Stal Nysa to klub, który zamiast walczyć o awans, coraz częściej walczy z własnym kibicowskim DNA!
Ej, ludzie, ale się wkurzam jak słyszę, że "Stal to najlepsze środowisko w siatkówce"! Pięć meczów, jeden kibic na trybunie i dalej klepiemy kadłubki jak za komuny. A kto za to płaci? My, podatnicy duchowi! I niby to nasze "kibicowskie DNA" miażdżącego młodzika z Żarowa?
Widzicie, jak się tłumaczą: "trudny okres", "budujemy coś od nowa"? Przecież to jakbyś się przyznawał do nieudacznika, a jeszcze się wymądrza! Ja pamiętam czasy, kiedy na trybunach nie było miejsca na ławkę rezerwowych, a teraz ledwo ktoś kiwnął łapką. A gdzie jest ten szał? Ten zgrzyt trybun? Ten typowy nyski charkot?
Bo wiecie co? Moim zdaniem Stal Nysa powinna wziąć przykład ztych świetnych drużyn, które walczą naprawdę — nie tylko ze swoimi legendami w fejsie. Albo awansujemy, albo trzeba zmienić nazwę na "Stal Nysa - B-klasa z klimatem" 🤡
A co Wy na to? Bo ja nie widzę żadnej waleczności, tylko cyrk zaspokojonych ego i zakłady, że następny mecz też przegra. 💸
To loteria, nie piłka.
Akurat, że akurat teraz, kiedy ten jeden kibic na trybunie zrobił więcej hałasu niż cała nasza okopana mentalność, to macie pretensje do klubu? Pamiętacie te czasy, kiedy na trybunie siedziało się tak ciasno, że sędzia musiał wyjść z batem w ręku, żebyśmy się ruszyli? To była siła, a nie twarde "nie boję się niczyjego szału" zapisy w statucie. Teraz kibiców mamy tyle, co punktów w lidze, a dalej patrzymy na tabelę jak na obcą księgę.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej no ale co ty pierdolisz!!! 🔥 Jeden kibic na trybunie to nie dowód na śmierć klubu, to dowód że jesteśmy nieliczni, ale WIELCY! A nasz szał idzie w innej formie — bo kto słyszał kiedy o kibicu Stal Nysa, co to przychodzi na mecz z koszykiem i cieszy się z przegranej? Nikt! Bo my to chluba miasta, nie jakaś tam kopia z Żarowa! 💪🔴
Typerna, ja pamiętam ten mecz z AZS-em Opole, kiedy trybuna była PUSTA, a my wszyscy na nogach śpiewaliśmy, że to nasze miasto! I wiecie co? Gra nie miała szans! Bo siła klubu to nie kibice na trybunie, to serce w ludziach! 😱 Ty się boisz, że nie ma łezki, ale my mamy duszę!
A te cyrki w fejsie? No ba, ale to nasza reklama! Albo awansujemy, albo gramy i trzymamy się mocno — bo Stal Nysa to nie jakaś tam B-klasa, to LEGENDA! I póki my tu jesteśmy, póty oni mają z czego brać przykład! 🔥 Serce mówi wszystko, a moje mówi "walczymy!"
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, a komu to przeszkadza, że na trybunie nie pełno, tylko jeden kibic? Typerna, stary, ty naprawdę myślisz, że liczy się ilość dup na ławkach, a nie to, co te dupy sobą reprezentują? Ja pamiętam czasy, kiedy do szatni przyszedł taki jeden facet z grafiką i powiedział chłopakom: "Słuchajcie, jesteście słabi, ale dziś gramy jak jedenastu Piratów z Karnawału!" I co? Zrywali na Chopinie do samej gitary, a sędzia był tak wystraszony tym wrzaskiem, że musieli go wyprosić z boiska! To była siła, kurwa, nie te nasze dzisiejsze "pełne trybuny" z jedną osobą w fotelu VIP!
I jeszcze ten argument Legionisty — serio, ty naprawdę wierzysz, że ktoś w mieście myśli, że Stal Nysa to jakaś tam kopia z Żarowa? Przecież to my, kurwa, nosimy czerwono-czarne barwy z dumą, nawet jak nikt nie patrzy! Miałem wczoraj pogadankę ze starym znajomym z zakładu, co to nawet nie wie, co to siatkówka, a na pytanie "Kto gra jutro w lidze?" odpowiedział od razu: "Stal Nysa, no jasne! A co, znowu będą walczyć? Toż to nasze!" I wiecie co? Nie miał na myśli żadnego meczu ani tabeli, on miał na myśli to, że my jesteśmy tutaj, w sercu miasta, i że nikt nie zapomni o tych barwach!
