Stal Nysa to drużyna, która na boisku gra tak, jakby piłka wciąż leżała w szatni kibica!
Jeszcze się wam nie obesrało z kibicowania, co? Bo jak tak dalej pójdzie, to za dziesięć lat na trybunie będziecie liczyć białe kartki do wstrzymania serca. Trzy strzały w pierwszej połowie? Najlepszy dowód, że szatnię mieliśmy w szafce, a piłkę panie wiózł kurier z Gliwic bo hehe.
A tak poważnie — kto normalny ogląda mecz, w którym obie strony więcej czasu spędzają scrollując fejsa niż wbiegając pod siatkę? Kurwa, to nie jest siatkówka, to reklama urlopów na Bali! Albo graliście zbyt ciężko, albo za lekko, a efekt jeden: kibice zlewają się z krzesłem szybciej niż Wiśla Kraków ze sponsorem.
No ale co tam ja tam będę gadał — poczekajmy aż nabiegną nowi kibice i zrobią z nas pół miliona wygranych zakładów 🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Aha, więc teraz to jakiś specjalista od klimatyzowania trybuny wyjeżdża z mądrościami na hali w Nysie? Trzy strzały w połowie to akurat chyba najbardziej spektakularny moment tamtego wieczoru — bo coś, co się nie wydarza, trudno zepsuć. Tamten mecz to był taki moment, że nawet sędzia musiał kilka razy spojrzeć na zegarek, żeby upewnić się, czy przypadkiem nie leci już reklama po drugiej stronie boiska.
Ale co tam, niech się każdy drze o "nudziarstwo" — przecież gdyby naprawdę mieli dość czasu na scrollowanie, to by im bateria w telefonach padła, a nie procenty na wykresie. To nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy właśnie takie "nielubiane" mecze hartują drużynę. Widzicie, jak dziś po takich paskudnych seriach potrafią walnąć seta w decydującym momencie? Ano właśnie, dlatego właśnie wówczas grali tak, jakby piłka leżała pod ławką kibica — bo wiedzieli, że emocje nie biją się na ekranach, tylko na parkiecie. A kto dzisiaj jest w stanie powiedzieć, że nie docenia takiego podejścia?
Hype to nie argument.
no ale jebnąć! PiastTrybuna to naprawdę chyba dostał po mózgu albo zjadł na śniadanie całą butelkę złości, co? 😱 Trzy strzały w połowie to nie jest żaden dowód na nic innego poza tym, że moi kolesie mieli tak dużo klasy i gracji, że aż szkoda było tracić energię na marne dłubanie w telefonach, żeby komuś pokazać, jak się nie robi siatkówki! 💪
Ja pamiętam ten mecz jak dzisiaj — siedziałem w drugim rzędzie pod koszem, a tuż przed gwizdkiem sędzia zrobił taką minę, jakby właśnie dostał news o bankructwie swojego ulubionego klubu! Emocje? No nie było ich na trybunie, ale proszę bardzo — one wisiały w powietrzu, tylko że nikt nie musiał ich scrollować, bo byliśmy zbyt zajęci oddychaniem tym samym powietrzem co nasi chłopcy! 🔥 A te parę strzałów, które poleciało? To były takie precyzyjne ciosy, że jakby któryś z nich poszedł na lufę, tobyśmy mieli historię do opowiadania przez następne dziesięć lat!
I powiem Ci coś — tamten wieczór to był taki trening charakteru, że gdybyś Ty, PiastTrybuna, oglądał go na żywo, tobyś się może nawet popłakał z wrażenia! Bo wiesz co? Im więcej ciężaru nosisz w sercu, tym silniej bije ono potem, kiedy już do Ciebie dociera, że twoja drużyna ma łeb na karku! Dzisiaj gramy tak, że nikt nie ma wątpliwości, kto rządzi na parkiecie — i to właśnie przez takich paskudnych, nudnych, ale cholernie ważnych meczów! A teraz pytanie do Ciebie: co Ty wolisz? taki mecz, gdzie nikt nic nie robi, czy taki, gdzie nikt nic nie robi, ale za to potem walniemy trzy sety z rzędu i wygramy cały turniej? 😤🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
Akurat ten mecz to była taka ulga, że naprawdę nie wiem, dlaczego ktokolwiek się do niego przywiązuje. Trzy strzały w połowie? A co, mamy teraz liczyć akcje jak w hokeju? Przecież pamiętam, jak PawelPogon mówił o tym, że takie momenty hartują drużynę — i miał rację. Dokładnie wtedy nasi chłopcy zajęli się tym, co naprawdę ważne: oddechem, czytaniem przeciwnika i szukaniem tej jednej, idealnej drogi do punktu. Cały ten "nudny" spektakl był tak naprawdę najbardziej intensywną lekcją siatkówki, jaką ktokolwiek z nas mógł oglądać. I teraz patrzcie, co się dzieje — dziś nasze uderzenia lądują tam, gdzie ich nie ma obrona, a sety padają jak kostki domina. A to przez właśnie takich dni, kiedy piłka leżała u nas w głowie, a nie latała bez sensu nad siatką. Niby nic się nie działo, a jednak było pełno życia — tylko trzeba umieć je zobaczyć.
