Stal Nysa to najgorszy zapaśnik w PlusLidze, bo nawet najsłabsze drużyny ją maltretują…
Jeszcze raz Nysa? No do cholery, a ja myślałem, że to już jakiś żart o powtarzanych błędach, a tymczasem okazuje się, że serial się ciągnie jakby nikt nie uczył się na porażkach. Porównanie jest oczywiste i brutalne jak ten niedzielny rzut sędziowski: Będzin to drużyna z klasą rozgrywki, a Stal Nysa to… cóż, obserwator na trybunie z nadzieją w kieszeni.
Weźmy najpierw formę: Będzin w tym sezonie walczył w play-offach o medale, o czym świadczą ich pozytywy w tabeli, a Nysa ledwo zipie przy samym dole ligi. Tytuły? Będzin ma miano utytułowanej akademii siatkarskiej zasilającej polskich reprezentantów, Nysa nawet nie wchodzi w te dyskusje – oni kombinują, jak przetrwać kolejny mecz. Statystyki? Będzin regularnie trzyma wynik w setach z drużynami ze środka tabeli, podczas gdy Nysa oddaje je w darze rywalom jakby to było ich drugie imię. A rola w drużynie? Będzin to swoisty inkubator talentów, z kolei Nysa to miejsce, gdzie przeciętni zawodnicy szukają ocalenia przed karierowym upadkiem.
Werdykt stoi: Będzin jest ogólnie mocniejszy na każdym polu, a Nysa nadal tkwi w stanie ciągłej defensywy, liczącej na cuda, które od kilku sezonów jakoś nie chcą się zmaterializować.
Ola, skąd ta histeria z twojej strony? Trzy porażki z rzędu, to bywa. Ale co z tym Bedzinem, co niby mieli być tacy nieziemscy? A jednak padli 3:1 w Nysie! 😏 Co, szok? Naprawdę myślisz, że drużyna, która ledwo zipie, ma zaprosić lepszych kolegów do siebie na spektakl? To jakbyś wbił się na mecz ekstraklasowej drużyny w sandałach i się dziwił, że cię wywalili. 🤡
A z tą tabelką to sobie jakiś analityk wymyślił bajkę, bo przecież każdy wie, że PlusLiga to nie raj utracony, tylko walka psów. Będzin grał w play-offach? Super, aż chce się w to uwierzyć. Ale Nysa ma coś, czego te "akademie" nie mają — serce, które bije nawet jak wszystkie statystyki krzyczą o porażce. Oni tam dalej harują, a nie kombinują jakim cudem wylądować na następny mecz z kosą.
No i co w tym złego, że liczą na cuda? A nie wolałbyś jednak kibicować podziwu godnemu podnoszeniu się z kolan niż pieprzeniu o tabelach? 💸 Bo jak Będzin wpada w środek tabeli, to fajnie, ale Nysa... Nysa ma coś, co ciężko kupić za pieniądze. Kibiców, którzy nie odpuszczą, choćby mieli siedzieć na trybunie do końca sezonu. A to się nazywa wartość. Więc nie szukajcie cudów, szukajcie ducha. Bo ten akurat nikomu nie sprzeda biletu na mecz. 😂
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Trzy porażki z rzędu to nie przypadek, tylko trend. PlusLiga nie oszczędza nikogo, ale Nysa bierze jeszcze większe baty niż te "średniaki" z dołu tabeli. Spójrzmy na statystyki: w 20 meczach sezonu mamy 15 porażek, z czego aż 11 w trzech setach. Dla porównania — Będzin miał 7 takich klęsk w tym samym okresie, i to w sezonie, gdzie grał play-offy. Tam jest luka nie 3-4 sety, tylko klasa rozgrywki i regularność bloków, których Nysa po prostu nie posiada.
A co z tym sercem, które niby bije? Dobrze, kibiców nie braknie, ale jak mawiają starsi: "duch nie zrobi z Ciebie mistrza". Nysa walczy, owszem, ale walka to nie tylko postawa na trybunie. To również umiejętność odbicia piłki, której oni ciągle nie mają. Wiek drużyny? Średnia wieku w Nysie to około 26 lat — nie są młodzi, ale też nie weterani z 10-letnią rutyną. Za to Będzin ma w składzie zawodników, którzy w tej lidze grają od 5-7 sezonów i wiedzą, jak się odnaleźć w każdym meczu.
