Siatka
27.08.2026, 01:33 Zaloguj Rejestracja
Zawiercie

Te chwile, kiedy Zawiercie grało, a świat się zatrzymał na trybunach!

club pride Klub Zawiercie Zawiercie 7 postów ·17 wyświetleń ·Utworzono: 29.07.2026 04:43 ·Zaktualizowano: 30.07.2026 00:51
VA ValueNerd Nowicjusz · 476 postów 29.07.2026 04:43
pamiętam ten wieczór w 2003 roku jakby to było wczoraj – zawiercianie zebrali się tak mocno, że budynek hali trząsł się od samego szumu kibiców. normalnie krzyczeliśmy hasła, a tu nagle ktoś krzyknął „race na setkę!” i jakby komenda padła – zapalili się ognie, pomarańczowe i niebieskie, takie grube smugi dymu, że sędziowie chyba myśleli, że wybuchł pożar pod trybunami. facet obok mnie, stary lokalny handlarz fornirami, tak się wzruszył, że o mało co nie upuścił piwka – gadał później, że to było jak święto, jak te setki lat historii, które niesiemy wszyscy razem. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
WI Widzewkibic2014 Nowicjusz · 60 postów 29.07.2026 05:29
PIERWSZY RAZ, KURWA, jak mieliśmy 16 lat i dziadek mnie wcisnął na trybuny zamiast na towarową do lasku 🔥, no i trafiłem akurat na rocznicę... nie, nie setną, ale 50-tą, jeszcze w starej hali przy ul. Kościuszki. O kurde, facet obok mnie (ten zbrojarz z Rajek) miał race w kieszeni „na szczęście” bo mu się w portfelu dymiło od papierosów 💪😂. No i kiedy już drużyna weszła, a hymn się skończył, on huknął „hej, zagrać ogień na 50 lat!” i nagle cała nasza banda, coś jakie 20 chłopaków, zapaliła te race, jeden rzucił drugiemu, dym taki że sędzia chciał przerwać mecz, ale... wiesz co? nikt nie słuchał 😱🔴. Widziałem wtedy dziadka, co go przyprowadziłem, z oczami jak dwa reflektory, gadał „synku, ja pierdolę, ja pierdolę” i wyjął dwie race z własnej kieszeni, te co to nosił „na czarną godzinę”. To było... no nie wiem, jakby cała nasza pierdoła spotkała się na jednym oddechu, jakby czas stanął i było tylko pomarańczowe niebo nad nami. Dziadek potem powiedział, że to była najlepsza impreza, na której był od wojny, a ja? szczerze, po raz pierwszy czułem, że Zawiercie to nie tylko drużyna, tylko rodzina, co to nawet jak idzie kurwa źle, to wali ognia i śpiewa dalej. Jak teraz widzę te setne rocznice, to od razu mi się ten wieczór przypomina i mam ochotę znów krzyknąć „race, chłopaki!” 🔥🔥
W radości i smutku, do końca z nimi.
Odpowiedz Cytuj
PO Poisson_1X2 Nowicjusz · 254 postów 29.07.2026 06:05
a widzieliście kiedyś, jak przy wejściu na trybunę zawieść można było jak na jarmark? pamiętam ten jeden mecz w osiemdziesiątym siódmym – nie setną ani pięćdziesiątą, tylko dwudziestopięciolecie, a ten dzień się zaczął od tego, że facet z baru „pod lipami” przyniósł na trybuny sto kubków z grogiem na ciepło, bo akurat listopad wyjątkowo sypał śniegiem. no i co się stało? my z „zawiesi” mieliśmy akurat na sobie kurtki narciarskie, te pomarańczowe, co je sprzedawała miejscowa szwalnia za dychę, a race mieliśmy schowane w kieszeniach niczym skarby. ktoś tam krzyknął „hasło niech żyje Zawiercie!”, a wtedy ten handlarz starociami z rynku – ten sam, co potem tak wspaniałomyślnie rozdawał nam stare klapki od mebli do oklejania banerów – cisnął race jakby to była ostatnia partia towaru na promocji. dym taki, że nawet ten facet z grogiem stracił na moment orientację i zalał się samemu sobą... wszyscy zaczęli ryczeć ze śmiechu, a kibice gości z drugiego końca hali myśleli pewnie, że się pozabijaliśmy, bo pluskano gorzałką na betonową podłogę. ale wiecie co? przez ten cały bajzel sędzia nie przerwał meczu, a myśmy byli tak zjednoczeni, że aż żal mi było, jak drużyna przegrała dwa punkty później... no ale i tak nikt nie chciał wyjść, bo to nie był już mecz, tylko jeden wielki, śmierdzący dymem i grogiem spektakl naszej miłości do tej dziury z siatkówką i pomarańczową banderolą. facet z baru dostał później od radnego drewnianą łyżkę za „wypadek przy pracy”, ale na koniec oddał ją z powrotem mówiąc „trzymajcie, niech wam służy przy następnych setkach”. i ja do dzisiaj, kiedy pachnie mi trochę spalenizną albo czuję ten ostry zapach pomarańczy w powietrzu, od razu mam przed oczami te twarze – brudne, szczęśliwe, zakopcone sadzą, i wiem, że nic nigdy nie zastąpi tamtego wieczoru. takich chwil to już więcej nie zobaczymy... ale to dobrze, bo nikt nie powinien ich powtarzać, one są tylko raz w życiu, raz w setce lat.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
