Te dni, kiedy zielono-biało grało jak marzenie, a my razem śpiewaliśmy pod niebem Olsztyna!
a jak ja pamiętam ten mecz w zielonej górze... kurde, było to coś... miałem wtedy może dwadzieścia parę lat, z kolegami z osiedla ustaliliśmy że jedziemy razem, i jeszcze facet z naprzeciwka się przyłączył bo mu się akurat pomieszało z pracą — no wiadomo, niedzielny wolny, że niby co mieliśmy robić, walić się po mieście czy iść dopingować naszych?
pamiętam żeśmy wsiadali do pociągu w olsztynie jakby kto podskakiwał, bilety w kieszeni, ze dwie flagi w torbie na plecach, i ten zapach ulubionego piwa w knajpie na dworcu jeszcze był w nosie... a potem dojechaliśmy, wysiedliśmy, i nagle ten huk! nasz chór grający "zielono-biała moc" prosto pod trybunami, a tamci jakby się schowali przed naszymi głosami...
i ta bramka... kurde mać, ta ostatnia minuta kiedy paweł strzelił tego gola zza pola karnego... jakby kto nożem ciął powietrze — jeden do jednego, 90 minuta, i ten ryk kiedy piłka wleciała do siatki... nigdy nie zapomnę jak ludzie dookoła mnie się objęli, a facet co się przyłączył przypadkiem płakał jak bóbr, mówił że jego żona od trzech tygodni była w szpitalu i to był pierwszy raz jak w ogóle wyszedł z domu bez niej...
i potem ten powrót do olsztyna, pociągiem już prawie o północy, wszyscy śpiewali do upadłego, ktoś wyjął gitarę i grał co tam było, a ja akurat miałem aparat fotograficzny — te zdjęcia to teraz mają pożółkły kolor, ale wciąż tamten uśmiech na twarzach się świeci...
no i ten mecz... tamten akurat... bo było ich więcej. ale ten w zielonej górze to był taki moment jakby ktoś nam powiedział: chłopaki, tutaj jesteście u siebie, nigdzie indziej.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
O cholera, Lechu, nawet mnie ciarki przeszły jak przeczytałem co tu piszesz! 😱 A ja myślałem że tylko ja mam ten mental od tamtego meczu, a to i u was ktoś zapamiętał! SIEMADŹMOGŁA bo ja też byłem na tym cholernym pociągu do Zielonej, ale nie w Olsztynie tylko w Kętrzynie!
Stary, miałem 19 lat, kumple z liceum powiedzieli że jadą, ja się wpakowałem że niby "a co mi szkodzi", bilet w kieszeni, flaga pod pachą i ta chłopska butelka wódki na zapas — no kurde, niedziela była, a my jeszcze nie wiedzieliśmy co to porządna niedziela! 😂 Wsiadaliśmy do regionalnego, pół autobusu po brzegi kibicami zielono-białymi, a ten jeden facet z tyłu ciągle opowiadał o jakimś meczu z 87 roku co niby zagraliśmy tam 3:0 ale nikt mu nie dawał wiary...
No i dojechaliśmy, a tam... BOŻE JEDEN, ta energia! Już na dworcu była grupka naszych, ale jak wyszliśmy z tym naszym podwórkowym chórem to nawet miejscowi kibice zaczęli klaskać w rytm! A potem ta bramka... PAWEŁ BĘBEN! Ten strzał to był jak grom z jasnego nieba, ja stałem akurat koło pana z pomarańczową czapką co gadał że "już dawno nie widziałem takiego gola" — a ja miałem łzy w oczach bo pamiętałem jak mój tata za pierwszym razem zabrał mnie na mecz i mówił "trzymaj się swojej drużyny chłopaku, bo one mają duszę"...
I ten powrót... no kurde, pociągiem z Zielonej do Olsztyna, ale że ten pociąg to chyba kolejarzom kazał jechać wolniej bo wszyscy śpiewali "o naszej Olsztynie" w takt kołysania wagonu! Ktoś wyjął plastikowe butelki z piwem, ktoś grał na harmonijce, a ja nagrywałem wszystko na ten stary dyktafon co miałem po dziadku — do tej pory mam te nagrania, i słuchając ich to jakby cały ten czas wraca...
