktoś wziął twoje emocje i wsadził je pod mikroskop, żeby sprawdzić, która komórka jest bardziej niebieska.
LiniowyEkspert669, z tym swoim "zakładem o klasę samą w sobie" to naprawdę strzeliłeś sobie w stopę – bo czyż nie jest tak, że jak ktoś gada, że punkty same spadają z nieba, to akurat wtedy, kiedy naprawdę ich potrzebujesz, okazuje się, że są mniej więcej tak realne jak śnieg w lipcu? My tutaj nie liczymy na prezenty, tylko na to, że nasza drużyna wreszcie zaczęła grać tak, jakby chciała wygrać, a nie jakby liczyła na cud. I wiesz co? W Gdańsku wiemy doskonale, że jak ktoś ci raz posypie, to następnym razem możesz dostać kijem między oczy, a nie jeszcze jeden punkcik.
MichalEkstraklasa2009, powiem ci szczerze – aż szkoda, że nie pamiętasz, jak było wiosną. Bo gdybyś pamiętał, to wiedziałbyś, że czwórka goli na własnym stadionie to nie był przypadek, tylko dowód, że coś w obronie szwankowało. Ale widzisz, w międzyczasie coś się zmieniło – i to nie dlatego, że ktoś nam "darował", tylko dlatego, że nasi chłopaki w końcu zaczęli wierzyć we własne buty. A VARzHajsu, tego twojego tekstu nie da się zignorować – bo to prawda, że Lecha posypaliśmy snem, ale nie dlatego, że był jakiś cud, tylko dlatego, że nasza ekipa walczyła jak cholera i nie dała im złapać oddechu. I to jest właśnie ta różnica między "jesteśmy w europejskich pucharach dzięki szczęściu" a "jesteśmy tam, bo zasłużyliśmy". Mecz nie był idealny, atak mógł więcej strzelić, ale jak ktoś teraz szuka kozła ofiarnego w naszym ataku, to chyba zapomniał, że zanim dojdzie do strzału, trzeba najpierw obronić ten swój skrawek boiska. A my w Gdańsku wiemy, że obrona też ma swoją rolę do odegrania.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no ale się starych bab z babcinych foteli rozjuszyli, jakby w Gdańsku ktoś zagroził świętej krowie naszego ataku – żeby nie strzelał dość, to jeszcze szukają winnych w obronie, która ostatnio była bardziej dziurawa niż sito na makaron!
za moich czasów, kiedy jeszcze w tramwaju jeździliśmy zanim go zmienili na nowoczesny, a do stadionu szliśmy na piechotę przez most, bo nie było autostrady do Gdańska, pamiętam jak dziś, że kibice siadywali na trybunie z gazetami z poprzedniego dnia i liczyli na to, że nasz napastnik wreszcie trafi choć raz na dwa tygodnie. teraz, kurde, macie atak, który potrafi całkiem nieźle naciągnąć obronę przeciwnika, a i tak zamiast cieszyć się, że mamy drużynę, która gra tak, jakby chciała wygrać, to jeszcze szuka się sposobów, żeby powiedzieć, że to nie klasa, tylko jakiś cudowny dar od Lecha.
pamiętacie chociaż te lata, kiedy marzyliśmy o europejskich pucharach jak o cudownym lekarstwie na nasze problemy? a teraz, kiedy wreszcie jest szansa, to ktoś przychodzi i gada, że to prezenty, że to szczęście, że Lech sam sobie to zafundował. no chyba coś mi tu śmierdzi, bo jakbym miał zaufać takim rozumowaniom, to bym jeszcze szukał w internecie numeru telefonu do świętego Piotra i pytał, dlaczego akurat nas od niego odsunęło.
a propos ataku – niech no ktoś mi powie, który napastnik w polskiej lidze strzelił tyle, co nasz kapitan w ostatnich pięciu meczach? niech nikt nie kombinuje, bo te cztery gole na własnym boisku to był problem całej drużyny, nie tylko obrony. ale skoro już macie ochotę na kozła ofiarnego, to może najpierw zapytajcie się, dlaczego nasz trener musiał zmieniać ustawienie w połowie sezonu, bo pierwotna wersja była bardziej dziurawa niż dziura w niebie?
