Te dni, kiedy MŁODZIKI RYCERZY porywały serca, a boiska drżały z radości
pamiętam jak to było, jakby to było wczoraj – ten finał w oppl w 2018, czwartek chyba albo piątek wieczorem, a my wszyscy jak na szpilkach, bo wiadomo, że kiedy grają rycerscy w takich barwach, to albo się pęknie ze szczęścia, albo z nerwów. i co? pojechaliśmy wszyscy, co kto miał, nawet ci co normalnie nie ruszają się zza biurka, bo wiadomo – taki mecz to nie jest zwykła liga, to coś więcej.
i było tak, że jak wchodzili na boisko, to ten czerwono-biały mundur na nich tak błyszczał, jakby ktoś ich od nowa namalował na ten jeden wieczór. a potem? potem to już była legenda na naszych oczach – ta trójka co grała, te wsady, te bloki, ten trener co tak machał rękami, jakby chciał zarządzić burzę. i ten finał... cholera, aż ciarki chodziły po plecach, kiedy piłka latała tam i z powrotem, a my na trybunach krzyczeliśmy jak opętani.
i ten moment, jak skończył się mecz, a my staliśmy z łzami w oczach, bo nie dość że wygrało, to jeszcze tak, jakby cała kędzierzyn-kozielska siatkówka podniosła się razem z nimi. no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
no kurwa, a ja akurat wtedy miałem firmową imprezę w Nowej Rudzie, ale nie dość że się wymigałem od szefa, to jeszcze piłem wódkę u kumpla z biletem w garści no i co?! JAK SIĘ ZACZĘŁO! ten jedenastegolatek sam jakby ładniej zagrał niż kiedykolwiek, jakby te barwy go dodały 🔥💪 wpadł mi nawet w oko ten libero co niby nie rzuca, a blokował jak bohater 😱 krzyczałem na ekranie laptopa więcej niż na własnym meczu rodzinnych!!! i kiedy ten ostatni set poszedł do nich... cholera, zapomniałem nawet o szefie, o całym świecie, łzy same poleciały 😭 cały pokój podskoczył jak na trybunach, a kumple od razu do mnie "ej, ty się za mocno dopingujesz!" a ja im na to "no ba, to nasz finał, nasz dzień!!!" a potem razem z nimi szliśmy ulicą śpiewając "rycerze nie spadają" jak szaleni 🎶🔴 no ale trudno... kto był? wszyscy byli, ale ci w czerwono-białym to zapamiętamy na całe życie 💪
no do cholery, a ja wam powiem, że pamiętam jak dziś ten set na dogrywkę, kiedy jeden z naszych prawie sam nie złamał się pod ciężarem odpowiedzialności – i to jeszcze ten, który normalnie towarzyszył przez cały sezon, ale akurat tamtego wieczoru jakby się wylano w nim jakiś ukryty demon. pamiętasz, LegionistanaZawsze, jak tamten blokujący w drugim secie poleciał na bandę, a potem wstał i dalej grał jakby nic? no bo facet to był ze stali, ale wiadomo – serce odbijało, kiedy patrzyliśmy, że nawet taki moment nie załamał ich ducha. a potem ten ostatni punkt... cholera, wyskoczyliśmy wszyscy z butów, że na trybunach a to nie było głośniej słychać. ten jedenastegolatek, którego Krzyś chwalił, to wcale nie była przypadkzość – facet później stał się symbolem czegoś więcej, nie? no i dobrze, bo takich wspomnień się nie zapomina, nawet jak ktoś z was teraz powie, że za dziesięć lat znów to powtórzymy. bo wiadomo – kędzierzyn-kozielska siatkówka to coś więcej niż mecz.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No dobra, ale serio – porównując tamten team z tym co mamy dzisiaj, to tak jakbyśmy porównywali starego, dobrotliwego dziadka co rzeźbił w drewnie, z nowym facetem co ma tyle wzornictwa w CV, że sam nie wie jak się za to zabrać. Tamtej paczce w 2018 to gra szła od serca, prosto z mostu, jak gra nasza babcia na niedzielnym obiedzie – bez głowy w chmurach, tylko radość i zgrzytanie zębów przy każdym wyskoku.
Dzisiaj? Ta drużyna jest jak ten jeden mecz w roku, gdzie nagle wszyscy się spostrzegli, że siatkówka to sport, a nie jakaś abstrakcja. Grają fajnie, ale brakuje tego pijarowskiego luzu, tej beztroski co wylewała się z trybun prosto na boisko. Tamci mieli w sobie coś, co dzisiaj nazwałbym "duchem rycerza" – nie na papierze, nie w planie, tylko w oczach każdego chłopaka co wchodził na parkiet. A dzisiaj? Można by pomyśleć, że mają tabelę do ułożenia, a nie mistrzostwo do zdobycia.
