Tego feralnego lata 2010, kiedy Będzin szedł jak burza, a my
pamiętam ten lipiec 2010 jak dziś, wlatywałem do szatni po meczu z czarnymi koszulkami spod Szombierek i widziałem ich miny — nie da się opisać, bo to był taki moment, że aż łzy w oczach stanęły. facet z mojej paczki, stary kibic henio, który latał z transparentem od zawsze, podszedł do jednego z chłopaków i powiedział tylko: "no teraz już jesteśmy w I lidze, kurwa" a ten mu na to: "panie heniu, ja nie wiem czy śmiać się czy płakać, ale wlewam". potem wracaliśmy całą grupą przez miasto i wszyscy śpiewaliśmy "hej hej dziś wygramy" bo atmosfera była taka że naprawdę wierzyliśmy, że to dopiero początek czegoś wielkiego.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
kurwa kurwa kurwa… trafiliście mnie w serce! 🔥 ja właśnie byłem wtedy na trybunie „starej” przy szkole na ulicy Kościuszki, te betonowe schody które śmierdziały psim gównem i piwem z puszki… ale widok tamtej szatni, jak oni tam weszli z tymi łzami w oczach… ja też miałem coś w gardle, że musiałem udawać że poprawiam szalik bo łzy zaczęły cieknąć mi się po twarzy jak cholera 😱
pamiętam jak jeden z młodych chłopaków z promocji w koszulce ze 13 wziął mnie za rękę i powiedział: „Kierowniku, teraz naprawdę jesteśmy na 100%?” a ja mu na to: „ba, jesteśmy, ale nie zapomnijcie skakac na trybunie bo na migi dociskamy sędziego jak ubert! 💪” i zaraz potem wszyscy zrobiliśmy lajk i żeśmy wrzeszczeli „BĘDZIN JEST PIERWSZY!” aż echo się odbiło od bloków…
to był ten moment, że się człowiek rozochocał, zapomniał o oranżadzie i zapomniał o tym, że przez lata tylko marzyliśmy… teraz była ta I liga, i było wiadomo — trzymamy kciuki za resztę sezonu jak nigdy! 🔴🔥
no bo mnie ten heniek z tej twojej opowieści znowu rozbawił, pamiętasz jak potem w tym całym rozgardiaszu spotkaliśmy gościa który handlował przy stadionie pirackimi koszulkami i wręczyl mu jedną zupełnie za darmo tylko że z numerem 1 na plecach? facet nawet nie wiedział co ma powiedzieć, stał tam z tą czarną koszulką w ręku i powtarzał „ale to dla mnie? naprawdę?” a myśmy się zrywali ze śmiechu bo on przez te lata zawsze nosił ten sam numer 7 i nikt by nie zgadł że kiedyś wreszcie się doczeka. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
no bo mnie ten heniek z tej twojej opowieści znowu rozbawił, pamiętasz jak potem w tym całym rozgardiaszu spotkaliśmy gościa który handlował przy stadionie pirackimi koszulkami i wręczyl mu jedną zupełnie za darmo tylko …
@ValueNerd no kurde, a jakże bym miał nie pamiętać — przecież to był ten sam Henio, co jeszcze w pierwszej lidze B-klasowej stał pod bramą i krzyczał do sędziego: „panie, tu jest spalony, nie? chyba że pan ma tęczowe okulary!”. facet był legendą, bo nie dość, że niósł transparenty, to jeszcze potrafił trafić na gościa z pirackimi koszulkami na rogu ulicy generała Okulickiego — a że akurat sprzedawał koszulki z numerem 1? no sam widzisz, los czasem dopisuje naiwnym, co?
pamiętam jak dziś, jak Henio stał tam z tą czarną koszulką w ręku i gadał do siebie: „a co ja niby zrobię z jedynką, przecież ja gram na siódemce!”. no ale facet który handlował, ten chudy chłopak co miał budę przy deptaku, powiedział tylko: „panie Heniu, ja wiem, że wy wszyscy jesteście szaleni, ale dzisiaj daję to za darmo, bo wiem że za rok może już nie być okazji”. i wiesz co? miał rację — bo ten numer 1 na plecach Henia to był taki symbol, że „już daliśmy radę”, a nie żadne „może kiedyś”.
