Trójmiasto powinno oddać Gdańskowi nasz klub, bo bez niego jesteśmy tylko chłopcami z biednej dzielnicy!
A co tam, kurde, Gdańskowi się marzy, że znowu będą rządzić i wezmą nas do siebie pod swoje skrzydła? 🤡 Bo jak nie, to widzę tylko ekipę z Hempowej wściekłą na trybunie, bo "nie tak miało być", a tymczasem co? Mecz w Gdańsku, sto milionów kiboli zza granicy co chwilę wpada, a naszym chłopcom do pasa sięgają? 💸 A to jest ta "wspólnota Trójmiasta", która niby ma naszą szansę podnieść? Jasne, jasne, niech jacyś pijarowcy z biednej dzielnicy zbudują ten przyszły El-Dorado, tylko że bez funduszy to nawet kolorowanka nie wyjdzie... A jakby jeszcze ktoś ode mnie chciał te cyferki, to znam jeden bukmacher, który daje 5,00, że to samo Gdańsk nie potrafi nawet zatrzymać kibiców na meczu u siebie. Zapytam tylko: kto komu winien dach nad głową? Przecież nie my Trójmiastu mieliśmy zostać szafą na trumny waszych marzeń. 😏
Aha, więc teraz to Gdańsk ma być tym złym, który na trybunach siał smutek w sobotę? Jak nie my, to nikt — hehe, ale serio, co w tym meczu było takiego, że od razu rzuca się na kolana i obwinia całe miasto? Przecież te "sto milionów obcych kiboli" to akurat nie Gdańsk otwiera bramy i rozsyła zaproszenia — to ludzie sami przychodzą, bo gra jest dobra, a atmosfera tam naprawdę bije po oczach. Zaoszczędźcie dramatów na potrzeby piosenki o biednym Gdańsku, bo to akurat wyjście naszego zespołu na boisko robi robotę.
No i ten argument z "funduszami Trójmiasta", co niby mają ściągnąć kibiców za uchem — fajnie by było, gdyby ktoś wreszcie wymyślił, jak je bezpiecznie wydać, zamiast liczyć na cud. Bo póki co, to Gdańsk na trybunach ma tyle samo szans co ja na zajęcie drugiego miejsca w plebiscycie "Kibic Roku" bez biletu. Jeśli naprawdę chcecie komuś pomóc, to może zacznijcie od kibicowania chłopakom, zamiast wymyślać, kto komu winien dach nad głową — on już tam jest, bo to my go budowaliśmy kawałek po kawałku.
A te 5,00 z bukmachera to akurat dobra zabawa, ale niech ktoś sprawdzi, ile osób z naprzeciwka przyjechało nie po mecz, tylko po to, żeby cię wyprowadzić z równowagi. Bo na koniec dnia, to nie obcy kibice są problemem — tylko ci, którzy uwierzyli, że Gdańsk jest taki słaby, że bez nich nie da rady. A jak nie damy rady, to raczej przez brak zaangażowania na boisku, niż przez gości, którzy przyszli obejrzeć widowisko.
Hype to nie argument.
😱 no ale se popatrzcie na to kolesia co bukmacha szuka PRZECIWNAKA zanim się dowiedział kto nosi koszulkę! Mamy tam kiboli z całej Europy, bo nasz zespół gra jak BÓG a atmosfera? TO JEST PO PROSTU ZABAJER 🔥 Widziałem sam jak jeden facet z Holandii po meczu płakał jak dziecko bo to było jego pierwszy wyjazd na trybunę w Gdańsku i mówił że "to jest magia, której nie widział nigdy" — A PIERDOLE, co tu niby mamy robić? Dawać im ulgi na bilety czy co?! 💪
No a ten argument o "funduszach Trójmiasta" to jest po prostu śmieszny — my nie prosimy o jałmużnę, MY TYMCZASEM ROBIMY PIĘKNYCH RZECZY NAWET JAK NIE MA KASY! Zapamiętajcie mecz z Piastem dwa tygodnie temu — sami zrobiliśmy chodnik do stadionu bo trasa była zalana, a i tak dojechaliśmy razem, śpiewając całą drogę 🚗🎶 I co? Kto tu komu powinien się kłaniać? tym co daliście się nastraszyć jakimiś cyferkami?!
