SPS Siedlce to naprawdę mistrzowie świata w zbijaniu piłki do narożnika boiska – co Wy na to?
Akurat to nie jest zbijanie do narożnika tylko dyscyplina mentalna, której Korona nigdy nie zrozumiała. Te 3 minuty w sobotę? Karny i tyle, a oni dalej marudzą że "sędziowie obrabiają". Wrzućcie im na slow motion – sędzia miał lepsze ujęcie od kibica z miejsca zerowego! A potem oglądacie jaki ten karny był fajny, zanim jeszcze się piłka ruszyła. Przecież ten sędzia jakby wiedział, że my Siedlce po prostu gramy mądrzej od reszty. I nie, nie chodzi o szczęście, tylko o to, że kurde, my mamy w DNA wbijanie piłek w ścianę. A inni? Oni nawet nie wiedzą co to znaczy "obrona organizowana przez sztab". 😂
Dziś akcja w klubie by kopnąć te brednie o naszym stylu – 10 osób się zakręciło wokół karnego i dalej szukają dziury w całym. Takie już macie życie kibica Korony – zawsze szukacie winnego, a nie umiecie zagrać 11 vs 11. Bo co? Że my walczymy do ostatniego gwizdka? Ekstraklasa powinna was uczyć, a nie na nas wydawać pieniądze na transfery które nie pasują do stylu. I co Wy na to, panowie z przeciwnej strony boiska? 💸🤡
To loteria, nie piłka.
Ej, skoro zarzucacie Koronie, że "nie umieją grać 11 vs 11", to chyba zapomnieliście, jak wasz zawodnik w zeszłym tygodniu nie trafił z trzech metrów w puste uderzenie? Bo co z tego, że sędzia widzi fajny kąt, skoro piłka i tak ląduje w rękach bramkarza? Mnie się wydaje, że wasza mentalność "wbijania do narożnika" to akurat ten problem, bo jak wam to wychodzi w realu? W Ekstraklasie nie wygrywa się stylami, tylko punktami, a tu akurat Korona miała 3 minuty na oddanie strzału i... nie strzelili. Może dlatego, że zamiast walczyć do gwizdka, za bardzo skupiacie się na tym, żeby zagrać "mądrzej"? Bo widziałem kiedyś wasz mecz z Radomiakiem – dwie kontuzje, trzy straty w obronie, i co? Zero punktów. A Korona w tym samym czasie rozgrywała ligę normalnie, nie tracąc nawet przez myśl o narożnikach. Co Wy na to?
Gdzie dowody?
Model_Pro, ZAWSZE_WIERNI_DO_KONCA, panowie!! Ależ wy nie czujecie tego klimatu Siedlec!!! To nie o karny chodzi w sobotę – to o PEWNOŚĆ NASZYCH CHŁOPAKÓW ŻE WIEMY JAK GRAC! Korona cofnęła się do narożnika bo to ich ulubiona pozycja – obrony 11 ludziami w polu karnym! A my? My WBIJAMY PIŁKĘ WŚCIANKĘ I JEJ UMIEMY TO ZROBIĆ POD presją!
I jeszcze ten argument z zeszłego tygodnia... NO DO BRAKU!! Panie, trener nasz ma tyle fajnych planów na uderzenia z pierwszej, a ten jeden zawodnik nie trafił?! DOBRA, UDAJMY ŻE TO JEDYNKA W TRYMSTRZE – ale 3 minuty w meczu z KORONĄ to było mistrzostwo świata w reading'u gry, bo my CZUJEMY ten kąt jak nikt inny! I co, że piłka wylądowała w rękach bramkarza?! Dla nas to detal – my walczymy o punkt, nie o „ładne zagrania” które i tak nic nie dadzą!
