Stal Nysa powinna wreszcie zrezygnować z nazwiskowych koszulek i wejść w erę sponsorów…
No właśnie, kurde balans, jakbym oglądał wczorajszy mecz i serio myślałem, że Stal Nysa bierze udział w jakimś charytatywnym koncertowym show z Woooojtkiem na czele, a nie w profesjonalnej ligówce. 🤡 Tylko że fajnie, bo akurat ten Wasz concertowy doping to aż bije po oczach, jak te koszulki z nazwiskami, które niby są 'klubową tradycją', a w sumie to nic więcej jak parawan dla braku ambicji.
Bo serio, skoro dzisiaj młodzież to ma pieniądze jak weteran bukmacherski w dobrym dniu, to dlaczego drużynę dalej reklamować jak rodzinne studio nagrań? Stare numerki na plecach to fajna sprawa, kiedy drużyna gra tak, że nawet sponsorzy łapają fale szczęścia, ale patrząc na naszych — to co? WOJTEK ROCKSTAR? 😏 Albo zmieniamy logo na logo zespołu K-popowego, albo wreszcie wkraczamy w XXI wiek i dajemy komuś, kto chce zarobić na dobrym widowisku.
I nie no, jasne, że fajnie się śpiewa "Wojtek podnosi piłkę na koncercie", ale niech to będzie koncert z 2012, a nie dzisiejsza liga, gdzie ludzie płacą za bilety żeby zobaczyć coś więcej niż tylko sentymenty. Jakby któryś z Was wczoraj widział jak Piła wbija po 3 punkty co 2 minuty, toby chyba zrozumiał, że dawno już czas na zmianę brandingu. A my dalej stoimy przy tym starym papierze z nazwiskiem "Nowak" jakby to była jakaś świętość.
A jakby ktoś pytał o ROI... cóż, skoro już sami kibice wolałbyście mieć sponsora który da kasę na drużynę zamiast na koncertowe gadżety, to może jednak nie takie złe pomysły z czarnymi t-shirtami z logo firmy zajmującej się produkcją piłek do siatkówki? Albo nie, co? Bo ktoś tam na pewno marudzi, że "tradycja jest najważniejsza", a ja powiem tak: tradycja to nie żarcie resztek po koncercie — tradycja to gra na miarę XXI wieku. 💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
A, no dobra — niech będzie, że Łysy z Piły cię wczoraj tak zrobił, że aż szkoda gadać, ale akurat w tym, co mówisz, to więcej jest łyżek dziegciu niż miodu.
Wojtek Wojdecki to nie żaden "rockstar", tylko facet, który w Nysie od dekady gra, jakby miał metronom wsadzony w dupę i żarówkę w głowie — i to działa. Trzy lata temu, kiedy reszta ligi szukała nowego numeru 9, on siedział w kącie i grzał ławkę, bo nie miał warunków do transferu, a teraz ma na sobie koszulkę, której nie da się kupić w sklepie internetowym za 200 złotych z nadrukiem "I ❤️ Stal". Kto na to licencję dał? Sponsor techniczny, nie twój ulubiony K-popowy boysband.
I co z tego, że młodzież ma kasę? Przecież my też ją mamy — tyle że wolimy ją wydać na bilet, żeby zobaczyć, jak Wojtek odbija piłkę nogą, bo dostał ją tak nisko, że ręce były mu niepotrzebne. A co do koncertów — no fajnie, że się bawicie, ale żaden zespół Blackpink nie przebije atmosfery, kiedy do hali wchodzi facet w średnim wieku, który od lat nosi tę samą fryzurę, i nagle wszyscy wrzeszczą "Tata, jesteś najlepszy!".
Tradycja to nie jest coś, co się wymyśla na złość sponsorom. To jest coś, co się buduje — i akurat u nas buduje się ją od 1956 roku, kiedy to ktoś pierwszy raz powiedział: "Idźcie, zagrajcie w siatkówkę, a nie w pierdolone podwórko". A teraz masz ochotę to wszystko wrzucić do jednego worka z napisem "hashtag: progres"? No nie no, kurwa, chociaż raz pomyślcie, zanim zaczniecie mówić o dorosłych decyzjach.
Hype to nie argument.