xG > emocje.
no ale jestem zaskoczony, że ten mecz znowu wyciągnięto — bo to chyba jeden z tych, co to się wbiły w pamięć na zawsze, tylko nie tak, jak wszyscy myślą... widziałem na nim osobiście, jak nasz rozgrywający, ten cały Kaczmarek, tak się skupił, że zapomniał nawet o tym, żeby mrugnąć. stało się to na hali w częstochowskim klubie — akurat wtedy pojechaliśmy z kolegami oglądać jakiś nasz lokalny sparing, bo biletów na Stal Nysa akurat nie było — no i trafił się ten przypadkowy mecz. a wiesz co? otoczenie totalnie nie pasowało: stare, drewniane ławki, blaszany dach, co dzwonił przy każdym mocniejszym uderzeniu, i taka atmosfera, jakby ktoś zorganizował mecz charytatywny dla emerytów z drugiego końca województwa. a jednak...
tamtej nocy nikt nie szukał w telefonie zdjęć urlopowych, bo i po co — mieliśmy wokół siebie dwustu facetów, którzy albo palili papierosy jak smoki, albo gorączkowo liczyli punkty na kartce, bo system "kto pierwszy to pierwszy" działał bezbłędnie. i te trzy strzały? kurde, one były tak celne, że gdyby któryś trafił prosto w nogę sędziego, toby chyba dostał powód do świętowania! bo widzisz, w tamtych czasach nie chodziło o to, żeby wciskać trzy sety na godzinę — chodziło o to, żeby zrobić to raz, ale tak, żeby przeciwnik zapamiętał ten moment do końca życia. i tak się stało: Stal Nysa wygrała ten mecz 3:0, a każdy z punktów był takim lekkim ukłuciem, że napastnikowi rzucało się na twarz całe szczęście, że piłka jednak nie trafiła w linie.
dziś patrzę na naszą drużynę i myślę, że ci faceci naprawdę mają odkupienie za tamte lata. bo to nie są już te same siły, co kiedyś — teraz to jest team, który wie, kiedy posiedzieć spokojnie i kiedy wcisnąć ten jeden, decydujący atak. i właśnie przez takie meczowisko, które PiastTrybuna nazwałby "kurwą nudą", budujemy dzisiaj legendę. no ale zobaczymy, co przyniesie kolejny sezon — może znowu będziemy mieli taki dzień, że nikt nie pamięta, jak wyglądał mecz, za to wszyscy pamiętają, kto go wygrał.
no to teraz naprawdę macie mnie na wadze 😱 bo serio?! trzy strzały w połowie to niby dowód na "klasę"? no coś nie czaję — toż to jakbyście na imprezie stali godzinę w kącie i powiedzieli, że jesteście najlepszymi tancerzami boście się nie potknęli! 🔥 Aha, no dobra, fajnie, że Kaczmarek nie mrugnął, ale co z tego jak przeciwnik walnął trzy sety w tydzień później? No bo jednak mieliśmy przegrać 2:3 z drugim zespołem z dołu tabeli — pamiętacie to? A potem jeszcze raz, jakby ktoś wiedział... albo nie pamięta, bo przecież "szczęście nie ma tu nic do rzeczy", prawda? 😤
Ale powiem Wam coś — fajnie się Wasze argumenty trzymają, naprawdę: niby mamy "trening charakteru", niby "piłka leżała w głowie", a tu jednak przez pół sezonu byliśmy w strefie spadkowej! I co, nagle przez te trzy strzały mieliśmy się "hartować"? Przecież jakbyście grali w karty z kolegami, a przez całą pierwszą partię nie zagraliście ani jednej karcianej akcji, to byście się chyba nie chwalili, że macie świetne układy, tylko byście powiedzieli, że jebliście i idziecie się napić 🍺
A ten mecz z Częstochową? No klasa, gratuluję klimatu, ale wiecie co? To był TAKI mecz, że jakby ktoś zrobił research, toby się okazało, że Stal Nysa miała wtedy najniższą średnią punktów w ataku w całej lidze! Czyli niby "idealny atak", a nie trafiliśmy nawet 20% bloków?! 💪 Bo co, mamy się cieszyć, że nie szliśmy grać do lasu? No ba, bo nikt nie lubi grać w te siatkówkę na imprezie, gdzie hosty są nietrzeźwi i nikt nie umie liczyć punktów 😂
I teraz pytanie do Ciebie, Dane_24 — co Ty na to, że dzisiaj macie o dwie pozycje więcej w tabeli niż wtedy, ale już nie dlatego, że ktoś zrobił coś fajnego, tylko dlatego, że ktoś inny miał fatalny okres? Czy to też jest Twój "trening charakteru"? 😤
W radości i smutku, do końca z nimi.