Ten mecz to nie był mecz, to był zastrzyk wiara że nasza drużyna ma coś więcej niż tylko punktów. I że fajnie jest mieć takich kibiców jak my — którzy kiedyś wsiadają do byle jakiego pociągu, biją pianę na trybunach i potem piją piwo do późna wracając do domu... ALE TO WARTE BYŁO! ❤️🔴⚪
a wiecie co mnie ostatnio wzięło za łapę przy przeglądaniu starych zdjęć z szafy? trafiłem na zdjęcie z meczu w białymstoku chyba z 2001 roku — pamiętacie chyba? ten wieczorny, bo grało się o zachodzie słońca, takie pomarańczowe niebo nad stadionem, a my akurat wracaliśmy z wioski niedaleko olsztyna, bo tam mieszkał mój kuzyn i pojechałem na spotkanie rodzinne.
stary, ja tam wsiadłem do auta z naręczem banerów, flag i jeszcze tej cholernej trąbki co całą drogę piszczała — mój brat mówił że albo dopadniemy na czas, albo oszukamy wieczór bo i tak nikogo nie będzie. no i dojechaliśmy... a tam — kurwa mać, wszyscy moi "krewni" z olsztyna byli już na miejscu, i nie tylko oni! ktoś z dworca w białymstoku powiedział że nasze zdjęcia wiszą na forum kibiców od rana, i że miejscowi kibice mieli dla nas pirogi na powitanie!
ostatnią bramkę strzelił ten nowy, ten duży napastnik co potem odszedł za granicę — ale wtedy to był nasz bohater. pamiętam że stałem pod trybuną z tą trąbką w ręku, i jak go zobaczyłem na boisku to zacząłem grać tę pieprzoną "zielono-białą moc" tak głośno że facet obok mnie krzyczał żebym przestał bo "przecież usłyszą nas na drugim końcu miasta". no i oczywiście jak padła ta bramka — kurde, naprawdę chciało mi się płakać, bo mój brat co zwykle się śmiał z mojego kibolstwa stał i klaskał jak oszalały, a na trybunie widziałem staruszkę z laską co machała biało-zieloną chustką jakby jej życie od tego zależało...
i potem, na parkingu, gdy wsiadaliśmy do auta że niby "jeszcze jest czas na piwo w którejś knajpie", to stary facet co prowadził stoisko z kebabem powiedział że "wolę was niż waszych kibiców z innych drużyn, bo wy przynajmniej wiecie jak się cieszyć". i miał rację — tamtej nocy nikt nie myślał o jutrze, ani o tabeli, ani o tym kto kogo pozwał do sądu... po prostu było nas tyle, ile było, i było fajnie.
no ale zobaczymy...
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Widziałem, jak dzisiaj rano syn pytał mnie, co to znaczy "duma Olsztyna". Siedziałem wtedy z kubkiem kawy na ganku, a on miał w ręku stare zdjęcie z tamtego pociągu do Zielonej — tego gdzie Paweł w ostatniej minucie wbiegł w pole karne i puścił takiego bombarda, że szynka w oko by mu upadła. No i mówię mu: "Patrz, synu, to nie jest tylko historia o tym, że komuś wpadło się piłce do siatki. To jest opowieść o ludziach, którzy kiedyś wsiadali do byle jakiego pociągu, nie mieli za grosz grosza, ale mieli flagi, serca i tyle pomysłów, że jednym kijem można by było zapalić oświetlenie na całym stadionie".
Wtedy to było tak, że jechaliśmy tam, gdzie nikt nas nie znał, ale dołączyli do nas kibice z Kętrzyna, jakbyśmy byli jedną rodziną. Dzisiaj to się rzadko widuje, żeby ktoś wlókł się z Kętrzyna na regionalnym tylko dlatego, że się dało, że miało się czas, że akurat kibice zielono-białych byli w wagonie. Dziś to chyba więcej ludzi woli oglądać mecz w telewizji niż stać przez cztery godziny w mżawce, żeby usłyszeć, jak ktoś krzyczy "o naszej Olsztynie" w takt padającego deszczu.
Tamta drużyna... nie, nie chodzi o to, że była jakaś cudowna czy święta. Oni po prostu grali tak, jakby każdy mecz był dla nich ostatnim. Pamiętam, jak w Zielonej Górze ten obrońca, facet o ksywce "Długi", biegnąc po aut, podniósł rękę do ust i zagwizdał na cały stadion, żeby dopingować bramkarza. Dzisiaj to się nie zdarza — może przez te kontrakty, te transfery, może przez to, że za dużo się myśli o jutrze. A tamci? Oni myśleli tylko o tym, żeby nie spieprzyć tej chwili.
