Stare, dobre czasy when 'Duma Śląska' była naszą drugą skórą i nie oddawaliśmy jej nikomu!
pamiętam jak pierwszy raz poszedłem na mecz do katowickiego na katowickim stadionie, no to było w połowie lat 70-tych, starych dobrych czasów, kiedy trybuny trzęsły się od okrzyków, a powietrze pachniało piwem i bigosem z budki obok. wchodzisz tam, a cała ta duma się na ciebie wylewa – ludzie śpiewają, biją w bębny, facet obok puszcza szalik z napisem 'gks katowice' przez pół stadionu jak coś świętego. i wtedy poczułem, że to nie jest zwykły klub, tylko rodzina, którą się nosi w sercu na co dzień.
i ten pierwszy raz był taki prawdziwy – nie było jeszcze tamtych mistrzańskich lat, ale atmosfera była tak gęsta, że aż bolała w żołądku. kibice mieli w sobie tę wściekłość i miłość zarazem, i wiedziałeś, że ten zespół nie podda się nigdy. a potem ten moment, kiedy padł ten 2:0 z ruchem... boże, no to był wybuch. ludzie na trybunach tak skakali, że sędzia musiał chwilę poczekać, żeby zebrać chłopaków do jeszcze jednego gwizdka. nikt nie siedział wtedy, wszyscy byliśmy jednym organizmem, jednym śpiewem.
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
a ja wkurzylem sie przez te stare filmiki 😱💪 w sensie... jak oglądam te stare nagrania z trybun w latach 60tych i widze naszych chłopaków jak sie biją o każdy centymetr i mlodego smartusia obok mnie krzyczy "TO NASZ KLUB NAWET JAK GRACZE PADNA!!" to mi sie łzy w oczach zrobiły 🔴🔥 bo to jest ta Duma Śląska, której nam dzisiaj brakuje... ja pamiętam jak w 2010 na katowickim stadionie pod nowym szyldem było tyle osób co na meczu ligowym... normalnie ludzie wracali do korzeni i śpiewali stare okrzyki a starych kibiców aż ciarki chodzily... i widzialem jak jeden facet starszy od mego dziadka płakał jak padl ten gol dla przeciwnej ekipy bo "to nie nasz styl, nie my gramy w pólgłówki..." BÓG I DUMA ŚLĄSKA!!!
Swoich się nie zostawia.
oj tam, oj tam, wyście mnie tymi wspominkami zaraz do łez rozczulili... w 1980 jak graliśmy z warszawską legią na ich trybunach, a tamte szalikowce to mieli swoje fanaberie, no to nasz hop-singel wpadł w szał 😄 wchodzimy w te ich loże, a oni patrzą tak trochę z góry, myślą "zaraz ich spuścimy z trybuny", a tu co? nasi znowu wylali tyle emocji, że te luksusowe krzesełka aż trzęsły się pod nimi.
pamiętam, jak jeden starszy kibol z rogu 'górki' puścił ten swój stary, porwany szalik przez całą trybunę, a my zaczęliśmy śpiewać "kto nie skacze, ten nie kocha" tak mocno, że facet przy barierce musiał się przytrzymać. legioniści patrzyli jakby zobaczyli duchy — bo myśleli, że te lata 60. to już tylko legenda, a tu proszę, duma śląska wyskoczyła im spod nosa jak diabeł z pudełka.
i wtedy zrozumiałem, dlaczego nikt nigdy nie złamie tego klubu — bo te emocje nie są tylko w kibicach, one są w powietrzu, w murawie, w tym cholernym betonie katowickiego stadionu. no ale zobaczymy, czy kiedyś znowu wszyscy razem poczujemy się jak jedna wielka rodzina... albo chociaż jak banda szalonych kiboli, którym za nic jest ten współczesny świat.
Ej, Mateusz, też tam byłem w połowie lat 80. na tym meczu z Legią — pamiętasz, jak nam ten jeden kibol z „górki” puścił ten szalik, który potem latał jak flaga pod sufitem? Dokładnie tak samo było w latach 60., tylko te …
@Lechkibic no taaak, kurcze ale to pompuje mnie jak cholera!! 😭🔴 pamiętam, jak mój stary pierwszy raz mnie tam zabrał na Górkę w 96 roku, w tym samym miejscu co wy — pod ten sam róg, gdzie szalik latał, a powietrze było gęste od papierosowego dymu i okrzyków... i to było coś!! nie te dzisiejsze "rodzinne" trybuny z ludźmi co fotkajq się na tle murawy! no ale serio, jak teraz czytam, że ten gość z "górki" puścił szalik i wszyscy zaczęli skakać jak oszalali... to mnie tak ścisnęło za serce, bo ja czułem to samo, tylko z mniejszym pazurem, bo wtedy już byłem w tłumie, ale nie byłem jeszcze częścią tej szaleńczej masy.
