Stal Nysa w trybie 'topieni' — co jest głównym problemem taktycznym tej drużyny, skoro…
No do cholery, ależ Nysa wygląda, jakby ktoś im wsadził nogę w tryby na amen. Czteroporażkowe pasmo z czystymi 0:3 i tylko jedna flaga w tym tempie to już nie pech, to system. I ten jeden mecz z Bedzinem przychodzi jak rozbłysk w ciemności — aż szkoda, że nikt nie szuka teraz, co się tam naprawdę działo, skoro jutro są znowu w tej samej matni.
Problem wcale nie tkwi w blokach, bo z tym ich ustawieniem przeciwko Jastrzębskiemu jest coś nie tak na poziomie fundamentalnym. Od lutego, kiedy przebili się z Bedzinem, musieli coś zmienić w ustawieniu, skoro kolejny blok załamał grę ofensywną do takiego stanu, że nawet nazywanie ich "atakującymi" brzmi jak żart. Tamten mecz z Bedzinem był zwycięski 3:1, więc to nie była kwestia jakości przeciwnika — przeciwnie, skoro Będzin zawsze daje radę, a u nich wychodzi przełom. Teraz, gdy przesunęli siatki na siatę kontra, widać, że stracili drugą linię ataku zupełnie.
Moim zdaniem klucz tkwi w wolniejszym tempie gry narzuconym przez tę zmianę. Przez lata Nysa grała na dynamicznym kontrze z szybkimi atakami z drugiej linii — to ich znak rozpoznawczy. Kiedy jednak blok jest ustawiany na "siatę kontra", cała ofensywa musi czekać, aż wyjściowa piłka trafi do rozgrywającego, który dopiero potem może podać do skrzydłowych. Efekt? Atakujący mają za mało czasu na swobodne wybicie, tracą rytm, a rywale łapią ich na bloku ustawionym właśnie przeciwko takiej formacji.
Dodatkowo, jakby mało tego, te cztery porażki z rzędu to nie są przypadki, że przeciwnicy mieli akurat świetny dzień. Barkom Volley, Zawiercie, Jastrzębski, Lublin — to zespoły solidne, ale nie ma wśród nich ekstraklasowych potęg, które miałyby tak ogromną przewagę nad Nysą w czysto taktycznym starciu. A oni tracili każdy mecz 0:3, więc problem leży po stronie Nysy. Najwyraźniej ich nowa taktyka skutecznie ich zatrzymała — jak samochód, któremu ktoś zablokował skrzydła wentylatora.
Ten układ z blokiem na siatę kontra po prostu je usztywnił. Gra stała się zbyt przewidywalna, a przeciwnicy mieli czas, żeby odpowiednio się ustawić. Do tego dochodzi brak klasycznych ataków z drugiej linii, co jest śmiertelne w starciu z zespołami, które potrafią dobrze blokować. W Bedzinie musieli mieć coś innego — albo inną formację, albo po prostu los lepiej im sprzyjał — ale teraz wygląda na to, że ten nowy układ ich pogrzebał.
Zobaczcie, co się dzieje z Nysą, to jak patrzenie na tramwaj, który wjechał w ślepy tor – same dymiące koła i żadnego ruchu naprzód. Przejścia z Bedzina do dzisiejszych czterech 0:3 to nie jakaś tajemna degeneracja formy, tylko konkretne zmiany w ustawieniu, które zamieniły ich atak w mrówcze tempo spacerowe po parkiecie.
Problem leży w tym, że przez te tygodnie zmienili sobie całą koncepcję gry na siatę kontra, zapominając przy tym, że siatkarze z drugiej linii to nie studenci medycyny, którzy będą czekać na swoją kolej pół minuty, żeby dojść do siatki. Kiedyś Nysa grala na takiej dynamice, że przeciwnik nawet nie zdążył się rozłożyć, a tu nagle musieli zwolnić do temp, które idealnie koresponduje z ich własnym blokiem ustawionym "pod" nich. W efekcie każdy atak wygląda teraz tak: rozgrywający bierze piłkę, musi ją podać, atakujący ma 2,3 sekundy na wybicie, a rywale mają czas na reorganizację i blokowanie z optymalnym ustawieniem. Toż to nie atak, tylko systematyczne pogrzebanie swojej ofensywy!
Dodatkowo, w tej nowej formule tracą drugą linię ataku – ich kluczowy element z kontry – bo kiedy blok jest ustawiany na siatę kontra, to atakujący, zamiast atakować z pierwszej linii, muszą się cofać, żeby odebrać piłkę na drugiej linii. I co się dzieje? Przeciwnicy, którzy mają solidnych blokujących (a Barkom Volley, Zawiercie czy Lublin takie mają), po prostu eliminują ich pierwszą linię, a druga linia nie daje rady ani mocą, ani tempem. Stąd te 0:3 – nie dlatego, że rywale byli genialni, tylko dlatego, że Nysa przestała grać do swoich atutów.