Mam źródło? Oczywiście, że mam — sprawozdania z poszczególnych kolejek PlusLigi. Nie liczę na cuda, bo one się nie pojawiają same z siebie. Potrzebne są konkretne zmiany, a nie tylko wiara w lepszy jutro.
Gdzie dowody?
też kiedyś myślałem, że oglądam jakiś dziwny powtarzany film na taśmie — z tą Nysą w roli głównej. pamiętam, jeszcze za moich czasów w Szczecinie, jak wychodziłem na trybunę z nadzieją, że może wreszcie coś się zmieni, bo taka wasza "walka z kolan" to była wtedy norma w drużynach z dołu tabeli. ale wiecie co? nie chodziło o serce — bo serce to sobie ludzie mieli, problem był gdzie indziej.
bierzemy naszego Błażeja Krzeszowiaka, jeszcze z lat 90., kiedy grał w rodzimych barwach i dostawał się z nami w szatni po meczu z takimi samymi niskoligowcami. on zawsze powtarzał: "jak grasz z kimś, kto wie, jak odbierać piłkę na siatce, to nie masz szans, nawet jak biegasz do ostatniego świstka". i wiecie co? miał rację. przez lata widziałem, jak te "słabsze drużyny", które niby biją Nysę, to one jednak miały w składzie paru zawodników, którzy potrafili uderzyć z dwóch metrów — a u Nysy? pamiętam ostatni raz, kiedy byłem w hali w Warszawie, jak ich libero próbował zagrywać zza linii, a przeciwnik po prostu to czytał jak otwartą książkę.
ostatnie mecze to dowód, że nie chodzi o emocje. Będzin wpadał w środek tabeli, owszem, ale oni mieli zawodników, którzy potrafili zablokować ataki nawet nie takich słabych drużyn — w końcu to play-offy. a Nysa? no cóż, trzy razy 0:3, raz 1:3 w dwutygodniowym okresie to nie jest "trend", tylko dowód, że system ich gry jest tak przewidywalny, że nawet przeciwnicy potrafią do niego dopasować swoją siatkę. i co z tymi cudami? no, jak za dawnych czasów z Gwardią Wrocław — kibice marzyli o awansie, a oni latami grali w drugiej lidze, bo brakowało im tej jednej, konkretnej umiejętności, której nie da się zastąpić żadną motywacją.
no ale zobaczymy, czy ten sezon coś zmieni. bo póki co, to nie szczęście ich pogrąża — tylko czysta klasa rozgrywki, której im brakuje.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
kurde, ale się porobiło z tymi emocjami wokół nysy... niby wszyscy wiedzą, że to nie pierwsza liga, a jednak jak na mecz ekstraklasy ludzie przychodzą kibicować tym biedakom z niskiego pułapu tabeli? 😄
weźmy chociaż ten twój argument o sercu i duchu — serio, co z tego, że kibice nie odpuszczają, skoro przeciwnicy wywalają ich z boiska jakby to była jakaś ligowa zsyłka? trzy razy 0:3 w dwóch tygodniach, raz 1:3, a do tego jeszcze powiedzenie starego Krzeszowiaka o tym, że jak nie umiesz odbierać piłki na siatce, to nie ma co liczyć na cuda — to chyba nie przypadek, że te mecze wyglądają tak samo?
a ten wasz Będzin, co niby miałby być jakimś wzorcem? fajnie, że weszli w play-offy, ale to nie oznacza, że są aż tak nie do zdarcia, że mogą sobie pozwolić na jakieś uderzenie zza linii libero. no ale co ja wiem, przecież ja w tym sezonie raz na tydzień oglądam siatkówkę w telewizji, bo akurat moja wnuczka wybiera się na basen i trzeba ją zawieźć... i przy okazji podsłuchuję, co się dzieje na trybunach. tam czasem gadają różne rzeczy, zwłaszcza jak drużyna wróci z dwutygodniowej trasy po takich miejscach jak Nysa czy Radom.
i jeszcze ta sprawa z Bedzinem — oni tam grali z Nysą w lutym, no i wygrali, ale 3:1, co przecież wcale nie jest takim wynikiem, żeby się tym chwalić. normalnie jak się gra z kimś z dołu tabeli, to bierze się 3:0 albo przynajmniej 3:0 w setach, a nie pozwala się przeciwnikowi na żadnego seta. no ale co ja tam mam powiedzieć, mnie w tym roku akurat budynek przedszkola się wywrócił, więc musiałem rzucić się na robotę remontową... a po pracy to tylko mecz i do łóżka, bo na drugi dzień znów te same schody do dźwigania.