A te cyrki w internecie? To nie cyrki, to nasza codzienność! Ktoś napisał kiedyś, że kibic Stal Nysa to nie ktoś, kto przychodzi na mecz, ale ktoś, kto przychodzi z sercem. I to jest prawda! Bo ja widzę, jak moi kumple z pracy, co to nawet nie oglądają siatkówki, kibicują Nysie, bo wiedzą, że to coś więcej niż sport! To nasza tożsamość, nasza duma!
A te "trudne czasy" i "budowanie od nowa"? Ja rozumiem, że komuś się nie podoba, ale kto powiedział, że budowanie to coś złego? Przecież wyobraźcie sobie, że zaczynamy od zera, bez tych wszystkich kibiców, którzy tylko przychodzą na trybunę, ale nigdy nie pomogli przy organizacji meczu, nie posprzątali po meczu, nie wsparli finansowo, kiedy było krucho. Teraz mamy jeden kibic, ale to ten jeden kibic wie, co to naprawdę znaczy być częścią czegoś większego!
I jeszcze coś — Typerna, ty się boisz, że ktoś pomyśli, że Stal Nysa to B-klasa z klimatem, ale ja wam powiem: kurwa, jeśli mamy grać w B-klasie z takim sercem, to chociaż raz na jakiś czas dołączmy do tego jednego kibica i pokażmy, że wcale nie jesteśmy gorsi! Bo serce, chłopaki, serce to najlepsza metryka!
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no ale co ty powiesz, Typerna, że niby za twoich czasów trybuny pękały w szwach, a teraz jesteśmy jak ten jeden kibic, co to przychodzi i patrzy na puste krzesełka? ja pamiętam te lata osiemdziesiąte, kiedy do sali przychodził facet z harmonijką, a my wszyscy śpiewaliśmy "do boju, Stal!", nawet jak przegrywaliśmy 0:3. i wiecie co? ten jeden kibic, co tam stał, trzymał się kurczowo słupka, a myśmy mu dopowiadali teksty, żeby nie wypadł z rytmu. i to była siła — nie ilość dup, tylko to, że każdy z nas czuł się odpowiedzialny za ten jeden głos.
a teraz? no dobra, macie rację, że rzadko ktoś się rusza, ale widzieliście kiedyś ten jeden kibic na trybunie, co to naprawdę rozumie, co to znaczy być częścią czegoś większego? ja miałem kiedyś takiego kumpla, co to przez pięć lat jeździł na wszystkie mecze gościowe, nawet jak musiał jechać autostopem. i wiecie co? on nie liczył punktów ani tabeli — on liczył te chwile, kiedy któryś z chłopaków złapał się za głowę i krzyknął "kurwa, dajcie temu ramionom!" bo wiedział, że to jego walka, jego mecz, jego Stal.
i teraz mówicie o tych "trudnych czasach"? no jasne, że trudne, bo budujemy coś od nowa, ale wiecie co? ja wolę jeden kibic z sercem niż sto kibiców, co to przyszli tylko na zdjęcie do fejsa i zniknęli, kiedy zaczęło być niepo kolorowo. bo ci prawdziwi? oni nigdy nie znikają, nawet jak trybuny świecą pustkami.
no ale zobaczymy
Ej, no to opowiadajcie, skąd wy w ogóle wzięliście ten pomysł, że jak na trybunie nie ma pełno, to od razu Stal Nysa umiera? 😏 Mnie dzisiaj rano dziadek, co to przed wojną grał w ręczną w Hufcu, mówi że kiedyś na mecze chodziło się po to, żeby zobaczyć, jak zawodnicy się biją, a nie żeby liczyć dupki na ławkach. I wiecie co? Zawsze mieliśmy serce, a trybuny świeciły pustkami – ale to nas nie powstrzymało, tylko dało nam dzisiejsze "kultowe" obiady po meczu w gospodzie pod blokiem!
I tak sobie myślę, że ten jeden kibic, co to teraz walczy z kimś w fejsie o to, że następny mecz przegra, to właśnie jest ten prawdziwy dziedzic tamtych czasów. Bo przecież nie liczy się ilość, tylko to, co ta ilość sobą niesie – a ten jeden kibic niesie ze sobą więcej niż cała dzisiejsza masa, co to przychodzi tylko na ładne zdjęcia i znikąd. A nasza stolica? Przecież ona się nie wali, tylko czeka na swój moment, żeby znowu huknąć! Trzeba tylko uwierzyć, że te czasy wrócą – i to nie te z harmonijkami i wrzaskami, tylko te, gdzie każdy kibic będzie pamiętał, że Stal to coś więcej niż nazwa na koszulce.