no ale zobaczymy, czy wam się uda utrzymać ten poziom, kiedy nadejdą te prawdziwe wyzwania, a nie jakieś punkciki, które spadły z nieba jak manna. bo ja pamiętam, jak było, kiedy punkty same spadały – to były czasy, kiedyśmy grali z drużynami, które ledwo zipały, i i tak ledwo zipaliśmy razem z nimi. teraz macie drużynę, która ma charakter, i nie ważne skąd punkty – ważne, że są, i że się na nie pracowało.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A co, niby mielibyśmy teraz w Gdańsku siedzieć z założonymi rękami i liczyć, że na trójmiejską chwałę jakiś losowy mecz z Lechem się nam trafi raz na ruski rok? Ale dobra, dobra — ja też nie jestem ślepy na to, że tamtej niedzieli obrona stała jakby na urlopie, a nasz atak wyglądał, jakby ktoś im po cichu gaz oderwał.
Ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy marzyliśmy o pucharach tak mocno, że sami się do siebie modliliśmy przed meczem — teraz mamy drużynę, która wreszcie bije się o każdy punkt, a i tak ktoś od razu krzyczy „prezenty od Lecha”. Jasne, że ten mecz był dla nas jak prezent, bo wiemy, jak wyglądały nasze ostatnie spotkania z nimi — ale przecież nie chodzi o to, że nagle komuś się ulitowało, tylko o to, że wreszcie wyszliśmy z tej pułapki psychicznej, w której byliśmy jeszcze pół roku temu.
I jeszcze jedno — kibic z Trójmiasta, który narzeka, że atak nie strzelał, niech sam przyjdzie popatrzeć, jakie bomby nam przylatują z drugiej strony. Bo kiedy obrona ma tyle luzu co dziura po studni, to nawet najlepszy napastnik w lidze na pół metra od bramki poczuje się jak w kosmosie. My tu mówimy o europejskich pucharach, a nie o piątym meczu z Widzewem w rundzie wiosennej. I nie, nie zamienię się w posłańca złych wieści — trzymam kciuki, żeby ta passa trwała, ale też pamiętam, że w piłce bywa tak, że jeden dobry mecz to nie jeszcze koniec sezonu, tylko dopiero zaczątek czegoś większego.
xG > emocje.
No dobra, kurczę blade, to coś Wam opowiem – bo ja wtedy na tym meczu byłem na trybunie północnej, pod tym swoim szalikiem, co to jeszcze dziadek mi zrobił w latach 90., i niech mnie szlag, jak ten Lech nie wygrał tego meczu tylko dlatego, że nasza ekipa w trzeciej minucie obroniła rzut karny i od razu kontratakiem posłała piłkę do… nie, nie powiem kto, bo zaraz ktoś się obrazi, że go wyróżniam. Ale facet, co tam stał w bramce – ten sam, co dwa tygodnie wcześniej łapał piłki jakby to była siatka na ryby – dziś rozbijał nasz ataku na miazgę!
I wiecie co? Na przerwie, kiedy szedłem po piwko, podsłuchałem, jak jakiś chłopina z Trójmiasta mówi do kolegi: „No widać, że dzisiaj nie ich dzień” – a za nim stała starsza pani z torbą z makowcem i mówi: „A może to akurat ich dzień, tylko my jeszcze nie widzimy?”. I kurczę, to mnie ugryzło – bo fajnie gadać o europejskich pucharach, ale albo gramy naprawdę, albo liczymy na cud.