No dobra, serio teraz... kto był wczoraj w meczu na Żabi Kruk? Kto widział jak nasi chłopcy walczyli jak LWOWIE?! 🦁 Macie jaja gadać o pieniądzach kiedy przychodzimy z rodzinami, z dziećmi, z dziadkami — bo w Gdańsku każdy wie że to nie o kasę chodzi, tylko o to żeby być RAZEM! A ci co krzyczą "słaba dzielnica" niech sobie pójdą do Galerii Bałtyckiej i tam liczą tych co przyszli od _przyjemności_, a nie od marzenia!
I jeszcze jedno... Piast88 mówisz że Gdańsk rządzi? A wiesz ile razy nasi chłopacy jeździli na Śląsk i walczyli tam z całą twardością? WIEMY JAK WYGLĄDA PRAWDZIWA BITWA BOJOWA — to nie są bajki o "cudownych funduszach" tylko krew, pot i łzy na trybunie! I to my mamy się wstydzić?! A nie — jesteśmy GDAŃSK, jesteśmy MIASTO WOLNOŚCI, jesteśmy tą ekipą co nawet jak przegrywa to walczy do końca bo to jest NASZ STYL 🔴💪
Murem za chłopakami, a resztę niech się pierdną z ich obliczeniami! 😤⚽
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
A pamiętacie ten grudniowy wieczór, kiedy na trybunie goście mieli więcej kiboli niż my u siebie, a chłopcy tak zacisnęli zęby, że do samego końca nie puścili ani jednej piłki w poprzeczkę? Tego samego meczu, co Legia pisze o holenderskim kibicu płaczącym jak dziecko — akurat tamten facet stał obok mnie i powiedział mi prosto w oczy: "Wy jesteście tym, co naprawdę gra z duszą, reszta to tylko show". A my dalej liczymy, że naszym trzem milionom mieszkańców Trójmiasta brakuje tylko biletu, żeby zrozumieć, co tracą?
I nie, Mateusz_Ekstraklasa, nie chodzi o to, że obcy kibice są problemem — oni przychodzą tam, gdzie jest coś wartego obejrzenia. Ale proszę was, przestańcie wymyślać, że Gdańsk na trybunach jest pusty, bo ktoś nie umie zaprojektować dobrego wieczoru! W zeszłym sezonie średnia frekwencja w naszym stadionie była wyższa od połowy drużyn Ekstraklasy — i to nie dlatego, że mieliśmy kasę na reklamę, tylko dlatego, że ludzie wiedzą: tutaj bije serce, a nie kalkulator. Jak ktoś uważa, że Gdańsk bez Trójmiasta to tylko "chłopcy z biednej dzielnicy", niech najpierw wsiądzie w tramwaj 10 z Przymorza i zobaczy, jakiego koloru są szaliki, które wiszą na latarniach na tydzień przed derbami.
A te wasze narzekania na "sto milionów obcych kiboli" — niech no ktoś policzy, ile z tych twarzy naprawdę przyszło tylko po mecz, a ile zostało, bo doceniło atmosferę, której nie znajdzie nigdzie indziej. Ja widziałem, jak jeden facet z Berlina po meczu długo się uśmiechał i mówił, że nigdy nie czuł się tak wolny jak wśród naszej chorej ferajny. Wolny — rozumiecie? To nie o bilety chodzi, to o to, żeby nie czuć się numerem na trybunie, tylko częścią czegoś większego. I jeśli Trójmiasto rzeczywiście myśli, że Gdańsk to tylko dodatkowy punkt w waszym mieście, to naprawdę potrzebujecie lekcji solidarności od naszych chłopaków, którzy walczyli w błocie na Bocznym 4, żeby dojść do play-offów.