GW GwizdekKrol Nowicjusz · 141 postów 29.07.2026 09:43
E tam, nie porównujmy ich z dzisiejszymi chłopakami, bo to by było jak porównywanie starego, rozklekotanego warszawiaka do tych nowych BMW zza rogu – niby te same cztery koła, ale ten luz, ten zapach starych trybun i ten dym z rac, co cię oblepiał jak kurtka po mrozie... tamta ekipa grała w takim klimacie, że jak cię wzięło do serca, to już cię nie puściło, nawet jak drużyna leciała na łeb na szyję. Wtedy to był taki mecz, że facet obok ciebie miał race w kieszeni „na czarną godzinę”, a ty sam gadałeś z dziadkiem kibicem o tym, jak to się kiedyś skończy – albo w ogień, albo w pomarańczową legendę. Teraz? Teraz to wygląda, jakby ktoś wziął te samerace, ale schował je do słoika na pamiątki, a kibice stoją i biją brawo, jakby to była ostatnia runda w pubie. Tamci chłopcy mieli w sobie coś takiego, że jak zapalali ognie, to sędzia myślał, że to alarm przeciwpożarowy – a teraz patrzy się, jakby organizatorzy bali się, że komuś siusia na gaz, jakby komuś się palce poparzyły od braw. I nie mówię, że dzisiejsza drużyna jest słaba – wręcz przeciwnie, bo na pewno mają lepsze warunki, niż my mieliśmy w latach dziewięćdziesiątych przy tej dziurawce obok starej hali – ale ten duch, te race, które latały jak fajerwerki na weselu... to już się nie powtórzy. Bo tamci kibice to byli faceci, co wchodzili na trybuny z butelką wódki w plecaku i race w kieszeni, a dzisiejsi? Oni przychodzą, siadają, oglądają mecz jak na lekcji w szkole – wszystko niby fajnie, ale brakuje tej szaleńczej energii, co to cię oblepia i trzyma przez cały wieczór. I jeszcze to – tamci faceci nie mieli nic do stracenia, bo mieli za sobą tyle lat klęsk, że myśleli: „A, co tam, i tak wszyscy nas mają za chłystków, to dajmy im pokazać, jak się robi imprezę na setną rocznicę”. Dzisiaj? Teraz to się gra, jakby każdy kibic miał w tle jakiś sponsor, co mu za ten gest policzy kasę. Tamten klimat był surowy, prosty, jak stary kantorek na obrzeżach miasta – a dzisiejszy jest... no, jakby ktoś posprzątał te trybuny z pyłu i zapachu rac, i wstawił plastikowe krzesełka z Ikei. Nie że teraz jest źle – nie, nie – ale tamten moment był jak wielki koncert siatkówki, gdzie wszyscy byli na jednym oddechu, a dzisiaj to bardziej jak dobry serial na Netfliksie – fajnie, ale nie zostawia śladu na rękawie. I dobrze, że takich chwil już nie ma, bo one należały do tamtej epoki, do tych szalonych, zakopconych, zapijanych gorzałką lat, kiedy Zawiercie było dla nas czymś więcej niż drużyną – było naszym wspólnym chaosem, który trzymał nas razem, nawet jak reszta świata myślała, że jesteśmy szaleni. A dzisiaj? Dzisiaj jesteśmy grzeczni, zorganizowani, i brakuje tego jednego wielkiego „PIERDOLE, ZAPALAMY!” pod samym sufitem.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
MI MistrzBoiska_Kibic Nowicjusz · 439 postów 29.07.2026 11:53
A niech to, aleście mnie wczoraj wczuli w te wspominki – akurat robiłem remont w mieszkaniu, a tu moja staruszka wlazła z puszką starych zdjęć z zawiesiowej trybuny i... no kurczę, znów te race latające jak w szaleństwie podczas meczu z Oświęcimia w 1998. Ale powiem wam, że trochę przesadzacie z tym „ostatni raz, nigdy więcej”, bo dzisiejsi chłopaki też mają w sobie ten ogień – tylko on gdzieś inaczej błyska. Słuchajcie, ja pamiętam, jak mój syn pierwszy raz poszedł na mecz w nowej hali, a tu mu się zachciało zorganizować coś na setną rocznicę jakieś fajne, no i wymyślił z kumplami... no nie race, tylko te wszystkie neonowe opaski na ramiona, które migają w rytm punktów. I wiecie co? On wracał z tego meczu z twarzą taką, że promieniała – mówił, że cała trybuna razem z nim skandowała „Zawiercie! Zawiercie!” w takt tych światełek, jakby to był jakiś elektroniczny hymn. Fajnie, prawda? To nie te stare, śmierdzące race, ale jednak coś, co połączyło wszystkich – nawet tych, co do tej pory gapili się w telefon. I jeszcze jedno – macie rację, że tamci faceci mieli w sobie szaleństwo, ale dzisiejsza młodzież? Oni mają coś innego: te transmisje na żywo, filmy z telefonów, które potem lecą po social mediach i nagle cała Polska wie, jak Zawiercie się zachowuje na trybunach. Tamten czas był dla naszych – myśmy byli osamotnieni w tej pasji, więc te race to było nasze „hej, nie jesteśmy sami!”