Tam gdzie serce Zawiercia bije futbolowym rytmem: historia, marzenia i chwile, które…
a to ja wam powiem coś takiego – był taki sezon, chyba już z dziesięć lat temu, może z osiem? akurat sięgałem po kombinezon od koksowni w zakładzie i akumulatorem w ręce szedłem na parking, a tu na radiu trzeszczy jakiś mecz lokalny, akurat ten nasz Zawiercie miał się bić z tą rasową drużyną z województwa, no wiecie która. posłuchałem przez chwilę, bo coś tam mój koleś z pracy gadał o tym meczu w przerwie, no i nagle – bramka! prosta taka jak moje myślenie o niedzielnym obiedzie – zza pola karnego wlazł nasz kapitan, ten stary wyjadacz, co to miał nogi jak ze stali. pamiętacie go jeszcze? ten facet co to normalnie na boisku wyglądał jakby się urodził z butami na nogach.
wszyscy na parkingu stanęliśmy jak wmurowani, radio trzymałem w ręce, a ten kolega co prowadził samochód akumulatory, to aż klakson nacisnął mimowolnie, bo nie wiedział czy się cieszyć czy płakać. kibice wokół szaleli, a ja sobie myślałem – cholera, to jest to! taki mecz, taka energia, a my wszyscy na chłodni tej starej fabryki, ale serca biją jak oszalałe. no i co, wracając do domu, miałem cały patrol pracowniczy, który pytał co się stało, bo radio u sąsiada grało na cały regulator. a ja im tylko – dzisiaj Zawiercie bije się z lepszymi, ale wygrywa sercem!
i wiecie co? to była jedna z tych chwil, która zostaje na zawsze. bo kibicowanie to nie tylko statystyki, to są te sekundy, kiedy świat się zatrzymuje, a ty wiesz, że twoja drużyna właśnie dała czadu. no ale zobaczymy, co tam jeszcze w pucharach szykują, bo ta drużyna zawsze potrafi zaskoczyć… 😄
No tak, a ja akurat akumulator w ręce trzymałem bo akurat „ten jeden” w aucie nie chciał ruszyć i myślałem „kurwa, znowu remont garazu”… a tu radio z radia z szopy leci na cały regulator bo ktoś z robotnikow wrzucił mecz ZAWWIERCIE! 🔥 i nagle – GOOOOL! nie do wiary, ale nasz chłopak jakby strzałkę wcisnął – prosto z rogu boiska, żadnych gadżetów, tylko żelazo w nogach i wiara. stanąłem jak wryty, akumulator mi upadł a ja nawet nie zauważyłem bo krew w uszach huczała jakby tata dostał premierę w fabryce 😱
i wiesz co? do tej pory mi ten zapach benzyny i trociny z warsztatu przypominają o tym dniu… bo to była ta prawdziwa chwila, kiedy ZAWVIERCIE dało łupnia komuś większemu, a my wszyscy na trybunie albo w szopie, ale serce razem biło 💪🔴 PÓŹNIEJ TEN SAM SEZON, półfinał Pucharu – cholera jasna, jakby los się odegrał za tamten mecz! dalej mam ciary na plecach jak o tym myślę… DO DOMU SZEDŁEM NA NOGACH CO DRGAŁY 🔥😭
ej, pamiętacie ten mecz w zeszłym sezonie z drugoligową ekipą, tam gdzie kibice szli dosłownie przez perony bo stacja była w centrum miasta? akurat byłem na tej wieczornej zmianie co bywało, że dojeżdżałem z katowickiego zakładu prosto na mecz — pociągiem, bo co, na parkingu od razu po roboty bym nie zdążył, no to wsiadłem i akurat koleś z workiem papierów reklamowych co je sprzedawał za rurki mówi – „słyszałeś, że Zawiercie dziś walczy?”. a ja na to – „co ty opowiadasz, przecież to dopiero przedostatnia kolejka ligowa, co oni tam jeszcze wywalają?”
no i co, weszliśmy do wagonu, a ten facet od reklamówek miał radio w kieszeni na baterie, akurat ten mecz leciał. tłumek się zebrał jakby wszyscy mieli tę samą myśl – kibice, dróżnicy, nawet ten jeden staruszek co codziennie jeździ z psem — wszyscy wlepili wzrok w malutki głośnik i wsłuchiwali się w każdy pomruk komentarza. i nagle, w trzeciej minucie doliczonego czasu – nasz numer dziewięć wbija piątkę zza pola karnego, prosto w kąt — no to szlag by trafił, bo nagle wszyscy zaczęli wrzeszczeć jakby uderzył prąd, a ten staruszek aż psa upuścił i krzyczał „kurwa mać, ale numer!”, a ja stałem w drzwiach i czułem jakby ktoś mi serce wyjął z klatki i trzymał w ręce — a to było zwykłe niedzielne spotkanie, nic specjalnego, a zrobiło się jakimś świętem.
do dzisiaj jak wsiadam do tego pociągu i widzę wagon wypełniony ludźmi co patrzą w telefonach, to odruchowo się uśmiecham — bo wiem, że wtedy, tamtej niedzieli, wszyscy byliśmy częścią czegoś większego. a teraz, kiedy widzę naszych chłopaków w półfinale… no serio, kurde, czułemby serce aż w gardle 🔥 niech tylko grają, reszta się sama posortuje no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, ale to co tu opowiadacie to już taka klasa, że aż ciarki chodzą – tamta drużyna, te momenty na parkingu, w pociągu, na peronach… Pamiętam, jakby to było wczoraj, bo wtedy Zawiercie miało w nogach coś takiego, że niepotrzebne były żadne gadżety. Goście wchodzili na boisko i po prostu grali, a nie kombinowali. Ten kapitan z butami na nogach – no to był lider, co twardo stawiał kroki i za sobą ciągnął resztę. Nie bawił się w finezje, tylko wbija, wbija i wbija, bo wiedział, że kibice na ławce nie lubią oglądać gadań, tylko akcje. A teraz? No cóż, teraz to inna bajka.
