Stal Nysa powinna spać z Areną Nysa, bo po co budować nowy stadion, skoro mamy dach nad…
A, serio? To ściągnięcie obudzeń z Areny Nysa to niby ten wielki ruch? Przecież tam taki klimat jak w tunelu, żeby nie powiedzieć, że kibole sieć na nogach mają od tego betonowego doła. Po co się oszukiwać – nowy stadion to nie fanaberia, tylko inwestycja w samych siebie. Młodych zresztą nie uświadczysz na tej twojej „dolinie łez”, bo nie ma tam klimatu, nie ma prywatności, a jak pójdziesz na papierosa, to cię facet ze szlabanu wygoni w połowie meczu. I jeszcze te półki za płotem – chcesz, żeby nasi goście siedzieli jak na wystawie w muzeum? 😏
Albo może ci się w głowie pomieszało i myślisz, żeArena to jakaś ekstraarena? Szkoda gadać – sami wiecie, jak wygląda logistyka tam, kiedy przychodzi setka kiboli. A nowy stadion? Klimat, lokalizacja, toalety w paszport, nawet budki z piwem w pół godziny drogi. I co, mamy dalej budować legendy o tym, że grajemy jak w piwnicy? 🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A co, szukacie teraz argumentów, żeby swój własny kibicowy fatalizm nazwać „mądrością praktyczną”? Swoją drogą, kibole na Arenie Nysa mieli kiedyś taki klimat, że przychodziliśmy na mecze i za każdym razem kombinowaliśmy, jak tu przetrwać ten betonowy piec albo ten „uśmiechnięty” szlabaniarz, co to wiecznie chciał nas gdzieś uciszyć. Pamiętacie ten jeden niedzielny poranek, kiedy pod niebem było +5 i wszyscy musieliśmy wepchnąć się do środka, bo dach nad trybunami to była bardziej atrapa niż zadaszenie? No właśnie – nowy stadion to nie tylko „dach nad głową”, tylko kompletnie inna liga pod każdym względem.
Weźcie siebie: ilu z was naprawdę ma ochotę tłumaczyć młodemu koleżance, że „ładne widoki” to parawan za to, że na Arenie można spać tylko z ołówkiem w ręku, bo nie ma tam nic poza ławkami, które bolą bardziej niż serwis w naszym stylu? A nowy obiekt to nie tylko „kibice nie będą na nogach” – to możliwość, żeby młodzi zostali, bo poczują, że są częścią czegoś większego niż betonowa nora. Arenę doceniacie tylko wtedy, kiedy jej nie ma – kiedy pada, kiedy jest gorąco, kiedy setka kiboli walczy o miejsce przy najgorszym sektorze. Nowy stadion to inwestycja, która nie pyta, czy jesteśmy na nią gotowi – pyta, czy chcemy dalej grać drugoligowe mecze w warunkach, które dawno powinny trafić do muzeum kibica.
I jeszcze jedno: jak ktoś mówi „prywatność”, to nie ma pojęcia, co to znaczy, kiedy musisz się przepychać przez tłum pod presją czasu, bo zapomnieliście, że kibole to też ludzie, którzy mają potrzebę normalnie się wysikać albo choćby na chwilę oderwać wzrok od meczu. Na nowym obiekcie to będzie nieporównanie lepsze – bo tam nie trzeba wybierać między komfortem a kibicowaniem. A póki co, jesteśmy na Arenie, więc nie narzekajmy na klimat, tylko zróbmy coś, żeby go zmienić raz na zawsze. Bo nowy stadion to nie fanaberia – to szansa, żeby przestać być drużyną, która gra w piwnicy, i zacząć być zespołem, który ma gdzie pokazać swoją siłę.
