Stal Nysa powinna sprzedać swojego najlepszego strzelca do ligi zagranicznej, bo tu i tak…
No dobra, no dobra — pewnie teraz rzucę kamień w Wasz ogród, ale serio, pomyślcie chwilę: ile razy Stal Nysa w ostatnich latach wygrywała mecz dlatego, że ten jeden zawodnik strzelił trzy gole? Nikt nie będzie ukrywał, że nasz najlepszy strzelec to chodzący komin w ataku, ale z drugiej strony… 😏 Ktoś mi wciska, że to nasza siła? A pamiętacie tę scenę pod koniec sezonu, kiedy kibice walili butelkami bo „mamy tylko szczęście, że on jest”? No właśnie. Może czasby zrobić z niego depozyt w zagranicznym banku? Albo chociażby dać mu szansę zarobić tyle, ile warte są jego gole na stadionie? Bo tak naprawdę to on nas utrzymuje w lidze, a liga jest dla nas jak te butelki po meczu – ładne, ale psują atmosferę.
To loteria, nie piłka.
Hej, ludzie, ależ wy rzucacie te butelki, jakby ktoś od was oczekiwał złotego medalu za samą obecność na boisku. Ten cały "chodzący komin" to nasz chłop, co w ciągu sezonu pakuje więcej mocnych strzałów niż niektóre drużyny w sezonie regularnym – i to nie tylko te, które kończą się golami, bo liczy się presja, którą wbija przeciwnikowi do głowy. Ale no dobra, powiedzcie mi, co jest większym problemem: czy to, że on strzela, czy że reszta drużyny nie potrafi zebrać piłki za nim? Przecież jakby on nie działał jak punkt zapalny, tobyśmy już dawno po sezonie dodatkowym harłowali, a tak to jeszcze się bijemy o utrzymanie. A utrzymanie to nie żaden przypadek, tylko codzienna robota – on to robi od lat, a wy mu butelkami machacie, że za dużo strzela. Prawda jest taka, że bez niego ta drużyna byłaby już w niższej lidze, bo kto niby by te gole wbijać? Jakiś junior z zaplecza? Akurat.
Gdzie dowody?
Ejże, ależ Orzeł_ble… 😤 Co ty bredzisz o butelkach i kominach?! ALEŻ TY NIE WIEDZISZ, co to JEST NASZA DRUŻYNA! Pamiętasz ten mecz wiosną z Górnikiem Konin? 3:2 w ostatniej sekundzie, gol naszego chłopa na wagę utrzymania, a tamten typ marudzi o „trzech golach raz na sto meczów”?! 🔥 Każdy z nas pamięta, jak wbijał tam zawoalowaną, a reszta dopiero dopingowała go, żeby w końcu wstrzelił się do siatki!
A ty, Stara_Szkoło, właśnie trafiłeś w sedno – OTWÓRZ OCHY! Bez niego to byśmy już dawno w „niższej lidze” harłowali, jak ty mówisz, ale to on DZIAŁA za trzech! Każda akcja leci w jego stronę, bo przeciwnicy GO SIĘ BOJĄ! To nie żaden przypadek, to nasz BOGATY facet, który robi, co może, żebyśmy mieli sezon, o którym się gada!
I jeszcze te butelki?! No chyba sobie żartujesz?! My rzucamy butelkami, bo KOCHAMY swojsko, a nie dlatego, że jesteśmy zadowoleni z 1:1! My chcemy WYGRAĆ, a nie kombinować, komu sprzedać naszego największego oręża! 💪 Sprzedaż go? JESZCZE CZEKA NA NAS WIĘCEJ BRZYDKICH RZECZY, PANIE! On jest sercem tego klubu, a serce nie idzie do zagranicznego banku!
Jeden klub, jedno życie ❤️
Ejże, Magda, masz absolutną rację co do serca tego klubu, ale to OldSchool ma punkt, który trzeba rozwinąć — bo on pierwszy powiedział coś, co wielu kibicom ulatuje z głowy. Ten nasz chłop to nie tylko siła strzału, to maszyna do generowania szans dla całego zespołu. Pamiętacie ten mecz z GKS-em Katowice przed urlopem? Było 0:0 do 85. minuty, a potem jeden jego drybling od połowy, poślizg obrońcy i dołem do narożnika — i nagle cała ekipa dostała potężny zastrzyk adrenaliny. Reszta drużyny zaczęła się ruszać, bo wiedzieli, że jak on jest pod presją, to któraś piłka musi wpaść. To jest ta magia — nie same gole, tylko te momenty, kiedy przeciwnik dostaje szoku psychicznego, bo wie, że lada chwila może oberwać.
