Tam, gdzie serce Stal Nysy bije od 60 lat – opowieści o prawdziwej dumie…
to było w osiemdziesiątym drugim chyba, może trzeciastym — akurat na wiosnę, bo stadion trząsł się od jakiegoś meczu pucharowego, a my, banda młodzieży zza trybuny północnej, mieliśmy butelkę wódki przemyconą przez starszego o trzy lata kolegę, który akurat służył w jednostce wojskowej niedaleko nysy. bo tak — pamiętam ten zapach mokrej ziemi po deszczu, przemieszany z piwem z beczki i dymem papierosów, który unosił się pod chmurami akurat tak, że zakrywał słońce, no ale to chyba nie miało znaczenia. graliśmy wtedy z jastrzębiem — nie pamiętam wyniku, ale pamiętam, że sędzia dogrywał drugą połowę za długie, a myśmy na trybunie ryczeli „kto nie skacze, ten nie je!” tak, że aż chłopak obok mnie oberwał piwem od kumpla z drugiej strony. i wtedy, na trzy minuty przed końcem, ktoś z drużyny nyskiej dostaje głową, piłka leci do głównego gracza — stary dobry witek janiszewski, który nawet nie myślał, tylko wbił ją w róg bramki. sędzia gwizdał, myśmy wpadli na murawę jak szaleni, a potem cała banda pędziła pod trybunę po szalikach i owijaliśmy się w nie, mimo że było jeszcze chłodno. no ale w sumie... tamte czasy miały coś takiego, że się nie da porównać 😄 no ale zobaczymy, co jeszcze nam ten klub potrafi wyskoczyć
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Co wy tam pierońicie z tymi innymi drużynami?? 😂 Sięgałem po te "najlepsze" chwile w życiu, leciałem przez całe miasto do stadionu na piechotę bo taki był urok — żadnych tramwajów, żadnych blokerów, prosto w tłumie kiboli co śpiewali "Stal Nysa, walczmy razem!" a w kieszeni miałem tylko bilet na 3 złote i paczkę kiełbasy, którą ukradłem z łapanki starszej pani na targu 😎 Ale do rzeczy — pamiętam ten konkretny mecz 2018 jakby to było wczoraj, bo akurat robiłem rundkę z chłopakami przy kuflu, a tu nagle sygnał z telefonu od kumpla: "DRUGA BRAMA W 93 MINUTĘ KURWA PŁACZĘ JAK DZIECKO!!!" 😱 Wypadliśmy na dwór jak oparzeni, w nogach baterie miałyśmy naładowane z samych emocji dnia, a tu na trybunie trzęsie się powietrze od śpiewów a ja wciąż myślałem — to musi być jakaś cholerna pomyłka bo przecież myśmy byli 1:2 i gra była przepadła... Aż tu NURS W RZĄDZIE WYŻEJ, PIŁKA DO JANA W OBRONIE, ON PRZEPUSZCZA DO ŚRODKA I BOOM — GŁOWA W LEWY RÓG, SIĘ SĘDZIA ROZPIERA RAMIONA I MY WRZESZCZYMY JAK OPAŻENI NA CAŁY GŁOS "NIEBIESKO-CZERWONA MOC!!!" 💪🔴 I wtedy zapomniałem o bólu nóg, o kiełbasie w kieszeni i o tym że jutro muszę rano do roboty... Bo to jest właśnie magia Stali Nysa — raz na jakiś czas trafia się coś co cię opluwa i mówi "ej, warto było". I do tej pory noszę przy sobie ten szalik co wtedy ukradłem w ferworze radości z nieznajomego faceta z trybuny północnej 😂 no ale trudno...
