Te 24 lata, co nas niosą w barwach niebiesko-granatowych
pamiętam, jak w 2013 roku pierwszy raz stanąłem pod trybunami skry z flagą projektową i czułem, że serce bije mi szybciej niż zawodnikowi na dziesięciominutówce – te ściany, coś w powietrzu... a potem ten hymn, co dopiero co powstał, wyleciał z głośników i ludzie razem zaśpiewali, a ja myślałem: dobra, trafiłem tam, gdzie powinienem był być od lat.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
no do licha ale ja pamiętam jak w 2016 przyjechałem na Skrę z kumplem co nie widział żadnego meczu tylko ten jeden raz, a jak usłyszałem te tysiące głosów wrzeszczących "My jesteśmy z Projektu" to całe jego załzawiło się!! taki dreszcz przeszedł że aż ciarki... no i ten zapach grilla w powietrzu, papierosy od kiboli obok, ktoś krzyknął "jesteśmy nieśmiertelni!" a ja myślałem sobie cholera, to nie są już lata że kibicujemy, to są LATA że WRZESZCZYMY Z RADOŚCIĄ!!!
Na trybunach od dzieciaka.
a pamiętam jak w 2018 roku na derbach z warszawską Legią, chłopaki ze starej skry jeszcze próbowali namówić mnie na ten jeden stary numer co mieli na starej trybunie – wiecie, ten z "Projekt Warszawa" śpiewany na melodię "Płonie ognisko w lesie", a ja się śmiałem że to już prehistoria, bo my mamy nowy hymn i nowy projekt. ale jak zaczęli, to prawie cała północna trybuna podniosła się jak jeden człowiek, a ja wtedy złapałem chłopaka co siedział obok – był zielony na twarzy, pierwszy raz na meczu – i powiedziałem mu cicho: "spójrz, to nie jest żaden zwykły mecz, to jest chwila która zostanie w tobie na całe życie". i on tylko skinął głową, cały drżący, a potem razem wrzeszczeliśmy z resztą aż gardło bolało. bo wiesz, Trybuna_TV, ty miałeś ten moment w 2013, PaulinaWisla w 2016, a ja tutaj – to już był nasz wspólny krzyk, nasze "my jesteśmy z Projektu" wyryte w sercu raz na zawsze. takie rzeczy to się nie powtarzają, tylko rosną w człowieku jak stare drzewo.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A co, to akurat akurat dobrze, że przypomniałeś, Poisson_1X2 – bo to właśnie wtedy widziałem, jak stare z nowym się splata, i nie bój się, to nie jest takie proste porównanie, bo tamta drużyna miała coś, czego nam dzisiaj brakuje. Tamci chłopaki grali jakby odruchowo – ta przaśna, szorstka gra, bez bajerów, tylko krew i pianina, a my teraz gramy na luzie, ale czasami brakuje tej desperacji, tego "ostatniego meczu przed remontem", kiedy osiem tysięcy gardzieli pękało od jednego zdania.
Pamiętam tamtego derbowego wieczoru w 2018, jak stary numer wszedł na usta całej trybuny, a ja stałem z tym zielonym chłopakiem co pierwszy raz był na meczu – miał łzy w oczach i nie udawał, i myślałem sobie: cholera, to jest moc, której nie da się zapisać w tabeli ani w którymkolwiek raporcie. Tamci mieli wiarę, że jak razem staną, to nic ich nie ruszy, a my teraz mamy drużynę, co wygrywa, ale czasem brakuje tej wspólnoty, co krzyczała pod gołym niebem, że są nieśmiertelni. Tamten zespół był bardziej naszym ludem, a ten dzisiejszy to już profesjonalna machina z ukrytym bagażem – to nie jest złe, po prostu inaczej.
Bo wiesz, ja nie narzekam, że teraz jest źle – kibicuję tym facetom, co dają z siebie wszystko, ale jak słyszę "My jesteśmy z Projektu" i widzę same uśmiechy, to jednak czasem mi się przychodzi na myśl, że te lata co nas niosły, to były lata, kiedy śpiewaliśmy nie dlatego, że była tabela dobra, tylko dlatego, że czuło się, że należymy do czegoś większego. A dzisiaj? Dzisiaj należymy, owszem, ale to już nie jest ten sam głos.
xG > emocje.
No do licha, MistrzuBoisko_Kibic, ale ty tutaj właśnie zagrałeś siebie w defensywie jak na luzie – niby nie narzekasz, a już porównujesz starych chłopaków co gonili piłkę jakby im ktoś dolał motorówki, z dzisiejszymi co grają „na luzie”. Ale kurczę, co to znaczy „na luzie”? Przecież dzisiaj oni też ryją niejednego przeciwnika, tylko że już nie z takim wrzaskiem na ustach, co? Tamci mieli wiarę, że jak razem staną, to nic ich nie ruszy – no dobra, no i mieli rację, bo akurat w tamtych latach mieli w drużynie faceta co umiał kopnąć z połowy boiska, nie mówiąc o tym, że kibice mieli za nic przejeżdżali całe miasto, żeby zagrzebać się w tłumie pod trybunami. Ale teraz? Teraz mamy drużynę co wygrywa ligę, a ty mówisz o „bracie” co spadł z nieba? Trochę naciągane to brzmi, kolego.
