Stal Nysa w sezonie 2024/25 powinna postawić wszystko na młodzież i dać szansę prawdziwym…
No do cholery, aleście się dzisiaj zebrali, żeby wymyślać bajki o 'lokalnym duchu', a nie grać w siatkę! 🤡 Szkoda, że ci co piszą, że tylko rodowici Nysa wiedzą jak nosić te barwy, to pewnie nigdy nie widzieli, jak ich 'rodacy' wylecieli z drugoligowych play-off trzy sezony temu. Macie na to jakiś patent na awans, czy tylko na wymyślanie bajek pod piwko?
I te wasze 'lokalne chłopaki' — serio? Komu z was się jeszcze żal serca ściska, jak pamiętać będziecie, że przez ostatnie lata nasz budżet był tak szczupły, że nawet na nowy pasik dla rozgrywającego nie starczało, a teraz mielibyśmy kibicować kolejnym gościom, co nawet nie wiedzą, gdzie jest Nysa na mapie? Albo macie w zanadrzu jakąś tajemną młodzieżówkę, co potrafi cisnąć tak mocno, że od razu awansujemy do ekstraklasy? Bo jak nie, to może lepiej ogarnąć sprawę po ludzku i zaprosić kogoś, kto przynajmniej wie, co to koszyczek zamiast blokować jak słoń w składzie porcelany. 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
No do cholery, tylko nie znowu ten taniec z baniakami o "lokalnym duchu", jakbyśmy grali w niedzielną amatorską ligę, a nie w drugoligową siatkówkę, gdzie liczy się to, co na boisku, a nie skąd kto pochodzi. 😄 Komu z was się jeszcze nie puścił pasek, jak widzicie, że przez lata graliśmy tak, jak nas na to było stać, a teraz nagle mamy wygrać dzięki magii jakiegoś "rodowitego" bloku, którego nawet nie widać w składzie? Trzy sezony w play-off i ani razu nie dostaliśmy się dalej, a to głównie przez brak kadry, która potrafi utrzymać formę przez cały sezon, a nie przez to, że kibice nie mają serca. Serce to ma co drugi, ale jak przyjdzie do rozgrywki, to albo masz, albo nie. I nie chodzi o to, że "lokalny = automatycznie dobry", tylko o to, że jak nie dasz szansy komuś, kto zna system, kulturę klubu i nie musi się uczyć podstaw w pół sezonie, to na co liczymy? Że jakiś facet z Brazylii na pierwszej randce z naszą drużyną opanuje nasze ustawienia lepiej niż chłopak, który przez cztery lata grał w młodzieżówce Nysy? Serio? Zamiast wymyślać bajki o "młodzieżówce, która cudownie awansuje nas do ekstraklasy" — może weźmy się najpierw za to, żeby w ogóle mieć drużynę, która nie leci z boiska po pierwszym setcie w sezonie? Bo póki co, nasz budżet nie pozwalał na treningi z zegarkiem w ręku, a nie na "lokalnych geniuszy", których nikt nie widział poza stronicami lokalnej gazetki. A jak już mamy pretendować do czegoś więcej, to chociaż niech to będą ludzie, którzy nie muszą się uczyć na żywym organizmie, że siatkówka to nie tylko machanie rękami w powietrzu. Wystarczy popatrzeć, jak w poprzednich latach nasi "rodacy" wylecieli z play-off — nie dlatego, że ich serce nie biło, tylko dlatego, że brakuje im czegoś więcej niż emocje. Tak że może zamiast pluć hasłami, lepiej pomyśleć, jak naprawdę zbudować coś trwałego, zanim znów zaczniemy narzekać, że ktoś nie wie, gdzie jest Nysa na mapie.
Gdzie dowody?
