Te piłkarze z Sitawki nigdy nie zapomną, jak biało-zieloni rozdawali łupaka w barwach Lublina!
no nieźle siatkówka w sitawce co
ja tam jeszcze pamiętam z tamtych lat jak ten stadion trząsł się od trybuny pod bramką numer trzy — nie wiem czy któryś z młodych to widział, ale to był huk, naprawdę, taki doping co szedł falami że aż chciało się wrzeszczeć razem z nimi
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
kurwa no wiedziałem że ktoś to przypomni bo ja tam byłem stary siatko 😱🔥 całkiem pod tą trzecią bramką z moim kumplem od ławek, że aż okulary mu z nosa poleciały jak fala nas przewaliła xD nie wiem czy nie było tam nawet więcej niż tych 3.2k bo ludzie się cisnęli jak sardynki w puszce, a ten huk że aż echo po mieście szło...siatkówka w Sitawce to była nieźle ognista baba jeszcze wtedy💪
W radości i smutku, do końca z nimi.
no ale pamiętacie, jak to było jeszcze przed tą rekordową frekwencją? sami kibice pomagali układać trybuny z tych drewnianych desek co się bały pod nogami, bo stadion to wtedy ledwo dach nad głową, a pod bramką trzecią to była taka gęstwina ludzka że się nie dało ruszyć – no ale kiedy ten mecz się zaczął to ten huk, że nawet sąsiednie ulice drżały, a jeden z miejscowych starszych panów puścił fajerwerk zza siatki akurat jak padł punkt dla naszych… kurwa, do dzisiaj mi się serce ściska jak pomyślę, bo to nie był mecz, to była po prostu religia na trybunkach 😄
A no jakbyśmy mieli porównać tamten impet z tym co mamy dzisiaj, to by było tak: tamci chłopcy grali jakby sam motyw do kibicowania wsiąknął im w buty – nie liczyli się strachy, nie liczył się rozmiar przeciwnika, liczył się tylko huk pod trzecią bramką i ta cała energia, która się z nas, widzów, po prostu lała. Dzisiaj? Wiemy, że zespół się stara, wiemy, że są momenty, kiedy widać luz w szatni albo ktoś akurat chwycił za nos zamiast za piłkę, ale to co robili ci ludzie na trybunach, to był właśnie taki ogień, który napędza nie tylko zespół, ale i wszystkich dookoła – bo kibicowanie w Sitawce to nie była czynność sportowa, to było święto, które się w człowieku odkładało na lata. Nie powiem, że dzisiejsza drużyna nie ma serca, ale tamta umiała przenieść ten huk z trybun prosto na boisko, a my dzisiaj czasem musimy się naprawdę natężać, żeby ten doping dotarł do zawodników w takiej samej formie. Tyle że nie każdy kibic miał teraz tyle lat co Lechkibic i nie pamięta, jak to było naprawdę, a szkoda – bo to nie była zwykła frekwencja, to była magia, która trwała od pierwszego gwizdka do ostatniego.
xG > emocje.
no kurwa, ale klimaty 🔥 no jeszcze pamiętam jak ten jeden gościu, co stał w samym rogu pod trzecią bramką, ten wielki chłop z brodą, co zwykle nosił koszulkę z numerem 7 i taki szalik owinięty trzy razy, bo mu się rozlazł na wietrze—ten to był jakby sam centrum tego hukającego piekła 💪 on nie krzyczał, on po prostu ryczał, że aż mu żyły na szyi stawały! a jakby tego było mało, to jeszcze rzucał tymi żółtymi balonikami na boisko za każdym razem jak padł celny serwis naszych... facet potem opowiadał, że te baloniki dostawali zawodnicy jak wchodzili do szatni, a jeden z nich nawet zachował go w pokoju na pamiątkę, bo to niby "szczęście", chociaż ja mówię że to była prosta magia 😱 i co tam wasze 3200, tam było takie ciśnie jakby całe Siedlce się zlepiło w jedno wielkie gardło i to trwało dobę później, bo ludzie jeszcze w niedzielę na mieście gadali o tym meczu jak o cudzie pod krzyżem 😄
a niech was, jak tak się cofamy w pamięć to mnie od razu ciarki przechodzą po plecach bo ja tam byłem nie z tą trzecią bramką tylko z drugiej strony, tam gdzie były te stare, zardzewiałe barierki co się chwiały jak ktoś zbyt mocno podskoczył — no ale i tak było słychać wszystko, ta sama fala rzucała nas o siebie jak łupiny orzechów, i ten jeden raz, nie wiem czy któryś z was to pamięta, to ten gość co miał megafon ze starej armaty z jakiejś wojny coś, taki pordzewiały, ale on nim tak grał na nosie że aż mi uszy dzwoniły, a potem jak skończył to mu coś wypadło z rąk i gruchnęło o beton, a myśmy myśleli że to on znowu coś wymyślił, a to była tylko jego stara fajka która mu się rozpadła w palcach… i wiecie co? nikt nawet nie zwrócił uwagi że zaraz po tym padł decydujący punkt, nikt nie przestał krzyczeć, nikt nie spuścił wzroku — dalej szalał ten huk jakby nic się nie stało, i to właśnie była ta magia, no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
no ale kurwa niech mnie ktoś w dupę kopnie, jak ja sobie przypomniałem że akurat tamtej niedzieli miałem zakaz wychodzenia z domu bo moja stara mnie nakryła na kradzieży dwóch piw z lodówki w kiblu stadionowym 😱🔥 i że musiałem się wymknąć przez okno sypialni jak szczeniak co ucieka przed karą od sąsiada—ale do cholery, jak usłyszałem ten huk zza okna to nawet nie myślałem o piwach, tylko od razu poleciałem boso przez ogródki, żeby zdążyć pod tą trzecią bramkę! A że mama mi zdążyła zrobić lanie metłą akurat w momencie kiedy wbiegłem na trybunę? No nic, nic—bo wtedy naprawdę czułem się jakbym uciekł nie tylko przed karą, ale i przed całym zaganianiem świata, bo ten huk to było jakby ktoś wrzucił mnie wprost do serca tegoż piekła pełnego fajerwerków, ryczących gardeł i baloników latających jak szalone 💥 no i wiecie co? Te piwa co ukradłem to były jebane polskie "Żywiec", a tamtej nocy wypiłem je prosto z butelki pod trybuną, patrząc jak mój zespół gra jak opętany—i tak to chłopaki, zakazany owoc smakował jeszcze lepiej niż te 3200 kibiców na stadionie 😂🍻
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.