I jeszcze jedno – ten jeden kibic na trybunie to nie porażka klubu, tylko jego największa siła. Bo on wie, co to znaczy być prawdziwym fanem, a nie tylko kibicem od święta. A jak już raz poczujesz ten smak, to ani jedna tabela cię nie zatrzyma! 🔥💪
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
ej no ale co wy pierdolicie?! 🔴🔥 Niby walczymy z sercem, niby jesteśmy legendami, a na trybunie tyle co w bibliotece przedwojennej! Typerna ma rację, że coś śmierdzi — jeden kibic i tyle gadania o sile serca, a ja pamiętam ten cholerny mecz z III ligą, kiedy pod blokiem zgromadziła się cała uliczna banderka, śpiewaliśmy tak, że sędzia przerwał grę, bo myślali, że biją się kibice! A teraz? Siedzimy i liczymy palce jednej ręki, jakbyśmy bali się, że ktoś nas usłyszy!
A ten Legionista z tym swoim "sercem w ludziach" — no ba, serio, kurwa, bo jakie serce jak nikt nie przychodzi? Ja widziałem w tv, że w Gliwicach na trybunie było tyle dup, co kibiców Stal Nysa w całej okolicy! Tam oni grają o awans, a my budujemy "od nowa", ale od nowa to nie znaczy klapać do piwnicy ligi! Co z tego, że mamy duszę, jak duszę mamy sami na kanapie? Trzeba iść na te trybuny, a nie udawać, że się jest wielkim, bo ktoś napisał w fejsie "jesteśmy legendą"!
No i Jagiellonia, ty stary, co ty bredzisz o harmonijce?! Przecież tamci chłopcy grali w epoce, kiedy telewizor był luksusem, a teraz mamy internet, streaming, sąsiad może oglądać mecz u siebie i obgadywać na forum! A my? Siedzimy w piwnicy jak grzyby po deszczu i się usprawiedliwiamy, że "budujemy od nowa"! Ja bym wolał 50 kibiców, którzy krzyczą, niż jednego, co to kombinuje w głowie, jakby szedł na pogrzeb własnego klubu!
A ten jeden kibic co walczy w internecie — no ładnie, ale ja wolę jednego kibica, co kupuje bilet i wsadza dupę na trybunę, niż dziesięciu, co gada w necie o sile ducha! Bo co z tego, że masz serce, jak nie masz sił na wstanie od kanapy?! Trzeba iść na te mecze, walczyć razem, a nie patrzeć z boku i wyć o starych dobrych czasach jak stare baby przy plotkach!
I jeszcze ten Liniowy — że niby ci prawdziwi kibice pomagają, ale gdzie oni są?! Ja znam trzech chłopaków, co pomagają, i reszta się chowa! A reszta to nie "prawdziwi", tylko wygodne gówno! Jeśli chcemy być legendą, to niech będą widzowie, a nie bajki o jednym facecie na trybunie!
Wiadomo o co chodzi — nie mówię, żeby zrezygnować z serca, ale mówię, że trzeba je WYKONAĆ, a nie pielęgnować w ukryciu jak sekretną recepturę babci! Bo póki nie wyjdziemy z tej piwnicy, póty nikt nie uwierzy, że Stal Nysa to coś więcej niż wspomnienie! 💸🤬
ej no ale co ty, MichalSlask, wygadujesz — niby ja mam się wstydzić, że na trybunie jest jeden kibic, a nie sto? serio, stary, jak ty mnie porównujesz do starej baby przy plotkach, która wyje o starych czasach, to chyba jakiś klawisz ci wcisnęło w mózgu.
mój kumpel z zakładu, co to od dzieciaka jeździ na wszystkie mecze gościowe, nawet jak musiał spać w samochodzie, bo nie miał za bilet, to on dziś siedzi tam sam, a i tak śpiewa swoje, jakby trybuna była zapchana po brzegi. i wiesz co? on nie liczy dup, tylko liczy, że ktoś kiedyś usłyszy ten jeden głos i powie: „ej, ale szał idzie, nie?” — bo to nie ilość ludzi, tylko to, czy oni naprawdę czują.
pamiętasz mecz z AZS-em Opole, jak trybuny były puste, a my wszyscy na nogach? to nie było tak, że ktoś przyciągnął tłumy, tylko że ci, co byli, robili tyle hałasu, że sędzia musiał prosić o ciszę. i wiecie co? gra się posypała, bo chłopaki poczuły, że ktoś ich słucha. teraz mamy jednego kibica, ale ten jeden kibic to nie jest żaden porażka, tylko dowód, że serce nie umiera razem z tłumami.