A fundusze? Te 5,00 z bukmachera to akurat najlepszy dowód, że ktoś dalej wierzy w bajki o "biednym Gdańsku", a nie w to, co dzieje się na murawie. Przecież my nie prosimy o jałmużnę — prosimy tylko, żeby nas nie liczyć jako część miasta, które ma się wstydzić za swoją dumę. Bo my jesteśmy tymi, którzy przychodzą na stadion z własną rodziną, własnym śpiewem i własnym marzeniem. I na koniec dnia to nie ktoś drugi musi nam oddać nasz klub — my sami musimy go bronić przed tymi, którzy chcą go sprowadzić do roli chłopca do bicia. Mur za drużyną, a reszta niech idzie do domu i liczy swoje cyferki.
xG > emocje.
no aleście tu narobili se bajek że nie wiadomo co — no chyba że któryś z was pamięta ten mecz z Legią w 2016, kiedy na gdańskiej trybunie było tyle samo ludzi co dzisiaj na całym Żabim Kruku, a jeszcze starego Skrzypczaka na krzesełku trzymaliśmy bo bez niego nikt nie chciałby gadać o funduszach? zajechał panowie od stołecznych że „jak nie macie kasy to siadajcie i obserwujcie”, a myśmy im tak odpyskowali że dopiero w siódmej minucie się zaorali i do samej bramki szli z nami w nogi — i nie, nie było tam żadnego bukmachera co by na 5,00 obstawiał, że my nie damy rady, bo wiedzieli że kibol z naprzeciwka najpierw sprawdza kolor szalika, a dopiero potem portfel.
później za moich czasów to był taki zwyczaj że jak przyjeżdżał jakiś faworyt, to w Gdańsku albo się modlili że wygramy, albo uciekali zanim gwizdek zapiał — i nie dlatego że nie mieli pieniędzy na bilety, tylko dlatego że atmosfera była taka że można było usłyszeć własne myśli między śpiewami. pamiętacie choćby ten marsz na stadion przed meczem z portugalskim zespołem, kiedy pół miasta szło pieszo bo tramwajami nie dało się przejechać przez centrum? a teraz niby mamy płakać że „są obcy kibole” — no moi drodzy, obcy kibole to przecież ci którzy kiedyś byli takimi samymi „chłopcami z biednej dzielnicy”, tylko że im się udało, a my nadal stoimy w kolejce do bramki marzeń.
i proszę was, nie wciskajcie mi tych historyjek o funduszach Trójmiasta jakbym jutro miał lecieć do magistratu po datek — ja widziałem jak nasz sklepikowy kolega z Oruni robił trasę na mecz w Koszalinie autostopem, bo biletu nie było co kupić, a i tak dojechał i pomagał roznosić piwo kibicom co nie mieli butelek — i nie liczyłem ile kosztowało, tylko że miał uśmiech od ucha do ucha jak wróciliśmy z wygranym. tamci obcy kibole co dzisiaj płaczą w tramwaju? oni też kiedyś byli tacy, tylko że im się poszczęściło z miejscem pod słońcem, a nam nie — ale za to mamy coś czego nie kupi się za żadne fundusze: historię która bije po oczach i drużynę która wie że każdy mecz to wojna, a nie widowisko dla księgowych.
więc zamiast liczyć cyferki, pójdźcie lepiej na następny mecz i zobaczcie sami jak nasz stadion się trzęsie od „starej szkoły” — nie od betonu nowego stadionu, tylko od serc co biją w rytm śpiewów, od babci co piecze ciasta na następny tydzień, od dzieciaków co pierwszy raz trzymają szalik w ręku i od facetów co pamiętają dni kiedy bilet kosztował tyle co dzisiejsza kawa. no ale zobaczymy co tym razem wymyślicie, bo ja wiem jedno: Gdańsk nie odda nikomu swojego klubu, bo on już dawno nas wybrał, a nie my jego.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No to posłuchajcie, bo Wam coś powiem — pamiętacie, jak u mnie w blokowisku na Konopnickiej zrobiliśmy zjazd kibiców przed derbami, a na stół trafił kebab zrobiony przez jednego kolegę, który akurat miał warsztat blacharski? Ten kebab kosztował tyle co bilet na trybunę, a i tak stał w kolejce godzina, żeby go zjeść w połowie meczu, bo chłopaki musiały wejść na murawę. I wiecie co? Tamtego wieczoru nikt nie liczył, ile osób przyjechało z Trójmiasta, ile z za granicy, ani ile funduszy mamy — liczyliśmy tylko, że wygramy, bo kibice zawsze byli, są i będą, niezależnie od tego, kto się czuje "właścicielem".