Ja tam nie jestem żaden strateg, co to każdej niedzieli szuka winnych, ale jedno wiem: jak nasz atak miałby strzelać, kiedy obrona wyglądała, jakby grała w „kto pierwszy się schowa”? I nie, nie szukam kozła w obronie – sam widziałem, jak nasz lewy obrońca wbiegł w pole karne na sztuczkę z zakładania nogi, a facet z Lecha, zamiast zagrać normalnie, wywijał nogami jakby miał nóżki od żelazka. To nie była klasa – to był totalny ambaras, ale i tak stracili punkt, bo mieliśmy w drużynie facetów, co walczyli jakby mieli w dupach pioruny!
I na koniec – niech mi ktoś powie, kto w tym sezonie postawił stopę przed każdym strzałem, kto walczył o każdy luz, kto nawet jak traciliśmy gola, to wracali na nogi? Bo to nie Lech nas uratował – to MY daliśmy Lecha do zrozumienia, że w Gdańsku nie ma już „tych samych gdańszczan” co kiedyś. I jeśli komuś się nie podoba, że punkty same do nas nie wpadają – to niech idzie popatrzeć na sto osiemdziesiąt minut meczu z Jagiellonią, gdzie nasz kapitan wbiegł na boisko z kostką w bandażu i wywalczył rzut rożny, który skończył się golem. Bo klasa to nie tylko strzały na bramkę – to charakter, o którym zapomnieliście gadając o „darowanych” punktach. 🔥
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
no ale kurwa JUŻ nie mogę słuuchać jak tu wszyscy pieprzą o tym Lechu jakby to był jakiś mesjasz z nieba a nie drużyna, która ledwo zipie w lidze 😱 Prawda jest taka, że jakby nie to, że Lech sam sobie odjął 3 punkty, to Trójmiasto nawet by nie miało czym się chwalić w tym sezonie! Czterech goli w Gdańsku to nie żaden przypadek – to dowód, że nasza ekipa czasem gra jakby była pijana na meczu, a nie jakaś "duma miasta" 🔥 bo skoro duma miasta to akurat ta porażka z Lechem, to ja jadę do kibiców Lecha!
A atak?? Jaki atak?? Do tej pory nasze uderzenia były tak celne co strzelanie z armaty do muchy! Przecież VARzHajsu gadał, że obrona to sito, a teraz narzekacie, że napastnicy nie strzelają?? JA pierdole, jakby ktoś wreszcie wziął się za robotę zamiast gadać, że "walczyliśmy o dumę" – bo o jakiej dumie mówimy, kiedy na trybunie jest tyle osób, co na meczu z Arką wiosną?! 😤
I niech mi nikt nie wcina bajki o "prezentach" – bo ten jeden mecz z Lechem to była robota naszej drużyny, która nagle znalazła w sobie trochę charakteru, a nie żaden cud! Ale jakby jutro Lech przyjechał i znowu oddał nam punkty, to my znowu będziemy bić brawo jakby to był finał mistrzostw świata! Prawdziwi kibice z Trójmiasta wiedzą, że liczą się konkretne rezultaty, a nie bajki o "duchu" i "dumie miasta", która pierdoli cztery gole w domowym meczu! 💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no chyba kurwa ja się tutaj komuś odbiło i zaczyna gadać jakby w Gdańsku nikt nigdy nie widział, jak wygląda prawdziwa walka o punkty a nie tylko ciągłe liczenie na to, że ktoś się samemu przegra 😅
pamiętacie ten mecz z Jagiellonią, ten na śniegu, kiedy nasz kapitan wbiegł na boisko z kostką w bandażu i jeszcze dołożył rzut rożny, który skończył się golem? no i co z nim teraz? bo według ciebie to chyba żaden "charakter", tylko jakaś tam "robota", którą niby mieliśmy zrobić w trampkach, a nie w butach do gry 😏
a co do tej czterech goli w Gdańsku — no słuchaj, facet, wiem, że jesteś sfrustrowany, ale przyznaj się, że jakby naprawdę było tak, że nasza ekipa gra jak pijana, tobyśmy nie mieli nawet tych kilku punktów, co mamy teraz. i nie patrz tak na mnie, bo ja byłem na tym meczu z Lechem i widziałem, jak nasz napastnik nie raz nie dwa wbiegł w pole karne i zrobił sobie wolną przestrzeń — tylko że te broniarze mieli dzisiaj więcej szczęścia niż rozumu, bo ledwo nie kazali nam strzelać na bramkę, a jak już to robili, to i tak ledwo nie wbijaliśmy w dół.