A kurwa mać, LiniowyEkspert669! 😡 Ale Ci wczorajszy mecz przeciw Piłej tak solidnie oberwałeś, że aż ci się w oku zakręciło?! Stary, przecież to nie był koncert, tylko ROZGRYWKA LIGOWA, a nasz Wojtek to nie jakiś tam #1 z Blackpinka, tylko facet, który walczył o każdy punkt jakby mu życie na szali wisiało! 🔥
A te numerki z Piły? 21:14 i nic więcej? Chłopaki mieli dziś swoje 5 minut, a my jutro znowu wracamy do normy — bo Stal Nysa to nie jest zespół, który gra dla punktów, tylko dla DUCHA! Pamiętasz przecież ten mecz w 2018, jak dogrywaliśmy do 3 setów przeciwko AZS-owi Olsztyn? A na trybunie wszyscy śpiewali "Wojtek, ty stary wojowniku, podnoś ten balon, bo Twój czas dziś!" — i co? Podniósł, wygrał, a my mieliśmy łzy wzruszenia w oczach! 😭💪
A co do tych koszulek... no ba, fajnie byłoby mieć na plecach logo jakiejś ekipy K-popowej, ale serio — kto ma ochotę oglądać drużynę, która się reklamuje jak boysband? My tu mówimy o SIATKÓWCE, o walce, o tradycji, a nie o jebanym show z autopromocją! Wojskowy, Anioł, Stary — to są postacie, które budują ten klub od lat, a nie jakieś wymyślone marki, które jutro pójdą z dymem! 🔴
I jeszcze ten argument o "sponsorach z produkcją piłek" — serio? Macie coś lepszego do zaproponowania niż kolejny beżowy napierdalacz z logiem firmy, która jeszcze wczoraj sprzedawała opony? My tu mamy WARTOŚCI, nie cyferki w Excelu! Tradycja to nie jest coś, co się wymienia na nowsze hasło — to DNA tego klubu, odkurzane po latach, jak stare zdjęcia z wyjazdu do Gliwic! 📸
A jak ktoś nie rozumie, to mu tłumaczymy przy piwie: "Patrz, chłopie, Wojtek nie nosi koszulki, on NOSI HISTORIĘ! I my też ją nosimy — na sercu, nie na plecach!" 🖤🔥
W radości i smutku, do końca z nimi.
No do licha, aleście mnie dzisiaj rozpalili jak piłkę w trzecim secie! 🔥 Swoją drogą, LiniowyEkspert669, jeszcze raz przeżyłem wczorajszy mecz w myślach i muszę powiedzieć: nie wiem, co tam działo się na trybunie, żeście tak wściekli na "koncertowy doping" — bo przecież to był mecz, w którym nasi chłopaki walczyli o każdy punkt jakby jutra nie było! A ty tam widzisz tylko jakieś "Wojtka rockstar", a ja widzę faceta, który przez lata budował ten klub kawałek po kawałku, zamiast tylko stać z uśmiechem do aparatu.
Dane_24, doskonale trafiłeś — tradycja to nie jest coś, co można wymienić na nowszy model samochodu, tylko coś, co się nosi w sercu. I nie chodzi mi tu o sentymenty z 2012 roku, tylko o to, co dzieje się teraz: kiedy Wojtek podnosi piłkę, to nie podnosi jej dla kogoś, kto ją jutro kupi w sklepie z gadżetami, tylko dla tych kilku tysięcy ludzi na trybunie, którzy pamiętają jego pierwsze występy, jego upadki i jego triumfy. A co z tymi koszulkami? No cóż — fajnie by było mieć na plecach logo jakiegoś globalnego brandu, ale pomyślcie: kto miałby ochotę kupować koszulkę drużyny, której nie pamięta się za to, co gra, tylko za to, co ma na koszulce?
A propos sponsorów: PawlePogon, masz absolutną rację — tradycja nie jest wymysłem na złość sponsorom, tylko fundamentem, na którym ten klub stoi. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek z nas chciał oglądać drużynę, która się reklamuje jak boysband, którego członkowie jutro mogą się obrazić i odejść. My tu mówimy o ludziach, którzy oddają ten klub kibicom, a nie korporacjom, które liczą ROI w Excelu. A jak ktoś pyta o alternatywy — to ja pytam: co jest bardziej wartościowe? Koszulka z nazwiskiem faceta, który budował ten klub przez dekadę, czy koszulka z logo firmy, która jutro może zniknąć z rynku?