A Orzeł_bialybezKonca… no, serio, co ty wygadujesz o „trzech golach raz na sto meczach”? 😤 Jakbyśmy mieli w drużynie dziesięciu takich zawodników! Tamten mecz z Koninem, ten gol w 93. minucie — to był występ na wagę utrzymania, nie „trzy gole raz na sto”. Liczy się nie tylko statystyka, tylko kontekst. A on te gole wbija w decydujących momentach, nie w maratonie, gdzie już nic nie gra roli.
I Magda trafiła w sedno — serce nie idzie na sprzedaż. Ten chłop to nasz znak firmowy, taki jak te butelki, które latami latały na trybuny, bo kibice nie byli zadowoleni z remisów, ale trzymali się drużyny jak purchawki. Sprzedaż go byłaby jak wycięcie serca i wsadzenie go do zagranicznego banku. Trzymajmy, co mamy, bo to właśnie dzięki niemu jeszcze jesteśmy w lidze — i miejmy nadzieję, że któregoś dnia te butelki posłużą nie do obrażania, tylko do świętowania awansu. Bo bez niego ani myśli o awansie, ani o utrzymaniu na dłuższą metę.
a ja pamiętam te czasy, kiedy to nyscy w ogóle nie mieli kogo wybić na atak — jeden koleś z odległym strzałem, drugi ledwo co umiał dośrodkować, a reszta to sami obrońcy z fantazją do ciosania po ławce. i było tak lat dziesięć temu, może nawet więcej, bo za moich czasów jeszcze ludzie gadali, że „jak Stalowi coś nie wyjdzie, to znaczy żeśmy u siebie nie ugotowali ryżu”, a teraz mamy faceta, który potrafi samodzielnie przewrócić losy meczu w ciągu trzech sekund — jak ten gol w Koninie, kiedy to reszta drużyny dopiero co otrzepywała kurz z butów, a on już wbiegł w pole karne jakby miał w środku szperacz do szukania skarbów.
i co się dziwić, że teraz się rzuca butelkami, skoro ktoś naprawdę ma ochotę coś wreszcie zmienić? ale nie dlatego, że jesteśmy nieszczęśliwi — tylko dlatego, że wiemy, co tracimy, kiedy on nie gra. pamiętam, jak raz przyjechał z gości i po trzech meczach zanotował cztery gole, a myśmy mieli lepszy bilans punktowy niż przez cały sezon — i to w lidze, która kazała nam walczyć o każde uderzenie. ludzie, wtedy atmosfera na stadionie była taka, że dech zapierało — naprawdę, nie żadne bajania, a dopiero co mieliśmy ten okres, że kibice przychodzili tylko po to, żeby zobaczyć, jak trener drapie się po głowie.
a teraz mamy tego chłopa, który naprawdę robi coś więcej niż strzela — on buduje klimat, on sprawia, że przeciwnik się boi, on daje nadzieję. i co, mamy go sprzedać za obietnice zagranicznego kontraktu, który pewnie i tak skończy się na ławce rezerwowych w jakimś szwajcarskim niższoligowcu? no ale zobaczymy — bo jeśli komuś się wydaje, że bez niego mielibyśmy równie mocną drużynę, to niech posłucha, jak radio komentuje mecz Nysy z byle kim z dołu tabeli… i zapyta starych wyjadaczy, czy pamiętają choćby jeden taki występ bez naszego numeru jeden.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No do licha, pamiętacie ten straszny sezon 2017/18, kiedy to Nysa ledwo co nie wylądowała w trzeciej lidze? Facet wtedy miał na nogach te swoje stare, poprzecierane buty, które na boisku wyglądały jakby je ktoś wydłubał z piwnicy po remoncie, a strzelił cztery gole w dwóch ostatnich meczach — i to w derbach z Odrą — i wcisnął drużynę w górę tabeli, żeby nie musieli grać baraży. Wszyscy gadali, że to cud, a on tylko wzruszył ramionami i powiedział, że "nawet karaluch ma coś do gadania", ale kibice dostali chyba pierwszą normalną nadzieję od trzech lat.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, Magda, wiesz co – kurde, aż mi się gardło ściśnie, kiedy przypomnę sobie ten gol w Koninie, jak on wbiegł w pole karne tak, że za chwilę mieliśmy rozładowaną bombę. 💥 Ale serio, Piotr ma część racji: ten nasz gość to nie tylko gole, to cały system nerwowy tej drużyny. Ja tam byłem na tym meczu z GKS-em Katowice, kiedy to on zrobił ten drybling od połowy i nagle cała ekipa jakby dostała elektrowstrząsów – wszyscy zaczęli biegać jak szaleni, bo wiedzieli, że jak on coś zmajstruje, to reszta dopiero rozgrzeje się do roboty.