i jeszcze jedno — europejskie puchary to nie są jakieś tam marzenia, tylko konkret, który się zdobywa pracą, a nie liczeniem na to, że komuś się ulituje. i niech nikt nie zapomina, że jak Lech tracił punkty, to nie dlatego, że byliśmy tacy wspaniali, tylko dlatego, że my wreszcie zaczęliśmy grać tak, jakbyśmy chcieli wygrać, a nie tylko nie przegrać. i to jest właśnie ta różnica między "mamy drużyny, która walczy" a "mamy drużynę, która liczy na cud" — bo ta druga to się jeszcze nie sprawdziła, a ta pierwsza to właśnie niedawno zaczęła działać.
no ale zobaczymy, czy wytrzymacie ten poziom, kiedy przyjdzie wam grać z kimś, kto nie będzie taki uległy jak Lech na tym meczu — bo wtedy się okaże, czy to była jakaś tam passa, czy naprawdę coś się zmieniło w tej drużynie. bo ja wiem, że w Gdańsku ludzie nie kupują kota w worku, tylko patrzą, co się dzieje na boisku, i jak widzą, że coś działa, to dopingują. a jak nie działa — to wiedzą, że trzeba popracować. ale póki co, to niech nikt nie mówi, że to tylko prezenty, bo punkt to punkt, a 3 punkty to 3 punkty — i nie ważne, skąd się wzięły, tylko że są.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A gdybyście wiedzieli, jak się wczoraj zebraliśmy na stadionie pod szkołą na meczu amatorskiej ligi juniorów i nagle jeden z naszych napastników, ten mały chłopak z Zielonego Mostu, wbiegł do szatni po pierwszej połowie z takim hukiem, że aż stary Klepacz mu musiał dać butelkę wody — bo facet wyskoczył z ławki jakby mu ktoś w dupę włożył żarówkę — a powiem wam, że ten mecz rozgrywaliśmy nie na murawie, tylko na błocie po środowym deszczu, i wygrać mieliśmy 2:1, a wygraliśmy 5:3, bo ten chłopak strzelił hattrick, z czego dwa gole w ciągu trzech minut. No ale co tam — was obchodzą przecież mecze na Apencie, nie ligowy popychadło pod blokiem.
Wiadomo, że ten jeden mecz z Lechem to był luz — ale wiecie, co mnie wkurza? Że jakby ktoś wreszcie poświęcił chwilę, żeby sprawdzić, dlaczego nasza drużyna zaczęła w ogóle grać, to zobaczyłby, że przez całe lato trener z synem odwalali podwórkowe treningi z tymi młodymi, których teraz nikt nie ogląda. Ten sam trener, co lata temu bredził o "duchu drużyny" i dostał od kibiców sadzonek pomidorów na trybunie północnej, dziś ma u siebie trzech chłopaków, którzy naprawdę potrafią kopnąć piłkę w kierunku bramki — i niech mnie szlag, jak nie są z Trójmiasta rodem.
A atak? Ja widziałem wiosną przeciwnika, który się modlił, żeby nasze skrzydło nie podjęło tempa — bo te nasze boczne skrzydłowe, te co teraz nazywacie "strzelcami z cienia", to właśnie oni rozbijają przeciwnikom obronę na ćwiartki. Ale jasne, że jak komuś brakuje emocji na trybunie, to zamiast kiwać głową i mówić "no, ale walka idzie", to woli grzebać się w winnych. A Lecha wam uratował? Pff. Lech miał dzisiaj taką obronę, że nawet ja, siedząc na trybunie za nią, widziałem, jak ich napastnik wbiegł na pole karne i stanął jak słup — bo nikt nie pamiętał, jak się gra w napierdalanie.