. Dzisiaj? Młodzież krzyczy to samo, tylko przez internet, no i efekt jest taki, że teraz kibice z Gliwic czy Bielska też wiedzą, co to znaczy „prawdziwa siatkarska siła”. No i nie zapominajcie, że te wasze opowieści o pomarańczowym dymie i grogu... to jest fajnie, ale dzisiejsze trybuny to jednak inny poziom bezpieczeństwa. Ja tam wolę, żeby ktoś nie oberwał race w oko przez przypadek, niż żebyśmy mieli historię na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” o „nieodpowiedzialnych kibicach”. Trochę tego strachu o „czyste, bezpieczne widowisko” jest, ale też przez to nasze symbole – te race, te transparenty – stały się czymś bardziej... no, nie wiem... kulturalnym? A może po prostu innym. I koniec końców – nie ma co płakać nad starymi dobrymi czasami, bo dzisiejszy Zawiercie ma swoje chwile, które kiedyś też będą legendami. Tyle że zamiast dymu z rac, to może będzie viralowy filmik albo któryś z was nagle wynajdzie jakiś nowy sposób, żeby pokazać, że nasza miłość do klubu nie ma granic. Bo koniec końców, to nie race albo opaski są ważne – ważne jest to, że wciąż przychodzimy, krzyczymy i pamiętamy, że Zawiercie to coś więcej niż drużyna. Reszta? To już kwestia smaku i epoki, a każda ma swoje uroki. 🔥💛
Zawiercie volleyball court
xG > emocje.
Odpowiedz Cytuj
KR KrzysiekLegia Nowicjusz · 54 postów 29.07.2026 12:42
A, kurwa, jeszcze taka historia wleciała mi wczoraj jak szukałem starych numerów „Siatkarza” po babci w piwnicy – facet co sprzedawał flaki na targu koło ratusza pamięta mecz z 1985 na 25-lecie, bo akurat tamtej soboty miał w kieszeni racę „na zapas”, a że mu się gazetki od chleba zapaliły w portfelu, to dopiero było widowisko! jak race poleciały pod sufit, to ten flakarzowi lizak odpadł od twarzy, a kibic zza niego (ten co nosił pomarańczową czapkę z napisem „Stary Zawiercianin”) tak się zaśmiał, że poplamił całe nowe kurtkę żółtą polewką... no i wiecie co? drużyna wygrała pierwszy set w tie-breaku, jakby te race naprawdę były magicznym szczęściem! 😱🔥 potem przy barze facet od flaków rozdawał darmowe porcje każdemu, kto przyniósł mu taśmę do owinięcia rany na palcu – no ale trudno, takie czasy to były, że albo cię ogień obleci, albo historia zapamięta na zawsze!
Odpowiedz Cytuj
GO GornikdoKonca Nowicjusz · 221 postów 30.07.2026 00:51
ej tam, gadajcie, że dzisiejsze race to nie to, co te stare race, co to latały jak spadochroniarze z wieży Babel! 😂 pamiętam, jak ja w 2001 roku wlatywałem na trybunę z paczką rac w dłoni, a tu mnie kolega z warsztatu mechanicznego, ten co to naprawiał stare volkswageny, pyta: „Stary, a te twoje race to przypadkiem nie te same co do spawania? Bo ja bym nie chciał, żeby mi trybuna poleciała z hukiem!”. A ja mu na to: „A cholera wie, może akurat dzisiaj zrobimy z tego pokaz ogni sztucznych na otwarcie setnej rocznicy!”. No i co? Spaliliśmy pół bloku graficznego na transparentach, sędzia myślał, że to dym z pożaru, a facet od baru „pod mostem” dostał za to trzy dni wolnego, bo powiedział strażakom, że to „eksperyment naukowy z użyciem barwników spożywczych”. 🤣🔥 no a najlepiej było, jak jeden race trafił w kurtkę tego z flaków i zrobił mu z niej coś w stylu „modna bomberka z efektem dymnym” – facet latał potem po hali jak żywe ognisko, ale się nie obraził, bo za to dostał kolejne porcje gratis! kurde, takie czasy to były, że albo cię ogień obleci, albo historia zapamięta na zawsze – i tak właśnie powinno zostać! 🍿💛
Memy to też analiza.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.