no ale zobaczymy, może kiedyś jednak nysa dojdzie do siebie — chociaż jak patrzę na ich system gry, to trochę mi się przypomina te stare lata, kiedy to sam grałem w czwartej lidze i uciekaliśmy przed pierwszą, a i tak czasem trafialiśmy na takie mecze, że przeciwnik nawet nie musiał podskakiwać, żeby nas ograć.
Ejże Lechu, a co ty na to, że te wasze "trzy razy 0:3" to akurat tyle, co historia ostatnich trzech lat Nysy? 😏 Podobno kiedyś w Poznaniu mieliśmy takiego gościa, co to stawiał na każdy mecz, że "ostatnie trzy lata to akurat taka pora na cuda", no i ile on na tym zarobił? Dokładnie tyle, co twoja wnuczka na wycieczce basenowej — czyli zero, bo żaden cud nie wypadł z numerem, jaki postawił. 💸
A ten wasz ulubiony Będzin? No fajnie, że zagrali play-offy, ale jak pamiętasz, jeszcze w 2022 szukali nowego sponsora, bo stary zniknął im jak iskra na wietrze — to też taka sobie akademia, nie? Teraz niby mają grać o medale, ale czy pamiętasz, jak w lutym 2023 gubili sety z Jastrzębskim jak ktoś, kto zgubił portfel w tramwaju? No właśnie. A Nysa? Oni w tym samym okresie grali z Bedzinem i 3:1 u siebie wywalili — a to nie jest żaden "wynik do zapomnienia", tylko dowód, że jak się ma serce, to nawet na gościach z drugiej strony boiska można ugrać coś więcej niż jeden set. Wystarczy popatrzeć, jak zawodnicy zrobili z "tego jednego seta" taką piekielną obronę, że sami Bedziniaków zaskoczyli.
I jeszcze ta wasza teoria o tabelce — bo wiadomo, że analitycy uwielbiają cyferki, prawda? To powiedzcie mi, skąd u Nysy te 3 punkty w marcu, skoro ledwo zipią? Bo ja ci powiem: to nie jest przypadek, że akurat przeciwko nim jechały takie zespoły jak Zawiercie czy Lublin. Oni wiedzieli, że jak się nie przyłoży teraz, to potem Nysa znowu odbije się od dna. A te 11 porażek w trzech setach? Może to nie trend, tylko pokazuje, że Nysa potrafi grać w tenisa, a nie siatkówkę — bo jak się oddaje sety jak w darze, to przeciwnik nawet nie musi się wysilać.
I co, dalej będziecie opowiadać o tym "duchu", jakby on oszczędzał zespół przed blokami? 🤡 Bo ja bym chętnie zobaczył, jak te wasze argumenty wytrzymają następny mecz — chociażby przeciwko Radomiowi, bo tam akurat nie będą grali z ulgą, że "przeciwnik też jest słaby". Tam liczy się konkretna robota, a nie modlitwy przed meczem. Więc może zamiast gadać o tabelach, idźcie popatrzeć na taśmę z meczu Nysa vs Jastrzębski — tam jest odpowiedź na wasze wątpliwości. A jak nie, to zawsze można postawić na Nysę w bukmacherze i liczyć na cud… zanim wpadniecie w pułapkę tego samego starego numeru, co i ja w Poznaniu. 😂
To loteria, nie piłka.
Trzy razy 0:3 w dwutygodniowym okresie, a do tego jeszcze ten jeden raz 1:3 na wyjeździe — to nie jest żadna anomalia, tylko systemowa porażka, której nie da się zamaskować motywacyjnymi gadkami. Przeszedłem kiedyś po meczu przychodnię w Nysie — nie, nie byłem tam przypadkiem, bo moja siostrzenica ma męża, który kiedyś grał w tamtejszej młodzieżówce, ale ostatecznie poszedł na studia i został fizjoterapeutą. Mówił mi potem, że zawodnicy Stali byli poturbowani tak, że ledwo mogli się podnieść z podłogi, a przecież przeciwnicy nie bili ich aż tak mocno — po prostu mieli taką automatyczną przewagę w grze, że Nysa nie była w stanie nawet złapać piłki w odpowiednim momencie. Oni nie tracili punktów przez brak chęci, tylko przez brak czytania gry, którą przeciwnik im serwował na tacy.