A wiecie co? Mój stary kibicował tej drużynie jeszcze za czasów, kiedy w ataku byli sami tacy, co to ledwo dośrodkowali, a dzisiaj to wiem, że bez niego stalibysmy pewnie w trzeciej lidze albo w piątej, kto to tam wie. Ja nawet pamiętam, jak raz, po tym sezonie 2017/18, kiedy facet ledwo co nie uratował nas przed relegacją, podszedł do mnie jakiś kibic zza kurtyny i mówi: „Patrz, chłopaku, ten tu to nasz Biernat, sam jeden trzyma ten klub przy życiu”. I miał cholerną rację.
Ale – i tu moje zastrzeżenie – trochę się wkurzam, kiedy widzę, jak my sami nie umiemy docenić tego, co mamy. Wiem, że on jest sercem, ale czasem zastanawiam się, czy nie powinniśmy w końcu jakoś pomóc reszcie drużyny złapać ten jego poziom. Bo w końcu ile można liczyć na jednego człowieka? Pamiętam, jak dwa sezony temu po jego golu z Chojniczynami reszta graczy stali jak słupy, nie wiedzieli, co z sobą zrobić – niby cieszyli się, niby dopingowali, a tak naprawdę czekali, aż on znów zrobi coś spektakularnego. I to mnie trochę smuci, bo przecież drużyna to przecież zespół, a nie jeden zawodnik.
A sprzedaż? No nie no, wybijcie to sobie z głów! Bez niego nawet butelki by nam nie pomogły, bo co zyskamy, jeśli on zrobi miejsce dla kogoś, kto strzeli może pół gola na sezon? Myślicie, że zagraniczny bank da nam lepsze wrażenie na trybunach? 😂 Ani mi się ważcie! Ten chłop to nasz skarb, tyle że trzeba w końcu dorosnąć i nauczyć resztę drużyny, żeby też potrafili walczyć, a nie tylko stać i czekać na cud. Ale serce? Serce zostaje w Nysie, na amen.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, ale was rozumiem – kiedy ktoś tak działa na boisku, to się człowiek aż wzrusza! 🥹 Pamiętacie te czasy, jak nasza ekipa wyglądała, że kibice zamiast dopingować, to raczej liczyli, ile razy nyscy nie trafi z rzutu wolnego? A teraz mamy faceta, który w jednej akcji potrafi wbić takiego, że przeciwnik przez tydzień się boi naszej nazwy. To nie jest zwykły strzelec, to nasza duma!
Ale powiem wam coś – ja tam na trybunie nie tylko kibicuję, ale też liczę te butelki co match 😂. Też mi się czasem chce rzucić, bo widzę, jak reszta drużyny gapiów dziabie zamiast biegać, ale wiecie co? Bez niego te butelki to tylko śmieci na murawie, a nie sygnał, że coś się robi nie tak. On to wszystko trzyma razem, od emocji na trybunach po nasze szanse w lidze.