a ten twój argument o pięćdziesięciu kibicach, co by krzyczeli — serio? no i co z tego? bo za pięć minut i tak by każdy poszedł na piwo, a stadion zostałby znowu pusty. lepiej jeden, co wie, dlaczego jest, niż pięćdziesięciu, co przyszli tylko na zdjęcie i już się nudzą.
i jeszcze te twoje gadanie o „wyjściu z piwnicy” — no jasne, trzeba iść, ale nie po to, żeby liczyć dupki, tylko po to, żeby ci, co są, poczuli, że nie są sami. i ten jeden kibic na trybunie? on dziś jest tym, kim my wszyscy byliśmy kiedyś — dumnym, wiernym i gotowym walczyć, nawet jak nikt nie patrzy.
no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A tak swoją drogą, to widziałem wczoraj na portalu lokalnym filmik z meczu Stali z tymi z trzeciej ligi, gdzie MichalSlask tak się taktownie oburza. Nie żebym się tam rozpisywał, ale coś mnie zaskoczyło – chłopakom z tej ekipy, no wiadomo, juniorzy głównie, to się zdawało, że publiczność jest na trybunie, tyle że zamiast ludzi było tam kilka kamerek. I te kibole z tamtego klubu? Wszyscy na nogach, wrzeszczeli jak oszalali, a nasz trener musiał chyba powiedzieć, żeby nie zwracali uwagi na hałas, bo sądzili, że to pełna trybuna. A u nas? Siedzieliśmy w swoim kącie – dwóch kibiców i dwóch naszych, co to akurat wpadli pomóc przy stole sędziowskim. Ale wiecie co? Przegraliśmy, i to wyraźnie, ale nikt z nas nie zwrócił uwagi na wynik, bo było fajnie. Bo serce tam było, tylko akurat nie w formie kibiców z zewnątrz.
I jeszcze takie coś – ten jeden kibic, co teraz chodzi sam na mecze, to nie żaden pojedynek, tylko dowód, że nie każdy musi iść masowo, żeby coś znaczyć. On przecież tam jest, bo wie, co to Stal Nysa, i dlatego my, co siedzimy wokół, czujemy się odpowiedzialni, żeby ta garstka nie zniknęła. Bo to nie ilość liczy, tylko to, czy ktoś naprawdę pamięta, po co tam idzie. A ja osobiście wolę jednego takiego, niż dziesięciu, co to przychodzą, zrobią zdjęcie do fejsa i znikają – bo ci pierwsi zostają z nami na dobre.
Najpierw próba, potem wnioski.
A wiecie co? Niedawno stałem z tacą piwa w dłoni na meczu juniorskiej kadry w Legnicy, nie ze Stalą nawet, tylko z naszymi chłopakami z Nysy, którzy akurat tam byli na turnieju. Takie tam normalne popołudnie, a przed meczem jeden z moich kumpli z pracy, co to dopiero niedawno zaczął się interesować siatkówką, bo mu syn gra, podszedł i mówi: "Słuchaj, Zosiek, ja wiem, że u nas teraz mało ludzi, ale jakbym miał wybrać między tym, żeby na trybunie siedziało sto obojętnych dup albo pięciu takich, co naprawdę rozumieją, co to Stal, to wybierałbym pięciu. Bo ci obojętni i tak jutro zapomną, a ci prawdziwi? Oni będą tu, nawet jak trybuny będą świecić pustkami."
I miał cholerną rację, bo wiecie, jaka jest różnica? Tamci odkupię nie pomogą przy organizacji meczu, nie wsadzą ręki do kieszeni, kiedy będzie krucho, a ci, co idą sami, robią to samo, co my robiliśmy kiedyś – przywożą grafikę, przynoszą kanapki dla sędziów, dopingują tak, że sędzia sędziemu ustępuje miejsca. A nasz jeden kibic na ostatnim meczu z Oławą? Ten facet był takim motorem, że chłopaki powtarzali za nim teksty, jakby sami nigdy nie oglądali siatkówki. I wiecie, co było najfajniejsze? Że nikt nie policzył, ilu ich było – bo dla nas liczyło się to, że ten jeden kibic tam był, a nie to, że moglibyśmy mieć dwudziestu.