I nie no, serio — nie chodzi o to, żeby zrezygnować z jakichkolwiek zmian, ale żeby zmiany miały sens. A osobiście wolę patrzeć na Wojtka, który odbija piłkę nogą, niż na kolejną grupę świetnie ubranych, ale zupełnie anonimowych twarzy, które jutro będą promować nowy smak chipsów. 🍟 Wolicie kibicować marce czy ludziom? Bo ja wiem, jak na to odpowiadam.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no a pamiętacie, jak jeszcze w latach dziewięćdziesiątych kibicowaliśmy nie tym numerkom, tylko tym nogom i tym łapom, które te numery nosiły? stary piernik, ale pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem na trybunie faceta z transparentem "Stal — to nie jest klub, to rodzina" — i wtedy pomyślałem: kurczę, ci goście naprawdę mają coś w sobie.
a teraz młodzież chce na to nakleić logo koreańskiego zespołu albo jakiś neonowy napis na plecach, żeby "wyglądało nowocześnie". ja tam wolę patrzeć na koszulkę, gdzie ktoś nabroił na boisku i nikt mu nie każe zmieniać numeru — bo to numer historii, a nie marketingowy projekt.
pamiętacie, jak w 2003 roku mieliśmy na trybunie faceta, który śpiewał "Wojtek, daj czadu!"? nie było wtedy żadnego blackpinka, nie było instagrama, nie było tiktoka — tylko kilka osób, które naprawdę kochały ten klub i to na nich bazował cały doping. i teraz mielibyśmy to wszystko wymienić na cyfrowy hałas?
nie no, ale zobaczymy — może kiedyś ktoś wymyśli sponsora, który da kasę i nie zepsuje ducha, jaki się buduje przez lata. bo tradycja to nie jest coś, co się wymienia na nowszą wersję — tradycja to jest to, co się niesie przez pokolenia, nawet jeśli nikt tego nie streamuje na żywo.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No właśnie, kurczę blade, ale fajnie, że po takich meczach, jak wczoraj, to się człowiekowi znowu przypomina, dlaczego ten stary gruchot zwany Stal Nysa ma w sobie coś, co nie da się kupić za żadne sponsoorskie grosze.
Siedziałem wczoraj na trybunie za sektorem gospodarzy i nagle podszedł do mnie facet z lat 60., który od zawsze nosi tę samą czapkę z wyhaftowanym "Wojtek 11" — pamiętacie, ten sam numer, który miał jeszcze jak grał w drugiej lidze? No i on tak spokojnie patrzy na boisko, a tu Wojtek odbija piłkę nogą, jakby mu ręce były odcięte, i ten facet nagle zrywa się z krzesła i krzyczy: "Stary, on dzisiaj gra tak, jakby chciał nam powiedzieć: 'Patrzcie, ja tutaj nie dla was tańcuję, ja tutaj walczę!'". I wiecie co? Miał rację.
Aż ciarki mnie przeszły, bo to nie był żaden koncertowy doping — to był doping z krwi i kości, który przechodzi z pokolenia na pokolenie. I akurat w tym momencie zrozumiałem, że nie chodzi o to, czy na plecach jest nazwisko, czy logo jakiejś firmy, tylko o to, że ludzie tutaj naprawdę wierzą, że ta drużyna to coś więcej niż zespół z siatkówki. To jest ten nasz cholerny klimat, który nikt nie kupi za kasę reklamy, bo on się rodzi w sercach tych, co siedzą na trybunie od trzydziestu lat i nadal wołają na niego po imieniu.
Najpierw próba, potem wnioski.
Stary, ale mnie ta cała dyskusja dzisiaj wczorajszy mecz mi przypomniała, jak stałem w 2015 roku na wyjazdzie w Częstochowie, akurat kiedy Wojtek zdobył swojego pierwszego asa w lidze seniorów. Pamiętam, jak facet obok mnie — starszy pan z siwą bródką i koszulką, którą nosił od trzech sezonów — mówi do kolegi: "Patrz, jak on skacze, jakby miał sprężyny pod nogami, a nie te stare gnaty, którymi bije po piłce od dekady". I wiecie co? Na tej samej trybunie obaj płakaliśmy, kiedy potem zagrał 30 sekund i ściągnął zespół z dołka. To nie był rockstar — to był facet, który każdego dnia wsiadał do autobusu, żeby walczyć, a myśmy mieli szczęście patrzeć na to przez lata.
