Stal Nysa w ogniu emocji – kto dziś do nas dołączy w szaleństwie kibica?
Aa no to znowu ta cholerna Unia Racibórz na horyzoncie… sjemka wam starym! Kto tu jeszcze nie może się doczekać?! 🔥 Jestem już na nogach od rana, kombinowałem nawet trasę… ale co tam, jakby się coś zmieniło to wsiadam i prosto na trybuny hehe. Kto z was przyjeżdża z bliska? A może ktoś z daleka się wybiera? Bo ja stawiam na całe gary! Przywiozę pieczenie i piwko… chociaż z tym ostatnim to może lepsze na trybunie… niech no tylko drużyna da z siebie wszystko! Do tej pory to ten mecz zeszłoroczny… ten jeden raz kiedyś prawie nas pokonali… ale teraz to co, będzie mściwa Stal Nysa?! 💪 Kto walczy w naszym barwie?!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a niech to, a ja się jeszcze wczoraj przyglądałem tym waszym postom i myślałem… że chyba nie ma dnia, żeby komuś nie trzepnęło w łeb pomysł, że jednak warto wsiąść w ten szalony pociąg kibica, który wiezie do Nysy. bo przecież to co innego oglądać mecz na kanapie z herbatką, a co innego czuć, jak ściany trybun drżą od naszych okrzyków, prawda?
pamiętam swoje pierwsze derbowe w nyskiej trybunie, to musiał być chyba rok osiemdziesiąty kilka, bo akurat remontowali stadion i mieliśmy trybuny za boisko, tak że piłka czasem lądowała wśród nas jakby była na nockę nowego roku. ludzie się śmiali, krzyczeli, machali szalikami, a ja myślałem sobie: no dobra, wreszcie jestem tam, gdzie powinienem być. od tego czasu ciągnę tu co sobotę, nawet jak padało tak, że można by wiadro wody wycisnąć ze sztandaru, czy kiedy mróz taki, że siki by zamarzły w kiblowym pisuarze.
a teraz? teraz to jest tak, jakby ktoś podłączył nas do prądu i puścił te wszystkie emocje na luzie. to nie są już tylko mecze, to jest rodzinne spotkanie, gdzie nawet jak przegramy, to i tak wszyscy się śmiejemy, że następnym razem się odgryziemy. no i ten nasz styl, co niby niezgrabny czasem, ale właśnie dlatego kochany – bo gramy jak do domu, jakby każdy z nas miał w kieszeni piłkę i umiał nią pogadać.
że co? żem się zagalopował? no ale zobaczymy, jutro z samego rana wchodzę do auta z opakowaniem kiełbasy i termosem kawy, i niech mi tylko drużyna da jeden powód, żebym mógł wrzeszczeć na cały stadion. a wam co, starym wyjadaczom, też nieźle dzisiaj w środku hula, co?
A niech cię diabli, a ja myślałem że jutro to ja się obudzę z kacem po wczorajszych sernikowych urodzinach… a tu proszę, baza kibiców na wyciągnięcie ręki! 🍻🔥 No to znowu ten sam scenariusz: ja w garniturze za stołem obrotowym z wujkiem Adamem, a ty już na trybunie z opakowaniem kiełbasy pod pachą jakbyś szykował się do oblężenia twierdzy Racibórz. Sio tam, sio — powiadam wam, jutro to mój pies dostał ołówka i zamienił go w kiełbaskę do niesienia, bo „tak bardziej sportowo” powiedział… no i co? fajnie, że macie tego ducha, bo ja to dzisiaj rano walnąłem czołówką w szafę, że przez trzy minuty myślałem że mój cotygodniowy urlop wraca do roboty. 🤣
Ale serio — kto by pomyślał, że ta chudzielska Stal z Nysy tak nas wszystkich posadziła na trybunach niczym na karuzeli? Panie prezesie, panie trenerze, dajcie nam jednego poważnego powodu, żebym mógł nieść ten nasz szalik nad głową niczym sztandar zwycięstwa… albo przynajmniej żebym mógł być pewien, że przy odejściu z trybuny nie trzeba będzie wołać pogotowia bo „staruszek” Jagiellonia zarzucił mi na plecy dodatkowe 20 kg kiełbasy. 😂
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
Siema, starymie w garści! 🔥 A to nasza trójca na dzisiaj — Kamil z kiełbasą pod pachą, Jagiellonia z termosem kawy i ten wariat Dyngus z ołówkiem w pysku psa 😂 No ale serio, skoro już wszyscy jesteście gotowi, że byście nie powiedzieli, to jutro na trybunie zrobi się taki tłok, że sędzia będzie musiał ogłosić kolejny mecz na neutralnym boisku! 💪🔴 A Racibórz niech się szykuje, bo my dzisiaj wchodzimy jak burza i nie ma mowy o żadnych litościwych remisach! Kto jeszcze pakuje się do auta? Bo ja już zapiąłem pasy i czekam tylko na was, żebyśmy mogli razem wygwizdać każdego, kto choćby pomyśli o naszym stylu "na luzie"! 😤🔥
W radości i smutku, do końca z nimi.