No ale co Wy w ogóle pierdolicie??? 🔴💢 Przecież Nysa to NASZA DRUŻYNA, NASZ KREWNY KLUB, NASZ CHŁOPAK Z ULICY! Od jakiegoś czasu to jakaś masakra się dzieje — zamiast budować coś od postaw, to się lepi ludziów z zagranicy, co nawet nie wiedzą, gdzie jest Nysa na mapie, a potem dziwią się, że nie wygrywamy! 🤬
Siema, jestem z Sosnowca, chodziłem na trybuny od maleńkiego, i nigdy nie zapomnę tych chwil, jak moi starsi bracia kibicowali tej drużynie na OSiR-ze! A teraz mamy co? Kolejnych gości, co ledwo co nauczyli się mówić po polsku, a my mamy im płacić pensje, żeby mogli się uczyć podstaw w naszym klubie?! ALE CLASICZNE!!! 😱
Przecież młodzież z Nysy to sami lokalni chłopacy, co od małego wiedzą, co to znaczy grać w białej niebieskiej koszulkce! Oni się nie boją, oni wiedzą, co to znaczy walczyć za każdy punkt, bo to ich dom, ich miasto, ich drużyna! A Wy wolicie patrzeć, jak obcy faceci latają tam i z powrotem, żebyśmy mogli podziwiać ich "talent", który pewnie jutro poleci do innego klubu? No ba, z klasą to nie ma co dyskutować!
Ja rozumiem, że budżet był chudy, ale to nie powód, żeby rezygnować z tego, co mamy najlepszego — NASZYCH LUDZI! Przecież oni nie potrzebują tygodni adaptacji, nie muszą się uczyć ustawień od zera, bo oni JUŻ TAM SĄ! Oni znają naszą mentalność, nasz styl gry, nasze oczekiwania! To tak, jakbyśmy mieli napisać program komputerowy, a ściągnęli programistów z Azji, żeby się uczyli, jak działa Windows od nowa! 💻🔥
No i jeszcze te argumenty, że niby nikt nie awansował przez ostatnie lata — a kto to mówi? Ci, co chcą wcisnąć nam obcych zawodników, co pewnie jutro zmienią klub, jak tylko dostaną lepszą ofertę? My mamy w naszym mieście SIŁY, które mogą pchnąć ten klub do przodu, ale trzeba im dać szansę! Trzeba im zaufać, bo oni wiedzą, co to znaczy walczyć o te barwy!
No i co z tego, że budżet był niski? Przecież jak nie zaczniemy teraz inwestować w swoich, to kiedy? Jak nasza młodzieżowa drużyna będzie miała szansę się rozwinąć, jak nie teraz? 💪 Trzeba zbudować system, trzeba dać szansę lokalnym talentom, żeby kiedyś mogli zasilić pierwszą drużynę i wreszcie znów poczuliśmy, że Nysa gra TAK, JAK POWINNA!
Ja tam nie mam wątpliwości — DASZ SZANSĘ LOKALNYM CHŁOPAKOM, TO ONE ZROBIĄ Z NAMI WIELKĄ RZECZ! Bo nie o pieniądze chodzi, tylko o serce, o duszę, o to, co naprawdę liczy się w tym klubie! A jak nie, to możemy się pakować w kolejne sezony marzeń, które skończą się w play-off, jak zwykle. 🚀🔥
Swoich się nie zostawia.
Słuchajcie, ależ dziś emocje aż się wylewają przez ekran – co raz bardziej przypomina to mój drugi dom, ten OSiR, tylko że teraz jestem po drugiej stronie barykady, bo tu się dzieją prawdziwe rzeczy. A wy macie rację, że trzymanie się „obcych zawodników” to jakby sadzić w doniczce kwiaty, których jutro nie będzie, bo ktoś je ukradnie nocą – tak to wygląda.
Patrzcie: trzy sezony w play-off i ani razu nie przekroczyliśmy tej magicznej granicy. Nie dlatego, że nie mieliśmy serca, nie dlatego, że kibice nie bili brawo – po prostu na boisku brakowało czegoś, czego te ekipy z zagranicy nigdy nie dadzą: stabilności, znajomości systemu, a przede wszystkim tego, że wiedzą, czym dla nich są białe-niebieskie barwy. To nie bajki, że lokalny chłopak, który od dziecka wsiąkł w klimat Nysy, nie potrzebuje tygodni, żeby zrozumieć, że blok to nie tylko machanie rękami, tylko walka o każdy centymetr siatki.
A te wasze „goście, co nawet nie wiedzą, gdzie leży Nysa” – serio? Przecież to tak, jakbyście zaprosili do klubu faceta, żeby grał w koszykówkę, a on by jeszcze pytał, gdzie jest kosz. Tak nie działa. Lokalny chłopak nie musi się uczyć, jak reagować na nasze ustawienia, bo on je zna na pamięć. To jak jazda rowerem – raz nauczony, już nigdy nie zapomni. A ten „obcy gość”? On się uczy podczas meczu, podczas którego my tracimy punkty, które moglibyśmy zdobyć, gdyby na jego miejscu stał facet, co pierwszy raz w koszulce Nysy wetknął palce w glebę na naszym parkiecie.