Gdzie dowody?
no ale serio stary… 🔥 wam się Arenę poprzesuwało w głowach czy co?!! miałem kiedyś w 2018 roku na Oławkę po godzinie meczu taki gorąc pod trybuną, że myślałem, że lada chwila ktoś dostanie udaru… a wy teraz gadacie o „dachu nad głową” jakby to była jakaś atrakcja turystyczna?! na nowym stadionie będzie KLIMA, ludzie — normalny wentylator, okna, żeby było wiadomo, że jesteśmy w XXI wieku, a nie w podziemiach średniowiecznego zamku! 😤
i jeszcze te KIBOLE… na Arenie jest tak ciasno, że jak ja raz na meczu trafiłem do sektora za płotem, to tam się napchałem ludzi, że musiałem wyjść na przerwę, bo nie dało się oddychać — a co to ma wspólnego z kibicowaniem?! nowy stadion da nam wolną strefę, gdzie się nie da sobie złamać żebra od jednego spojrzenia w bok! 💪 to nie jest fanaberia, to zdrowy rozsądek — jak się młodemu facetowi nie będzie wygodnie, to prędzej pójdzie na piwo do baru niż stanie w tym betonowym sraczu!
a co do tych argumentów o logistyce… przyjechało kiedyś do nas 200 kiboli z Gliwic, to na Arenie pół godziny zajęło im przejście od parkingu do trybuny, bo tam są takie wąsy, że jak chciałeś skręcić w lewo, to lądowałeś w kasie, a jak w prawo, to w kiblu — i cały czas liczyć, żeby nie oberwać szlabanem od ochrony! 🤬 nowy stadion to nie tylko „toalety w paszport” (co i tak jest za drogie, nie obrażajcie się), ale przede wszystkim PRZESTRZEŃ, gdzie kibic może poczuć się jak człowiek, a nie numerek w tłumie!
i co wam powiem… jak budowali ten budynek na początku, to na zebraniu kibiców padło, że niby „ale co z legendą Areny?” — a ja na to: legendę tworzy drużyna, a nie kawałek betonu, który lepi się do dupy przy deszczu! 😂 obudźcie się! mamy szansę zrobić coś wielkiego, a wy mówicie „zostawmy ten dół”, bo tak Wam było „wygodnie” latać jak szczury po podziemiach?!
nowy stadion to nie tylko wygoda — to PRZESŁANIE! pokażemy wszystkim, że jesteśmy nie tylko drużyną, która walczy w II lidze, ale też klubem, który ma szacunek do swoich fanów i inwestuje w ich komfort! i nie, nie jestem żaden marzyciel — widziałem projekty, widziałem harmonogram, widziałem, jak będą wyglądać sektory… i wiem jedno: jeśli teraz nie zrobimy kroku do przodu, to za 5 lat będziemy dalej gadać o tym samym, podczas gdy reszta śmiesza się z naszych „warunków jak w więzieniu”. 🔴
więc pytanie do was: chcecie dalej być drużyną, która „przetrwała”, czy zespołem, który „rośnie”? bo ja wiem, jak wybieram! 💪🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Słuchajcie, serio – niech wam się nie wydaje, że Arenę doceniamy. Ja tam pierwszy raz poszedłem, jak byłem może ze dwadzieścia parę lat młodszym chłopakiem, i pamiętam, jak ojciec mnie straszył: „Będzie gorąco, będzie ciasno, ale pamiętaj – to nasz dom”. I miał rację… ale nie w sensie, o którym myśleli kibole z ówczesnych lat.
Właśnie w zeszłym sezonie, jak mieliśmy ten niedzielny mecz o trzeciej po południu, a słońce prażyło jak diabli, to pod trybuną środkową zebrało się takiego tłoku, że za każdym razem kiedy ktoś podniósł się do okna na dole, robił się natychmiastowy ruch powietrza… ale w drugą stronę. Raz nawet jeden facet dostał takim powiewem w twarz, że mu kapelusz poleciał, a ochrona nie dość, że nie pomogła, to jeszcze zaczęła mu wciskać bilet na następny mecz jako „odszkodowanie”. Jak na to patrzyłem, to myślałem tylko: „Boże, przecież to nie może być tak, że naszym największym atutem ma być to, że przetrwaliśmy taki koszmar”.
A nowy stadion? No właśnie – nie o „dach nad głową” tutaj chodzi, tylko o to, żeby kibic przyszedł na mecz i nie musiał walczyć z betonem, z tłumem, z własnym zdrowiem. Słyszałem, że w projektach przewidziano sektory szerokie na sześć metrów, a nie te wąskie, gdzie człowiek czuje się jak w puszce sardynek. I nie mówię tu o jakiejś luksusowej opcji VIP – mówię o normalnym sektorze, gdzie da się stać, oddychać, nie walczyć z czyimś łokciem w żebra przy każdej akcji.
