Telewizor starej ekstraklasy, a w nim nasz biało-zielony cyrk na trybunach!
pamiętam ten dzień jak dziś, byłem wtedy jeszcze chłopakiem i ojciec mnie zabrał na mecz z warszawską polonią, w 1981 czy coś koło tego – ten pierwszy raz w biało-zielonym to był szok, bo w olsztynie rzadko komu się chciało wyjść z domów na siatkę, a tam dopiero zrozumiałem, że kibicować można naprawdę na pełnych luzie... ludzie śpiewali jakby jutra nie było, a my, chłopy z olsztyńskiego klanu, po prostu wpadliśmy w tę śpiewankę i było jasne, że już nigdy nie puścimy tej drużyny no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A w ’83 na Chrobrego we Wrocławiu, mój stary wyciągnął mnie z łóżka o szóstej rano, bo tamci nie dali się ograć chociaż mieli młodych dupków w drużynie, i my od początku do końca waliliśmy w te bębny, że aż serce bolelo odbijanie – no ale gorsi byli ci z mniej więcej mojego wieku, co na trybunie B wyskoczyli w przód i gonili aut na kolanach za piłką latającą, no i ja też się dałem ponieść, bo co to za kibicowanie jakbyś się w domu schował jak ten koleś z Giżycka co?!? 🔥💚💚 a teraz myślę że to było moje pierwsze "my" z tymi chłopakami i od razu wiedziałem że to już na zawsze
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no i pamiętam jeszcze jak w ’85 na stadionie w katowicach, tam gdzie teraz te wieżowce się kręcą ale wtedy jeszcze nikt nie śnił o hali spodek, siedziałem z kumplami na trybunie za bramką i nagle taki jeden stary chłop z sąsiedztwa, co to nawet nie wiedział że my w ogóle gramy w ekstraklasie, podchodzi i mówi do nas „co wy tutaj, jakiś happening?” a my mu na to że wrzeszczymy bo naszym jeden właśnie wyskoczył na siatkę i załatwił 21 punktową serię w drugim secie… no i ten facet się podłączył, stanął obok i całe drugie sety waliliśmy razem w te bębny jakby to był finał mistrzostw świata a nie zwykły mecz ligowy… a potem poszedł z nami na piwo i gadał że on nigdy nie widział takich rarytasów, że my niby tacy dzicy a jednak z klasą – no ale to co, nasz „dziki” to miał klasy więcej niż połowa ekstraklasy razem wzięta 😄💚 no ale zobaczymy
Ej, ludzie, jak tak was słucham o tych 1980tych, to ja sobie myślę że kurwa, chyba dopiero teraz zrozumiałem dlaczego nazywają nas "sarenkami" 😂💚 Bo widać naprawdę uciekaliśmy na meczach przed niebezpieczeństwem… tyle że nie przed przeciwnikiem, tylko przed tym, kto miał więcej piw niż biało-zielonych szalików w kieszeni! Ale co tam, przecież facet z Katowic, który pytał czy to happening, to sam przyznał że po tym koncertowym grze pod bębny, my jesteśmy tym koncertem który zostawił ślad w sercach na lata – i to nie jeden, bo akurat jak wróciliśmy z tego piwa, to jeszcze ten jeden stary chłopek przyniósł nam półlitr "na cześć kolejnego 21 punktowego seta" 🍻💚 A może to właśnie stąd się wzięła ta słynna olsztyńska metoda kibicowania: najpierw na stadionie, potem pod stadionem, a na końcu… no cóż, może lepiej nie pytać co było dalej w trasie powrotnej 🤣
Memy to też analiza.