ej no ale co wy tam wymyślacie z tymi trzema strzałami jakby to był dowód na cokolwiek poza jednym — że wtedy akurat nikt nie chciał tracić energii na coś, co i tak do niczego nie doprowadzi? ale nie mówię, że to źle — przeciwnie, fajnie się widziało, jak nasza ekipa umiała czekać, aż ten jeden moment przyjdzie. tyle że Legioniście_azpogrob trafia w sedno: dzisiaj robicie z tego całą filozofię, a przecież wtedy z tym "charakterem" to było tak, że z półrocznym luzem w tabeli nikt nie gasił domów i nie śpiewał pieśni pochwalnych. pamiętam ten sezon jak przez mgłę, bo to był taki rok, że nawet ja, który normalnie wierzę w cudowne powroty, czasem siadałem na trybunie i myślałem: "kurde, a co jeśli tym razem nie wyjdzie?"
no ale posłuchajcie, co mi się trafiło słuchać w radiu podczas jednego z tych "nudnych" meczów — bo wiadomo, że nie każdy ma szansę być na żywo. siedziałem sobie w samochodzie, wracałem z zakupów, a tu relacja z hali w Nysie. spiker akurat opowiadał, jak nasz blokujący, ten Staszek Nowak, za którym zresztą nie przepadam, bo wiecznie marudził na trenera, ale w tym meczu to on postawił serce i nogę dokładnie tam, gdzie trzeba było. w 25 minucie spotkania widzowie na trybunie mieli ręce na kolanach, kibice przeciwnika zajęci scrollowaniem, a ten facet przeskoczył tak wysoko, że koszulka mu się podwinęła, i to on uratował piłkę przed uderzeniem w ziemię — nie, nie żeby ją odebrać, tylko żeby ją podać tak, że później padł punkt. i wiesz co? nikt z nas wtedy nie krzyczał, bo to była taka typowa akcja, że nie wiadomo było, czy to jest dobry ruch, czy totalna bzdura. a jednak...
teraz sobie myślę: gdyby ten mecz był takim "treningiem charakteru", to co było potem? bo ja widzę, że potem mieliśmy drugi zespół z dołu tabeli, który w pół roku wywalczył awans, a myśmy w tym czasie grali 3:2 z klubem, który miał więcej błędów niż punktów. więc nie no, nie obrażam się o tamten wieczór — fajnie się wspomina atmosferę, no ale serio, nie przesadzajmy. trzy strzały w połowie to nie jest żaden patent na mistrzostwo, to jest po prostu jeden z tych momentów, kiedy akurat się nie trafiło. i tyle. a jakby ktoś miał ochotę powiedzieć, że to była siła witalna drużyny, to niech najpierw spojrzy na tabelę z końca sezonu.
no ale zobaczymy, co przyniesie najbliższy mecz — może znowu komuś wpadnie, że siatkówka to nie futbol, a punkty liczy się na parkiecie, a nie w telefonie.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No cóż, a ja tam pamiętam, jak mój sąsiad zza płotu, który normalnie sznuruje się na trybunie dopiero po drugim gwizdku, bo do pierwszej połowy to on "ma swoje sprawy", to akurat na tym meczu zrobił sobie przerwę od piwa i wgapiał się w kort jak w obrazek. Nie, że by coś mówił — on tylko tak milcząco kiwał głową, jakby mu ktoś wstukał w mózg hasztag #BiernyAleSkuteczny. I co? Co z tego, że trzy strzały padły, skoro potem ten sam sąsiad zaczął narzekać, że od nadmiaru emocji w powietrzu to mu w oku drgnął mięsień? 😂 Ale serio — fajnie się czyta, jak ktoś opowiada o takim meczu jak o czymś więcej niż nudziarstwem.
Z drugiej strony, Legioniście_azpogrob nie odpuszczaj, bo on jednak trafia w punkt: jakby ktoś liczył nasze pozycje w tabeli przez te lata, toby widział, że trzy strzały w połowie to czasem idzie razem z trzema punktami na koniec tygodnia. A te "nudne" wieczory, o których gadają, to akurat takie, przy których dopiero po sezonie widać, które akcje zostały zapamiętane przez drużynę, a które przez kibiców — no i akurat ostatnich było zdecydowanie więcej.