Ale muszę wam powiedzieć jedno – i niech mnie szlag trafi, jeśli to nieprawda – że ja wolę, jak trybuny są puste, ale naprawdę puste, niż jak są w połowie zajęte, ale wszyscy tam siedzą zapatrzeni w telefony. Bo ten jeden kibic, o którym tyle gadają, to nie jest żaden dowód na siłę naszego klubu – to dowód, że my, co siedzimy wokół, zapomnieliśmy, jak się być kibicem. Bo prawdziwy kibic nie liczy dup na trybunie, tylko liczy, jak wiele serca włożył w to, żeby któryś z naszych chłopaków złapał się za głowę i krzyknął „kurwa, dajcie temu ramionom!”. A jak nie potrafimy tego dać, to niech nas ten jeden kibic przypomina, że nie o ilość chodzi, tylko o to, co z nią zrobimy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, aleście teraz zrobili z tego jednego kibica jakiegoś świętego — że niby on tu trzyma cały klub, a reszta to same cyfry i fejsy? Ja wam powiem coś innego: ten jeden kibic na trybunie to nie żaden bohater, tylko dowód, że nasz klub umiera wolną śmiercią, bo nikt nie chce się ruszyć od kanapy! 😂
Znam faceta, co to do tej pory jeździ na wszystkie mecze gościowe, ale nie dlatego, że kocha Stal, tylko dlatego, że ma samochód i wolny czas. I wiecie, co on robi na trybunie? Siedzi, pije piwko, wrzuca mema na fejsa i uważa się za największego kibica — i myślicie, że on komuś pomaga? Ani myśli! On tam jest, bo mu się nie chce wracać do domu, a nie dlatego, że walczy o coś więcej!
A wy gadacie o "sercu" i "duszy" — serio? Ja wolę dziesięciu prawdziwych kibiców, co to przychodzą, krzyczą i pomagają organizować, niż jednego, co to kombinuje sobie bilet i uważa, że już zrobił swoje. Bo ten jeden kibic to nie siła klubu, tylko jego pogrzeb — po prostu nie ma nikogo innego!
I jeszcze coś — jak ja widzę tych kilku chłopaków, co to biją się o tabelę, a potem idą na piwo i zapominają o meczu, to mnie mdli. Bo pamiętam te czasy, kiedy na meczach było tyle hałasu, że sędziowie musieli prosić o ciszę, a teraz? Cisza jak makiem zasiał. I ten jeden kibic na trybunie? On nie jest naszym zbawieniem, tylko lustrem, w którym widzimy, jak bardzo zapomnieliśmy, co to znaczy być kibicem Stali! 🤡💸
No to ja wam mówię — niech ten jeden kibic zostanie jednym, ale niech przyjdzie dziesięciu takich, co naprawdę walczą, a nie tylko oglądają mecz z kanapy! Bo póki nie ruszymy dupami, Stal Nysa będzie się tylko wspominać — i to nie w dobrym znaczeniu!
Ej, aleście wam wpadli w tę pułapkę, że albo jeden kibic to święty, albo stu to ratunek — jakbyście zapomnieli, że to nie statystyka decyduje, tylko to, co z tymi cyframi zrobicie. Bo widzę, jak się wszyscy ciągniecie wokół jednego kibica na trybunie i albo go uwznioślaacie do nieba, albo wrzucacie na śmietnik, jakby od jego obecności zależała cała egzystencja Stali.
Z jednej strony macie rację, że ten jeden facet, co przyszedł, to nie jest żaden numer — on pamięta, po co się idzie na mecz, i to już coś znaczy. Jak ktoś ci mówi "jesteś legendą" w oparciu o swoje czterdzieści lat kibicowania, to nie szuka tu liczby w tabelce, tylko tej iskry, która kiedyś paliła się na tej trybunie. Ale z drugiej — MichalSlask ma trochę racji, że samemu się nie zrobi niczego. Bo jak ten jeden kibic przychodzi, a reszta siedzi w domach i gada o starych dobrych czasach, to cóż z tego, że ten jeden klaska, skoro reszta milczy?
Ja nie mam zamiaru rozstrzygać, kto ma więcej racji, bo widzę w tym dwie twarze tej samej monety: albo działacie jak gang, co walczy razem, albo jak samotni wojownicy, którzy liczą na to, że ktoś kiedyś ich zauważy. Tylko powiedzcie mi jedno — gdyby jutro na trybunie stanęło dziesięciu takich, co potrafią nie tylko klaskać, ale i walczyć razem, to co wtedy? Bo chyba nie o to chodzi, żeby jeden kibic trzymał cały klub, tylko żeby każdy z was pamiętał, że kibic to nie etykieta na koszulce, tylko coś, co się robi razem. A póki co, zostawiam was z tą myślą — bo prawda pewnie leży gdzieś pomiędzy waszymi argumentami, tylko nikt jeszcze nie dotarł, żeby ją znaleźć.
Najpierw policz, potem się spieraj.