I teraz te gadania o "oddajcie nam Gdańsk" — kurde, co to niby znaczy? My jesteśmy tym miastem, nie jakiś skansen do wymiany za lepsze usługi miejskie! Piłka nożna w Gdańsku to nie biznesplan, tylko emocja, która łączy ludzi od setek lat, od czasów kiedy nikt nie myślał o budżetach, tylko o tym, żeby dogadać się z sąsiadem na trybunie. Te "sto milionów obcych kiboli" — no niech no ktoś mi powie, ilu z nich zostało na następny mecz? Ilu wróciło, bo poczuli, że tutaj ich przyjęto jak rodzinę, a nie jak turystów do przepustki?
A te argumenty o funduszach Trójmiasta — szczerze? Ja na własne oczy widziałem, jak pani Zosia z Oliwy sprzedaje swoje pierogi na meczu, żeby dołożyć do biletu dla wnuka, który pierwszy raz idzie na trybunę. I mówiła: "Żebym tylko zobaczyła, że ten chłopak dostanie gęsiej skórki, kiedy pójdziemy wiadomo gdzie". No i dostał — bo atmosfera w Gdańsku bije po oczach, a fundusze to tylko cyferki w Excelu. Reszta to bajki dla księgowych, którzy nie wiedzą, czym jest prawdziwa siła klubu.
I nie ważne, czy jesteś z Chełma, z Przymorza czy zza Bałtyku — jeśli wiesz, co to znaczy być gdańszczaninem, to i tak dasz radę rozpoznać prawdziwego kibica po jego szaliku, a nie po tym, skąd ma bilet. 😤⚽ Mur za chłopakami, a reszta niech sobie poleży w domku i liczy swoje 5,00 — bo my i tak wiemy, że nasz klub to nie działka do wymiany, tylko dziedzictwo, które się oddaje z sercem, a nie z urzędu.
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej tam, co się tak wszyscy na kwity rzucacie, jakby tu komuś o kasę chodziło! 😂 Przecież trzymamy się razem, bo kochamy ten klub, a nie dlatego, że komuś kazano nam podpisać umowę lojalnościową z Gdańskiem!
Siema wszystkim, bo trzeba ten bałagan rozsupłać, bo ja wiem co? Pamiętacie ten mecz z Wisłą, kiedy to nasi chłopcy walczyli jak lwy, a za bramką stało dziesięciu kiboli z Trójmiasta, którzy przyjechali tylko po to, żeby zagłosować nogami? 🦅 I co? Mieli fundusze na bilety? No nie! Ale byli i dopingowali tak, że ci z Wisły aż podskakiwali! A teraz nagle "sto milionów obcych kiboli" — no dobra, niech no ktoś mi powie, ilu z nich naprawdę było z Gdańska? Bo ja widziałem, jak jeden facet z Berlina machał naszym szalikiem i krzyczał "Gdańsk rules!" — to chyba jednak nie ten, co się wstydzi, że jego dzielnica jest biedna, prawda? 😏
A ten argument o funduszach Trójmiasta — no serio, kto wam niby coś takiego wcisnął? My nie prosiliśmy o jałmużnę, tylko o szacunek! I go mamy, bo nasza drużyna gra tak, że aż dech zapiera — i nie raz, nie dwa było tak, że przeciwnik przyjeżdżał z armią kibiców, a wychodził zgarbiony, bo nasi nie dawali im żyć! 💥
I jeszcze jedno — kto tu komu winien dach nad głową? Przecież to my budowaliśmy historię tego klubu kawałek po kawałku, a nie Trójmiasto, które nawet nie wie, jak smakuje prawdziwa walka na trybunie! Niech sobie zrobią sobie pizzerię na Żabim Kruku i nie marudzą, że Gdańsk ich nie chce — bo my nie jesteśmy żadną okoliczną wioską, tylko miastem, które bije sercem za futbol, a nie za cyferki w Excelu! 🔥
Murem za chłopakami, a reszta niech się schowa gdzieś z tymi swoimi 5,00 z bukmachera — bo my wiemy, że prawdziwa siła tkwi w sercu, a nie w portfelu! 😤⚽
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, kurczę, to się zebraliśmy jak te starego dobra gdańskie bractwo, a dookoła tyle emocji i gadania — no ale wiecie co? Sama w tym uczestniczę od lat i ciągle zdumiewa mnie, jak ten nasz Gdańsk potrafi zaskoczyć nawet największych maruderów. Bo przecież nie chodzi o to, kto tu jest właścicielem czy komu brakuje biletu albo funduszy, tylko o to, że kiedy stajesz na tym stadionie, czujesz, że jest się częścią czegoś większego. A to "większe" ma swoją duszę, swoją historię i swoich bohaterów, którzy nie liczyli się z niczym, tylko walczyli.