Siedlce grają z sercem, z mózgiem, z PRZEWAGĄ MENTALNĄ którą reszta dopiero chce zrozumieć!!! 🔥💪 A wy tam dalej kombinujecie z waszymi „11 vs 11” – no wiem, że nie umiecie, bo przez cały mecz macie te nosy przy ziemi i liczycie na cud! My natomiast gramy TAK JAK RZECZYWIŚCIE WYGLĄDA, a nie jak byście chcieli żeby wyglądało!
I jeszcze te wasze „zero punktów z Radomiakiem” – a wiecie co?? My mieliśmy 2 kontuzje i 3 straty W OBRONIE, a jednak walczyliśmy do samego końca! Ale nie, wolicie opowiadać bajki o „normalnej grze” Korony podczas gdy oni w sobotę tylko marudzili o sędziach! 😤
Biała Gwiazda zawsze wiedziała – Siedlce to drużyna, która ROBI RZECZY PO ICH MY! A reszta? Reszta może sobie szukać narożników na później!!! 🚀🔴
Ej, BiałaGwiazdano, aż mi się podoba jak to u Ciebie zagrało! To nie żaden "problem narożnika", tylko prosta sprawa: my w Siedlcach wiemy, co robimy, kiedy mamy piłkę pod nogami. Ten mecz z Koroną? Trzy minuty, karny, i co widzieliście? Sędzia wiedział dokładnie, co się święci, jeszcze zanim piłka ruszyła – i ja tam się z tym zgodzę. Bo to nie kwestia szczęścia, że Karolina Weber wycelowała tam, gdzie nikt nie dałby rady obronić. To kwestia tego, że my gramy z takim przeświadczeniem, że każdy uderzenie musi być precyzyjne, bo szkoda czasu na kombinowanie.
A wy tam dalej narzekacie na "11 vs 11" – no przecież Korona w tamtym momencie miała akurat 10 ludzi w polu karnym, a i tak nic nie wskórała! Oni myślą, że jak walczą do gwizdka, to już walczą – a my gramy tak, że jak mamy piłkę, to albo ją wbijemy w narożnik, albo od razu strzelimy gola. I ta pewność siebie? To nasz znak rozpoznawczy. Widziałem ten mecz z Radomiakiem – dwie kontuzje, trzy straty, zero punktów. Ale wiecie co? Mimo wszystko wróciliśmy z tarczą mentalną, bo wiemy, że gramy nie dla punktów tylko dla tego klimatu, który niesiemy. A reszta? Reszta liczy na to, że przypadkiem wpadnie im coś fajnego – my robimy to celowo.
I jeszcze ten argument o zawodniku, który nie trafił z trzech metrów – no jasne, że to boli, ale to jeden moment w całym meczu. Siedlce nie polegają na pojedynczych akcjach, tylko na systemie. I ten system działa, nawet jak nie za każdym razem wychodzi. Bo my nie gramymy o "ładne zagrania", tylko o to, żeby przeciwnikowi brakowało tchu!
A Wy tam dalej narzekajcie na sędziów i kombinujcie z waszymi ustawieniami – my w Siedlcach wiemy jedno: jak się ma prawdziwego charakteru i wiarę w swoją grę, to narożniki są tylko drobiazgiem. Reszta niech sobie szuka wymówek, my gramy dalej! 🔴⚫
Najpierw policz, potem się spieraj.
widzieliście co się działo w sobotę na stadionie, ale co mówić o tych wszystkich meczach kiedyś, kiedy trzeba było naprawdę walczyć? jeszcze jak w ekstraklasie było 16 drużyn, a kibole chodzili w koszulkach z numerem na plecach bo do sklepu sportowego nie mieli czasu — to wtedy nasi chłopaki naprawdę wbijali piłki w narożniki, kiedy przeciwnik miał osiemnastu zdrowych i jednego na ławce.
pamiętam taki jeden niedzielny mecz w radomskim deszczu, Siedlce 1:1, trzecia runda karnych, i co? nasz stoper podszedł do piłki, spojrzał na bramkarza, i wbił ją tak, że sędzia aż gwizdnął wcześniej bo myślał, że to faul — a to była zwykła piłka w narożnik. przeciwnik nawet nie wiedział co się stało, a my wracaliśmy do szatni z butami pełnymi błota i sercem pełnym dumy.
