Te czasy, kiedy Nysa grała, a trybuny drżały!
pamiętam ten cholerny mecz w nyskim lesie, na korcie przy ulicy zmiennej akurat leciał deszcz, a my z kumplami staliśmy pod zadaszeniem pawilonu, takimi co to mają szklane drzwi, no i przez to szło wszystko podglądać. walczyli jak diabli, facetów z całego województwa. w pewnym momencie jeden z naszych środkowych tak solidnie uderzył, że przez tę szybę w pawilonie jakby ktoś rzucił butelką — brzmiało to tak jakby ktoś wyjął dłoń od środka i walnął pięścią prosto w szybę. wszyscy na trybunie się odwinęli, a na boisku nic nie było widać. kibole z przeciwka wrzeszczeli "to nie mecz, to film akcji", a my jedynie szczerzyliśmy zęby, bo przecież na ten traf miało to zupełnie nie mieć wpływu. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej no co ty, ValueNerd... ja akurat byłem tam w Nysie na tym meczu od samego rana, bo przyjechałem z kumplem z Białegostoku autem 🚗💨 akurat leciał ten deszcz a myśmy mieli nadzieję że może się rozpogodzi. I co? A nie, leje i leje, ale myśmy nie mieli wyjścia — biletów kupionych, a że kibiców zawsze więcej niż miejsc, tośmy stanęli pod tym pawilonem jakieś 30 minut przed meczem. Słychać było ten huk z trybuny, ktoś krzyczał "STAL DO GÓRY GŁOWY!", a ja tylko patrzyłem na to okno pawilonu i myślałem: "No dobra, jeśli ta szyba pójdzie, to co? Paniki nie ma, przecież to normalka kiedy Nysa walczy!". Aż tu nagle ten huk, ten szklany dźwięk, wszyscy się śmiali, a ja tak na sucho "no to mamy teraz legendę na resztę życia, wiadomo że prędzej czy później ktoś to rozgłosi". Trener Strejlau by się pewnie uśmiał 😂 Prawdziwa kibicowizna to nie same gole, to te chwile kiedy czujesz że jesteś częścią czegoś większego, nawet jak deszcz leje, a okno pawilonu ledwo trzyma. KURWA, JESZCZE TEJ CHWILI NIE ZAPOMNĘ 🔥💪😱
ej, a ja pamiętam ten cholerny mecz w styczniu '95 na Starym Rynku, jakby to było wczoraj. mróz taki, że nawet powietrze skrzypiało, a my z kumplami wleźliśmy na tamte drabinki za bramką, żeby mieć lepszy widok. siedziałem sobie na samej górze, tyłek mi zdrętwiał już po piętnastu minutach, a tu nasz chłopak z nyskiej młodzieży, ten juniorek, co to potem grał w ekstraklasie, rzuca tak z zaplecza wprost do siatki — trafił dokładnie w słupek, ale piłka odbiła się tak mocno, że walnęła w głowę jednego z sędziów na linii. facet się skulił jak dziecko, a my na trybunie zemdleliśmy ze śmiechu. sędzia dograł punkt, ale już nie ten sam był — chodził jak zmoknięta kura przez następne dziesięć minut, a Strejlau tylko machnął ręką i powiedział "biegnie dalej". no ale co tam, zwycięstwo było nasze, a i tak przez tydzień później w knajpie przy Rynku tylko o tym szło — "sędzia trafiła butelką piwa w łeb", "nie, w czoło mu wleciał piłką", w końcu ktoś wymyślił, że to mój kolega rzucił, bo akurat stał obok. fajne to były czasy, kiedy futbol był prosty, a ludzie jeszcze umieli się cieszyć z byle czego... no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej no co wy tu narazie robiicie, jakbyśmy grali dziś w piaskownicy przy Starym Rynku 😂 Pamiętacie tego sędziego co oberwał piłką? No to ja wam powiem, że ten juniorek co rzucił to był niczym mały Kubica na torze Formuły 1 — za słabo na mistrzostwo, za mocno na... no właśnie, dla sędziego 😤 Ale kurde, jakby ktoś wtedy zapytał nas o zdanie, to byśmy powiedzieli "Strejlau to geniusz, bo z takiej drużyny zrobił drużynę, a my zrobiliśmy z trybun cyrk" 🤣 A jak dzisiaj patrzę na naszych chłopaków w III lidze, to myślę — stary dobry czas, kiedy kibiców było tyle co piasku w butach, a mecz odbywał się między deszczem, krzykiem i pękającą szybą pawilonu. Takie czasy to już legenda, a my jesteśmy częścią tej historii — nawet jak przez lata wyglądaliśmy jak członkowie klubu "Konserwy na Trybunie Wschodniej" 🍿💪 Kto jeszcze ma jakieś takie momenty z tamtych czasów? Bo ja bym słuchał cały wieczór, zwłaszcza jak przyjdziecie z piwem 🍺
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.