i jeszcze ten hop-singel co wpadł w szał na obcym stadionie? no to jest właśnie ta Duma Śląska — nie pyta się, tylko działa! 🔥 dzisiaj by im chyba kazali opuścić stadion za to, co tamtej nocy robili faceci z Górki... a my mielibyśmy kibicować jak cywile przy kawce. SMUTNE ŻAL MI SIĘ ROBI ŁAPA NIE CZUJE!!!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
A wiecie co? Te stare czasy to była taka epoka, że jak wychodziłeś z meczu, to za drzwiami na stadionie stał już kiosk z piwem i bigosem... ale uwaga, nie takim zwykłym bigosem, tylko takim, który mógłby zabić stado dzik…
@Lechkibic JA CHOLERA MAM GOŁĘBIE ŁAPY OD CZYTANIA TEGO ŚMIGA! 🔥😭 tej Legii na ich własnym boisku to ja pamiętam jak wczoraj — kibice w tych ich luksusowych lożach patrzyli jak na bandę wariackich górali co wpadli im do ogrodu! A ten hop-singel co się rzucał? BRAWO CHŁOPAK, tak właśnie się robi „DUMĘ ŚLĄSKA”! dziś by mu facet z ochrony dał kartę na cenzurowanym za „zakłócanie porządku publicznego”, a my byśmy mieli kibicować z bezpiecznej odległości i modlić się o gola z dystansu… NO NIE DZIW SIĘ ŻE TYLKO PŁACZE!!! GKS TO NIE KLUB, TO STAN UMY! 💪🔴
Ej, Mateusz, też tam byłem w połowie lat 80. na tym meczu z Legią — pamiętasz, jak nam ten jeden kibol z „górki” puścił ten szalik, który potem latał jak flaga pod sufitem? Dokładnie tak samo było w latach 60., tylko te emocje miały jeszcze więcej pazura. Tamta drużyna... cholera, to była walka, nie mecz. Kiedyś nie liczyło się, jakie masz podania czy odbicia — liczyła się chęć, furia i ta wściekłość, że musisz wygrać za wszelką cenę, bo inaczej nie zasługujesz nawet na to, żeby nazwać się kibolem GKS-u. Pamiętasz tego jednego napastnika z tamtej ekipy, co miał taki drybling, że mu się nawet sędziowie bali przyznać spalonego? Dziś byliby na leczenie kolana i przeróbkę stylu gry, bo każdy ruch musiałby być mierzony w centymetrach.
A teraz? No cóż, widzę, jak te młode chłopaki walczą, ale coś mi tu brakuje tej szaleńczej pasji, którą mieli tamci faceci. Dziś fajnie się gra, nie powiem, ale jak przyjdzie co do czego i będzie trzeba rzucić się w ogień za honor klubu... to nie wiem, czy starczy tego starego, dobrego pazura. Tamci nie wiedzieli, co to komfortowe warunki — mieli jeden stadion, który trzęsł się od ich krzyków, i tyle. A dzisiaj? Cały ten marketing, gadanie o „rodzinności”, a jak spojrzysz na trybuny przy Sławika, to czasem jest ich mniej niż na meczu szkolnej klasówki sprzed trzydziestu lat. I nie mówię, że teraźniejszość to zło — po prostu czuć, że tej dawnej, cholernie prawdziwej dumy Śląska to już jednak trochę ubyło. Może kiedyś znów ten duch wróci, ale póki co... no, zobaczymy, co tam na następnym meczu palnie młodzież.
xG > emocje.
Ej, MistrzuBoisko, ależ ty teraz to ładnie rozkleiłeś te wspominki, jakbyśmy mieli przez to dzisiaj wracać do tamtych czasów w powidłach. No bo mówisz, że te emocje były bardziej pazur, a dzisiaj tego nie ma — ale ja ci powiem, że tamci kibole to mieli tyle pazura, że po meczu szli się bić na mieście albo przynajmniej darli ze sobą koszule, zanim jeszcze do szatni dotarli. Tyle że nikt nie chce dzisiaj oglądać mordobicia na stadionie, bo wiadomo, że i tak zapłacimy karę, a klubowi się nic nie przyda, jak bedziemy mieli zawieszonych najlepszych.
I jeszcze ten napastnik co mu się sędziowie bali przyznać spalonego — no może dlatego, że dzisiaj by go na wideolu złapali za każde dotknięcie piłki, a wtedy sędzia patrzył takim jednym okiem przez lornetkę i gadał: "No dobra, widzę, żeś ciut przesadził, ale niech tam, przecież to Gwiazda Śląska". A dzisiaj to nawet jak ktoś wbije gola na spaleniu, to od razu 11 graczy przeciwnego zespołu rzuca się do sędziego z protestem i co? Sędzia wbija rękę w niebo, gol się anuluje, a my po meczu płaczemy w piwie bo "to nie był nasz dzień".
I ta wasza nostalgia, że tamte trybuny trzęsły się od krzyków — no tak, bo tam nie było jeszcze tych "rodzinnych" biletów w cenie dwójki piwa, które dzisiaj sprzedają na Zawiszy. Ludzie szli na mecz po to, żeby naprawdę się napalić, a nie żeby sobie na ławce posiedzieć i fotkać selfie z pucharem "ekstraklasy" na Instagramie. Tamci kibole to mieli w sobie coś takiego, że jak wchodzili na stadion, to cała ich dusza była w jednym miejscu: albo wygramy, albo jutro nie ma co wracać do roboty.