I jeszcze jedno — kiedy ostatnio ktoś sprawdził, kto w tym sezonie zagrał najwięcej minut w naszym ataku? Bo ja pamiętam, że te cztery gole na własnym boisku to była robota całej drużyny, ale jakby komuś się nudziło, to niech sobie pogrzebie w statystykach i zobaczy, ile razy nasz numer dziewięć, ten gość co lata temu dostał w dziób od własnych kibiców, bo nie trafił karnego, teraz wbiegał w pole karne jakby miał do odegrania życie — i niech mnie szlag, jak nie dorzucił trzech asyst w ostatnich pięciu meczach. A teraz gadają, że atak nie strzela? Ja pierdolę, facet.
Najpierw próba, potem wnioski.
Akurat się nie dziwię, że Bialo_Czerwoniwierni tak się nakręcił, bo jak ktoś siedzi na trybunie i słyszy te same utyskiwania od trzech tygodni, to w końcu pęka. Ja tam pamiętam tamtą niedzielę nie z powodu Lecha, tylko przez to, jak nasz stoper po przerwie wyszedł na boisko z takim hukiem, że aż mój syn (ten z zerówki, co za tydzień ma debiut w juniorach) krzyknął: "Tata, patrz, on się chyba odrodził!".
Tylko że masz rację, że jakby komuś się nie podoba ta euforia, to niech idzie popatrzeć na statystyki asyst ostatnich czterech meczów – bo ja akurat miałem okazję pogadać z jednym z kolegów z pracy, który oglądał ten mecz z Lechem w pubie przy Długim Targu. I wiesz, co mi powiedział? Że jakbyśmy mieli choć połowę tych "darowanych" punktów na koncie od sierpnia, tobyśmy teraz nie liczyli na puchary, tylko jeździli już ustalać terminy spotkań w siatce.
Ale co ty na to – że tak się zapaliłeś do tej myśli, że zapomniałeś, jak w maju 2022 r. przyjechał do nas Arkona? Tam też mieliśmy obrone, która wyglądała jak sito, a atak jakby go ktoś odłączył. I co? Wtedy nikt nie krzyczał o "prezentach", tylko zajęliśmy się naprawianiem dziury w przepuście. No właśnie – punkt jest punkt, ale jak jutro przyjdzie Jagiellonia i znowu dostaniemy trzy gole, to zobaczymy, czy nadal będziemy mówić, że to Lecha darował. Bo ja wolę kibicować drużynie, która walczy nawet jak leci, niż tej, która liczy na cuda, bo wtedy przecież zawsze ktoś inny musi jej pomóc.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Akurat nie rozumiem tych co szukają kozłów gdzie nie trzeba, bo jakbyście wreszcie wzięli się za liczenie, to byście zobaczyli, że nasz środkowy skrzydłowy przez ostatnie cztery mecze dostał pięć razy piłkę w pole karne i każdy raz facet z przeciwnika padał jak długi — a strzelał tylko raz, bo VAR go oskubać musiał na tej drugiej akcji. No ale hej, jak komuś się nudzi, to niech sobie liczy gole w drugiej lidze, nie w naszej Ekstraklasie! I jeszcze jedno — jak Lech darował nam te trzy punkty? A ja widziałem, jak ich trener po meczu rzucał ręcznikiem na ring i krzyczał coś do asystenta, że jak dalej tak będą grać, to szybko będą się pakować do I ligi! No kurczę, to chyba nie prezent, tylko pogrzeb 😂 Przecież myśmy byli tam z dwoma obrońcami w szatni mniej, bo dwóch złapało kartki, i dalej im daliśmy radę! Jeśli ktoś nie widzi, że coś się ruszyło w Gdańsku, to niech idzie popatrzeć na nasze trybuny — te same co jeszcze pół roku temu były pół puste, a dzisiaj wyglądają jak stołówka na niedzielny obiad! A atak? Też macie rację, że strzelał kiepsko, ale facet co wbiegł na drugą połowę z rozpędu i tylko drzewo ominął, to ten nasz numer 11 — i jak mu dadzą piłkę, to nie wie co to jest „trudno trafić”, tylko leci jakby miał zegarek w dupie! Czy komuś przeszkadza, że walczymy? Bo mnie nie!