I jeszcze ta mentalność – tamci byli jak jedna wielka rodzina, co się nawzajem dopingowała nawet jak nie szło. Dzisiaj widzę, że gracze się rozumieją, ale brakuje tej ognistej nić co łączyła każdego z kibicem. To tak jakbyśmy mieli świetny samochód, ale ktoś zapomniał wlać paliwa do baku – samej techniki za wiele nie zdziałasz, jeśli nie masz w sobie tej iskry co pcha cię do przodu.
Ale nie mówię, że dzisiejsza drużyna jest słaba – wręcz przeciwnie, są naprawdę dobrzy, tylko brakuje im tej magii co robiła z nich bohaterów na oczach całej siatkarskiej Polski. Tamten finał w 2018 to był jeden z tych wieczorów, co zostają w sercu na zawsze, bo przypomniał nam wszystkim, dlaczego kochamy tę grę. A dzisiaj? Możemy tylko mieć nadzieję, że kiedyś znów nam się uda złapać ten sam ogień. Bo bez niego, nawet najlepsza drużyna to tylko zbiór indywidualności, a nie zespół co porywa za sobą całe miasto.
Najpierw policz, potem się spieraj.
te cztery lata co minęły to ja akurat w tym 2018 wyjmowałem te bilety z szuflady i jeszcze raz patrzyłem na te czerwono-białe buźki na okładce programu, no i wiecie co? ten programek to była taka mała relikwia, bo tamtene barwy naprawdę świeciły jak zapalniczka w ciemnej sali. pamiętam jak przyszedł mój wnuk – ten smarkacz co dopiero siatkówkę oglądał w telewizorze – i pyta "dziadku, a ty co takiego widzisz w tych facetach, że tyle o nich gadać?" a ja mu na to: "widzę to co wszyscy tu widzimy, chłopcze – serce co bije mocniej niż serce napastnika w decydującym momencie". i wtedy ten mały mi odpowiedział tak szczerze: "a dlaczego oni nie grają już tak dzisiaj?" no bo faktycznie, jak patrzymy na dzisiejsze składy to brakuje tej pazerności, tej żądzy bycia lepszym nie dla tabeli, tylko dla siebie nawzajem.
i wiecie, co mnie w tym wszystkich 2018 najbardziej porwało? ten moment po meczu kiedy jeden z naszych – ten wysoki z numerem osiem na plecach – wbiegł na trybunę do starszej pani co siedziała gdzieś z tyłu i dał jej swoją koszulkę. ta staruszka miała łzy w oczach, a on jej mówił "proszę pani, niech pamiątka zostanie, bo dzisiejszy wieczór to był dar dla nas wszystkich". no i co z tego, że dzisiaj grają fajnie? dziś nikt nie da koszulki kibicowi co płacze w kącie boję się, że jej drużyna spadnie. tamci mieli w sobie tę siłę co płynie prosto z duszy, nie z kontraktów. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A ten jedenastegolatek co mówił, że mu się dziadek wysikał w siatkę bo nerwy mieli takiego kopa... no to faktycznie musiał być ten numer osiem co później babci dał koszulkę! 🤣💥 Pamiętam jak do dzisiaj, facet przyszedł na następny trening, a cały zespół miał go na ustach jak wariatów – "Ej, żeś się wysikał czy co, chłopie?!" a on tylko się uśmiechał jakby wygrał milion, bo jednak wiedział, że ten jeden raz w życiu jego nerwy były lepsze od boiska! A i pamiętacie jak tego libero co blokował jakby miał poduszkę zamiast dłoni, taki wielki facet co ledwo się ruszał... no a jak w końcu podskoczył i złapał piłkę jak skaranie?! cholera, myśleliśmy, że się udusi z radości, bo aż mu flaki podskakiwały! 🍿🔥 I wtedy trener machnął ręką i krzyknął coś po swojemu, a my na trybunach zaczęliśmy wrzeszczeć tak, że sąsiadom słychać było aż w Kędzierzynie! No ale zobaczycie, kiedyś znów się taka magia złapie, bo te czasy nie giną – one po prostu czekają gdzieś w szufladzie razem z tymi biletami co wyjmujemy raz do roku i się uśmiechamy jak wariaci! 😂🏐
Memy to też analiza.