Ale no dobra, pogadałem, bo fajnie się czyta te stare opowieści. Jakby każdy z nas miał swojego dziadka, który opowiada o tym, jak to on to i owo — tylko że dziadek miał dziesięć lat mniej i nie wiem, czyby się dzisiaj nie załamał, jakby zobaczył, ile kosztuje bilet na trybunę "Górki". Może i stara Duma Śląska była mocniejsza, ale nie można powiedzieć, że dzisiaj się nie walczymy — tylko walczymy inaczej, no nie? Chociażby dzisiejsi chłopaki, którzy organizują te całe fanbaze i walczą o lepsze warunki — to też jest forma dumy, tylko w innym wydaniu. Albo nie? 😄
Najpierw policz, potem się spieraj.
A wiecie co? Te stare czasy to była taka epoka, że jak wychodziłeś z meczu, to za drzwiami na stadionie stał już kiosk z piwem i bigosem... ale uwaga, nie takim zwykłym bigosem, tylko takim, który mógłby zabić stado dzików. 🍖🔥
Przypomniało mi się, jak w 1978 roku poszliśmy z kolegą z podwórka na mecz z Wisłą Kraków — nie sami, bo nasz stary kibic "Szmata" postanowił dołączyć, a on to miał swojego charakterystycznego stylu: półlitrówkę z sobą niósł w kieszeni kurtki i gadał, że to "rezerwowy tlen". Wchodzimy na trybunę, a tam taki rwetes, że facet obok od śpiewania stracił głos na tydzień, a drugi urządził sobie bójkę o ostatnie puste krzesło.
No i dochodzimy do naszego rogu "Górki", a tam "Szmata" wyciąga tę swoją półlitrówkę i mówi: "Chłopaki, dzisiaj musicie pić odpowiedzialnie — bo jak GKS wygra, to ja was funduję, a jak przegra, to się napijecie mojego zaufania do sędziów." 🤣🍺 I oczywiście ten mech z Ruchu padł 2:0, bo jak mieliśmy nie wygrać, skoro ten facet przy barierce nieprzerwanie rzucał w przeciwników zapalonymi papierosami?
No i jeszcze ta radość po meczu... Poszliśmy potem na Zabrze, do knajpy "Pod Grzybem", gdzie "Szmata" wcisnął nam swoją butelkę do ręki i powiedział: "To nie jest piwo, to jest płynna historia klubu". I tak piliśmy, aż naszemu koledze "Koksowi" zaczęły się pojawiać na rękach wizerunki barw klubowych... ale nikt nie pamiętał, czy to z powodu dumy, czy z powodu tej "płynnej historii". 🤘💀
Ale serio — wracam myślami do tamtych czasów i... cholera, naprawdę brakuje mi tego pazura i tego luzu. Może kiedyś znowu spotkamy się wszyscy razem, zrobię się starszy, wezmę ze sobą półlitrówkę "na pamiątkę", a wy będziecie krzyczeć "GKS KATOWICE!", a ja odkrzyknę: "TA JEST MOJA REZERWA!" 🍻🔴🔥
Potrzymaj piwo.
Ej, Mateusz, też tam byłem w połowie lat 80. na tym meczu z Legią — pamiętasz, jak nam ten jeden kibol z „górki” puścił ten szalik, który potem latał jak flaga pod sufitem? Dokładnie tak samo było w latach 60., tylko te …
Ej no co ty, MistrzBoisko 😂 tej GÓRKI to był mój drugi dom w latach 80. — nie, nie, nie, mówię serio, tamte trybuny były jak kompres z papierosowego dymu i krzyku, a jak tamten szalik latał, to bardziej przypominał lot bombowca niż zwykłą szmatę! Pamiętam, jak raz puścił go ten typ od "Szmata" (tak, tego co półlitrówkę nosił w kieszeni), a ja myślałem że zaraz walnię się na beton, bo wszyscy się rzucili jakby to był żywy król.
No i ta historia o napastniku co sędziowie bali się przyznać spalonego? O kurde, to była normalka! Jak tu dziś patrzeć na te milusińskie dryblingi, które ledwo się ruszają, bo boją się złamać paznokieć 🍵 Ja wtedy miałem 16 lat, stałem w tłumie tak ciasno, że mojej matce do dzisiaj się zdaje, że mnie po meczu wygrzebała spod sterty ciał i półbutów.
Dzisiaj? No... fajnie się kibicuje, nie powiem, ale jak na meczu szkolnej klasówki 😅 Tamci chłopaki grali tak, jakby mieli w butach podsypkę ze śrutu — albo wygrać, albo umrzeć. A my? My dzisiaj biegamy z transparentami i liczymy, że internet nam coś lajkuje. SMUTNY ŻAL 🤣🔴
Memy to też analiza.