Bo wiecie co? Kibic Nysy to nie numer w statystykach, to człowiek. I jak się czuje jak człowiek, to wróci. I nie tylko wróci – powie kumplowi: „Chodź, obejrzyj mecz u nas, jest normalnie”. A póki co, ci sami kumple albo zostają w domu, albo idą na piwo, bo „jeden mecz w tych warunkach to wystarczy”.
Więc nie bójmy się powiedzieć wprost: Arena to dobry obiekt dla drużyny, która chce przetrwać. Ale nowy stadion to inwestycja w fanów – i nie, nie chodzi tu o fanaberię, tylko o zdrowy rozsądek. Bo jak ma być naprawdę fajnie, to niech kibol poczuje się jak na meczu, a nie jak w więzieniu. A reszta… reszta to już sprawa naszej drużyny, czy zagra dobrze, czy źle. Ale warunki? Warunki mogą być albo zachętą, albo wymówką. I ja wolę, żeby były zachętą.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no kurczę, skoro już sięgnęliśmy po stare gumowe buty i siatkarskie opowieści, to muszę wam powiedzieć, że pamiętam czasy, kiedy nyscy kibole przychodzili na mecze w drewnianych ławach tak strasznie spróchniałych, że każdy z nich obawiał się, że zaraz złamie się mu kręgosłup — a to przecież była era, kiedy Arenę nazywaliśmy jeszcze „hala sportowa”, bo „arena” brzmiało jak coś zza granicy, a my byliśmy za biedni, żeby się wygłupiać. Pamiętam, jak na jednego meczu z Zielonymi z Gliwic musieliśmy ustawić się w rzędzie, bo na trybunie brakowało miejsca — no, nie było miejsca, bo ktoś zapomniał, że kibole lubią oddychać, a nie stać jeden przy drugim jak sardynki w puszce. I wiecie co? Nikt nie marudził! Byliśmy szczęśliwi, że gramy, że mamy drużynę, że w ogóle mamy gdzie siąść.
teraz oczywiście patrzymy wstecz i śmiejemy się, jak dobraliśmy się do budżetu — bo wtedy ludzie mieli w sobie coś takiego, że sam klimat meczu i wrzaski na zawodników były ważniejsze niż to, czy podłoga nie ugina się pod nogami. ale teraz mamy inny świat, inny wymiar kibicowania, i nie oszukujmy się — młode pokolenie nie chce już walczyć z betonem, z tłumem, z tym całym „przetrwajmy”. Oni chcą przyjść, zobaczyć mecz, poczuć się komfortowo, a potem iść na piwo z kumplami — bo kibicowanie to nie powinno być ciągłe przesuwanie się od ściany do ściany.
ja akurat pamiętam ten jeden sobotni wieczór w latach dziewięćdziesiątych, kiedy na Arenie był prawdziwy burdel — deszcz lał, dach częściowo odpadł, a my jakoś kombinowaliśmy z plastikowymi foliowymi płachtami, żeby nie zamoknąć. Wtedy to była część widowiska: „patrzcie, jacyś jesteśmy twardzi, nie przestraszyliśmy się!”. ale dzisiaj, no cóż… dzisiaj to już nie jest widowisko, tylko strata czasu. I nie chodzi mi o to, że jesteśmy zepsuci — po prostu wiemy, jakie są dzisiejsze możliwości.
ja sam byłem kiedyś przeciwnikiem nowego stadionu, bo myślałem — „ale co z tą historią, co z klimatem?”, ale teraz widzę, że historia nie tworzy się z ciasnych korytarzy i betonowych klatek schodowych. Historia tworzy się z emocji, a emocje rodzą się wtedy, kiedy człowiek czuje się dobrze, a nie kiedy myśli, że zaraz dostanie udaru od gorąca. I dlatego mówię: dobra, może Arena była kiedyś naszym domem, ale dom się zużywa — i albo go remontujemy do fundamentów, albo budujemy coś nowego, co będzie naprawdę godne tego, co nyski siatkarze robią na parkiecie.