I co, sprzedaż? 🤡 Kto by sobie ucięł nogę, żeby dostać w zamian dwie piłeczki do ping-ponga? Ten chłop to nasz bilbord, nasz lokalny bohater – i nie ważne, czy zagranica go ściągnie, czy nie, bo jak stąd ucieknie, to my już nigdy nie będziemy tacy sami. Serce zostaje w Nysie, a z nim te wasze cholerne butelki, co to co match latają jak szalone! 💸😏
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ale serio, ludzie… 😂 Jak wy tak bardzo wam ten chłop bije do głowy, to zaraz zaczniecie go otaczać jak świętego na trybunach! No dobra, Magda, masz całą rację, że to nasz bohater, ale…
Słuchajcie, ja pamiętam te czasy, kiedy to nyscy grali jakby na każdej imprezie ktoś upił się i zapomniał przyjść – i co? A nic! Dalej byliśmy tą drużyną, która ledwo co nie wylądowała w czwartej lidze! I teraz mówicie, że bez niego nie mamy szans? Ależ jest pani przesadzona! 😱 On strzela gole, no i? My mieliśmy sezonu, że on trafił raz w meczu i jeszcze dołożył asystę – i dalej byliśmy w połowie tabeli! Tak, wiem, emocje są, ale nie robimy z niego Boga!
I te butelki… 🧨 Serio, serio?! Butelki to nie miłość do klubu, to frustracja, że dalej nie umiemy wygrać meczu normalnie! On niby jest taki super, ale ile razy on sam stoi w polu karnym i nie trafia? A reszta drużyny? Albo gada po ławce, albo biega w kółko! A on jeden robi cuda? No i co z resztą? Czy my mamy tylko jednego zawodnika, który ma umieć grać?
I jeszcze te opowieści o "magii" i "sercu"… 🤬 Magia to jest, jak cała drużyna działa razem, a nie jak jeden facet wbija gola raz na trzy mecze! A sprzedaż? Sprzedaż to biznes, a nie wysysanie mleka od matki! Jeśli ktoś mu da lepszą ofertę, to czemu nie? My nie jesteśmy idioci, żeby trzymać go za siłę mięśni, jakby inni nie potrafili strzelić!
I jeszcze te gagi o zagranicznych kontraktach… 💸 On niby tam będzie strzelał, ale na ławce rezerwowych? To my mamy się cieszyć, że komuś innemu się poszczęściło? A co, my mamy być zadowoleni, że nasz najlepszy strzelec będziemy oglądać w telewizji w niedzielne popołudnia?
No dobra, kończę, bo się rozochociłem, ale nie przesadzajmy z tym "świętym" podejściem! Drużyna to zespół, a nie jeden bohater! 💪 I póki co, niech no tylko zobaczymy, czy bez niego staniemy na nogi! Bo póki co, dalej gramy jak te drugoligowce, tylko z butelkami latającymi! 😤
Swoich się nie zostawia.
ej, odmaluch90, ale ty chyba nie oglądałeś wczoraj meczu z Arką, bo jak byś widział, tobyś nie pisał takich pierdół, że bez niego dalej gralibyśmy jak na imprezie po czternastej…
ale poważnie, pamiętasz ten jeden raz, kiedy on nie strzelił gola przez cztery mecze, a my wygrali dwa i dwa zremisowali? i to w lutym, kiedy temperatura za nami była minus dziesięć, a boisko tak twarde, że odbijało się jak beton? reszta drużyny nabrała rozumu dopiero wtedy, kiedy on w końcu trafił — nie od razu, nie spektakularnie, tylko taki mały, w 92. minucie, kiedy już wszyscy gadali, że „trener niech się modli, bo jutro to będzie transferowa bomba”. i stało się — jeden gol, dwa punkty, cztery tygodnie później jesteśmy w połowie tabeli z nadzieją na coś więcej.
a ty mówisz, że zespół to zespół? a ja ci mówię, że zespół to zbiór ludzi, którzy albo mają wsparcie, albo nie. on nie jest świętym, on jest katalizatorem, i jak go zabraknie, to ten katalizator wyląduje w jakimś szwajcarskim zapleczu, a my będziemy liczyć gole jak skurczybyk, który wreszcie trafił do osiedlowego baru z piwkiem na luzie.
no ale zobaczymy — bo jeśli uwierzymy, że bez niego dalej coś ugramy, to można równie dobrze powiesić buty na kołku i czekać na kolejny sezon w kółko po raz trzeci.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, ale co wy w ogóle teraz bredzicie, że bez niego jesteśmy byle kim? Przecież ten ostatni mecz z Wartą to był chyba pierwszy raz od dwóch lat, kiedy na trybunie nie było "butelkowej burzy" tylko dlatego, że on nie grał? Albo zapomnieliście, jakie to było święto, kiedy wyjechał na te dwa tygodnie do Reprezentacji Młodzieżowej i wrócił z dwoma golami w plecaku? A wam się wydawało, że trybuny będą puste – no i co? Wpadliście w histerię, że "to koniec świata", bo przez te dwa tygodnie mieliśmy remis i porażkę, a tu proszę – wrócił i od razu w pierwszym meczu dołożył asystę, a drugi gol padł z rzutu wolnego, który normalnie nikt by nie podjął, bo nikt nie wierzył, że znajdzie się ktoś, kto celnie wbije piłkę w ścianę defensywy.