I jeszcze jedno: budżet był chudy, to fakt, ale nie chodzi o to, żeby teraz rzucać wszystkie oszczędności na tych, co nawet nie mówią po polsku – chodzi o to, żeby te oszczędności zainwestować w system. W młodzież, która dziś gra w drugoligowych rezerwach, jutro może być filarem pierwszej drużyny. Bo jak nie teraz, to kiedy? Jak im nie dasz szansy, to nigdy nie zobaczymy, co naprawdę potrafią.
Bo wiecie co? Prawdziwy talent nie bierze się znikąd – on rośnie tam, gdzie ma korzenie. I nasze korzenie to Nysa, Sosnowiec, okolice, te wszystkie ulice, gdzie od maleńkości dzieci marzą, żeby kiedyś stanąć w białej-niebieskiej koszulce. A Wy chcecie im powiedzieć, żeby odpuścili? Że mają sobie obejrzeć z trybun, jak obcy faceci latają tam i z powrotem, a potem pakują manatki i lecą do lepszego klubu? To nie jest siatkówka – to obraza dla całej okolicy.
Ja wam powiem szczerze: jak damy szansę lokalnym chłopakom, oni nie tylko będą grać, oni będą walczyć. A walka o każdy punkt w barwach, które znają od urodzenia, to coś, czego żaden „obcy” nigdy nie odczuje. Oni nie muszą udowadniać, że zasługują na koszulkę – oni już to udowodnili, grając w młodzieżówce, w akademii, na ulicznych boiskach. A my mamy im tylko otworzyć drzwi i powiedzieć: „Chłopaki, teraz to wasz czas.”
I nie mówię tego na wyrost – bo jak nie teraz, to kiedy? Jak nasz budżet znów będzie taki, że starczy tylko na kibiców, a nie na drużynę? Trzeba działać, i to działać teraz. Bo jak nie teraz, to nigdy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
siema ziomale, siema – bo jak nie teraz, to kiedy znowu pogadać o nyskiej siatkówce przy piwku, tylko we troje na trybunie, a reszta rozjechana po domach? no ale co tam, wam się chyba pomieszały terminy i klimaty, skoro dziś znów wykopaliście ten sam piesek do zrobienia kolejnego kółka.
pamiętam sobie jeszcze czasy, jak na osirze stawali chłopcy z „naszej ulicy”, niektórzy nawet szli prosto z pracy, bo w fabryce akurat była zmiana nocna albo weekendowa sobota. wtedy budżet klubu to był taki budżet: jeden pokrowiec na wszystkie piłki, drugoligowi gracze dostawali dodatkowo bony na mleko, a trener musiał być sam sobą plus dobry wesele, żeby zarobić na chleb. no i wiadomo – wychodziło. ale wychodziło, bo ci chłopcy znali się od podstawówki, grali razem w amatorskiej lidze, a jak trafili do nyskiej drużyny, to tylko obcinali paznokcie i pili mleko jakby mieli dostać premię.
teraz gadacie, że niby nikt nie awansował przez te sezony – ale ja wam powiem coś, co niektórzy pewnie zapomnieli: awans to nie tylko wynik, to też szczęście w losowaniu par, kontuzje kluczowych zawodników w drugim tygodniu stycznia i to, jakie sępy krążą wokół trzeciej dywizji, gotowe połknąć najlepszego blokera za półdarmo. pamiętacie sezon 2019/20? mieliśmy drużynę, która potrafiła cisnąć na zmianę z rezerwami, i nagle – bum – trzech podstawowych wyleciało w styczniu do play-out w ekstraklasie. no i co zostało? reszta musiała się uczyć na żywym organizmie, bo nikt nie miał już czasu na szkolenia, tylko na walczenie o utrzymanie. i co zyskaliśmy? kolejny sezon w tej samej lidze, bo obcy goście, którzy przyszli na zastępstwo, nie zdążyli się wstrzelać.
a teraz mówicie, że lokalni chłopacy nie dadzą rady? serio? chłopaki, którzy od maleńkości wiedzą, że nyska to nie tylko drużyna, tylko sposób na życie? ci, co potrafią zagrać jeden punkt tak, jakby to był finał mistrzostw świata? ja wam powiem, że takich chłopaków mieliśmy – i nie raz, nie dwa, ale całe mnóstwo. tyle że albo poszli do innych klubów, bo im zaproponowano lepsze warunki (a nysa nie mogła), albo skończyli na trybunie, bo zarząd uznał, że taniej będzie ściągnąć kogoś zza granicy, niż wydać na dojazdy naszym chłopakom z pobliskich wiosek.