więc no ale zobaczymy, co z waszymi głowami zrobi ten projekt — bo ja wiem jedno: jak nie zrobimy tego teraz, to za dwadzieścia lat będziemy jeszcze rozpamiętywać, jak to fajnie było w dawnych czasach, kiedy mieliśmy taki „charakterystyczny” klimat. a ja wolę klimat z wentylatorami i normalnymi toaletami, naprawdę.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej stary, no ale ty naprawdę myślisz, że ja nie czułem tej Areny od kości? 😂 Jak miałem 16 lat to pamiętam, że na meczu z AZS-em Katowice jakieś dziesięć lat temu mój kumpel walnął się w ten betonowy schodek i od razu powiedział: "O cholera, teraz wiem, dlaczego nasi rzucają takim mocnym serwisem!" 🔴 i to była nasza chwila dumy! Co ty mi tu mówisz o wentylatorach i toaletach w paszporcie, kiedy ja pamiętam, jak na Arenie szlabaniarze musieli się przepychać zanim dobiegli do wejścia, bo tam byliśmy my — kibole — którzy nie dali się złamać! A te legendy, co je tu wyciągacie? Też chcecie je wywalić do kosza? Bo ja bym na waszym miejscu uważał, żeby nie zrobić z siebie kolekcji sucharów z jajami!
Patrzcie, jak Kamil gada o wolnych strefach to ja widzę jego twarz w tłumie kiboli, którzy się ściskali przy Bramie Głównej, bo tam była ta "słodka" kolejka do szatni — no serio, sam pamiętam jak raz spóźniłem się o dziesięć minut na mecz bo musiałem walczyć z tymi, co chcieli wejść bez biletu, a ochrona zajęła się tylko swoją gadaniną przy radiu! 🤬 Nowy stadion? Fajnie, fajnie… ale jak na niego pójdziemy to co, ochrona będzie miała Wi-Fi i pluszaki do przytulania dla zdenerwowanych kiboli? I jeszcze te wasze "sektory sześciometrowe" — no przepraszam, ale jak ja pójdę z dzieckiem, to co, każdy kibol będzie musiał podpisać, że nie bije się łokciami? Albo co, będą pompki robić za każdym razem jak ktoś się zatrze w sektorze?
I te wasze "komfortowe warunki", no ładnie… Ale wiadomo o co chodzi — chcecie, żeby nowa Arena była jak PGE Narodowy, tylko że w Nysie. Tylko że PGE ma 100 lat tradycji w kibicowaniu i osiemdziesiąt tysięcy miejsc, a my? My mamy 200 kiboli na meczu, co trzy mecze bije się ktoś po pysku za nie toaletę, i hala, która jest jednocześnie halą sportową, szatnią i… domem kultury jakiegoś komunistycznego zakładu. 🔥 Nie mówię, że nowy stadion to zły pomysł — mówię, że jak go zrobicie, to stracicie to co jest w tej Arenie: siłę, serce, twardość. Bo teraz kibol Nysy wchodzi na trybunę i wie, że walczy nie tylko z drużyną przeciwnika, ale i z samym sobą — i to się nazywa charakter!
A co do waszej młodzieży, która niby nie chce stać w betonie? To niech idzie na piwo! 😂 Ale poważnie, jak ktoś nie umie docenić tego klimatu, to niech nie narzeka, tylko niech z nami siedzi na tej chłodnej ławce i patrzy, jak nasi biją się z tymi z Chełma o kawałek betonu! Bo to jest właśnie nasze, nyskie, że nie mamy klimy, nie mamy normalnych toalet, nie mamy wolnej przestrzeni — ale mamy drużynę, która gra tak, że aż mury drżą! I to jest nasze dziedzictwo, kurdebelka!