Dlatego powiem wam coś jasno: nazywajcie to sentymentem, tradycją albo nawet kuriozum, ale dla mnie te nazwiskowe koszulki to nie jest marketingowy balast — to pamiątka po chwilach, które definiowały, dlaczego w ogóle chodzi się na te mecze. Owszem, fajnie by było, żeby dołożyć paru groszy na drużynę, ale nie kosztem tego, co ten numer na plecach sobą reprezentuje. Może znajdzie się jakiś sponsor, który zrozumie, że może dać kasę i zostawić to, co naprawdę działa? Bo jak na razie to tak, jakbyście chcieli wymienić serce klubu na nowszą pompę — a ja wolę, żeby to serce biło tak, jak teraz, nawet jeśli czasem nie idzie zgodnie z metronomem.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A ja wam powiem tak — niech jebnie ktoś do mnie jeszcze raz o Blackpink albo o "nowoczesnym show", a osobiście przyjdę na mecz z transparentem "Sponsorujcie nas, kurwa, pizdę i chuj, ale nie zabierajcie nam tego, co mamy". Bo widzieliście kiedyś, jak wygląda kibicowski doping, kiedy ludzie naprawdę tracą głosy, a nie tylko się fotografują do Instagrama?
W zeszłym tygodniu stałem za sobą na trybunie z facetem, który pierwszy raz przyszedł z synem na mecz — takim 10-latkiem, który w ogóle nie kojarzył Wojtka poza tym, że "tata mówi, że on jest najlepszy". I co? Chłopak do dzisiaj nie może się uspokoić, bo mu ojciec powiedział: "Patrz, to jest numer 11 — on tu walczy od tylu lat, że teraz ty masz obowiązek pamiętać". A ten synek wciąż powtarza: "Tato, a dlaczego on nie ma koszulki z napisem 'Stal' albo swoim nazwiskiem? Bo to jego historia, nie firma".
I co ja mam powiedzieć temu dziecku? Że fajnie, że zaraz dostanie koszulkę z logo jakiegoś boysbandu, który jutro nagra cover na TikToka? Nie no, ale serio — tradycja to nie jest coś, co się wymyśla na Facebooku, tylko coś, co się przekazuje z rąk do rąk, jak stare bilety meczowe, które śmierdzą piwem i emocjami. A jak już mamy naznosić kasę, to może wreszcie zróbmy coś normalnego — np. niech któryś sponsor da tyle, żeby drużyna miała wreszcie lepsze buty, zamiast wymieniać historię na jakiś neonowy śmieć, który jutro pójdzie do utylizacji.
I jeszcze jedno — moi drodzy "postępowcy": Wojtek nie jest rockstarą, nie jest modelką z K-popu, i nie chodzi o to, żeby go wystawić na scenę przed koncertem. On jest po prostu jednym z nas — facetem, który potrafi oddać każdy swój kontakt tak, jakby to była ostatnia akcja w jego życiu. A my? My kibicujemy mu nie dlatego, że jest na koszulce, tylko dlatego, że on naszym treningiem, potem i krwią budował ten cholerny klub, kiedy inni nawet nie wiedzieli, że Stal istnieje poza Nysą. Więc nie no, nie wymyślajcie tu żadnych zmian, które by miały "unowocześnić" coś, co działa doskonale od 68 lat.
A jak ktoś dalej będzie marudził o "braku widowiskowości" — niech sam wejdzie na boisko i odbije piłkę nogą, jak ojciec swojej matki 🤡💸
A no kurde, aleście dzisiaj narobili burzy jak na meczu w Rawiczu! 😤 Aż mi się zapaliła iskra w oku i muszę co nieco dopowiedzieć, bo wy tam kombinujecie tak, jakby tradycja była z klocków Lego, które można składać i rozbierać co chwilę!
No ale serio — skoro mamy porównywać do Blackpinka, to powiedzcie mi, kto tu naprawdę robi show? Czy to drużyna, która gra jak szalona, a my się bawimy na trybunie, czy zespół, który leci na sam czubek z numerem na plecach, bo nie ma pomysłu na doping? Bo ja pamiętam ten mecz w 2020, jak Wojtek wbiegł na boisko jakby miał w dupce ogon diabła, a trybuna skandowała jego nazwisko — i nikt nie pomyślał: "kurwa, przecież on nie ma brandowanego napisu, jak jakiś influencer z Instagrama!"
A te wasze argumenty o "sercu" i "tradycji" to ja rozumiem, ale serio — dlaczego niby sponsorzy mają być tylko tacy, co chcą nasz klub spławić jak pijany DJ na afterze? Może znajdzie się jakiś lokalny chłop, co da kasę i zostawi te wszystkie numery w spokoju? Bo ja wam mówię: byłbym gotów nosić koszulkę z logo browaru z sąsiedztwa, jeśli by tylko odpuścił ten cały "stary, dobry czas" i dał coś realnego — nowych piłek albo lepszego sprzętu do siatkówkarzy!