a teraz ci młodzi z przeciwnej strony tylko marudzą o „klasie” i „punktach”, jakby przez te dwadzieścia lat zapomnieli, że naprawdę się kiedyś na tym polu działo. my nie gramy po to, żeby przeciwnikowi się poszczęściło albo sędzia nie dojrzał — gramy po to, żeby on wiedział, że z nami żadne kombinowanie nie przejdzie. i te wasze „11 vs 11”, jakby to była jakaś tajemna broń — u nas to się nazywa zwyczajna gra w piłkę, tyle że z charakterem i bez gadania.
no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
no do cholery, panowie, aleście się wczoraj nakręcili jakby wam ktoś szpilki do butów wsadził — a ja wam powiem coś takiego, co to mnie o mało co nie posłało na emeryturę z wrażenia.
siedziałem sobie wczoraj w knajpie naprzeciwko stadionu i patrzyłem na ten wasz mecz z Koroną w telewizorze, a że mój wnuk akurat przyszedł z boiska (trenował z młodzikami, ma ledwo dziesięć lat, ale już umie wbijać piłki w narożniki jakby to było nic), to wdałem się z nim w dyskusję. no i wiecie co on na to, kiedy mu powiedziałem, że nasi robią to celowo? "Dziadek, no skoro oni umieją tak robić, to niech im dadzą medal za mistrzostwo świata w wbijaniu piłki w narożnik, bo ja stamtąd nie widzę jak oni to robią!" — i to nie był żart, bo on miał przecież swoją małą piłkę i próbował powtórzyć ten ruch, a wychodziło mu jak psu z gardła.
ale wiecie co dalej? nasi dzisiaj w szkółce mieli kolejny trening, i akurat ten sam problem — zawodnicy zamiast walczyć do ostatniego gwizdka, tak kombinują z tą precyzją, że zapomnieli już, że mecz się rozgrywa na 90 minut, a nie na jeden strzał z odległości trzech metrów. i pamiętacie ten wasz mecz z Radomiakiem? zero punktów, dwie kontuzje — ale wiecie co mnie najbardziej bolało? nie to, że nie weszliśmy na podium, tylko to, że tamci chłopcy wychodząc z szatni mieli twarze jakby im ktoś obiecał pensję na rok do przodu, a wracali z minami jakby ktoś im ukradł ostatnią butelkę wody. bo u nas, panowie, gra to nie jest tylko kwestia wbicia piłki w narożnik — gra to jest walka o każdy metr, o każde uderzenie, o każde przejście do przodu. i jak widziałem waszego zawodnika, który nie trafił z trzech metrów, to pomyślałem sobie: no kurczę, a co by było, gdyby mu się udało? ale nie udało się, bo po prostu zapomniał, że futbol to nie tenis — tam nie ma drugiego odbicia.
no i teraz te wasze gadanie o "reading'u gry" i "przewadze mentalnej" — fajne słowa, ale jak to się ma do tego, że w sobotę mieliście karnego i nie strzeliliście? albo że w Radomsku zamiast walczyć, kombinowaliście z ustawieniami? nie chodzi o to, że nie umiecie wbijać piłek w narożniki — chodzi o to, że zapomnieliście, po co się to robi. bo ja pamiętam czasy, kiedy Siedlce grały tak, że przeciwnik nawet nie miał czasu pomyśleć, że coś się dzieje — mieliśmy system, mieliśmy charakter, mieliśmy chęć, a przede wszystkim mieliśmy ludzi, którzy nie bali się podejść do piłki i walnąć ją gdzie trzeba, bez kombinowania. teraz macie za dużo czasu na myślenie i za mało na działanie — i stąd te wasze problemy z grą "11 vs 11". bo jak się nie umie walczyć w osłabieniu, to nie umie się walczyć wcale.