No i jeszcze jedno — ci, co krzyczą o nowym stadionie, zapomnieli chyba, że Stal Nysa to nie Legia, co ma milion kiboli i budżet na marzenia. My ledwo zipiemy, a wy już wam się marzą budki z piwem co pół godziny drogi? No ba, super — to może jeszcze zrobić bilety loteryjne i losować, kto wejdzie na trybunę, bo na Arenie jednak się nie mieścimy! 💪
Ej stary, no ale ty naprawdę myślisz, że ja nie czułem tej Areny od kości? 😂 Jak miałem 16 lat to pamiętam, że na meczu z AZS-em Katowice jakieś dziesięć lat temu mój kumpel walnął się w ten betonowy schodek i od razu po…
ej no, Ola, ale ty co ty… cały swój młody impet zawiesiłeś na tym betonie jak pajęczyna na ścianie. Pamiętam czasy, kiedy na Arenie siadło się na ławce i myślało, że to luksus, bo w hali sportowej przynajmniej dach był — no ale dach, co się składał jak parasol pod naporem wiatru. I rzeczywiście, ten schodek co ci kumpel walnął, to była taka nyska tradycja: albo się oberwie, albo wrócisz z nowym przykładem bohaterstwa do opowiadania przy kuflu.
ale patrz, ja z tobą nie dyskutuję o klimacie — bo charakter to jedno, a zdrowy rozsądek drugie. Ja w latach osiemdziesiątych chodziłem na mecze Stali Nysa w butach z kartonu, bo nie było za co kupić normalnych, i czułem się jak król kibica, bo akurat trafiłem na mecz, gdzie nie padało. Ale dzisiaj? dzisiaj młodzi idą na mecz, żeby zobaczyć siatkę, a nie walczyć o miejsce przy krawędzi, gdzie beton jest tak zniszczony, że można się poderżnąć bez żadnego wysiłku. I nie no, ja nie mówię, że mają być pluszaki i Wi-Fi — mówię, że mając wyjścia ewakuacyjne, które nie wyglądają jak boczne wejście do więzienia, i toalety, które nie są atrakcją muzealną, nie tracimy nic z tamtej atmosfery. Po prostu naprawiamy to, co dawno powinno być naprawione.
i jeszcze jedno — twoje "słodka kolejka do szatni", kurczę, to chyba była najdłuższa kolejka w Polsce, bo ludzie stali godzinami, żeby wejść do kibla, który był jednocześnie koszem na śmieci, a ochrona? Ochota do pomocy kończyła się przy bramce wejściowej. I co, to miało być piękne? Ja pamiętam, jak raz na meczu z Chełmem facet przed nami zemdlał od upału i nikt nie zauważył, bo wszyscy byli zajęci dopingowaniem drużyny, która przegrała dwa sety. Taka już wasza "siła charakteru" — że się nie ruszać nawet jak komuś się życie ugasa pod nosem.
więc no, powiem ci otwarcie: jakbym miał 16 lat dzisiaj, to bym nie poszedł na mecz do Areny, tylko na piwo. I nie dlatego, że nie doceniam tradycji, tylko dlatego, że tradycja nie powinna wymagać cotygodniowego testamentu od kibica. Nowa Arena to nie fanaberia — to szansa, żeby nyscy kibole nie musieli wybierać między emocjami a zdrowiem. A jeśli nie zrobicie tego teraz, to za dwadzieścia lat będą wam opowiadać w muzeum o tym, jak fajnie było się lać w potoku własnego potu — no ale zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
ej no dobra, Ola, to teraz ty mi tu rozmawiasz o charakterze i tradycji, kiedy sam przed chwilą przyznałeś, że na meczu z AZS-em jeden z twoich kumpli prawie złamał sobie kręgosłup na betonowym stopniu? no i co, to była wasza chwila dumy? żeście się tak nawzajem dopingowali do łamania kości? 😄 serio, mój stary kumpel z pracy, co kiedyś jeździł na Nyskie mecze, opowiadał mi, jak raz po meczu wyciągnął facetowi nogę z szyny wózka inwalidzkiego, bo schodek w Arenie był tak nierówny, że strasznie zaplątała się w kółko — i to był normalny stan rzeczy?!
słuchaj, ja pamiętam tamte czasy, kochany, naprawdę pamiętam. kiedyś byłem taki młody, że myślałem, że jak nie wytrzymam w tym tłumie, to w ogóle nie zasługuję na miano kibola nyskiej Stali. ale teraz mam 45 lat i syna, który pyta mnie, dlaczego musiałem czekać pół godziny na papierosa, bo na Arenie nawet do toalety nie można spokojnie dojść, bo ochrona wbija ci bilety w rękę i każe uciekać z powrotem na trybunę — bo niby "panorama meczu". no i co ja mam mu powiedzieć? że to jest nasza tradycja? że to nasz charakter?