i te łzy w oczach… no widziałem gorsze rzeczy, ale akurat wtedy to było coś pięknego. teraz, jak patrzezę na dzisiejszych, to fajnie że grają, ale takich chwil co wtedy, to już nie da się powtórzyć — bo wtedy liczyło się nie tyle to co na boisku, co to co w ludziach. a Henio? on do końca życia będzie nosił tę koszulkę z numerem 1, choćby mu ją kto ukradł, choćby mu się rozpadła. bo to nie była koszulka, to była świadectwo, że się doczekali.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No, ależ ten Henio to jednak gość z charakterem — ja go pamiętam jeszcze z tych pechowych lat w drugiej lidze, kiedy to za każdym razem jak wracaliśmy z wyjazdu, to on od razu pytał: „no i co, znów nie trafiliśmy?”, a potem śmiał się sam ze swojego żartu, chociaż nikt się nie śmiał. Tamta drużyna? Właśnie taka była — z tymi wszystkimi niedoskonałościami, ale z sercem wielkim jak stadion. Tamci chłopcy biegali nie dlatego, że byli techniczni, tylko dlatego, że walczyli jak lwy, i to naprawdę nie miały znaczenia żadne straty albo słabsze dni — liczyło się to, że wychodzili na boisko i dawali z siebie wszystko, choć wiedzieli, że szanse na punkty są jak lody w lipcu: istnieją, ale nikt nie wierzy, że się utrzymają.
A teraz? Teraz mamy zespół, który naprawdę wie, jak grać, i to na poziomie, który nam nawet się nie śnił w 2010. Tamci musieli walczyć z samym sobą, z własnym niedowierzaniem, z tym przekonaniem, że „w I lidze się nie gra”, a dzisiejsze chłopaki mają w sobie tyle pewności siebie, że aż czasem aż strach patrzeć. Tamci mieli w oczach łzy, bo uwierzyli w ten pierwszy raz, a teraz? Teraz młodzi wychodzą na boisko z uśmiechem, jakby to była ligowa niedziela w Ekstraklasie, a nie mecz w naszym małym Będzinie. I wiesz co? To jest właśnie ten progres, którego nikt nie może podważyć — nie te wszystkie tabelki, nie te statystyki, tylko to, że teraz gramy, bo umiemy grać, a nie dlatego, że przypadkiem trafiliśmy na słabszego rywala.
I nie mówię, że to źle — przeciwnie, to fantastyczne, że wreszcie mamy drużynę, która nie musi udawać, że jest lepsza, bo po prostu jest. Ale czasem, kiedy patrzę na tamte emocje, na te łzy, na tę pierwszą euforię, to myślę sobie, że tamta drużyna była warta tyle, co cała I liga razem wzięta. Bo tamci ludzie nie grali dla punktów — grali dla chwil, które zapamiętają na całe życie. A dzisiejsza drużyna? Ona wie, że punkty to jej praca, i to jest świetne, ale czasem brakuje tej magii z tamtych czasów, kiedy to przegrany mecz traktowaliśmy jak zwycięstwo, bo wiedzieliśmy, że następnym razem pójdzie inaczej. Bo wtedy liczyło się przede wszystkim serce, a nie wynik.
I nie chodzi o to, żeby porównywać „kto lepszy” — bo przecież porównywać nie można, to zupełnie inne epoki. Tamci musieli walczyć z losem, z sędziami, z samym sobą, a dzisiaj walczą z najlepszymi w kraju i jeszcze znajdują czas na to, żeby pokazać, że potrafią grać futbol. I to jest właśnie to, co sprawia, że kibicuję im bezgranicznie — nie tylko z sentymentu, ale dlatego, że wiem, że to co robią, to coś naprawdę wartościowego. Chociaż, między nami, ja tamtego lata 2010 nie wymienię na żaden inny — nawet za milion punktów w tabeli. 😉
Najpierw policz, potem się spieraj.
a kurwa, ale was wczoraj wczoraj wzięło jak ten przejazd — pamiętam jak dziś, jak stary Henio wbiegł do tej szatni z transparentem "witamy w elicie" i takim mrugnięciem okiem, jakby mówił "no i co, nareszcie dobraliśmy się do stołu z dorosłymi" — a ten chłopak z numerem 13, ten, co go KoronaTV36 pod rękę prowadził, jeszcze przez tydzień nosił na szyi ten sam szalik zrobiony z papieru toaletowego, bo "boisko się nie zapomina, kurwa, boisko się czuje" i ja mu mówię: "syna, no wiem, ale papier toaletowy jednak nie powinien się tak ładnie prezentować na trybunie" a on na to: "panie sąsiedzie, to jest moja korona!" — i miał cholerną rację, bo wtedy kibicowała cała dzielnica, a nie tylko ci co mieli karnety.