Wyobraźcie sobie mecz jak budowę domu. Najpierw kładziesz fundament (szybkie ataki z drugiej linii), potem konstruujesz ściany (pierwsza linia), a na koniec dach (druga linia). Oni postanowili zbudować wszystko od razu – fundament, ściany i dach – ale zamiast cegieł użyli mokrego drewna. Efekt? Dom się nie utrzymuje, bo ciężar własnych ścian go miażdży. Tak samo jest z Nysą – teraz grają w tempie, które niszczy ich własną dynamikę, a przeciwnicy doskonale to wykorzystują.
Najpierw policz, potem się spieraj.
hehe, aleście się tu rozpisali jakbyście mieli do czynienia z zespołem z hollywoodzkiego filmu, gdzie trener każe zmienić ustawienie akurat przed finałem ligi. ja tam w moich czasach jeździłem po całej polsce z tymi ciężarówkami i widziałem więcej taktycznych eksperymentów niż wy w telewizji przez całe życie. pamiętam ten jeden mecz w osmym roku, w piotrkowie trybunalskim, gdzie nasz juniorzy mieli grać "siatę kontra" przeciwko drużynie z ekstraklasy. oni tam stali jak posągi, a myśmy ich zmiatali jednym atakiem. dlaczego? bo tamci mieli graczy, którzy potrafili przyjąć podanie w pół sekundy i uderzyć zanim przeciwnik zdążył mrugnąć.
teraz wracam do nysy — naprawdę uważacie, że problem tkwi w samym tempie? w sumie tak, ale nie tak jak myślicie. widziałem teamy, które grały wolno jak molierowski skąpiec i wygrywały z dużymi nazwiskami, bo mieli jednego zawodnika, który umiał przełamać blok własnym uderzeniem zza linii. w nysie widzę, że po prostu stracili tę drugą linię ataku — nie tyle z powodu układu, co przez brak zawodnika, który potrafiłby zagrać z wolna. tamten mecz z bedzinem to był wyjątek, bo pewnie tamten zespół miał takiego 'speca', który potrafił poczekać i uderzyć mocno. teraz, kiedy blok jest ustawiony na siatę kontra, to atakujący muszą się cofać, żeby w ogóle odebrać piłkę, a nie mieli kogo do tej drugiej linii wsadzić — stąd ta sztywność.
i jeszcze jedno — nie zapominajcie, że kiedy blok jest ustawiony tak agresywnie, to przestrzeń za nim jest ogromna. problem w tym, że nysa straciła swojego rozgrywającego, który umiałby zagrać w otwarte pole. znam kilku takich zawodników z dawnych lat, którzy potrafili zagrać między blokiem a linią ataku — oni zawsze znajdą lukę, nawet jak cała reszta biega jak na patrolu. teraz chyba brakuje im kogoś, kto by to robił, bo wolne tempo nie pomaga, kiedy nie masz kogoś, kto potrafiłby to wykorzystać.
no ale zobaczymy, może niedługo przyjadą jacyś nowi i coś się ruszy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A co jeśli to akurat tamten jeden mecz z Bedzinem był tym przypadkiem, który psuje statystykę? Siedem dni później przy zmianie ustawienia i wychodzi cztery razy po 0:3. Ładny trick taktyczny by się sprowadzał do tego, że przeciwnicy wiedzieli, jak się ustawić – ale skoro cztery różne drużyny zdołały zablokować ich wolne ataki, to chyba jednak nie o schematach rywali chodzi.
Bo jakkolwiek byście nie opisywali Nysę w pozytywnym świetle, czterech przeciwników z rzędu wygrywa na blokach i nie ma tu mowy o szczęściu. Zespół, który kiedyś z Bedzinem radził sobie przez dynamiczną kontrę, teraz czeka na drugą serię ataku i liczy, że przeciwnik nie zdąży zareagować – tylko że żaden normalny zespół nie będzie stał bezczynnie. Blok ustawiony na siatę kontra działa przeciwko wolnym piłkom, ale Nysa nie traci właśnie przez to, że rywale są za sprytni. Oni tracą dlatego, że sami siebie spowolnili do temp, które każdy solidny blok potrafi przeciąć.
I niech mi ktoś powie, gdzie była ta tajemnicza klasa drugoligowej Będzin, skoro czterech konkurentów potrafiło ich posłać z boiska bez punktu.
Gdzie dowody?
Właśnie widzę, jak ktoś próbuje tłumaczyć kolaps Nysy takimi ładnymi obrazami z budową domu albo tramwajem wpadającym w ślepy tor – ale gdzie konkret? Ta wasza "siatka kontra" niby ma być morderczym problemem, tylko że czterech kolejnych rywali to ekipy, które na co dzień biją się o miejsca w środku tabeli, a nie o mistrzostwo. Barkom Volley, Zawiercie, Jastrzębski, Lublin – żaden z nich nie gra dziś w Europie, ale za to wszyscy umieją postawić blok w miejscu. Wystarczyło im to, żeby przyjść i zebrać punkty, bo Nysa sama zaczęła grać tak, jakby piłkę podawano w zwolnionym tempie.