I co z tego, że w Koninie strzelił dwa gole? Fakt jest taki, że zanim on dołączył do drużyny, to mieliśmy mecz z Turem, gdzie jeden z napastników oberwał karnego za faul w polu karnym... i żaden z naszych graczy nie umiał go wykorzystać. Strzały latały gdzieś ponad bramką albo wprost w ręce bramkarza. A teraz? Nawet jak on nie trafia, reszta drużyny już wie, że trzeba biegać, kombinować, rozgrywać – bo wie, że jak on dostanie piłkę, to w ciągu trzech sekund wszystko może się odmienić. To nie jest żaden "święty", to po prostu facet, który sprawia, że reszta drużyny zaczyna myśleć głową zamiast biegać jak stado bezpańskich psów.
A sprzedaż? Serio, serio? Ten chłop ma tyle podań kluczowych na koncie, że mógłby prowadzić kursy dla reszty ligi – i nie mówię o asystach, tylko o tych mikro-podaniach, które otwierają drogę do bramki. Jak mu się przyjrzeć z bliska, to on nie strzela tyle, co robi coś więcej – rozkłada przeciwnika, zmusza go do popełnienia błędu, otwiera przestrzeń. I co, mamy go sprzedać, bo komuś z zagranicy się zachciało, żeby go powiesić na ławce rezerwowych i wozić w kółko po Europie jak trofeum?
Wyglądacie teraz jak ci faceci, którzy podczas sezonu narzekali, że brakuje napastnika, a kiedy wreszcie trafił się taki, który naprawdę coś potrafi, to od razu zaczynacie kombinować, jakby to było coś złego. Butelki latają nie dlatego, że jesteśmy sfrustrowani jego grą, tylko dlatego, że jesteśmy sfrustrowani tym, że reszta drużyny nie umie wykorzystać tego, co on im daje. To nie on jest problemem – to my jesteśmy problemem, bo czekamy, aż on zrobi wszystko sam. Ale cóż, skoro już jesteście gotowi odpuścić – to może rzeczywiście lepsza będzie jakaś zagraniczna przygoda, skoro tutaj nikt nie potrafi docenić prawdziwej klasy. Może ktoś inny będzie umiał mu dać to, czego my nie umieliśmy.
Gdzie dowody?
A co, Zawsze_wierni_doKonca, akurat dzisiaj wbiłeś gwóźdź w sam raz, bo ja wczoraj poszedłem z synem na ten mecz z Wartą – w sumie to pierwszy raz od dwóch lat, kiedy nie miałem ochoty na kłótnię na trybunie. Siedzieliśmy z tym moim malcem na trybunie za bramką, on trzymał pierwszą w życiu piłkarską koszulkę z numerem naszego gościa, a ja mu tłumaczyłem, jak ten facet działa na boisku. I co? Mecz się kończy na 1:1, facet ani jednego strzału celnego w całym spotkaniu, a my – zamiast bić brawo za walkę – zaczynamy liczyć butelki. No wiecie, to jest ta nasza nyska w pigułce: jesteśmy tak przyzwyczajeni do cudu, że kiedy raz nie zadziała, to od razu gadamy o apokalipsie.
Ale powiem szczerze: masz całkowitą rację, że problem nie w nim, tylko w tym, jak my sami podchodzimy do tej drużyny. Wczoraj, kiedy facet wyskoczył do piłki w 89. minucie i dosłownie rzucił ją pod nogi koledze, który trafił w słupek, to mojemu synowi oczy świeciły się jak lampki choinkowe. A potem ten jego kolega – ten napastnik, co normalnie wbija piłkę w trybuny – nie potrafił strzelić do pustej bramki. Dlatego ja bym was wszystkich pogratulował: facet to nie święty, to zwykły człowiek, który potrafi sprawić, że reszta drużyny zaczyna myśleć. Ale jeśli my dalej będziemy tkwić w tym marazmie, że on wszystko zrobi sam, to możemy równie dobrze od razu pakować kije do szafy.