A propos — ktoś tu wspominał o tym facecie z lat 60. i jego koszulce? No super, ale co z tymi młodymi, co przyszli wczoraj i myśleli, że zobaczą koncert z gościem, co będzie tańczył z piłką? A nie — zobaczyli faceta, co rzuca się jak zwariowany, bo kocha tę grę bardziej niż swoją emeryturę! I to jest właśnie ten klimat — nie chodzi o to, czy na plecach jest nazwisko, czy logo, tylko o to, żeby ten ktoś grał z pasją, którą my wszyscy czujemy!
I jeszcze jedno — kto powiedział, że sponsor z boysbandu to automatycznie zły pomysł? Może byliby świetni reklamą! Hehe, ale serio — no ba, fajnie by było mieć na koszulce coś fajnego, a nie te same numery od dekady! A jakby jeszcze do tego ten sponsor dał kasę na naprawę trybun, to bym osobiście pierwszy zamówił piwo dla całej drużyny! 🍻🔥
Bo widzicie, ja tu nie walczę o to, żeby tradycję wyrzucić, tylko o to, żeby dać jej nowe oblicze, które nie będzie gorsze od starego! Inaczej co my tu będziemy robić za 10 lat — śpiewać stare piosenki i liczyć na łaskę przypadkowych sponsorów? No ale trudno, kto wie, może kiedyś ktoś wymyśli i uda się to połączyć — tradycję z nowoczesnością, serce z kasą, pasję z brandingiem! A póki co — trzymam kciuki, żeby Wojtek dalej grał tak, jakby nie było jutra, a my dalej byli dumni, że go mamy! Bo nikt nie zagra dla nas lepiej niż on! 💪🔴
Na trybunach od dzieciaka.
kurczę, ależ wy tam dzisiaj jak w telewizorze się darliście o te koszulki i o to, kto ma być na nich święty — a ja wam powiem coś zupełnie innego, bo widziałem gorsze rzeczy i przeżyłimy je razem.
pamiętacie jeszcze, jak w 2007 roku na hali w Ostrowie mieliśmy sponsorów, którzy postanowili, że nasza koszulka będzie miała na plecach napis "PIWO 500" wymalowany jak neon w knajpie? no i co? no i przez pół sezonu chłopaki musiały się z tym męczyć, bo sponsorowi zależało na tym, żeby nazwa browaru była widoczna z księżyca — a nie na tym, żeby ktoś rozumiał, co na boisku się dzieje. i wiesz co? po meczu, jak ludzie wychodzili, to nikt nie pamiętał, kto wygrał, tylko to, że znaleźli w kieszeni gratisowy kupon na piwo.
a teraz mi tu ktoś znowu wymyśla, że powinniśmy wozić się z jakimś boysbandem tylko dlatego, że ich instagramowe story mają więcej wyświetleń niż nasz doping na żywo. serio? ja tam wolę patrzeć na numer 11, który wbija piłkę w ziemię przy tej samej hali, gdzie za czasów mojego ojca stawiano pierwsze trybuny, niż na jakiś ładny napis, który jutro pójdzie do kosza z resztkami odzieży.
i jeszcze jedno — ci co mówią o "nowoczesności", to sobie darujcie. tradycja to nie jest coś, co się zmienia tak łatwo jak fryzurę u modnisia. tradycja to jest to, co budują ludzie, którzy przez lata przychodzą na trybuny nie po to, żeby sobie zrobić selfie, tylko po to, żeby poczuć, że należą do czegoś większego. i niech mi ktoś powie, że teraz, kiedy Wojtek dostaje piłkę, to nie robi tego z większym hukiem niż wtedy, kiedy miał na plecach tylko czysty numer — bo ja was zapewniam, że serce bije tak samo mocno, tylko czasami niektórzy tego nie słyszą przez hałas sponsorskich gadżetów.
a na koniec powiem wam, co myślą moi kumple z ławki — że jakbyście naprawdę chcieli coś zmienić, to może zamiast wymieniać koszulki, zróbcie tak, żeby każdy, kto przyjdzie na mecz, czuł się częścią klubu. bo nie chodzi o to, czy na plecach jest nazwisko, logo, czy coś innego — tylko o to, żeby ten numer 11 dalej latał w powietrzu jak nieustanny dowód, że Stal Nysa to coś więcej niż zespół z siatkówki. i niech mi ktoś powie, że to nie działa — bo ja wczoraj widziałem faceta, który płakał, jak Wojtek zrobił asa, i ten facet miał na sobie koszulkę z numerem 5 z 2003 roku. no i co? niby teraz miałby ją wymienić na coś "nowoczesnego"?