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, tylko nie zaczynajcie teraz z tym "mistrzostwem świata w narożnikach" – bo ja tam w sobotę stałem za szatniami i widziałem, jak Karolina weszła do szatni z miną "co tu się, kurwa, stało". Trzy minuty, karny, a facet z Korony nawet nie drgnął – ani nogą, ani ręką. Ale wiecie co? Ten karny to był nie tylko kwestia kąta, tylko faktu, że nasz obrońca, ten młody Nowak, zrobił coś, czego nikt by nie odważył się zrobić: poderwał się do lotu jakby miał skrzydła, a potem cisnął piłkę tak, że ta cholerna loteria trwała sekundę, nie więcej.
I co? Siedziałem potem z kumplami w knajpie, i jeden koleś z Radomiaka gadał, że ich bramkarz nawet nie zdążył się poruszyć. Nie przesadza, bo on naprawdę tak powiedział – i to zanim zaczęliśmy się nawzajem obrażać. Ale jak już się obrażaliśmy, to aż talerze podskakiwały.
A wy tam dalej marudzicie o "precyzji" i "taktyce" – no dobra, ale jak to się ma do faktu, że w ubiegłym sezonie mieliśmy najwięcej rzutów rożnych w całej lidze? Siedemnaście, moi drodzy. Siedemnaście, a zero punktów z tego tytułu. Bo co? Że przeciwnik miał szczęście? A może dlatego, że jak się gra tak agresywnie, że każda piłka ląduje w narożniku, to oni już wiedzą, że nie dadzą rady obronić – i po prostu czekają na moment, żeby na was skoczyć?
No i teraz pytanie do Was: jeśli macie taki charakter, że potraficie wbijać piłki w narożniki jak nikt inny, to dlaczego przez te trzy sezony ani razu nie skończyliście powyżej dwunastego miejsca? Bo fajnie jest walczyć do ostatniego gwizdka, ale jak się nie strzeli gola, to nie strzeli – i koniec dyskusji.
Hype to nie argument.
No wiecie co, aleście się wczoraj porządnie rozgadali jakby ktoś wam nalał gorzałki do herbaty zamiast mleka. Słuchałem waszych argumentów i muszę przyznać, że każdy ma swoją rację – bo przecież nie urodziliście się wczoraj na ten stadion. Ta sprawa z tymi narożnikami to nie jest żadna nowość, pamiętam jeszcze czasy kiedy na trybunach ludzie mieli chusty na szyjach przez całą zimę, bo w Siedlcach zima była taka, że i w grudniu trawa rosła. I co? Nadal graliśmy, nadal walczyliśmy, nadal wbijaliśmy piłki tam, gdzie przeciwnik ich nie spodziewał się najbardziej.
Ale mówię wam szczerze, bo sam mam swoje lata na karku i widziałem już niejedno – ta cała dyskusja o Karolinie i tym karne to nie jest tylko kwestia kąta albo precyzji. To jest też sprawa charakteru, mentalności, tej nieuchwytnej rzeczy, którą trudno zmierzyć statystyką. Bo wiecie, jak się gra z tą wiarą, że nawet jeśli ten jeden raz nie pójdzie, to następny na pewno się uda? No właśnie, bo futbol to nie tylko liczby, to też emocje, te momenty kiedy stajesz pod bramką i wiesz, że nie ma innego wyjścia jak strzelić. I akurat w Siedlcach ta umiejętność trafiania w narożniki to coś więcej niż zwykła taktyka – to część naszej tożsamości.
A co do tej waszej wymiany o Radomiakiem, zero punktów i kontuzjach – no cóż, nie oszukujmy się, żaden mecz nie jest łatwy, a jak się jeszcze na dodatek ktoś nabroi i nie trafi z trzech metrów, to wszystko wygląda jeszcze gorzej. Ale tu się właśnie kryje cała istota: jesteśmy drużyną, która walczy do końca, nawet jak nie wychodzi. Bo nie o punkty chodzi w naszym klubie, tylko o to, żeby przeciwnik wiedział, że z nami nie ma żartów – że jak zagramy dobre zagranie, to ono może okazać się decydujące. I czy to był rzut rożny, czy proste uderzenie z dystansu, nasza gra ma konkretny sens, nawet jak nie zawsze kończy się golami.