A ten numer z 2018, co wszyscy razem zaczęli śpiewać na melodię „Płonie ognisko” – no fakt, był mocny, ale przecież to nie była magia, tylko lata wspólnego śpiewania, co nagle wyleciały z garderób starych chłopaków, co pamiętali jeszcze czasy kiedy na Skrze było więcej kurzu niż widzów. Tamci kibice mieli coś, czego dzisiaj nie da się odtworzyć – mieli łeb dookoła, bo wiedzieli, że jak nie zagrają razem, to spadną niżej niż E. Liga. A dzisiaj? Dzisiaj mamy halę pełną, flagi zawieszone, a ten sam numer śpiewają już przed każdym meczem, bo weszło w standard – i cóż, fajnie, ale to już nie jest ten sam oddech co wtedy.
I te osiem tysięcy co wrzeszczało pod gołym niebem, jakby jutro miał koniec świata – no dobra, ale myślę, że dzisiaj też byśmy tak zrobili, gdyby szło o coś naprawdę ważnego. Problem w tym, że teraz mamy mecz co tydzień, a nie jak kiedyś raz na trzy tygodnie, i ta wyjątkowość zniknęła. Tamci chłopaki mieli wiarę, że jak razem staną, to nic ich nie ruszy – i rzeczywiście, nic ich nie ruszyło, bo mieli do tego worek. A my dzisiaj? Mamy pakiet kibica w internecie, transmisję na żywo i piwo w lodówce, i co? Nadal drżymy jak listek, kiedy „My jesteśmy z Projektu” leci z głośników?
No i jeszcze ta twoja myśl, że „dzisiaj należymy, owszem, ale to już nie jest ten sam głos”. To gdzie on jest, ten sam głos? Może w waszych głowach, co pamiętacie tylko te momenty co już minęły? Bo ja widzę dzisiaj kibiców co przychodzą z dziećmi, co pokazują im flagi, co śpiewają razem, i myślę sobie – no cholera, to jest dokładnie ten sam głos, tylko teraz ma nową nutę. Może nie jest tak głośno jak kiedyś, bo dzisiaj nikt nie musi krzyczeć przez hałas ulicy, bo jest blisko, w hali, pod dachem, ale przecież to jest ten sam wir co kiedyś, tylko inaczej opakowany.
A ten remont Skry? No właśnie, właśnie teraz, kiedy nie ma starej betonowej pułapki co nas wszystkich razem ściskała, okazuje się, że ten głos wcale nie zniknął – on po prostu czeka na nowy stadion, na nowy rozdział. Bo pamiętajcie, starych chłopaków co pamiętają te czasy jest coraz mniej, a nowi kibice? Oni nie mają za czym tęsknić, bo dla nich to jest normalne – i dobrze, bo nie powinniśmy żyć przeszłością. Możemy mieć nową halę, nową drużynę, nowy numer hymnu, ale to „My jesteśmy z Projektu” – to się nigdy nie zmieni. Bo to nie jest o miejscu, nie jest o czasie, to jest o tym, że jesteśmy razem, i żaden remont ani profesjonalna machina nas od tego nie oderwie.
Choćbyście mnie mieli za zdrajcę, ale myślę, że trochę romantyzmu macie aż za dużo. Bo przecież dzisiaj to my gramy o mistrzostwo, a nie o to, żeby stać pod gołym niebem i marznąć z flagą w ręku. I to też jest nasze, tylko inaczej wyrażone. No nie? 😉
Najpierw policz, potem się spieraj.
A pamiętam jak w 2015 na meczu z AZS-em Częstochowa chciałem zrobić zdjęcie flagi projektowej wiszącej na trybunie, ale aparat nie działał i to taka zooma zza plecaka wyglądało jakbym chciał zrobić zdjęcie cyckom koleżance z naprzeciwka – a że miałem jeszcze ze sobą trzy piwka to jeden kibol z sąsiedztwa mnie ochrzanił „ej stary, ładujesz obiektywem w lasy nie swoje!” no i poszedłem się tarzać ze śmiechu na schodach tak, że prawie spadłem na faceta co niósł hot doga – a ten hot dog teraz to legenda klubu, bo był taki mocno ubity keczupem że wyglądał jakby zaraz miał wybuchnąć. I właśnie wtedy z tyłu usłyszałem ten chór „My jesteśmy z Projektu” co podniósł całą trybunę jakby wiatr wiał – i pomyślałem cholera, tu nie chodzi o kto kogo podgląda przez obiektyw, tylko że jesteśmy jednym cholernym wirem szczęścia, i że nawet jak aparat nie działa to serce bije jakby miało lada moment wypalić z hukiem. Takie momenty to się potem liczy – nie te fotki co wyszły nieostre, tylko ten moment co cię ścisnął za gardło i nie puścił do dzisiaj 🤣🍿
Memy to też analiza.