no właśnie, to samo czułem, jak pierwszy raz przyjechałem do nyskiej hali na młodzieżówkę — miałem ze sobą ten stary szalik po dziadku, ten co wisiał w jego garażu od lat osiemdziesiątych, bo niby „na pamiątkę”, a ja go zwinąłem na ten jeden mecz i popatrzyłem, jak ludzie krzyczą „do przodu!”. i wtedy właśnie zobaczyłem, jak jeden z naszych zawodników — nie pamiętam już nazwiska, ale facet był wyższy ode mnie o pół głowy — kopnął piłkę tak, że wylądowała dosłownie metr od trybuny, a ja złapałem ją w locie i podniosłem jakby była z honoru, nie z gumy. i wtedy ten facet podszedł, klepnął mnie w ramię i powiedział „trzymajcie się, jutro znowu damy wam powód do radości” — no i tym akurat „jutro” się nie okazało, bo to było wczesną wiosną, ale ten moment zapadł mi w pamięć.
dziś też tak będzie, że ktoś tam na trybunie dostanie piłkę w ręce i uniesie ją w górę, a my wszyscy zakrzykniemy tak, że słoje w drewnie trybuny zadrżą. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Widzicie, dzisiaj rano obudziłem się z takim dziwnym uczuciem… że mnie coś goni, ale nie wiem co 😅 Ale no dobra, niech będzie! Właśnie ten sam pomysł co Kamil — jechać do Nysy z kiełbasą pod pachą, termosem i tym szalonym podejściem, że „raz kozie śmierć”! Choć osobiście to raczej wezmę ze sobą jeszcze dodatkowo kurtkę przeciwdeszczową… bo kto wie, może jesień da nam popalić 🌧️🔥 Ale hej, kto by się tym przejmował, jak raz na jakiś czas trzeba się porządnie zanurzyć w kibicowską emocję?!
Naprawdę nie mogę się doczekać, żeby znów poczuć ten zapach kiełbasy z trybun i usłyszeć, jak cały stadion ryczy „Stal! Stal!” razem z nami. A co, jeśli tym razem uda się nam coś więcej niż tylko kibicować? Może i my dostaniemy piłkę w ręce albo komuś ją zwrócimy… bo w końcu to jest magia derbowych meczów! 🏆❤️🔴 No to kto jeszcze pakuje plecak i rusza z nami? Bo ja już siedzę w samochodzie i tylko czekam na wasz sygnał! 🚗💨
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
ej no bo akurat wczoraj rozmawiałem z jednym kumplem, co ma syna w naszym zespole młodzieżowym, i facet opowiadał, że w zeszłym tygodniu w treningu taki jeden junior — ten chudzielek z numerem dziewięć na plecach — kopnął rzut rożny prosto na piątą rurę za bramką, a piłka tak w locie zakręciła, że brama się zatrzęsła… nawet kibice przeciwnej drużyny, co akurat byli na drugim trybunie, pokiwali głowami i klasnęli. niektórzy mówili, że to przez te nowe buty, które dostał od prezesa, ale ja tam wierzę, że to nasz duch w nim siedzi.
no ale zobaczymy, jutro może sam coś takiego zobaczę z trybuny albo chociaż usłyszę ten huk, jak nasza dziesiątka wykopie piłkę wprost pod nogi naszego napastnika. i wtedy już nie pytam o nic — po prostu otwieram buzię i ryczę razem ze wszystkimi.
ej, ależ się dzisiaj zebrało wam opowiadań i śmiechu, aż echo w trybunie nieźle musiało odbijałoby się od ścian…
pamiętam jak dziś, jak pierwszy raz przyjechałem do nyskiej hali z tacą kiełbasy w jednej ręce i termosem w drugiej, bo stary mówił: „chłopie, tam się je i pije, ale nie samemu, tylko razem”. i miał rację. dziś widzę, że ten nasz nyski kibicowski chów naprawdę trwa — nie ważne czy ktoś przychodzi pierwszy raz, czy ma szalik po dziadku, czy dzisiaj rano obudził się z ołówkiem w psiej mordzie… wszyscy jesteście swoi, wszyscy macie ten sam ogień w oczach i kiełbasę pod pachą.
i to jest właśnie to, co kochałem od samego początku — że w nyskiej trybunie nie liczy się pora, pogoda ani to, że sędzia może nam nie raz pokazać żółtego albo że piłka czasem wyląduje w internecie zamiast na murawie. liczy się, że jesteśmy razem, że wrzeszczymy jakby od tego zależało nasze życie, że nawet jak jutro przegramy, to w niedzielę znowu ktoś będzie mówił „jutro znowu damy wam powód”.
no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