Teoria spisku: kiedy dresy nosiło się na sztorc, a Stadion Hutnik nie mógł pomieścić…
a kurczę, a ja sobie przypomniałem ten wrześniowy wieczór w katowickim dwudziestce, jakby to było wczoraj... nie, serio, miałem na sobie te cholerne szare dresy z napisem "projekt warszawa" na plecach, które już tak cuchnęły fajerwerkami i potem, że do dzisiaj się wzdragam, jak ktoś otworzy torbę z pamiątkami. stałem wtedy na samym szczycie za bramką, gdzie druty były tak poprzeciągane, że ledwo co widziałem akcji, ale słyszałem każde okrzyk kiboli gks-u jakby byli obok mnie. aż tu nagle — szum, wrzaski, wszyscy rzucają się na trybuny, bo padła ta nasza bramka w 93. minucie... nie wiem, jak im się to udało, ale wiem jedno: czuć było, że coś wielkiego się dzieje, a stadion hutnik trzeszczał w szwach jak stary budynek podczas wichury. pamiętam też, jak na koniec jeden z naszych facetów z transparentem "ratujemy honor kiboli" powiesił go na płocie, bo drzwi już dawno były zaklejone taśmą przez ochronę, no i te błazeńskie rozbryzgi szampana na plastikowych kubkach... cholera, była to sobota, kiedy naprawdę poczuliśmy, że jesteśmy drużyną z duchem, nie tylko z nazwą.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
siema, kurcze, a ja akurat w 2019 w wakacje sprzedawałem na Rzeźni piwo z fajką przy kiosku "projektu" — nie no, serio, miałem na sobie koszulkę z numerem 19, bo wtedy to my w ogóle nie liczyliśmy na nic wielkiego, a tu nagle od tych kumpli zza lady dostaję wiadomość: "ej, biega idzie tam na trybuny, mają pewnie bilety zarezerwowane pod płotem!". nie myślałem nawet, że to ten mecz, no ale szedłem wolnym krokiem, a tu słońce dopiero zachodziło, i wszyscy kibole z ciastkami w rękach, plotąc o tym, jak to GKS dzisiaj oberwie, a ja tylko: "no to dajcie piwo, bo chcę pić za waszą dupę". no i doszedłem pod Hutnik, a tam już pełno naszych, wszędzie transparenty "stary drukarnia nie zginie", i ten jeden facet ze śrubokrętem w ręku odkręcał kawałek siatki, żeby móc wejść — normalka. potknąłem się o jakiegoś pijaka, który wrzeszczał "kibole na sznur!", a ja mu na to "spoko, stary, ty idź do alkoholu, my się dopingujemy — myślisz, że to twoja pierwsza runda?". w końcu doczołgałem się na trybunę, nogi bolały, bo wiadro pełne papierków latało mi po kieszeniach, ale jak usłyszałem ten huk zza boiska — w 93. minucie — to aż mi serce podskoczyło. pamiętam, jak moja dziewczyna wyjęła mi z ręki kubek z piwem, bo trzęsłem się jak galareta, a potem ten szampan lecący w powietrze... cholera, byłem tam, na żywo, kiedy historia pisała się w powietrzu, i nikt nie musiał mi mówić, że to była klasa. 🎉🔥
a no właśnie, a ja tam byłem jeszcze w tamtym sezonie, wiosną 2018, kiedy to nasz skromny projekt zaczynał dopiero przywracać kolory na trybunach rzeszowskiego stadionu, coś jakby pierwszy powiew świeżości po latach, kiedy kibice musieli się tłuc po kilku drużynach naraz, żeby zobaczyć choćby jednego mecz na żywo. pamiętam ten ciepły majowy wieczór, mecz z jakimś tam dziadem z niższej ligi, ale naszymi facetami grało się jakby naprawdę było coś do zgrania — no bo w końcu mieliśmy już własną flagę rozwieszoną nad trybuną, te drewniane ławki ledwo co się nie posypały od ilości ludzi, a ja stałem z tyłu, z paczką kiełbasek z marketu biedronka w jednej ręce i papierosem w drugiej, bo przecież wiadomo — kibol bez papierosa to nie kibol.
no i nagle, w 87. minucie, strzał naszego mocnego skrzydłowego, ta piłka wlatywała do siatki, a my wszyscy, co tam byliśmy, dosłownie skoczyliśmy na to drewniane pudło, że aż deski trzeszczały pod nogami. pamiętam, jak jeden z naszych starych kiboli, ten z wielką brodą i koszulką "projekt warszawa 1992-2018", schował się za mną przez ten huk, że się zląkł, a ja mu na to: "spokojnie, stary, to nie ostatni raz, jak dzisiaj będziemy tak wrzeszczeć". i wtedy dopiero zrozumiałem, że coś się zaczyna — że my nie jesteśmy już tylko marzeniem, ale drużyną, którą kibole kochają tak mocno, że naprawdę są gotowi przychodzić, nawet jak mecz się okazuje byle jaki. i te kiełbaski, co zdążyły wystygnąć w trakcie szaleństwa... cholera, były najsmaczniejsze, jakie kiedykolwiek jadłem. 😄 no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A kurcze, a ja to akurat w tamtym 2019 miałem na sobie te sam cholerny dresik co LechiaGda, ale zamiast "projekt warszawa" na plecach to było takie trochę skurczybyk "25 lat PZU i nieumiemy nic zdziałać", no bo wiesz, mój brat kiedyś pracował w PZU i dostał tę koszulkę za lata wierności... i tak nią śmierdziało kawą z biura, że aż kibole zza mnie myśleli, że to jakaś tajna broń chemiczna! stałem pod Hutnikiem jak ten jeden facet z reklamy "nie pal w worku", tylko co chwila ktoś mnie klepnął i pytał, czy to już czas na drugi okres albo czy nie widziałem przypadkiem mojego brata z parasolem od PZU. a jak padła ta bramka, to wszyscy rzucili się na trybunę jak na wyprzedaży w Tesco, a ja na chwilę zostałem sam z tym dresem, który nagle zaczął działać jak magiczna chusta do noszenia piwa — bo przecież ręce wolne! no i upadłem prosto w kupę śmieci, a tam akurat ktoś zostawił pół pizzy, którą już podgryzł pies sąsiada sąsiada. i tak oto moja wielka chwila historyczna skończyła się na tym, że jem zimną pepperoni, patrząc jak moi koledzy świętują jakby im mistrzostwo świata w piciu piwa przyznali. klasa, naprawdę klasa, że aż mnie wykopali z powrotem na trybunę, żebym nie psuł klimatu... no, przynajmniej mogłem potem powiedzieć, że byłem w epicentrum wydarzeń! 🍕🤣
Memy to też analiza.