Z tym meczem z Bedzinem to fajna bajeczka, ale skoro mieli tam jakiegoś "speca", który umiał zagrać w wolna, to dlaczego ten sam spec nie działa teraz? Bo albo odszedł, albo wisi na ławce, bo nikt nie rozumie, że atak z drugiej linii w wolnym tempie to już nie ich atut, tylko pułapka. Zmienili sobie system i teraz liczą, że przeciwnik da im trzy sekundy na wybicie – tylko że w siatkówce nie ma takiej luksusowej opcji. Widziałem już setki takich "eksperymentów", które kończyły się tak samo: drużyna zaczyna kombinować i nagle okazuje się, że ich słaba linia ataku nie potrafi grać inaczej niż na czas.
I jeszcze ta wasza wymówka o braku rozgrywającego, który umiałby otworzyć pole – no to niech ktoś sprawdzi statystyki. Przecież Nysa nie gra teraz wolniej dlatego, że rywale są za mądrzy, tylko dlatego, że ich własny rozgrywający dostał się pod blok jak zużyta opona. A jak się blokuje rozgrywającego, to cała ofensywa idzie w diabły, bo ataki muszą czekać na podania, które nigdy nie nadchodzą. Uwierzę w te wasze teorie, jak zobaczę choć jeden mecz Nysy w tym sezonie, gdzie trafili do przeciwnika wolną piłką – bo póki co ich siatka kontra to po prostu szybka droga do porażki.
Najpierw próba, potem wnioski.
no kurde, przecież to samo widziałem w zeszłym roku w katowickiej hali przy moście, tylko że u nas to nie Nysa miała problem, tylko motor z Szopienic, który nagle postanowił grać "kontra blok". facet od nich postawił taką blokadę na siatę kontra, że ich rozgrywający musiał podawać w tempie ślimaczym, a ich atakujący kopali powietrze jakby mieli kleszcze zamiast rąk. pamiętam, jak jeden z nich, taki wysoki chłop, w pewnym momencie dostał piłkę, podskoczył, a tu blok już na niego czekał – i nie tylko nie trafił w otwarte pole, ale jeszcze wpadł na siatkę, bo nie miał czasu nawet się rozłożyć. dokładnie to samo teraz dzieje się w Nysie.
tylko oni nie mają tego pecha, że ich chłopcy to nie umieją skakać – oni po prostu sami siebie zablokowali w tempie. kiedyś Nysa latała po boisku jak oszalała, teraz stoją i czekają, aż komuś się piłka nie wyślizgnie z rąk, żeby do niej dojść. czterech rywali z rzędu, których normalnie by obraliby na kwaśne jabłko, teraz im się tak poskładali, że nawet barkomczyk się dziwił, że dali im zero.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Aż mi się gula podeszła, jak słucham o tym "rewolucyjnym" ustawieniu Nysy z blokiem na siatę kontra — bo sam kiedyś próbowałem wyleczyć naszą juniorówką ze zbyt szybkiego tempa, dając im polecenie: "Stoi i czeka na idealną piłkę!". Efekt? Dwa tygodnie później bawili się w tramwaj, który zatrzymał się na środku torów. Podobnie jest tu — ci co wymyślili ten układ, najwyraźniej zapomnieli, że siatkówka to nie golf, gdzie możesz sobie poczekać na dobry uderz.
Problem z tym blokiem na siatę kontra w Nysie działa przeciwko nim jak śniegowa kula zrzucana z góry: jeśli rywal ma choćby pół sekundy luzu, to ten wolny atak Nysy staje się łatwym celem dla bloku ustawionego właśnie przeciwko takiej formacji. Barkom Volley Volley, Zawiercie, Jastrzębski, Lublin — to nie są żadne potęgi, tylko solidne drużyny, które potrafią postawić blok w miejscu i wyczekać na wolną piłkę. W Bedzinie musieli mieć albo przeciwnika, który dawał im na tacy wolne ataki, albo kogoś w składzie, kto umiał te wolne piłki rozgrywać — teraz tego nie ma, bo wolne tempo równa się automatycznemu samobójstwu.
Natomiast jeśli chodzi o zespoły, które grają dynamicznie i potrafią zakłócić blok przeciwnika własnym tempem, to ten układ Nysy nie byłby aż taki zły — bo wtedy wolne ataki w ogóle nie miałyby szans się pojawić. Ale skoro rywale mają choćby minimalny luz w ustawieniu, to Nysa ląduje z piłką w bloku jak zapaśnik na macie. Takie ustawienie jest jak wpuszczenie konia trojańskiego do własnego obozu — niby fajne rozwiązanie, ale kiedy przeciwnik już wie, co się święci, to nawet najlepiej wyszkolony zespół nie da rady.
Najpierw policz, potem się spieraj.