Obecna drużyna ma w sobie pewnie swoje zalety, bo jak inaczej by doszli do półfinału? Ale ta energia, ten zapał, który tamci chłopaki wstrzykiwali w meczach… Tamci grali jakby każdy kontakt piłką był ostatnim szansą życia. Teraz to bardziej gracie w system, w taktykę, w to, żeby nie stracić. I to nie jest zły styl, broń Boże – współczesny futbol taki jest. Ale czasem brakuje tej pierwszej iskry, tego coś, co sprawia, że kibic sięga po radio na parkingu, a serce bije jak oszalałe, bo wie, że zaraz stanie się coś, co zapamięta na lata.
Tamten sezon 2019/2020 to był taki moment, kiedy Zawiercie udowodniło, że nie jest tylko drugoligowym klubem z prowincji. Tamci chłopacy zagrali tak, jakby mieli wszystko do stracenia i nic do stracenia jednocześnie. A teraz? Teraz macie w drużynie więcej doświadczenia, więcej umiejętności technicznych, ale czy to samo uczucie? Czy kibice będą wychodzić z domów z sercem w gardle na samą myśl o meczu? Ja tam wiem jedno – te półfinały to dopiero początek. Nieważne, jakie będą statystyki, nieważne, jakie będą tabele. Liczy się ten moment, kiedy wszyscy razem wstrzymują oddech, bo nasze Zawiercie znowu może zaskoczyć. I właśnie w tym macie szansę dogonić tamten zespół – nie w cyferkach, nie w tabeli, tylko w tym, co naprawdę liczy się dla kibica. 💪🔴
ej, no to powiem wam coś takiego — niedawno akurat jechałem z roboty tym moim staruchem przez most nad czarną małą, akurat przed telewizorem żona miała mecz ZAWWIERCIA w tle, bo mieli jakiś sparing z młodzikami z opola. no i co, nagle ten cały orszak, co normalnie do mnie od rana dociera po siódmej wieczór, wlecze się w wiecznej kolacji, a tu na ekranie – nasz chłopaczek, ten nowy, co dopiero od przyszłego sezonu będzie w seniorskim, wbija z dystansu jakby to była niedzielna piątka po obiedzie. no i ja w samochodzie — ciach, wstrzymałem oddech, bo nagle ten mały, co normalnie jeszcze dziurę w portfelu ma, pokazał że umie kopnąć.
a żona na to: „o kurwa, co ty gapisz się w telewizor, myślałam że jesteś z duszą na ramieniu bo ten twój pakiet był do chłopaka od bloków”. no i co, nie odpisałem, bo wiedziałem, że ten moment zostanie we mnie na zawsze — taki mały wystrzelił, a my wszyscy w mieście, co normalnie sarkamy na braki w budżecie, stanęliśmy razem w jednym momencie i pomyśleliśmy: „cholera, to jest to, co trzeba”. bo półfinał to oczywiście bajka, ale to coś takiego, co wtedy poczułem w aucie, to jest właśnie ta igła, która wbija się w serce kibica.
bo wiecie, kiedy widzę tych młodych, co dopiero wchodzą, a już potrafią dać czadu tak jak ten jeden z opola — to rozumiem, że Zawiercie nie jest tylko drużyną zza winkla. to jest rodzina, która rośnie i która za każdym razem, kiedy wbija gola, daje nam znać: „hej, pamiętajcie, że my tu jesteśmy, a serce bijące razem bije najgłośniej”. i teraz, kiedy myślę o tym półfinale… no serio, kurde, naprawdę ciężko się powstrzymać od łez jak widzę, jak ci chłopcy stoją razem, a całe miasto za nimi.
no ale zobaczymy, bo ta drużyna zawsze ma w sobie to coś, czego nikt nie przewidzi 🔴❤️
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ej, no to powiem wam coś… jakby nie brzmiało dziwnie – niedawno leciałem z psem w lesie koło Siewierza, bo normalnie się tam schodzimy na piwko i pogaduchy z miejscowymi myśliwymi. no i co, akurat mój kumpel z pracy, co to zawsze na meczu wrzeszczy najgłośniej, miał radio w samochodzie – nie wiedziałem nawet, że to działa poza miastem, ale co tam. no to lecimy sobie asfaltem, a tu akurat ten pucharowy mecz z owego 2020 roku leci na cały regulator, bo ktoś w aucie nastawił radiowęzeł jakby wiedział, że trzeba posłuchać.
i ja w samochodzie, kurwa, naprawdę modlę się do świętej Barbary o celne uderzenie, bo mój pies tak się wiercił na tylnym siedzeniu, że myślałem, że zrobi mi podłogę. a tu nagle – GOOOOL! mój kumpel aż wcisnął gaz tak, że psiak poleciał mi na podszybie i zaczął szarpać moją kurtkę jakby chciał powiedzieć: „widzisz, idioto, że to było fajne?”. no i co, musiałem go potem zawozić do weterynarza na psychoterapię psów, bo ten jeden gol wstrząsnął nim bardziej niż mną 🐕💥
ale serio – pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj, bo jakby ktoś wbił mnie wprost w serce tą brązową skórzanką. tamten sezon to była magiczna bajka, a półfinały to już totalny headshot emocjonalny. i wiecie co? jakbym teraz posłuchał tamtego meczu w lesie, to pewnie znowu bym uderzył w drzewo, bo moje serce robi bum-bum jakby miało osiemdziesiąt minut do rozegrania bez przerwy 🔴😂
Memy to też analiza.