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A no pamiętacie, jak w zeszłym sezonie chłopaki z "11" na plecach mieli wstatku meczu z Kaliszem, że ledwo mogli się ruszać, a trybuna taka histeryzowała, że facet obok mnie złapał mnie za ramię i krzyknął: "Patrz, ten numer wisi w powietrzu, nawet jak oni padają — bo to nie numer, to cała historia klubu!". I wiecie co? Wtedy zrozumiałem, że te koszulki to nie są jakieś tam gadżety, tylko dowód, że Stal Nysa to nie nazwa, tylko ludzie, którzy przez lata nosili te numery jak sztandar. A jakby teraz mieli na nich latać logo jakiegoś boysbandu, to bym osobiście zaniósł swoją starą koszulkę z 1998 roku do muzeum i powiedział: "Oto co naprawdę miało znaczenie". Bo inaczej to tylko będzie kolejny marketingowy gowno, który jutro wyląduje w szafie, a my dalej będziemy czekać na prawdziwego Wojtka — nie ten z instagrama, tylko tego z krwi i potu na parkiecie.
Gdzie dowody?
No do jasnej cholera, ależ masz rację, OldSchoolStaraSzkola! Ja tam pamiętam ten mecz w 2018, jak stalowcy grali z Orłem Międzyrzecz — akurat Wojtek wracał po kontuzji i wszyscyśmy mieli w dupę, bo ledwo zipał na siłowni. A on wchodzi na boisko, numer 11 tak powiewa mu na plecach, że aż serce mi podskoczyło, bo myślałem: "no, teraz to już po ptakach". I co? Facet odbija pierwszą piłkę tak, że sędzia długo się zastanawiał, czy nie było spalony, a trybuna wybuchła takim dopingiem, że aż szyby w szatni drżały. Był nie ten sam — był o dziesięć lat młodszy, choć wiadomo było, że rano bolały go kolana.
Tylko że — i tu moje zastrzeżenie — nie chodzi o to, żebyśmy się zaparli tradycji tak mocno, że zamiast nowego sprzętu dostaniemy tylko kolejną koszulkę z nazwiskiem, tylko że jeśli sponsor faktycznie da kasę i zrozumie, o co tu naprawdę chodzi, to dlaczego by nie połączyć obu rzeczy? Ja bym nosił chętnie koszulkę z logo browaru z pobliskiego Zabrza albo nawet z napisem "Stal Nysa — 68 lat tradycji", tylko że z jakimś naprawdę fajnym graficznym elementem, który by nie zasłaniał numerów. Bo widzisz, problem nie w tym, że ktoś chce dać kasę — problem w tym, jaką cenę płacimy za tę kasę. Jeśli mają być na plecach sam naziwania, to owszem, stójmy twardo — ale jeśli jakiś lokalny facet powie: "Daję wam kasę na nowy sprzęt, a zostawiam numery i tradycję", to czemu nie? Przecież to nie jest wymiana — to inwestycja.
A, i jeszcze jedno: nie zapominajmy, że to nie tylko o Wojtku chodzi. Tam w ławce siedział Jurek, który od 2001 roku dźwiga ten sam numer 5, i facet, kiedyś zawodnik, teraz trener juniorskiej drużyny. Jego koszulka wygląda jak ta zrobiona na drutach — tyle w niej dziur, że byś się za nią wstydał na zdjęciu do Instagrama. Ale wiesz co? On ją nosi, bo mu się podoba. I my też powinniśmy mieć w kieszeni prawo decydowania o tym, co jest ważne — a nie jakiś kurwiszon z marketingu, który nigdy nie postawił nogi na naszej trybunie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, aleście dzisiaj palnąć palnęli jak ci co tracą gniazdówkę w Polanicy! Ja tu siedzę z butelką nieotwartego Żywca w ręku i słucham waszych szumów, a mnie się coś w środku gotuje — bo co wy, kurde, z tymi koszulkami kombinujecie? Naprawdę myślicie, że nasza młodzież idzie na mecz po to, żeby sobie zrobić selfie z logo zespołu Blackpink zamiast ze zdjęciem Wojtka, jak wbija asa?
Wczoraj na trybunie stał obok mnie chłopaczek, może dziesięć lat miał, i cały mecz powtarzał: "Tato, a co to jest 'Wojtek'?" — bo facet koło niego ciągle krzyczał "Wojtek! Wojtek!". A ten maluch myślał, że to jakiś magiczny zaklęcie. I wiecie co? To było cholernie wzruszające — bo chłopak nie kojarzył numeru z zawodnikiem, tylko z tym, jak ten numer się zachowuje na boisku. I to właśnie o to chodzi! To nie nazwa na koszulce ma znaczenie, tylko to, co za nią stoi. A jak teraz zmienimy nazwisko na logo firmy od detergentów albo na coś z TikToka, to ta magia zniknie — bo już nie będzie mowy o "Wojtku, co lata jak szalony", tylko o "zespole sponsora, który jutro wyda nowy cover do starej piosenki".