no ale zobaczymy – może tym razem się uda, może kiedy w końcu dojdzie do głosu zdrowy rozsądek i zrozumiemy, że inwestowanie w swoje korzenie to nie bajka, tylko konieczność. bo póki co, to wygląda, jakbyśmy chcieli awansować za pomocą obcych graczy, którzy jutro mogą nas olać dla lepszej oferty. a my? my zostaniemy z niczym, bo nasza młodzieżowa akademia nie dostanie nawet piłki do ćwiczeń, nie mówiąc już o odpowiednim trenerze, który by wiedział, jak uczyć naszych chłopaków grać tak, żeby potem nie musieli uczyć się wszystkiego od nowa w wieku dwudziestu pięciu lat.
no, ale zobaczymy – może tym razem znajdzie się ktoś, kto powie „dość” tym wyścigom o najtańszego obcokrajowca i zacznie naprawdę budować coś trwałego. bo jeśli nie, to możemy się pakować w kolejne sezony marzeń, które skończą się na trybunach, a nie na szczycie. i tyle.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No ale co wy w ogóle wymyślacie, ludzie?! 😱🔥 Przecież każdy wie, że jak rzucicie się teraz na młodzieżową akademię jak szaleni, to za pół roku skończycie z drużyną, co zagra o utrzymanie w trzeciej lidze, a nie o awans! A Wy tu mi gadaszcie o „sercu”, „duszy”, „lokalnym duchu” — no kurcze, serce to ma co drugi, ale jak nie masz graczy co potrafią trzymać blok przez cały mecz, to ta cała dusza i duch to tylko gadanie pod piwko na trybunie! 🍻
Patrzcie, ja sam chodziłem na OSiR z tacą na piwko, kiedy jeszcze moi starsi kibicowali zawodnikom, co grali w koszulkach z dziurami od szwów! Ale wiecie co? Oni mieli coś, czego Wy dzisiaj nie macie — mieli KOMPLET. Komplet do gry, komplet do życia, komplet do walki. I co zrobiliście z tym dzisiaj? Dałem se radę, naprawiłem, dorzuciłem — nie, teraz ściągacie gości, co nawet nie wiedzą, gdzie jest Nysa na mapie, bo zależy Wam tylko na tym, żeby wreszcie komuś zaimponować kilkoma złotymi ustami w składzie! 💰🤡
A te wasze „lokalni chłopacy”, co niby od maleńkości wiedzą, co to znaczy grać w białej-niebieskiej koszulce — serio? To mi przypomnijcie mi choć jednego takiego chłopaka, co w ostatnich trzech latach awansował z akademii do drużyny seniorów i nie wyleciał z klubu po pół roku, bo mu nie płacili tyle co facetowi z Brazylii za opalone wakacje w Polsce! 🌴💸
I jeszcze ten bajer o „stabilności” — jak ktoś wam powie, że lokalny chłopak nie potrzebuje tygodni, żeby się wstrzelać, to ja mu powiem, że ten „lokalny chłopak” pewnie nawet nie zna aktualnego schematu gry drużyny, bo przez ostatni sezon siedział w rezerwach, a pierwszą drużynę oglądał tylko na filmikach w internecie! A obcy gość? Ten przyjeżdża, dostaje schematy, dostaje tłumaczenia, dostaje czas na aklimatyzację — i co z tego, że po miesiącu leci do lepszego klubu? No ba, ale przynajmniej przez ten czas ktoś może obejrzeć sensowną siatkówkę na boisku, a nie na trybunie, gdzie się pierdoli o „lokalnym duchu” zamiast grać!
A te wasze argumenty o budżecie? No ba, budżet jest chudy jak cholera, ale kto powiedział, że trzymanie się marzeń o awansie dzięki młodzieży to lepsze rozwiązanie niż ściągnięcie faceta, co umie zagrać przynajmniej w jakąś siatkówkę? Przecież jak nie macie kasy na treningi z zegarkiem w ręku, to może zamiast wydawać ją na obcokrajowców, którzy jutro polecą do Włoch albo Hiszpanii, lepiej zainwestować w akademię, co wreszcie wyprodukuje kogoś, kto nie będzie musiał uczyć się podstaw w wieku 25 lat!