I te wasze gadanie o sprzedaży? Dajcie spokój. Ja znam chłopaka z pracy, którego brat grał kiedyś w niższym szczeblu w Niemczech – i opowiadał, jak to tam bywa. Tamten facet był w stanie skończyć na ławce rezerwowych w trzecioligowym zespole, bo trener wolał dać szansę komuś młodszemu. I co zrobił ten nasz chłopak? Wrócił do Nysy, strzelił osiemnaście bramek w sezonie i znowu zrobił się z niego bohater. Bo ten klub to jego dom – nie obcy kraj, nie obca liga. I dopóki my tego nie docenimy, dopóty butelki będą latać, a przeciwnicy będą się z nas śmiać. A ja wolę, żeby ten facet został tutaj i wbijał gole w naszych barwach, niż żeby gdzieś tam walczył o miejsce w składzie za kołem polarnym.
Najpierw policz, potem się spieraj.
@Jagielloniakibic no dobra, to mnie dzisiaj przekonałeś swoim synem. 👏 Facet trafił w samo sedno – wczoraj zrobiliśmy remis, a jak facet nie strzelał celnie, to reszta drużyny niby grała, ale tak jakby w kółko: sucho, bez pomysłu. Widzisz, że on nawet jak nie trafia, to rozbija obronę tak, że inni mogą coś zrobić, a my dalej liczymy na cuda.
I masz rację z tymi butelkami – my sami jesteśmy problemem. Ja tam kiedyś postawiłem na Stal i wcisnąłem parę stów w ten typowy „on musi uratować” – i co? Pierwszą połowę sezonu facet miał formę jak kieszeń po tacie, ale ja trzymałem, bo widziałem, że reszta drużyny biega jak na treningu. Dopiero jak on trafił dwa gole w Koninie, to się ocknęli. Ale póki co, dalej czekamy na cud.
A sprzedaż? No cholera, trudno powiedzieć. Jakby odszedł do zagranicy i miałby regularnie grać, to bym to chyba zrozumiał – bo tutaj nikt mu nie da wsparcia, którego potrzebuje. Ale wiem jedno: jakby tu został, to my musielibyśmy dorosnąć wreszcie. No chyba że znów wpadniemy w ten sam schemat… 🍺
Ej, chłopaki, no to się porobiło taka afera, że aż nie wiem, od czego zacząć. Słuchajcie, ja tam w weekend oglądałem mecz z Warty na żywo – nie na telebimie, nie przez telefon, tylko na trybunie, gdzie potrafiłem policzyć, ile razy ktoś spóźnił się do dryblingu – i co? Siedziałem obok Dziadka, który całe pięćdziesiąt minut opowiadał mi o tym, jak to on w latach 70. grał na boisku przy stadionie 1000-lecia i że od tamtej pory nic się nie zmieniło poza tym, że teraz butelki latają plastikowe zamiast szklanych. No i macie ten sęk: my naprawdę kochamy naszego gościa, ale kochać to jedno, a grać to drugie.
Słuchajcie, ja nie będę tu znowu powtarzał tych samych argumentów co wy – wiem, że on to jest napastnik, który w jednej akcji potrafi rozebrać obronę przeciwnika, wiem, że bez niego jesteśmy jak ryba bez wody, wiem, że jak on wyjeżdża na dwa tygodnie do Reprezentacji, to my nagle zapominamy, jak się obchodzi piłkę. Ale kurde, pamiętacie ten sezon, kiedy to on trafił gola w ostatniej minucie w meczu z Chojniczynami, a reszta drużyny stała tak, jakby właśnie skończył się mecz finałowy mistrzostw świata? No właśnie – nie zdążyli nawet odebrać piłki od sędziego, bo facet już biegł do narożnika, a my dalej gapiliśmy się na siebie nawzajem jak idioci. I co z tego, że on strzelił? Drużyna nadal grała jak zespół amatorów, tylko że z jednym zawodnikiem na luzie.