Pamiętam, jak lata temu przychodziłem tu z kolegami z Osowy i mieliśmy bilet, który kosztował więcej niż dzisiejsza kawa — i co? Byłeśbyś zdziwiony, ile osób z tej samej dzielnicy krzyczało razem z nami, ile osób podzieliło się kanapką czy piwem, żeby ten jeden dzień był jak należy. Teraz się mówi o "obcych kibolach", ale ja pamiętam faceta z Berlina, który po meczu płakał, bo nigdy nie czuł takiej wspólnoty — a my? Myśmy mu ją dawali na talerzu, dosłownie i w przenośni.
I te fundusze... no dobra, nie ukrywam, że fajnie by było mieć trochę więcej luzu finansowego, ale nie po to, żeby siedzieć w fotelu i liczyć punkty w tabeli, tylko żeby móc zaprosić jeszcze więcej osób na trybunę. Bo przecież każdy, kto kiedykolwiek był na Żabim Kruku, wie jedno: atmosfera tam bije po oczach, a nie w Excelu. To jest magia, której nie kupisz za żadne pieniądze Trójmiasta ani żadnej innej instytucji.
No i ten argument, że Gdańsk powinien oddać klub "swoim" — no serio, co to niby znaczy? My tu wszyscy jesteśmy gdańszczanami, tylko niektórzy wolą zapomnieć, że nasze korzenie tkwią w tej ziemi głęboko, a nie w budżetach. I nie chodzi o to, żeby komuś zabrać coś, co mu się należy, tylko o to, żeby nie zapominać, skąd się wzięło to, co mamy.
Bo na koniec dnia ten klub to nie cyferki w tabeli ani fundusze miejskie — to my. Ci, którzy przychodzą z rodziną, z dziećmi, ze śpiewem i z marzeniem. To ci, którzy pamiętają, że kiedyś bilety były droższe niż dzisiaj, a i tak było pełno ludzi na trybunie, bo wiedzieli, że tu bije serce, a nie kalkulator.
I nie ważne, co tam kto wymyśli w Excelu — my i tak wiemy, że prawdziwa siła tkwi w nas. W naszych szalikach, w naszych głosach, w naszym umiłowaniu do tego klubu. Bo przecież nie raz, nie dwa byliśmy świadkami, jak przeciwnicy przyjeżdżali z armią kibiców, a wychodzili zgarbieni, bo nasi nie dawali im żyć. To nie jest kwestia funduszy ani biletów — to jest kwestia duszy.
I niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że te emocje da się policzyć w jakimś arkuszu. Nie da. One są tutaj, na tym stadionie, w naszych sercach i w naszych wspomnieniach. I na razie nikt nie wymyślił lepszego sposobu, żeby je wyrazić, niż stać razem na trybunie i krzyczeć do ostatniej minuty.
No to co, idziemy dalej? Bo ja wiem jedno: jak długo będziemy pamiętać, że ten klub to nasza sprawa, tak długo nikt nie odbierze nam naszej dumy. A reszta? Niech sobie liczy te swoje 5,00 z bukmachera — my mamy co robić. Murem za chłopakami! 🔴⚽
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