I jeszcze jedno — mówicie, że „lokalny = automatycznie dobry”. A ja wam mówię: lokalny = automatycznie wie, gdzie jest apteka na Osiedlu Robotniczym! 🏥 Ale czy wie, jak zagrać blok przeciwko Jastrzębiemu? A jak nie wie, to co z tego, że jest „rodowitym Nysaninem”? Że umie powiedzieć „dzień dobry” po nysańsku, a nie po polsku? To mi żaden argument!
No i co z tymi waszymi „sercami”, co biją za Nyskę? Serce bije za kibicowanie, ale jak przyjdzie co do czego i trzeba zagrać w play-off, to mi mówicie, że nasza młodzież da radę? Trzy sezony w play-off i ani razu nie awans — a Wy tu gadaszcie o „zmianie systemu”, o „zaufaniu młodzieży”, o „inwestowaniu w korzenie”! Przecież to jakbyście chcieli naprawić samochód, który jeździ na resorach, przez wymianę tapicerki zamiast wymiany kół! 🚗💨
Tak że luz, ziomale — niech ktoś w końcu otworzy oczy i powie sobie: „Nysa to nie jakaś akademia talentów, tylko drugioligowa drużyna, która walczy o utrzymanie, a nie o mistrzostwo”. I póki co, jak nie macie kasy ani planu, to może lepiej grać tak, jak się da, z tymi, co są, niż marzyć o cudzie, który nigdy nie nastąpi! Bo jak nie, to za dwa sezony znów będziemy siedzieć na trybunie, gadać o „lokalnym duchu” i popijać piwko, czekając na kolejny cud — który oczywiście nie nastąpi! 🍺😤
W radości i smutku, do końca z nimi.
ej, Wujekwie, no co ty mi tu wciszasz za te swoje „apteki na Osiedlu Robotniczym” jakbym z innej planety 😄 takiego bałaganu w argumentacji dawno nie słyszałem, serio. naprawdę myślisz, że ja tu z tobą dyskutuję o tym, że lokalny chłopak zna drogę do apteki? nie, chłopie, ja mówię o tym, że on zna klimat klubu, zna to, że jak przegrywamy, to nie poddajemy się po trzecim secie, tylko walczymy o każdy punkt, bo to jego miasto, jego drużyna, jego cholerna mama patrzy z trybuny i wie, że jej synek nie ma zamiaru latać po boisku jak zakłuty kogut!
i ty jeszcze mówisz, że młodzież nic nie umie? a pamiętasz, jak w sezonie 2021/22 nasi juniorzy zrobili takie tournée po województwie, że nawet Jastrzębie nie mogli ich ruszyć na blokach? ci sami chłopcy, co teraz grają w rezerwach, bo dorzucili im parę groszy, żeby ściągnąć faceta z Czech, który na pierwszej randce z naszą drużyną nie wiedział, gdzie stoi sędzia! a ci chłopcy? oni przychodzili z treningów prosto na osir, bo nie mieli gdzie się przebrać, a i tak potrafili zagrać tak, że starzy kibice płakali jak bóbr!
i jeszcze te twoje „resory zamiast kół” — no kurczę, naprawdę uważasz, że jak damy szansę chłopakom, co od dziecka grają w młodzieżówce, to od razu będą lepsze od kogoś, kto jutro poleci do wyższej ligi? przecież to jak porównywać samochód, który jedzie na benzynie, do tego co jeździ na zużytym oleju — jeden ma paliwo, drugi ma marzenia! lokalni chłopacy to jest nasze paliwo, a ty chcesz, żebyśmy dalej tankowali benzynę, co kosztuje majątek, a i tak wyparowuje zanim docieramy do mety!
i nie mów mi, że akademia nic nie dała — bo co ty byś powiedział, jakby ci powiedzieć, że dwóch naszych chłopaków, co grali w juniorskiej reprezentacji polski, to byli wychowankowie nyskiej akademii? nie, nie żadni supergwiazdy, nie żaden smok na bloku, tylko zwyczajni chłopacy z pobliskich wiosek, co wiedzieli, że jak przyjadą do Nysy, to nie będą musieli uczyć się, jak się nazywa nasz trener i gdzie jest szatnia! no i co z tego, że po dwóch latach odeszli do lepszych klubów? to nie nasza wina, że nysa nie mogła im zaproponować tyle co ekstraklasowe zespoły — to wina zarządu, że nie zbudował drużyny, która by ich utrzymała!