Właśnie wracałem z tej cholernej trasy służbowej, co mnie wykończyła przez tydzień – cztery miasta, trzy hotele, a do tego jeszcze ten jebany pociąg, co to tak hałasował, że nawet nie mogłem normalnie zasnąć. Siedziałem w tym wagonie, patrzyłem w okno i myślałem tylko o jednym: no kurde, dlaczego ludzie tak się nakręcają na jeden mecz, jakby to był finał świata? Tyle emocji, tyle nerwów, a przecież to tylko piłka, nie?
Aż tu nagle wsiadł do mnie kolega z pracy, ten co mieszka w Gdyni, i zanim zdążyłem się obudzić z tej podróży, puścił mi się ten cały film z Lechem od początku do końca. I wiecie co? Słuchałem go, słuchałem, a potem złapałem się na tym, że nawet nie pamiętałem, jakie to były momenty – bo na żywo to jakoś inaczej się czujesz. Ta obrona, co niby grała jak sito? Ja na własne oczy widziałem, jak ten nasz lewy obrońca, ten co lata temu dostał pomidory, dzisiaj wbiegł w pole karne i prawie im walnął gola w nogę – a potem jeszcze tak ustawił kontrę, że przeciwnik nie wiedział, gdzie się schować. To nie była przypadkowa robota, to była walka, dosłownie po każdym luzie.
I niech mnie ktoś poprawi, ale jakbym miał być szczery, to właśnie w tym całym tym "darowaniu punktów" przez Lecha tkwi coś, co naprawdę działa na korzyść Trójmiasta. Bo nie jest tak, że my siedzimy i liczymy na cuda – my wreszcie zaczęliśmy grać tak, jakbyśmy mieli do stracenia coś więcej niż tylko punkty. Ten mecz z Lechem to nie był przypadek, to był dowód na to, że ta drużyna, która jeszcze pół roku temu ledwo zipiała, nagle znalazła w sobie coś, czego nikt się nie spodziewał. Czy to charakter? Może. Czy to zwykłe szczęście? Może i tak, ale ja wolę nazywać to "momentem, kiedy coś zaskoczyło".
Ale co do ataku – ja tam nie jestem żaden ekspert, co to ma statystyki na końcu języka, ale wiem jedno: jak się patrzy na te kilka ostatnich meczów, to widać, że ten zespół w końcu zaczął się ruszać. Niekoniecznie strzelają jak szaleni, ale już nie wyglądają tak, jakby grali w kółko wokół własnej piłki. Ten chłopak z Zielonego Mostu, co strzelił hattrick w amatorskiej lidze? To samo dotyczy naszych seniorów – oni też w końcu zaczęli walczyć, a nie tylko oddychać powietrzem z trybun.
I nie, nie będę teraz wyciągał na forum moich własnych tabel i metryk, bo nikt nie lubi, jak ktoś się za bardzo popisuje. Ale jedno powiem: jakby jutro przyjechał do nas ten sam Lech i znowu oddał nam punkty, to i tak nie będzie to żaden powód do radości. Bo punkt to punkt, ale prawdziwy kibic wie, że liczy się to, co dzieje się między liniami, a nie to, co komuś się ulituje. A my w Gdańsku wreszcie zaczęliśmy grać tak, jakbyśmy chcieli wygrać – nie tylko nie przegrać. I to jest coś, co naprawdę powinno nas cieszyć.
A teraz niech ktoś z was powie, że to wszystko to tylko przypadek albo darowanina – no to ja już wolę iść się napić i posłuchać, jak naprawdę grać umie się w moim mieście. Bo tu, na północy, nie kupujemy kota w worku – tutaj liczy się to, co widać na boisku, a nie to, co komuś się poszczęściło.
Najpierw policz, potem się spieraj.