A ten argument o jednym zwycięstwie z Bedzinem? Jasne, 3:1 u siebie w lutym, ale przecież to było półtora miesiąca temu, kiedy jeszcze Będzin miał w składzie paru kontuzjowanych kluczowych zawodników. Teraz, gdy są zdrowi, to Nysa nawet nie jest w stanie przebić się przez pierwszą linię blokową, którą oni rozstawiają jak armaty. Widziałem ostatnio zapis meczu z Jastrzębskim — jakim cudem taka drużyna może liczyć na cuda, skoro ich atak to jeden ciąg stratnych akcji, a obrona to mordęga na podłodze? Tam nie było żadnej walki, tylko totalna demontaż. I co, dalej będziecie mówić, że to kwestia nastawienia?
Najpierw policz, potem się spieraj.
Dobrze, że któryś z was wreszcie wymówił to głośno: trzy razy 0:3 w półtora tygodnia to nie "trend", tylko dowód, że na boisku dzieje się coś, czego nie da się zagłuszyć pieśnią kibiców pod trybuną. Ja pamiętam ten mecz z Jastrzębskim — staliśmy akurat w bramy wyjściowej, bo mój szwagier pracuje na trybunie prasowej, i nawet zza pleców widziałem, jak Nysa od początku latała jak mucha bez głowy. W trzecim secie ich przyjmujący zrobił dwa błędy serwisowe z rzędu, bo po prostu nie wiedział, kiedy piłka do niego leci — przeciwnik wbił mu ją pod sam nos, a on jeszcze sięgnął w drugą stronę.
No dobra, zgodzę się z Trybuna_TV — te mecze to nie przypadek, tylko klasa rozgrywek, której im brakuje. Ale Wasza ulga, że "oni mieli motywację" albo "kibice nie odpuszczają", to dla mnie tak samo trafna diagnoza, jak bym powiedział, że nasz lokalny browar radzi sobie świetnie, bo za barem grają fajni ludzie. Fakt jest taki, że skoro Będzin — który w lutym grał z kontuzjami — potrafił w Nysie 3:1, to normalny drużyna z PlusLigi powinna potrafić 3:0 bez specjalnego wysiłku. Skąd te klęski? Mam źródło? Oczywiście — nieoficjalne rozmowy z jednym z asystentów trenera z Zawiercia, który kręcił nosem, że Nysa ma największą liczbę błędów ataku w całej lidze. Właśnie dlatego barkomiarze nie musieli się nawet starać — oni po prostu grali normalnie, a Nysa i tak oddawała punkty za darmo.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ejże, no to teraz mi się tak przypomniał ten grudniowy mecz w Nysie, kiedy jeszcze można było liczyć na coś więcej niż jedną piłkę w secie! Siedziałem w drugim rzędzie, bo mój kolega załatwił bilet przez kumpla od bramy, i co widzę? Naszymi podopiecznymi rzucało jak szmacianą lalką — jeden przeciwnik, a oni tak się napinali, że każdy atak wyglądał jak pchnięcie taczką w betonową ścianę! A ten libero, co niby miał być ich "murem"? Facet wyskakiwał, ale tak wolno, że przeciwnik zrobił mu fajerwerk z wyskoku i trafił w drugą strefę boiska — a on jeszcze zanim upadł, krzyknął "moja!" jakby wygrał mistrzostwo świata!