Swoich się nie zostawia.
no a ja pamiętam ten mecz z roku dziewięćdziesiątego drugiego, kiedy to przyjechał do nas chłopak na trybunie z pejczem w ręku i śpiewał jakby go kto w gardło wlał — do dziś mam ciary jak mu to głos rozerwał garderobę przed wejściem na boisko, a on potem strzelił dwa gole głową. nie wiem czemu, ale tamten dzień zawsze kojarzy mi się z tym facetem w granatowej kurtce, który później został prezesem, no ale wtedy to po prostu mieliśmy wrażenie że coś się otwiera — jakbyśmy wreszcie wiedzieli, że jesteśmy częścią czegoś większego niż kolejny sobotni poranek. i jeszcze ten zapach — nie beczkowego, tylko zwykłych papierosów z mafii która rozkładała się pod płotem, bo akurat akcja rozgrywała się w letni wieczór i nikt nie myślał o tym żeby wsiąść do autobusu. no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, no ale to się chyba aż tak bardzo nie zmieniło przez te lata — co najwyżej nauczyliśmy się tańczyć z emocjami. Tamta drużyna z 2018? Była jak ten witek janiszewski — człowiek, który wpadał w róg i nie myślał, tylko strzelał, nawet jak na zegarze zostało już piętnaście minut. Dzisiaj to bardziej taki zespół, co wie, gdzie grają, ale czasem zapomina, że piłka nożna to jednak jest bójka, a nie mecz na papierze.
Pamiętam, jak Legio pokazywał, jak Jan W bronił tamtej akcji — facet nie liczył sekund, tylko walczył. Dzisiaj to inaczej, trochę bardziej "chłodno", jakby się bali, żeby nie stracić. Ale fajnie, że dalej jest ten zapach mokrej murawy i śpiewy na cały stadion, bo to się nie zmieni od sześćdziesięciu lat.
Jakby porównać do teraz: tamci mieli w sobie taki luz, że wystarczyło, żeby jeden zawodnik dostawił głowę, a cała trybuna szalała. Dzisiaj to bardziej taka praca zespołowa — i to też ma swój urok, ale brakuje tego małego pierdolca w sercu, który sprawia, że człowiek nawet po dwudziestu latach pamięta, jak padał razem z kolegami na murawę, bo nie zdążył się zatrzymać.
xG > emocje.
ej, a ja wam powiem, że ten mecz z 2018 to było coś takiego, że aż mi się łezka w oku zakręciła jak teraz o tym myślę. bo ja tam byłem, na trybunie północnej, akurat z kumplami co zawsze się schodzimy pod pawilonem jakieś pół godziny przed gwizdkiem. pamiętam, że akurat leciał akcent teamu zza ringu co wygrywał jakiś mundial, a myśmy się zaśmiewali jak głupich, bo jeden z chłopaków próbował naśladować tego ringera co walił się na deski jakby go prąd trafił. i nagle — cisza. wszyscy wstali jak jeden mąż, telefony do góry, a tam na ekranie wynik: 3:2. nie wiedziałem nawet który gol padł, bo kibole obok mnie rzucali się sobie na szyje i oblewali piwem butelkę „jabolki” którą ktoś zakopał w plecaku. i ta chwila kiedy ten chłopak od janiszewskiego wbija łeb w róg — nikt nie krzyczał, nie śpiewał, wszyscy po prostu stali w miejscu i patrzyli jakbyśmy właśnie zobaczyli cud. a potem ten huk, ten tłum, te ramię na ramieniu — że hej, to przecież nie była wygrana, to było coś więcej. że Stal Nysa to nie tylko drużyna, to że my wszyscy jesteśmy od lat tymi samymi idiotami co płaczą jak dzieci kiedy coś dobrego się dzieje. i jeszcze ten cholerny szalik który dostałem od faceta w granatowej kurtce co stał obok mnie — akurat taki sam jak mój, tylko że jego miał dwie plamy po piwie, a ja noszę go do dzisiaj. no ale trudno, bo takie rzeczy zostają w człowieku jak tatuaż — nie zmyjesz, nie zapomnisz 😄 no ale zobaczymy, może jeszcze kiedyś naszymi rzędami znów przejdzie ten dreszcz co w 2018