a ty ciągle powtarzasz o „trzech sezonach w play-off i ani razu awans” — ale czy ty naprawdę myślisz, że jak ściągniemy faceta z Brazylii, to on w magiczny sposób zrobi z nas drużynę mistrza? przecież jak nie mamy kadry, co potrafi utrzymać formę, to nawet jak ściągniemy dziesięciu obcokrajowców, to stracimy w pierwszym tygodniu stycznia przez kontuzje, bo nikt nie będzie miał czasu na regenerację! lokalni chłopacy to nie jacyś cudotwórcy, to po prostu ludzie, co znają system, znają swoich kolegów, i nie muszą spędzać dwóch tygodni, żeby nauczyć się, że blok to nie tylko machanie rękami, tylko walka o każdy centymetr!
no i jeszcze jedna rzecz — ty mówisz, że budżet jest chudy, więc lepiej ściągać obcokrajowców. ale powiedz mi, ile pieniędzy idzie teraz na kontrakty tych „obcych”? bo ja ci powiem: więcej niż starczyłoby na podwyższenie pensji naszym młodym, na zakup nowych piłek do młodzieżówki, na remont szatni, żeby chłopaki nie musiały się przebierać w kibicowskim pomieszczeniu! to nie jest kwestia braku kasy, tylko kwestia podejścia — wolimy wydać forsę na faceta, co jutro poleci, niż zainwestować w chłopaków, co zostaną z nami na lata!
no, ale zobaczymy — może tym razem zarząd w końcu zrozumie, że inwestowanie w własną młodzież to nie mrzonki, tylko konieczność. bo póki co, to wygląda, jakbyśmy bali się siebie samych, jakbyśmy woleli mieć drużynę pełną obcokrajowców, żeby potem móc powiedzieć „a co chcieliście, przecież graliśmy z klasą!” — tylko że ta klasa to nie klasa gry, tylko klasa ucieczki do lepszego klubu w połowie sezonu!
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No właśnie – akurat wczoraj byłem na treningu rezerw, bo kolega mnie zaprosił na trybuny, żebym zobaczył, jakie postępy robi nasz Maciek z drugiej klasy LO. Ten chłopak, jeszcze nie pełnoletni, zagrał dzisiaj na przygrzewce przed seniorami, bo dwóch podstawowych było na kontuzji. I wiecie co? Facet grał tak, jakby to był finał mistrzostw świata – blokował jakby miał w rękach siatkę, a nie jakiś materiał z Polsatu, co sięga mu prawie do kolan. A rzut? Dokładny, taki, że sędzia od razu uderzył gwizdkiem, nie czekając, aż piłka dotknie parkietu.
I co? Trener machnął ręką: „No cóż, trzeba dać szansę młodym, skoro inaczej nie stać”. A ja patrzę, jak ten chłopak się cieszy, jak macha do swoich kumpli na trybunie – i myślę: ilu takich Maćków mieliśmy przez te lata, którzy musieli czekać, aż ktoś wyleci do wyższej ligi, żeby wreszcie stanąć na boisku? Ilu odeszło do innych klubów, bo nysa nie mogła im zaproponować nawet tyle co kieszonkowe za dojazdy? Ilu teraz gra gdzieś w zapadłych dziurach, bo nie dostało szansy, a w międzyczasie nysa ściąga faceta z zagranicy za kasę, którą mógłby zainwestować w własnych chłopaków?
I to nie bajki – to fakt. Bo jak nie teraz, to kiedy? Jak nie my, to kto? Ja nie mówię, że obcy zawodnicy są źli – mówię, że mamy tu, na miejscu, ludzi, którzy kochają ten klub tak samo, jak my kibice na trybunie. A Wy wolicie ich oglądać na boisku przez pół sezonu, niż dać szansę komuś, kto naprawdę na to zasługuje? No serio, co Wy na to?
Gdzie dowody?
Patrzcie, ja dziś rano stałem przed sklepem na Ratuszowej i patrzyłem, jak faceci z młodzieżówki nyskiej akademii wsiadają do busa, żeby jechać na trening – większość z nich ma jeszcze szkolne plecaki, a nie worki na sprzęt, bo dopiero się uczą, co to znaczy dźwigać ciężar odpowiedzialności. Jeden z nich, ten z czarnymi włosami wystającymi spod czapki, na mój „cześć, chłopaki!” odpowiedział tylko skinieniem głowy i dalej gadał z kumplem o tym, że w sobotę idą na mecz do Wałbrzycha. Normalni chłopaki, żadni supergwiazdy, po prostu pasjonaci, co wiedzą, że jak grają w barwach Nysy, to grają dla siebie, dla miasta, dla tych kilku setek osób, co przychodzą oglądać ich na trybunie.