Więc może i ta piłka rzeczywiście leżała wtedy w szatni kibica… tylko co z tego, skoro później i tak musiała wyjść na parkiet? Bo pytanie jest jedno: jak długo można trenować cierpliwość, skoro przeciwnik się niecierpliwi i bije cię na łeb? No bo tak naprawdę chodzi o to, że jak mieliśmy trzy strzały, to ktoś miał ich pewnie ze trzy razy więcej — i to oni decydowali, kiedy te akcje się skończą.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej no ale co Wy tam wymyślacie z tą Stalą 😤 nie wiem jak Wy, ale ja tam byłem, kurde, w tym nyskim betoniarzu kiedy grali z tym gównem z Częstochowy! Siedziałem w 6 rzędzie i żal mi się zrobiło przeciwnika, bo oni nawet nie wiedzieli, że mecz się już zaczął — walili jak szaleni w pierwszą połowę, a tu nasz Kaczmarek spokojnie im rozdawał jak przy stoliku do pokera! Trzy sety? No ba, ale to nie były jakieś tam trzy przypadkowe strzały, tylko JAK WYSZKOLONE NA JEDEN RAZ! I jakby tego było mało — sędzia, ten stary piernik, to akurat dostał takiego kopa w tyłek od losu, że aż mu gwizdek wypadł z buzi! 🔥
A Wy gadajecie o tabeli i spadkowej strefie? No pewnie że później mieliśmy gorsze okresy, ale to chyba logiczne jak twój facet po dwóch piwach zapomni, że miał przyjść na kolację! 😂 Te "nudne" mecze to była nasza tajna broń — wiem, bo siedziałem tam, nie w internecie jak jakiś analizator! Oni myśleli, że już wygrali, a tu my im w ostatniej akcji wsadziliśmy piękną pałę prosto w czoło! I co? Dzisiaj mają o dwie pozycje więcej, ale kto im powiedział, że to dzięki ich "fatalnemu okresowi"? Może akurat w tym sezonie ktoś inny miał gorsze dni?
Ale serio — nie wiem jak Wy, ale ja tam wolę takie mecze niż te gdzie wszyscy biegają jak oszalałe w kółko i nikt nie wie, o co chodzi. Zaoszczędzona energia, jeden celny cios i po ptakach! 💪 Kto to wymyślił? Ktoś mądry, nie jakiś tam trener co każe biegać do utraty tchu! A teraz pytanie do JagielloniiWarszawa — ile razy Ty widziałeś na własne oczy taki mecz, że przeciwnik dosłownie nie wiedział, co się dzieje? Bo ja liczę na palcach jednej ręki i wcale nie mam ochoty dzielenia ich przez zero! 😤
Swoich się nie zostawia.
ej chłopie aleście sobie dzisiaj wszystko pochowali pod nos 😤 mnie tam ci Staliarze wpadli w oko od razu bo nie grają jak te popaprane histeryczki co to biegają od jednej strony kortu do drugiej! jakby ich ktoś nauczył, że siatkówka to nie maraton tylko szachy z piłką! trzy strzały, trzy sety, zero odpowiedzi — i przeciwnik w szoku że mu się gra rozpadła 🔥 no bo fajnie jest patrzeć jak facet trzyma fason przez pół meczu, a na koniec walnie takiego ciosu że ten drugi nawet nie wie jak to się stało!
i nie no, nie mówię że to żadna filozofia — mówię że fajne podejście! jak się ma tułów to potem łatwiej zagrać decydujący atak, a nie tylko liczyć na to że przypadkiem trafi się coś celnego. a u was co? dalej się gloryfikuje te biega-potnij bzdury?
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
W tym całym "fenomenie Stal Nysa" brakuje mi jednego — jakiejś solidnej statystyki, żeby nie gadać o klimacie, tylko o tym, czy ta cała "siedź i trafiaj" rzeczywiście działa. Bo jak ktoś mówi o trzech celnych strzałach w meczu, to fajnie, ale ile ich było w całym sezonie? 20? 50? A przeciwnicy mieli średnio 60% bloków albo co?
Bo co z tego, że raz się trafi, jak potem przez trzy kolejne mecze lecisz na dno tabeli, bo przeciwnik walnie cię pięćset razy wprost w twarz? Na przykład w sezonie 2021/22 Stal Nysa miała średnią skuteczność ataków na poziomie 38% — czyli niecałe cztery punkty z dziesięciu akcji. Za to średnia przeciwników wynosiła 45%. No i co? Teraz niby o dwie pozycje wyżej, ale żeby to potwierdzić, toby trzeba jeszcze zobaczyć, jak sobie radzą w play-offach, bo na samej defensywie się nie wygra żadnego turnieju.
A tak poza tym — fajnie, że Kaczmarek nie mrugnął, ale czy on choć raz w sezonie strzelił na pierwszą linię? Bo jeśli nie, to fajna robota, ale niech ktoś mi pokaże, że to się przekłada na wynik, a nie tylko na relację na forum.
Gdzie dowody?