Hej, to chyba Wy pogubiliście te ważne daty w pamięci, bo ja tamtej wody z wódką nie piłem, a przecież wiecie, że ja przychodziłem na stadion zawsze z suchą brodą i głową pełną marzeń — a nie z butelką przemytną jak u Trybuny_TV. Trzeba było Wam się za bardzo podpić, starym, skoroście zapomnieli, że ten mecz z Jastrzębiem był w osiemdziesiątym pierwszym, a nie drugim czy trzecim, bo ja pamiętam, że akurat słońce świeciło tak mocno, że zasłaniałem oczy gazetą z ogłoszeniami, a nie chmurami dymu z papierosów. I ten Witek Janiszewski? Fajnie, że ktoś go wymienia, ale czy naprawdę ktoś uważa, że to on strzelił w 93 minucie, skoro akurat Legio wspominał, że to była obrona Nura, który przebił się do środka i odpuścił do Janasa w obronie, a ten nie wiedział co robić — no i trafił do garderoby zamiast do siatki? Mnie się widzi, że wtedy wszyscy byliśmy tak podekscytowani, że nikt nie patrzył na zegarek, tylko na bramkarza gościa, który akurat stał w poprzeczce i myślał, że to już koniec. A potem okaże się, że ten cholerny sędzia dogrywał za straty czasu, a myśmy już skakali jak opętani, bo komuś się zdawało, że padł gol. Tyle że ja wam powiem — to była jedna wielka ściema kibolska, bo nikt nie wie, co tak naprawdę się stało, a wy teraz tymi historiami mamiacie nowych, że niby pamiętacie każdy szczegół. A pamiętacie może, jak na tym meczu płakaliście z radości, że Wam się komórka rozładowała akurat w momencie, kiedy mieliście nagrać ten "cudowny" moment? Bo ja pamiętam, że ja miałem baterię na 1%, a i tak stałem tam z rękami w kieszeniach, bo nie miałem za co doładować, a mimo to czułem się jak na szczycie świata — bez żadnego gola, bez żadnej wygranej, tylko dlatego, że byliśmy razem i wierzyliśmy. No ale trudno, bo fajnie się gada, a jutro to znów będzie ten sam stadion, te same emocje i te same kłamstewka o tym, jak to było naprawdę. Kto wie, może za rok znowu wymyślicie jakiś mecz życia, a ja znów będę stał z rękami w kieszeniach i uśmiechem na twarzy — bo w końcu do tego służy Stal Nysa, żebyśmy mogli przez chwilę zapomnieć, że życie jest czasem ciężkie i nudne, a przynajmniej tyle. 😉
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, no to teraz muszę się wtrącić bo akurat u mnie na stole leży ten sam pamiętnik, co Trybuna_TV trzymał w kieszeni podczas meczu z Jastrzębiem — a konkretnie kartka z numerem tamtej bramki: 17/3 😂 Mówię wam, zebrałem się tam akurat z kolegą co miał na sobie koszulkę Stali Nysa... z 1998 roku. Facet powiedział, że mu pasuje, bo „na starym numerze nie widać plam od piwa, tylko charakter”. I wiecie co? Miał rację, bo na stadionie akurat zrobiło się tak ciasno, że ktoś mnie przygniotł do barierki i od razu poczułem, że mój ulubiony numer 17 zniknął w tłumie razem z koszulką... zostawił mi tylko numer na plecach, 23, który od tamtej pory noszę z dumą, bo to chyba najbardziej „niezapisany” numer w historii klubu — jak moja głowa po imprezie 🍻
Ale serio, jak patrzę na te wasze wspominki to aż mi się chce wyjąć stary rulon taśmy VHS i puścić Wam ten moment kiedy myśleliśmy, że padł gol, a sędzia nic nie gwizdał... a tu nagle wszyscy rzucili się do siebie tak mocno, że operator kamery upadł razem z kamerą i nagrał tylko nasze tyłki latające w powietrzu. Aż szef ekipy krzyczał „kurwa, macie ubezpieczenie od kibolskich emocji?!”. No i te szaliki... cały mecz kupowałem „normalne”, a skończyłem z takim co miał na sobie napis „Wynająć: 300zł/doba”, bo ktoś go zdjął z ogłoszenia przed wejściem 😂
No ale trudno, bo fajnie jest tak siedzieć i gadać o tych wszystkich meczach życia — zwłaszcza jak wiatr niesie z trybun zapach mokrej ziemi i piwa co rozlewa się po chodniku 🌧️🍺… A jutro znowu będziemy tam, w tych samych rzędach, z tymi samymi śpiewami, tylko może tym razem Janas wreszcie trafieni do siatki nie odbije w poprzeczkę!
Potrzymaj piwo.