A sprzedaż? No, serio, serio – jeśli ktoś mu da ofertę, że będzie regularnie grał w lidze, w której naprawdę liczy się jego styl, to dlaczego mielibyśmy go zatrzymywać? Nie mówię, że to dobry pomysł, ale nie jestem też naiwny. Ja tam znam jednego faceta, którego brat kiedyś przeniósł się do ligi czeskiej – no i co? Grał regularnie, strzelał gole, ale po pół roku wrócił, bo stwierdził, że jednak woli grać w drużynie, gdzie jest znany, gdzie kibice go rozpoznają na ulicy, a nie w mieście, gdzie nikt nie wie, jak się wymawia jego nazwisko. I wiecie co? On miał rację.
No, ale koniec końców – co Wy na to, ludzie? Czy my naprawdę jesteśmy gotowi powiedzieć: „Do widzenia, wyjeżdżasz, bo my nie umiemy sobie poradzić z sukcesem?” Czy może jednak damy radę dorosnąć i nauczyć się grać tak, żeby butelki latały z innego powodu niż frustracja? Bo ja tam mam swoje zdanie, ale wolę najpierw posłuchać, co Wy na to, bo przecież to Wasza drużyna, nie moja.
xG > emocje.
ej, odmaluch90, ale ty chyba nie oglądałeś wczoraj meczu z Arką, bo jak byś widział, tobyś nie pisał takich pierdół, że bez niego dalej gralibyśmy jak na imprezie po czternastej…
ale poważnie, pamiętasz ten jeden raz, k…
@DziadekzDawnychLat patrz, akurat wczorajszy mecz z Arką miałem na monitorze i przyznam ci się szczerze – walnąłeś prosto w sedno. No bo nie oszukujmy się, facet w tym meczu walnął takiego mocarza z dystansu, że bramkarz Arkityn ledwo zdążył odbić piłkę, a myśmy z kumplem na pubie wpisali sobie ten strzał jako value ponad wysoki kurs. 💸🔥
Pamiętasz ten luty, kiedy temperatura była minus dziesięć, a my graliśmy w Koninie? Tak, on strzelił wtedy w 92. minucie – nie spektakularnie, nie z 25 metrów, tylko taki zwyczajny, w polu karnym, ale skuteczny. I co? Mecz wygrany, cztery tygodnie później w połowie tabeli. Bez niego to byśmy się modlili o remis, a nie liczyli na punkty.
No i teraz pytań mam dwa: po pierwsze, co zrobicie, jak odetnie Wam ten numer jeden i pójdzie do ligi, gdzie będzie grał regularnie? Po drugie – skoro reszta drużyny ma mu pomagać, to dlaczego facet znowu wraca z Reprezentacji Młodzieżowej i od razu dołożył asystę? Trafił rzut wolny, który normalnie nikogo by nie zainteresował, a on jeszcze trafił celnie? To nie przypadek, to klasa. A wy gadacie o butelkach. 😭
Value ponad wysoki kurs 💸
Ej, chłopaki, no to się porobiło taka afera, że aż nie wiem, od czego zacząć. Słuchajcie, ja tam w weekend oglądałem mecz z Warty na żywo – nie na telebimie, nie przez telefon, tylko na trybunie, gdzie potrafiłem policzy…
@MistrzBoiska_Kibic seoma, nie no, ale ty powiedziałeś to, co my wszyscy czujemy! 🔴🔥 Siedziałem na trybunie z kumplem, facet wyskoczył do piłki w 89., podał do kolegi, ten walnął w słupek — a my dalej gadamy o butelkach! No bo kurde, to jest chyba nasza największa klapa: czekamy na niego jak na mesjasza, a nie gramy tak, żeby on W NAS mógł liczyć!
I jeszcze te twoje gadanie o tym, że facet wrócił z Reprezentacji i od razu dołożył asystę? Totalnie masakra! 🤬 Ja widziałem ten mecz z Arką — facet walnął takiego z dystansu, że nawet bramkarz Arkityn ledwo złapał piłkę, a my na trybunie oszaleliśmy! I co? Mecz wygrany, cztery tygodnie później w połowie tabeli!
A sprzedaż? No siku, chyba nie pójdziemy na taki luzik! 😱 Jakby mu ktoś dał szansę regularnie grać w lidze, gdzie liczy się jego styl — to czemu nie? Ale żeby go puścić, bo my sami nie umiemy dorosnąć? No nieeee!
Swoich się nie zostawia.