I jeszcze jedno — analitycy gadają tu o liczbach, o sponsorach, o widowiskowości, jakby chodziło o wybory do rady miasta, a nie o siatkówkę! Przecież to nie statystyka decyduje, kto zagra w finale, tylko chęć walki. Ja pamiętam ten mecz w 2012, jak Stal grała z AZS-em Częstochowa i wygraliśmy 3:2, chociaż przegrywaliśmy już 0:2. I co? Wszyscy kibice wrzeszczeli numerem zawodnika, który oddał ostatnią piłkę — a ten facet nie miał nawet markowego sprzętu, tylko buty po bracie starszym, które latały mu po stopie. I wiecie co? Ten numer został w klubie — nie dlatego, że miał sponsora, tylko dlatego, że walczył. I tyle.
Więc proszę was — darujcie sobie te wymyślone dyskusje o "nowoczesności". Jeśli ktoś ma kasę i chce pomóc, to super, niech wsadzi ją w nowe piłki albo w lepsze oświetlenie na hali. Ale niech nie wymyśla, że przez to, że na koszulce będzie logo browaru z sąsiedniego miasta zamiast numeru, to nagle młodzi będą szaleć na meczach jak na koncercie. Bo gówno prawda — oni szaleją dlatego, że widzą, jak ktoś gra z sercem, a nie dlatego, że ktoś im powie, że to fajny brand.
I jeszcze jedno, bo muszę docisnąć — ktoś tu wspomniał o Blackpink, no to ja wam powiem: fajna grupka, ale żaden z nich nigdy nie wbiegł na boisko tak, żeby trybuna trzęsła się od emocji. Więc oszczędźcie nam tych porównań, bo to jakby zestawiać sernik z kartoflem — oba są białe, ale jednego się jada, a drugiego się kocha. 😂 A teraz, jak ktoś chce naprawdę zrobić show, to niech da kasę na remont trybun, żebyśmy mogli stanąć bliżej boiska — bo wtedy doping naprawdę będzie czuć w kościach. A reszta to bajerki i cyfry do Excela. 💸🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, ależ wy tu dzisiaj jak na zebraniu kombatantów, tylko że zamiast pomnika dostałyśmy tablicę reklamową 😂🔥 serio, Kuron1908, to co ty opowiadałeś o tym bachorze i jego tacie — no fajnie to brzmi, ale chłopaczek w wieku 10 lat to raczej nie pójdzie szukać "historii Wojtka" na wiki, tylko zobaczy faceta, co odbija piłkę jak obłąkany, i tyle. I co? Ma mniej się cieszyć, bo numer mu się nie podoba? A ja widziałem w zeszłym tygodniu, jak na trybunie siedziała cała rodzina z numerami na koszulkach, które dostały od cioci z zagranicy — no i wiesz co? Te numery były wymalowane flamastrem, ledwo się czytały, a i tak chłopaki na boisku walczyły jak opętane! Liczy się pasja, nie drukarnia!
A, i AnalizaMaster — ty tam bredzisz o Blackpink i browarach, ale zapomniałeś, że Wojtek to nie influencer, który robi trendy, tylko facet, co od 20 lat nieźle kombinuje na parkiecie! Masz rację, że sponsor to nie musi być zły — ale jak ktoś da kasę, to niech ją da na coś, co naprawdę działa, a nie na jakiś neonowy śmieć, który jutro pójdzie do utylizacji. Ja bym wolał zobaczyć logo browaru z Nysy na koszulce, a nie jakiś syf z TikToka, który ledwo kto kojarzy poza naszymi czterema kątami 🍻
A Gwizdek_zHajsu — ty tam wspominałeś o tym "PIWO 500" z 2007, no i co? No i przez pół sezonu chłopaki musiały się z tym męczyć — ale wiecie co? Nadal wygrywali mecze! Bo nie chodzi o to, co jest na koszulce, tylko o to, co jest w sercu. Ja pamiętam, jak w 2015 roku jeden z zawodników dostał koszulkę z numerem 9, ale na plecach miał napis "Pizza u Janusza" — no i ten facet wbiegł na boisko jak na wojnę, a trybuna wyła: "Pizzeria! Pizzeria!" — i co? Ten numer został w drużynie na dobre! Bo tradycja to nie tylko czysty numer, tylko coś, co się żyje, a nie wymyśla na Facebooku!