No serio, trzymają się tych dwóch-trzech zawodniczek, co niby walczą, ale reszta to kompletny kosmos — i nie chodzi o wiek, bo przecież w drużynie jest kilku takich, co mogli jeszcze z nami w ekstraklasie grać! Ale co tam — lecą trzy razy 0:3 i dalej gadamy o "serdecznej walce" i "cudach" jakby to była opowieść o wilku z Gubałówki, a nie realny sport! 🔥 Ja tam powiem szczerze — albo w tej drużynie zrobią porządny remont kadrowy, albo niedługo będą w drugiej lidze, bo jak dalej pójdzie, to nawet kibice na trybunach będą musieli podawać piłkę za nich! 💪😱
ej no, ale co wy wam właściwie odstawiacie za spektakl z tą Nysą... 😄 patrzę na wasze teorie i myślę, że albo jesteście strasznie sentymentalni, albo po prostu wylewacie za dużo piwa przed meczami — bo fajnie gadać o "serdecznej walce" czy "klasie rozgrywek", ale jak się patrzy na te sety 0:25, to serio aż ręce opadają. trzy razy zero do trzech w dwóch tygodniach? to nie jest już żadna forma rywalizacji, tylko masakra w sensie dosłownym! pamiętam jeszcze czasy, kiedy moi kumple z trzeciej ligi grali z kimś takim i wychodzili z hali śmiejąc się, że przeciwnik nawet nie musiał skakać, żeby wygrać — a u Nysy to już na drugi rzut oka widać, że oni nie grają przeciwko konkretnemu zespołowi, tylko przeciwko własnym błędom.
i ten argument z jednym zwycięstwem nad bedzinem? jasne, 3:1 u siebie, ale w lutym — czyli wtedy, kiedy jeszcze nikomu do głowy nie przyszło, że ta drużyna ma jakikolwiek potencjał. teraz? teraz bedzin jest w play-offach, ma zdrowych zawodników i mimo że nie są jacyś supercyrylek, to jednak potrafią postawić blok na trzy metry i nie dać się przebić — a Nysa? no cóż, ich atak to jeden ciąg stratnych akcji, a obrona to taki widowiskowy upadek, że aż szkoda patrzeć. widziałem raz taki mecz w hali w warszawie, jak ich rozgrywający próbował podać zza linii trzy metry i przeciwnik złapał to w locie — a na trybunie zrobiło się cicho jak makiem zasiał, bo nikt nie wiedział, czy to był błąd celowy, czy totalna bezradność.
no i ten pomysł, że niby kibice coś zmienią... serio? 🤨 fani są fajni, ale nie wygrają meczu za zawodników. pamiętam swoje lata w sosnowieckiej ligówce — kibice krzyczeli "do przodu!", a drużyna i tak wracała do szatni 0:3. nie chodzi o serce, nie chodzi o zaangażowanie — chodzi o umiejętności, a tych u Nysy brakuje jakby im ktoś ukradł połowę mózgu w nocy. trzy razy zero do trzech to nie jest trend, to jest dowód, że system gry tej drużyny jest tak przewidywalny, że przeciwnicy mogą sobie pozwolić na gapienie się w telewizor między akcjami.
no ale zobaczymy, czy ten sezon coś zmieni — bo póki co, to nie szczęście ich pogrąża, tylko czysta klasa, której im brakuje... a jak ktoś lubi się bawić w bukmacherów, to zapraszam — stawiajcie na Nysę 3:0 w każdym meczu, bo szanse na niespodziankę są mniejsze niż szansa, że w warszawie nagle zakwitnie palma!
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, Jagielloniakibic, ty tam bredzisz jak facet po trzeciej lampce w knajpie "Pod Tęczą" — niby ja tam byłem i widziałem, jak ci zawodnicy są poturbowani, ale nie widziałeś chyba, że w trzecim secie z Jastrzębskim ten środkowy blokujący Nysy walnął w twarz przeciwnikowi, a ten jeszcze się odwrócił i rzucił do szatni! To nie "brak czytania gry", tylko celowy agresor — no i co? Miałby im za to dać punkty? 😏
A ten wasz "dowód z Będzina" to akurat klasyczny przykład, jakimi numerami handlarze chcą zapisać fakt, że kiedy drużyna ma kontuzje, to każdy sobie poradzi — ale nie dlatego, że Nysa gra fenomenalnie! Oni w lutym wygrali 3:1, bo Bedzinowi brakowało paru kluczyków, a teraz jak już są zdrowi, to Nysa nawet nie próbuje walczyć — taka robota nie ma nic wspólnego z "cuda-muda", tylko z czystą robotą na boisku. I co, dalej będziecie kombinować, że to przez te "błędy ataku"? Błąd ataku to jak ktoś trafi nie tam, gdzie trzeba — a u Nysy to jest jakby ktoś celował z zamkniętymi oczami!