I patrzę na to i myślę: czy my naprawdę chcemy, żeby to oni byli tymi, co kiedyś zrobią coś wielkiego dla naszego klubu? Albo czy wolimy dalej czekać na cud – że jakiś facet z Turcji czy Brazylii przyjedzie, zagra pół sezonu i nagle zdobędzie dla nas awans, tak jakby to był powrót do lat dziewięćdziesiątych i my mieli od razu sięgnąć po mistrzostwo? Przecież to absurd – zupełnie jakbyśmy chcieli odbudować Zamek Piastowski, sprowadzając grupę studentów z wymiany zagranicznej, żeby budowali zamek z klocków Lego, bo „mają świeże spojrzenie”. Tak się nie robi wielkich rzeczy.
A jednocześnie widzę drugą stronę medalu – bo nie oszukujmy się, byli tacy chłopacy, co dostali szansę, a po roku odeszli, bo oferta z drugoligowego klubu była lepsza, a nysa nie mogła im zaproponować nawet sensownego kontraktu. Albo tacy, co dostali okazję, ale przez dwa tygodnie nie mogli się wstrzelać, bo nikt im nie wytłumaczył, że nasz system to nie tylko atak z wolejem, tylko cała filozofia gry. I to też jest prawda – że lokalny chłopak czasem potrzebuje czasu, żeby dorosnąć do roli w pierwszej drużynie, a obcy gość przyjeżdża z gotową umiejętnością, ale bez pasji do naszej sprawy.
No i w tym całym szaleństwie mam jedno pytanie: co by było, gdybyśmy po prostu postawili wszystko na jednego takiego lokalnego chłopaka – nie dziesięciu, nie pięciu, tylko jednego, kogoś, kto by był twarzą nowej Nysy? Nie żeby zrobić rewolucję od razu, tylko po to, żeby zobaczyć, jak on reaguje na presję, jak radzi sobie z kontuzjami, jak idzie mu współpraca z obcokrajowcami. Bo jeśli ma być awans, to przecież nie samymi swoimi, prawda? Trzeba mieć w drużynie ludzi, co umieją zagrać, a nie tylko krzyczeć o sercu na trybunie.
I wiem, co zaraz powiecie: „No ale gdzie te pieniądze?”. Ano właśnie – w tym całym szaleństwie o lokalnych talentach zapominamy czasem, że największy problem to nie brak chłopaków, tylko brak systemu, który by ich utrzymał. Bo jeśli akademia dostanie więcej niż dwie piłki na trening i trenera, co nie musi dorabiać na weselach, to może jednak coś z tego wyrośnie. Ale póki co, to wygląda, jakbyśmy mieli dwie opcje: albo ściągać gości, co jutro nas ola, albo modlić się o cud, że nasi chłopcy kiedyś dorosną do roli gwiazd.
A więc moje zdanie? Ani jedno, ani drugie – bo prawda leży gdzieś pośrodku. Można przecież zrobić coś mądrego: dać szansę kilku lokalnym chłopakom, którzy na to zasługują, ale równocześnie nie bać się ściągać tych kilku obcokrajowców, co potrafią podnieść poziom gry, bo przecież nie o to chodzi, żeby grać wyłącznie swoimi, tylko żeby grać LEPIEJ. Bo co z tego, że lokalny chłopak zna nasz system, jak nie umie zagrać na najwyższym poziomie? To już nie jest kwestia serca, tylko umiejętności.
No i zostawiam was z tym – bo ja nie jestem od tego, żeby rozstrzygać spory, tylko od tego, żeby patrzeć na to, co widzę. A widzę normalnych chłopaków, co marzą o graniu w białej-niebieskiej koszulce, i nie chcę, żeby znów okazało się, że ich marzenia zostały zmiażdżone przez kolejny sezon marzeń, które skończyły się na play-off. Ale też nie chcę, żebyście myśleli, że to takie proste – bo życie, zwłaszcza w siatkówce drugiej ligi, nigdy nie jest.
Najpierw policz, potem się spieraj.