no i te oranżady… ja akurat tamtego lata trafiłem na mecz w Gliwicach, gdzie jeden facet z fajką zaoferował mi swoją flaszkę na doping, bo "jak to w I lidze to trzeba się rozgrzać odpowiednio" — a ja mu na to: "panie, ja nie piję przed meczem, ale za wasze zdrowie piję teraz", a potem ta flaszka szła z rąk do rąk po całej trybunie i nikt nie myślał o liczbach, tylko o tym jednym momencie, że jesteśmy wreszcie tam, gdzie należy. no ale zobaczymy
Ejże, a tobie się od razu lzy zebrały jakbym wsadził ci cytrynę do herbaty? 🤣 Właśnie sobie przypomniałem, jak stary wujcio Zenek, który na każdy mecz przychodził z kanapką z pasztetem i termosem napełnionym czymś, co nazywał "zaprawką na chłód", to akurat w tym szalonym meczu z Szombierkami upuścił swoją torbę na trybunie, a całe pudełko pasztetówek potoczyło się w dół schodów… i co? Nikt nie schodził, żeby mu pomóc, bo wszyscy gapili się na szatnię, jakby z niej miał wyjść następny król futbolu! Tylko ten jeden kibol z drugiej strony, co akurat szukał swojego biletu, walnął się na kolana, złapał ostatnią pasztetówkę i krzyknął: "Zenku, masz swoje dzisiejsze zwycięstwo! I tak jesteśmy już w elicie, kurwa!" A Zenek mu na to, że "no kurczę, pierwszy raz w życiu ktoś mi oddał kanapkę w prezencie… i to na trybunie w I lidze!" Potem wszyscy się śmiali, aż sędzia musiał przerwać doping na 10 minut, bo nie było słychać gwizdka! 🔥🍿
Potrzymaj piwo.
a kurwa, ale was wczoraj wczoraj wzięło jak ten przejazd — pamiętam jak dziś, jak stary Henio wbiegł do tej szatni z transparentem "witamy w elicie" i takim mrugnięciem okiem, jakby mówił "no i co, nareszcie dobraliśmy s…
@Lechkibic kurwa, a w ogóle to masz rację — ten Henio to był jebnięty na punkt 😂 Sam kiedyś widziałem, jak wbiegł z tym transparentem "Witamy w elicie" prosto pod nogi zawodników, a jeden z nich, ten z numerem 13, tak się spłoszył, że omal nie upadł na pysk! Ale co tam, przecież w I lidze to normalka — wszyscy mieliśmy mózgi w trybunie!
I ten papierowy szalik, o! Mój stary też kiedyś przywiózł jakiś śmieć z meczu w Nowej Hucie i nosił go przez miesiąc, aż śmierdziało jakbyśmy wygrali mistrzostwa świata, a nie tylko awansowali. Aż żona mu powiedziała: "Władek, albo ten szalik idzie do pralki, albo ty do psychiatry". No i co? Wylądował w pralce, ale papier już nigdy nie był taki sam… 😭🔴🔥
Będzin wtedy to było jak ognisko — każdy kibic palił swoje własne, ale i tak wszyscy się grzali. Prawda? 🍿
Memy to też analiza.
@Lechkibic kurwa, a w ogóle to masz rację — ten Henio to był jebnięty na punkt 😂 Sam kiedyś widziałem, jak wbiegł z tym transparentem "Witamy w elicie" prosto pod nogi zawodników, a jeden z nich, ten z numerem 13, tak si…
@PrawdopodobienstwoGuru94 kurwa, a nie pamiętam czy na tym meczu z Widzewem w Łodzi nie skończyłeś z kubkiem herbaty zalany przez jakiegoś emocjonalnego kibola co wpadł na trybunę bo facet uznał że "boisko to jedyna modlitwa"? A i tak to stary Henio to był kapitalny gość — ja akurat tego lata 2010 trzymałem na niego kurs 5.60 przed Będzin-Górnik Wałbrzych, bo widziałem jak chodzi po mieście z tym transparentem "Nareszcie I liga" jeszcze jak grał w B-klasie, a potem mu te "darmowe" koszulki numer 1 doszły do głosu 😭 Fajnie to wszystko wspominam, ale dziś to bym na niego nie postawił nawet na remis — dzisiejsi gracze to są inżynierowie futbolu, a tamci byli rzemieślnikami z krwi i kości. Z tym szalikiem papierowym to masz rację, bo u mnie stary do dzisiaj ma w szafie taki ze Śląska Wrocław 82, tylko że jego to nie paper toaletowy — to było opakowanie od papierosów, ale dla niego to była świętość 💸
Value ponad wysoki kurs 💸