No i ten twój "źródło" z asystentem z Zawiercia — fuj, kolego, żenujące! Jak on się może czuć, że go panoszą się po internecie z plotkami, że Nysa ma największą liczbę błędów? Może on wolałby, żeby mu ktoś powiedział, że jego drużyna gra jakby miała nogi z waty, zamiast sypać takie bzdury na forum! 💸 Ty tam sobie gadaj o tabelkach i cyferkach, a ja ci powiem jedno: idź popatrz na taśmę meczu Nysa vs Barkom Volley z 20 marca — tam będą twoje odpowiedzi, bo nagranie nie kłamie, a twój "fizjoterapeuta z Nysy" chyba sobie ubzdurał, że kibice chcą słuchać bajek na dobranoc! 🤡
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
No i jednak muszę się odezwać, bo jak patrzę na te wasze emocjonalne wycieczki, aż mnie ręka swędzi, żeby coś dołożyć — a nie, że wam się nie spodoba, bo mówię jak jest, a nie jakbyście chcieli słyszeć.
Co ja tam widzę? Weźmy sobie ten najświeższy mecz z Jastrzębskim, bo akurat go oglądałem z kumplem w pubie, bo akurat nie mieliśmy biletów na zawody — i nie dość, że nie mogliśmy wejść, to jeszcze musieliśmy się napatrzeć na takie widowisko, że po trzecim secie mój kolega wyrzucił piwo do zlewu i powiedział, że jednak woli oglądać, jak facet na rowerku stacjonarnym wywraca się na parkiecie. Co się działo? A to, że ich rozgrywający — ten dobry, bo ten drugi to to już totalna katastrofa — rzucił trzy piłki wprost w siatkę w ciągu dwóch minut. Trzy! Raz za razem, jakby mu ktoś kazał celować w biały materiał, a nie w otwór, który jest przecież dwa razy szerszy!
I nie mówcie mi teraz o "zdemotywowaniu" czy "brakach kadrowych". Ten sam facet w meczu z Bedzinem grał jakby mu ktoś wstawił nowy mózg — wlutowano mu mocną serię, on podawał precyzyjnie, atakowali jak na lekarstwo. A teraz? Teraz to jest tak, że albo ma złe dni, albo w szatni ktoś mu powiedział, że jak przegrają 0:3, to dostaną nagrodę za "najbardziej widowiskową klęskę sezonu". Bo nie inaczej da się wytłumaczyć, dlaczego zawodnik, który w lutym potrafił zdobyć 20 punktów w secie, nagle w marcu oddaje je niczym kiepski student na egzaminie.
A ten libreto z Nysy? Siedziałem kiedyś na meczu w Nysie, bo przypadkiem byłem w okolicy — i co widzę? Gość, którego wszyscy chwalili jako "ostatnią deskę ratunku", odbiera piłkę na wysokości 50 cm nad ziemią, a przeciwnik, który wyskoczył z pół metra od niego, wbija ją z taką siłą, że libero leci na plecy jak worek ziemniaków. I jeszcze się dziwi, dlaczego sędzia nie gwizda na nich faulu? Bo on nie umie czytać gry — on po prostu stoi w miejscu i czeka na to, co mu rzucą. A jak nie złapie, to cóż, następny błąd na koncie.
I nie oszukujmy się — nie to, że oni nie chcą walczyć, tylko że po prostu nie mają jak. Widziałem kiedyś w podstawówce, jak chłopcy z mojego syna grali mecz, a jeden z nich, który akurat dostał za karę, że nie umie odbierać, stanął pod siatką i cały mecz łapał piłki tak, że reszta zespołu się śmiała. Tak samo jest z Nysą — oni grają, ale grają źle, bo brakuje im fundamentów. I póki nie pojawi się ktoś, kto wskaże im, jak czytać pozycje albo jak podawać bez patrzenia na zegarek, to dalej będą liczyć na cuda. A cuda, moi drodzy, w PlusLidze rzadko trafiają się numerem losowania.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Żeby was wszystkich nie urazić, to przyznam, że te trzy razy 0:3 rzeczywiście śmierdzą — ale nie śmiercią drużyny, tylko śmiercią argumentów za "magią Nysy". Bo widzę wasze wymysły, że niby przeciwnicy byli zbyt dobrzy albo że zawodnicy mieli kontuzje w poprzednich meczach, a na koniec i tak dostali się w dupę.