No i te bramki... Źle nie zrozumcie, teraz też mamy fajnych zawodników, czasem się coś fajnego dzieje, ale wtedy te gole były jak ciosy z pięści. Każda akcja, każde uderzenie — czuło się, że ktoś tam na boisku oddaje nam coś więcej niż tylko punkt w tabeli. Dzisiaj to bardziej wygląda na spokojną jazdę po autostradzie: wszystko jest poukładane, bez szarpnięć, bez emocji na maksa. Ale no cóż — ceny biletów poszły w górę, kelnerki na stadionie mają lepsze gadżety, a my znowu stoimy w kolejce po piwo zamiast wsadzić się w tłum i śpiewać do upadłego.
Facet co prowadził stoisko z kebabem w Białymstoku miał rację — my wtedy wiedzieliśmy, jak się cieszyć. Teraz też się cieszymy, ale już inaczej. Tamci kibice nie mieli lęku, że za chwilę będą musieli płacić za bilet parkingowy albo że na trybunie zrobi się za głośno i ktoś ich wyprosi. Oni byli tam, bo chcieli być, a nie dlatego, że mieli sezonówkę z logo klubu. Mieli butelki z wodą z kranu i floty, które zrobił im sąsiad, który akurat miał farbę. Dzisiaj to by nie przeszło — mielibyśmy dwieście komentarzy na forum o "niskiej jakości materiałach" i jakiś troll napisałby, że "flagi śmierdzą tanim plastikiem".
Ale nie mówię, że teraz jest źle. Po prostu jest inaczej. Tamta ekipa grała tak, jakby była naszym dobrym znajomym z osiedla — ktoś, kto zawsze cię wesprze, nawet jak przegrywasz. Teraz to bardziej tak, jakbyśmy mieli do czynienia z dobrym specjalistą: fachowiec, wie co robi, ale niekoniecznie cię rozumie. I to jest właśnie ta różnica — tamci byli nasi, a dzisiaj to trochę tak, że my jesteśmy ich kibicami, a nie na odwrót.
No i jeszcze jedna rzecz — tamci zawodnicy, po meczu nie uciekali do szatni jakby mieli spotkanie z księdzem. Oni schodzili na trybuny, klepali kibiców po plecach, podpisywali blokówki. Dzisiaj? Znam z nazwiska może jednego, który ma na luzie choćby godzinę przed wyjazdem. Reszta to już nie ci faceci, co to wiedzieli, że kibice przychodzą nie po wynik, a po to, żeby poczuć, że naprawdę się liczą.
Ale wiecie co? Przecież my nie jesteśmy od tego, żeby płakać nad tym, co było. My jesteśmy od tego, żeby pamiętać i żeby czasem przypominać młodszym, że kiedyś to było inaczej. Że kiedyś się jechało do Zielonej Góry nie dlatego, że szukało się rozrywki, tylko dlatego, że chciało się poczuć, że jesteśmy częścią czegoś większego. I że nawet jak dziś nie ma już takiej samej energii, to wciąż możemy tę iskrę podtrzymać — na tym polega bycie kibicem Olsztyna. I właśnie dlatego, kiedy patrzę na te stare zdjęcia, uśmiecham się, bo wiem, że tamten duch jeszcze gdzieś tam lata. Może nie jest tak głośny jak kiedyś, ale wciąż żyje. ❤️🔴⚪
Najpierw policz, potem się spieraj.
Akurat w zeszłym tygodniu wygrzebałem starego śledzia w garażu — co prawda nie z 1998 roku, ale blisko, bo z jakichś 2003. No i ten pachniał tak, że sąsiadka myślała, że mój garaż to teraz trumna dla psa… A ja tak sobie myślę, że może fajnie by było zrobić imprezę "wspominkową" z tamtych czasów: na dworcu w Olsztynie postawić wagon kolejowy z piwem, kawałek flagi pożyczyć od Faula, a na środku postawić Pałuba co by zaśpiewał "zielono-biała moc"… Ale najpierw trzeba by zebrać fundusz na dezynfekcję 😂🔥
Bo serio — jak ktoś teraz widzi tamten zielono-górski chór w tamtym pociągu, toby pewnie pomyślał, że to jakaś pielgrzymka kibiców do Santiago de Compostela… tylko że zamiast różańców mieliśmy butelki po piwie i jednego faceta co ciągle krzyczał "Jeszcze raz ta melodię, bo mi ucho zadrgało!" 🤣🍺
Ale no cóż… tamci faceci wiedzieli jedno: jak się nie ma co się jeść, to zawsze można zjeść flage! A dziś? Dziś za flagę płacimy więcej niż za bilet do niej… i to też jest jakiś postęp, choć dziwnie smakuje 😏❤️🔴⚪
Memy to też analiza.