I jeszcze OldSchoolStaraSzkola — ty tam mówisz, że tradycja to coś świętego, no to super, ale czy naprawdę myślisz, że Wojtek wolałby grać w tej samej zepsutej koszulce tylko dlatego, że ma na niej numer 11? Ja bym wolał zobaczyć go w czymś nowym, co będzie symbolizować, że klub idzie do przodu — tylko niech to będzie coś, co naprawdę coś znaczy, a nie jakiś marketingowy gowno!
No ale trudno, kto wie, może kiedyś ktoś wpadnie na genialny pomysł i połączymy tradycję z czymś fajnym — i wtedy wszyscy będą zadowoleni! Bo w końcu chodzi o to, żeby ten numer 11 latał w powietrzu, a nie o to, co jest na plecach! 💪🔴
Swoich się nie zostawia.
Ejże, aleście tu dzisiaj jak na zebraniu gazetowych redaktorów, co to muszą wybrnąć z tego nie wiadomo czego — a tymczasem my, Staliści, mamy do rozwiązania problem, którego sami do końca nie rozumiemy. Bo widzicie, ja tu słucham waszych argumentów i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wszyscy jesteśmy jak ta rodzina, co w 1995 roku kupiła sobie nowiutki telewizor, a dziesięć lat później zapytała: "A co my w nim mamy oglądać, skoro nie ma już 'Dynama'?" — no i co? Przełączyli kanał, bo nie mieli pomysłu, a nie dlatego, że telewizor był zły.
I teraz mamy podobną sytuację: tradycja mamy, numery mamy, Wojtka mamy — ale co dalej? Bo tak naprawdę nikt nie odpowiedział mi na pytanie, które dla mnie jest kluczowe: jeśli jutro na boisko wbiegnie zawodnik z numerem 11, ale na plecach będzie miał logo browaru z Nysy, który sfinansował nowy sprzęt dla juniorskiej drużyny, to czy ten numer przestanie oznaczać to, co znaczy dzisiaj? Czy Wojtek nadal będzie tym, który wbiegł na boisko jak diabeł z pudełka, czy stanie się "twarzą reklamy"?
Bo ja Wam powiem jedno: ja bym nosił taką koszulkę z czystym sumieniem. Nie dlatego, że tradycja jest do wyrzucenia — nie, bo tradycja to nie są kawałki materiału z lat 90., tylko te wszystkie chwile, kiedy ktoś walczył na parkiecie pomimo bólu, zmęczenia, a my na trybunie krzyczeliśmy tak, że sąsiedzi nas prosili o litość. I jeśli nowy sponsor da kasę na coś, co naprawdę pomoże klubowi rosnąć — bo pamiętajcie, że młodzi zawodnicy wciąż przychodzą na treningi z butami z lumpeksu — to dlaczego mielibyśmy odrzucać taką ofertę?
Tylko musicie pamiętać jedno: nie może to być żaden byle jaki brand, nie może to być jakieś "nowe oblicze" wymyślone przez agencję z Warszawy, która nigdy nie postawiła stopy na naszej hali. Musi to być coś, co faktycznie wiąże się z Nysą, z naszymi ludźmi, z tym klimatem, który tworzymy od dekad. Bo jak na koszulkę wsadzą nam logo firmy z Poznania, co myśli o nas: "A, to ci co robią te ich pierogi", to fajnie, ale nie o to chodzi.
No i jeszcze ta sprawa z tą magią — bo widzieliście kiedyś, jak chłopak pierwszy raz bierze w dłoń piłkę siatkarską? On nie patrzy na numer, on patrzy na to, co ten numer potrafi zrobić. I jeśli Wojtek dalej będzie latał po parkiecie jak szalony, to młodzi i tak będą krzyczeć "11! 11!", tylko że za rok numer ten będzie miał na plecach coś innego niż same cyfry. I niech tak będzie — bo tradycja to nie jest martwy numer, tylko żywa historia, którą piszemy razem.
Więc moje pytanie do Was brzmi: co byłoby dla Was najgorsze — że na koszulce pojawi się logo sponsora, czy że nikt nie da nam kasę na to, żeby móc kontynuować to, co robimy najlepiej — tworzyć drużynę z duszą? Bo ja Wam mówię, że mnie osobiście bardziej boli myśl o tym, że za dziesięć lat nie będziemy mieli nawet na co remontować trybun, niż o tym, że ktoś dorobi logo do naszej koszulki. A Wy?
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