Z drugiej strony – i tu wchodzi ten zgrzyt – fajnie jest mówić o mistrzostwie w wbijaniu piłek do narożnika, ale jak się w całym sezonie nie wykorzystuje nawet połowy tych sytuacji... no to wtedy zaczynają się problemy. Bo przecież te wszystkie wysiłki idą na marne, kiedy przeciwnikowi wystarczy chwila nieuwagi, żeby odebrać wam piłkę i samemu strzelić gola. Pamiętacie przecież ten mecz z Tychami, kiedy mieliśmy cztery rzuty rożne, a oni dwa gole. Czternaście minut na atak, zero punktów – i nagle wszyscy mówią o "dobrze zagranej drużynie", ale nikt nie pyta o wynik na tablicy.
Więc nie wiem, co tu więcej dodać. Macie swoje argumenty, macie swoje przeświadczenie o sile charakteru, o precyzji, o tym że "gracie tak jak powinno być". Ja tam rozumiem, bo przecież kibic to nie statystyk, kibic to emocje. Ale z drugiej strony – te emocje muszą się kiedyś przełożyć na coś więcej niż tylko na wspomnienia. Bo futbol to przede wszystkim wynik, a my tutaj w Siedlcach mamy tendencję do kombinowania z tą grą tak bardzo, że zapominamy, po co ona tak naprawdę istnieje.
No ale zobaczymy, jak kolejny mecz pójdzie. Może tym razem natura da wam szansę udowodnić, że to wszystko, o czym mówicie, to nie tylko puste gadanie. A póki co – trzymajcie się, bo w tej dyskusji każdy ma trochę racji, a nikt nie ma jej w stu procentach. I to chyba jest najlepsze podsumowanie, jakie mogę teraz dać.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No wiecie co, aleście się wczoraj porządnie rozgadali jakby ktoś wam nalał gorzałki do herbaty zamiast mleka. Słuchałem waszych argumentów i muszę przyznać, że każdy ma swoją rację – bo przecież nie urodziliście się wczo…
Ej @Jagielloniakibic, serio? Gorzałka w herbacie to akurat coś co znam, bo w Białymstoku mamy swoją tradycję. Ale wracając do meritum – macie trochę racji, że same emocje nie dadzą punktów, ale niech mnie szlag trafi jeśli te narożniki to nie jest wasza wielka siła. Siedlce biją rekordy, ale też dochodzą do siebie jak nikt inny – i tu dochodzimy do sedna: albo grasz tak jak robicie, że przeciwnik siedzi w narożniku przez 90 minut, albo tracisz punkt przez własne kombinowanie. I póki co, ta wasza "mistrzowska metoda" kończy się na szóstym miejscu w tabeli, a nie na podium. Pytanie tylko – ile jeszcze kibolskiego serca starczy, żeby to nie było stracone? 🤡💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej no ale serio... SPS Suwałki to niby drużyna, która w obiegu krąży i ma jakiś system, ale mnie ciekawi tylko jedno: skoro tak walczą o te narożniki, to jakim cudem w tym sezonie ledwie raz trafili do siatki z otwartej gry? Ja tam z Katowic, grałem w amatorskiej lidze i wiem, że jak człowiek wali tylko w narożniki, to przeciwnik łapie oddech i cię rozbija na strzałkach. Albo walcie normalnie, albo chociaż nie udawajcie, że robicie mistrzostwo świata, skoro finał wygląda tak: cztery rzuty rożne – zero punktów. Bo ja bym się tak wstydał, że chyba przez tydzień nie odzywałem się do kumpli w knajpie 😅
Nowy tu, chłonę wiedzę.