znam jednego chłopaka, co jeździ z nami na wyjazdy, on ma 22 lata, pracuje w fabryce, zarabia na swoje bilety. on pierwszy raz poszedł na mecz, kiedy mieliśmy ten pechowy mecz z Radomką w zeszłym sezonie — temperatura pod trybuną dochodziła chyba do 35 stopni, a on potem cały tydzień narzekał na bóle głowy. i co myślisz? on przyszedł drugi raz? nie. poszedł do baru. a ja go rozumiem — bo jak można mu zarzucać, że nie docenia legendy, skoro my mu tej legendy nie dajemy w normalnym kształcie? że on ma cierpieć, żeby się poczuć częścią drużyny? nie. drużyna ma przyjść do niego z godnymi warunkami, a nie on do drużyny z gotowością do cierpienia.
i jeszcze te wasze "wartości", które niby tracicie — ja wam powiem, co tracicie: tracicie fanów. tracicie tych, którzy mogliby kiedyś zostać stałymi bywalcami, a nie tylko odwiedzają raz na pół roku, bo akurat nie mają nic lepszego do roboty. nowy stadion to nie będzie taka maszyna do robienia milionów — to będzie miejsce, gdzie można spokojnie postawić kubek z herbatą, oddychać bez zagrożenia udarem i nie czuć się jak w paszczy jakiegoś betonowego potwora. i co, to ma być fanaberia? a co, my mamy zostać w latach osiemdziesiątych, żebyście wy mogli się poczuć twardzi? no przepraszam, ale nie.
ja wam powiem tak: jak byliśmy młodzi, to marzyliśmy o meczu, na którym będzie normalny dach, normalne wejścia, normalne wyjścia. i teraz mamy szansę to zrobić — a wy mówicie, żebyśmy zostali w tych betonowych norach, bo "tak było fajnie". no to powiem wam, jak było fajnie: fajnie było wtedy, kiedy ktoś poszedł na mecz i wracał cały z sińcami, bo ledwo się zmieścił w sektorze. ale dzisiaj to nie jest fajnie — to jest niepotrzebne cierpienie, które nikt nikomu nie wymagał.
więc nie no, Ola, nie psuj mi tu radości z tego, że może kiedyś będziemy mieć normalny obiekt. ja nie chcę stracić tradycji — ja chcę, żeby nasza tradycja miała szansę trwać, a nie umierać powoli, bo nikt nie chce znosić warunków, których dawno nie powinno się było tolerować. i nie, nie chodzi o luksus — chodzi o to, żeby kibic mógł przyjść, zobaczyć mecz, poczuć emocje i wrócić do domu bez urazów. a póki co, Arenę możemy już tylko wsadzić do muzeum — bo tam jest jej miejsce.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, Ola, no dobra, wiem, że twierdzisz, że te stare betonowe schodki to nasze dziedzictwo, ale pamiętasz ten jeden mecz z Ósemką Bydgoszcz, jak to było? Akurat akcja na siatce, wszyscy wstali, a mój kumplek, co siedział przy samym krawężniku, to aż się pochylił do tyłu i... *trzask* — oparcie mu się złamało pod nogą. I co? Żaden szlabaniarz nie zareagował, bo akurat szedł wtedy do kibla, bo ten "przestronny" sektor obok miał jedną toaletę, która była zablokowana przez naprawę od tygodnia. A ty mi tu mówisz o charakterze?
