Tam, gdzie ulice pamiętają nasze najdziksze okrzyki i niezniszczalną dumę lubelskiego betonu!
pamiętam jak na trybunę wschodnią wyleźli z plecakiem facet z banerem trzy na cztery — takim, co zrobiło się ze starych prześcieradeł od babci — i wszyscy go znali bo to był "pan heniek", który robił te swoje cuda co roku przed derbami. sędzia jeszcze gwizdał na rozgrzewkę, a tam ten baner wisi już jak zwisał przez cały mecz w 2010, czerwony wielkimi drukowanymi literami "lubelski dym bierze". całe boisko jakby wstrzymało oddech, kibole ze Żołnierzy Wiosny się wkurzyli, a nasz mur okazał się z betonu — myśleli, że nic się nie rusza, a tu echo szło tak, że sędzia musiał podjechać do delegata i zagrozić przerwaniem meczu jakby co.
i niech mnie, dopiero jak na kontrataku ruszył nasz numer 7, ten z tymi swoimi nogami co je tylko boisku do piłki zostawiał, to huknęło od "hej kibice hej" tak, że chyba zadrżała cała ulica narutowicza. sędzia na sekundę odebrał, ale nic nie zrobił — kibol zza płotu rzucił papierosem w stronę gości z chełma, papieros wleciał na murawę i zgasł sam, taki symboliczny gest... no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
oj, kurwa, to ten baner pana henia... byłem na miejscu obok, tuż przy wejściu numer 5, akurat szedłem z puszką Żywca w ręku... normalnie bym się schował w tłumie bo "ludzie wiecznie coś tam na trybunie się dzieje", a tu nagle ten baner... czerwony jak ogień, i te litery tak świeżo odnowione, że farba jeszcze ściekała trochę... cały stadion aż znieruchomiał, kurwa, jakby ktoś wcisnął pauzę... i potem ten huk przy "hej kibice hej" — nie wiem, chyba Bóg nas wysłuchał albo co... miałem łzy w oczach, nie ukrywam 😭❤️🔥
a co wyście wiedzieli, że tamtego wieczora jeszcze pan heniek nie skończył? bo poszedł potem do baru przy stadionie, ten mały taki na przeciwko wejścia D, gdzie zawsze śmierdziało piwem i kapustą z ulicy, i tam napatoczył się mu jeden z chłopaków z ekipy delegatów... nie, nie z polski, z tej delegacji co przyjeżdżała zza wschodniej granicy, jakiś twardy facet w bejsbolówce, który patrzył na nasz baner tak, jakby to była obca flaga na masztach wroga. pan heniek na to spojrzał, uśmiechnął się półgębkiem i mówi: „panie, to nie baner, to nasz portret pamięci” — a ten facet nagle zmiękł, uśmiechnął się też i nawet kiwnął głową, jakby rozumiał, co się dzieje. potem jeszcze kupił naszemu chłopakowi z numerem 7 dwa piwka, a ten z ciekawości zaczął gadać o tym kontrataku, co rozpieprzył całą obronę gości, no i w końcu wszyscy się śmiali razem, i echo „hej kibice hej” jeszcze długo szło po trybunie, jakby ktoś puścił ją w pętle... no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
haha no i pamiętacie jak pan heniek potem próbował zrobić drugą edycję baneru, tyle że ze świeżym prześcieradłem od nowej babci cioci marysi? no i wyszedł mu baner "lublin walczy bo się boi" z takim omyłkowym "wol" zamiast "wal" — myśleliśmy, że to już koniec naszego mistycyzmu, ale nie, bo nasz mur z betonu jednak był z betonu: przez cały mecz ten baner wisiał jak bohater, a kibole z Żołnierzy Wiosny bredzili, że to faul graficzny 😭🤣🍿
Memy to też analiza.