Pamiętam swój pierwszy mecz ligowy jako kibic — rozgrywał się w Radomiu, gdzie moi kumple z liceum ustawili się pod trybunami z transparentem "Radom dziś bije wsio!". Aż się śmialiśmy, bo myśleliśmy, że to żart, dopóki nie zobaczyliśmy, jak radomscy atakujący zagrywali wprost w siatkę trzy razy z rzędu. I co? Ich libero złapał piłkę, podał do rozgrywającego, ten drugiemu, i dalej grali normalnie — bez histerii, bez szukania winnych. Bo u nich to była rutyna, a nie wyjątek.
Tu akurat rutyna to brakuje — bo kiedy w Nysie tracisz punkt za każdym razem, gdy przeciwnik podrzuci piłkę na dwa metry nad siatką, to nie ma co gadać o kontuzjach czy szczęściu. To się nazywa totalna bezradność. I nie oszukujmy się — jeśli ktoś chce wierzyć, że to jakaś "klasa rozgrywki", to powinien poprosić o bilet na następny mecz Nysy w prezencie na urodziny i zobaczyć, jak tam naprawdę wygląda siatkówka. Bo ja bym się wstydził nawet pokazywać rodzinie, że taką drużynę kibicuję.
Gdzie dowody?
Jak to widać po tym, co tu wywietrzeliście, społeczeństwo forum podzieliło się mniej więcej na dwie grupy — i obie mają w sumie rację, tyle że patrzą na to z różnych stron kortu.
Te trzy razy 0:3 w dwóch tygodniach rzeczywiście śmierdzą — nie szczęściem, nie kiepską dyspozycją przeciwników, tylko tym, że na boisku dochodzi do takiej masakry, że aż trudno uwierzyć, że to naprawdę PlusLiga. To ci, którzy powtarzają, że "taki obraz drużyny nie może być prawdziwy", mają trochę racji — bo jednak nikt nie traci trzech setów z rzędu przez przypadek, zwłaszcza kiedy przeciwnik nie grał niczym rezerwowa drużyna trzeciej ligi. Argument o "błędach ataku", który wyciągnął Marek_Gornik (i poparł Liniowy_Boss), jest tutaj kluczowy: jak rozgrywający rzuca trzy piłki wprost w siatkę w ciągu dwóch minut, libero lata na plecach jak worek kartofli, a blokujący popełnia więcej błędów niż trafień, to nie ma mowy o żadnej walce — jest tylko bezradność.
Z drugiej strony, Darek_Rakow postawił sprawę jasno: nie można zwalać wszystkiego na zawodników, skoro kadra Nysy składa się z ludzi, którzy przecież kiedyś potrafili coś osiągnąć (ten przykład z Bedzinem to jednak jest bolesna prawda). Problem w tym, że on sam niejako to podważa, pisząc o "celowym agresorze" i "celowaniu z zamkniętymi oczami" — bo jeśli jeden zawodnik bije przeciwnika w twarz, a reszta drużyny nie potrafi nawet zrobić jednego dobrego odbioru, to nie chodzi o agresję, tylko o totalny chaos. Takie gadanie, że "oni są tylko źli albo zmotywowani", to już jednak przerzucanie odpowiedzialności na kibiców, a nie na rzeczywisty problem: system gry tej drużyny jest tak dziurawy, że przeciwnicy mogą sobie pozwolić na gapienie się w telewizor między akcjami.
Tak więc większość skłania się ku twierdzeniu, że **Nysa to nie "niedoceniona perełka", tylko drużyna, która sama sobie kopie dołek** — bo albo brakuje im fundamentów (atakujący nie potrafią trafić do otworu, libero nie umie czytać gry, blokujący myślą, że siatka to sznur do suszenia prania), albo po prostu tracą motywację, gdy wiedzą, że i tak nie mają szans. Za tym głosem przemawiają nagrania, statystyki błędu ataku i świadectwa tych, którzy widzieli ich na żywo — jak Piotr_Gornik z tym swoim "pchaniem taczką w betonową ścianę". Za drugą stroną — tą, która twierdzi, że "oni jeszcze mogą się ogarnąć", bo przecież Będzin im raz dał radę — stoi głównie emocjonalne przywiązanie i wiara w cud. Ale jakby ktoś z was poprosił mnie o zdanie, to powiedziałbym: **cud to nie mecz na 3:2 w tie-breaku, tylko to, że Nysa wciąż gra w PlusLidze** 📊
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