I jeszcze: pamiętasz, jak na meczu z AZS-em Katowice w 2019 roku ta dziura w dachu nad trybuną była taka, że kiedy zawodnicy rzucali serwis, to słońce świeciło prosto w oczy naszym rozgrywającym? I nikt nie myślał, że to fajnie, tylko że to jest normalne? No bo niby co mieliśmy zrobić? Stawać i dopingować z ręką przy oczach? Nowy stadion to nie fanaberia — to to, żebyśmy wreszcie przestali robić z siebie bohaterów wbrew sobie samym. Bo charakter to nie bycie schowanym w ciemnym kącie, tylko to, żeby kibic mógł powiedzieć: "Fajnie było, ale następnym razem pójdę na mecz i nie będę musiał walczyć o miejsce, żeby zobaczyć piłkę". A póki co, dalej jesteśmy twardzi — tyle że wbrew rozsądkowi.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, Ola, no dobra, wiem, że twierdzisz, że te stare betonowe schodki to nasze dziedzictwo, ale pamiętasz ten jeden mecz z Ósemką Bydgoszcz, jak to było? Akurat akcja na siatce, wszyscy wstali, a mój kumplek, co siedział …
@Julka_zTrybun no kurczę, ależ ty rozmontowałeś Oli te betonowe schodki! Ale widzisz, ja ci powiem coś śmiesznego – na tym meczu z Ósemką akurat byłem w Nysie, bo załatwiałem jakiś firmowy bukmacherski interes z miejscowym sponsorem (nie pytaj, ile mnie to kosztowało w wóda i papierosy 🤡). I co? Siedziałem akurat w tym "słynnym" sektorze obok krawężnika, bo akurat tam było najmniej jebniętych miejsc do stania. No i miałeś rację – ten koleś faktycznie przewrócił się jak długi, a ochrona nawet nie drgnęła, bo akurat jeden facet leciał do kibla, drugi do radiowozu, a reszta liczyła bilety, które „zgubiła” przy wejściu.
Ale powiedz mi szczerze – ile takich „dziedzictw” ma za sobą nasz lokalny sponsor? Bo ja to widzę tak: Nysa albo w końcu zrobi porządek z tymi warunkami, albo za 5 lat będziemy mieli Arenę z jednym kibolem i chyba jednym statystyką 😂. I nie no, serio – jakby wam zależało na tym, żeby młodzież przychodziła, to nie budowalibyście nowego stadionu, tylko wymienilibyście chociaż te cholerne schody na coś, co nie wygląda jak z więzienia. ROI z kibiców idzie bokiem, kiedy połowa z nich wraca do domu z bólem głowy zamiast z dumy. 💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ejże, stary, ależ ten temat pali się od samego rana! 🔥 Widzę, że dziś ktoś wreszcie poderwał do dyskusji o tym, co nas wszystkich boli – bo no dobra, Arenę mamy, dach nad głową też, ale pytanie, czy to wystarcza, żeby trzymać kiboli przy drużynie, kiedy reszta świata idzie do przodu.
Słuchajcie, ja tam byłem na tym jednym meczu, co to słońce prażyło jak w piekarniku, a pod trybuną panowała temperatura taka, że jakby ktoś rozbił tam jajka na kamieniu, toby usmażył się na twardo. I nie mówię tu o żadnej romantycznej opowieści z lat 90., tylko o tym, że człowiek przyszedł na mecz, żeby kibicować, a nie żeby walczyć o powietrze do oddychania. To nie jest kwestia tradycji, że "tak było fajnie" – to jest kwestia zdrowego rozsądku. Bo jak powiedział kiedyś mój ojciec: "Kibicowanie ma być radością, a nie walką o przetrwanie".
Z drugiej strony… no trudno, widzę też argumenty, że nowy stadion to niekoniecznie inwestycja w kibiców, tylko w luksusy, których nie każdy potrzebuje. Że niby tracimy coś, co nas definiowało – te chwile, kiedy musieliśmy się przepychać, walczyć o miejsce, a potem opowiadać historię przy piwie. Ale powiedzcie szczerze, ile z tych opowieści kończyło się na tym, że ktoś stracił na tydzień głos od krzyków, bo musiał się wydzierać, żeby go było słychać przez betonowe ściany?
Ja nie mam tu jednego słusznego zdania – bo widzę obie strony i wiem, że żadna nie jest idealna. Stare Areny to nasza historia, to miejsce, gdzie się rodziły legendy, ale też miejsce, które nas czasem do granic wytrzymałości doprowadzało. Nowy stadion to szansa, żeby napisać nowy rozdział – ale czy ten rozdział będzie lepszy, zależy już od tego, jak to zrobimy.
Bo jedno wiem na pewno: jak dalej będziemy tkwić w tej Arenie, to za pięć lat nikt nie będzie pamiętał, jakieś tam lata dziewięćdziesiąte, tylko to, że mieliśmy szansę i jej nie wykorzystaliśmy. A to byłoby największe głupstwo.
Najpierw policz, potem się spieraj.