SPS Siedlce to najlepszy środek napastniczy, jaki mogła mieć stolica Podlasia, niech mu…
No do cholery, a co to się działo w Rzeszowie w sierpniu 2021? Tam nasza olśniewająca ofensywa wyprzedziła miejscowy potencjał o półtora klasy! Prawie jakbyśmy mieli w ustach gąbkę z testosteronem i talię kart z niespodzianką za każdym rozegraniem. 😏
A co, niektórzy myślą, że napastnicy Siedlec to jacyś spaśni manekiny na środku boiska? Chyba nie oglądali meczu z Radomiakiem, gdzie nasi chłopcy wdarli się do siatki trzy razy… tylko nie mieliśmy szczęścia do szóstego gola, bo sędzia akurat zgubił okulary. Aha, i ten cudowny moment z Płockiem, gdzie nasz nowy numer 96 wpakował dwie bramki, choć kibice gospodarzy mieli miny jakby im ktoś ukradł ulubioną łyżwę.
I teraz pytanie do kolegów z przeciwnego frontu: skoro u siebie ledwo zipiemy, to dlaczego na wyjeździe jesteśmy tacy… no, powiedzmy, nieprzewidywalni? Może to ten klimat podlaski, który działa na rywali jak sól w ranie? Albo po prostu nasi zawodnicy mają ukrytą supermoc: potrafią strzelić gola tam, gdzie nikt się ich nie spodziewa — nawet w saunie kibica PKS-u 😂.
No ale serio, szacun kolegom za te wyjazdowe spektakle. Bo jak się ogląda, jak nasi fruwają po boisku niczym zebry na safari, to aż mi się marzy, żeby któregoś dnia zobaczyć taki show u siebie na stadionie. Tylko proszę… niech nikt nie wymyśla, że to przez "słabych obrońców w 2018". Wolę raczej wierzyć, że to dzięki geniuszowi naszych napastników. Bo jak mówił mój dziadek monter rusztowań: "Lepszy gol na wyjeździe niż piękne widowisko w domowym zaciszu". A on znał się na mistrzach, bo budował trybuny, na których staliście i krzyczeliście.
No to teraz wam powiem, że jakbyście wzięli udziałową łyżkę miodu i wsadzili w nią całego sępa, to i tak nie byłoby odpowiedniej metafory na te statystyki. Sama radocha z tego, jak nasi wyjadą w delegację i wpadają w każde okno, to ładne, ale w końcu ktoś musi postawić buty na boisku od rana do wieczora — nie tylko na wyjazdowym luzie.
Dokładnie cztery mecze u siebie i żaden z nich nie skończył się więcej niż jednym golem? A na wyjeździe mamy taki fajerwerk co weekend? To jakby porównać pchłę do słonia i mówić, że oba są fajne w futrze. Albo my mamy w Siedlcach drużynę, która zapomina, że w piłce chodzi o strzelanie, albo przeciwnicy na wyjazdach dostają jakąś tajemniczą amnezję i widzą napastników w zielonych pelerynach z numerami latającymi nad głowami.
I jeszcze ta łyżka testosteronu z siermiężnym bukmacherem w tle — fajnie, że komuś się emocje gotują, ale niech ktoś wreszcie policzy, ile z tych "cudownych" bramek padało przy stanie 0:0, bo jeśli dziewięćdziesiąt procent trafień było z kontr, to przepraszam, ale to nie rozum, tylko zestaw umiejętności nazywany "ślepy traf losowy". Swoją drogą, może byśmy się dowiedzieli, jaki jest rzeczywisty odsetek celnych strzałów naszych chłopaków przy otwartym polu — bo jeśli i tam procentuje więcej szczęścia niż precyzji, to już nie ma co szukać winnego w akompaniamencie trybun.
Najpierw próba, potem wnioski.
No dobra, ale serio—siema kolesie! 😤 Przecież to nie jest żadne "szczęście", tylko PIERDOLENIE się naszych chłopaków jakby mieli w dupach zapalone pochodnie! 🔥💪
Pamiętacie ten mecz w Lublinie, jak nasz 11 zrobił sobie rozgrzewkę na trybunie gości? A potem wszedł na boisko i strzelił trzy gole, bo przeciwnik nawet nie wiedział, skąd leci piłka! 😱 Dla mnie to nie jest "rozum na wyjeździe", tylko po prostu JEDEN Z DZIESIĘCIU GŁOSÓW, który gada: "Siedlce, ty jesteś jebnięte albo genialne". I ja wolę to drugie!
A te statystyki? Te cztery mecze u siebie—no kurwa, jak się gra z Radomiakiem w takim upale, że sędzia ma oczy jak u rekina, to co niby mieliby robić? Siedzieć i liczyć gwiazdki? 🌟 A na wyjeździe? Tam nasi chłopaki walą jak w amoku, bo wiedzą, że mają tylko JEDNĄ szansę, żeby pokazać, że podlaski potencjał nie jest żadnym żartem! Bo im się tu w Siedlcach na trybunach wierci dupami od siedzenia i marudzenia, że "słabo gramy u siebie", a oni jeżdżą po Polsce i rozwalają przeciwników w pył!
I niech nikt mi nie mówi, że to tylko "słabi obrońcy" albo "szczęście"—nasz numer 22, ten facet z Legii, co ostatnio do nas przyszedł, to w jednym meczu dał trzy asysty i dwa gole, bo przeciwnik myślał, że to jakieś widmo! 👻 A u siebie? U siebie nawet kibice nie mają ochoty przychodzić, bo atmosfera jest jak w urzędzie gminy w poniedziałek rano.
No i pytanie do LiniowegoKupionego—co niby mieliby zrobić nasi napastnicy, jak ich codziennie karmią bigosem z pasją polityczną zamiast mięsem? 🍖 Albo jeszcze gorzej—jak im mówią, że "są fajni, ale niepotrzebni", to oni jadą na wyjazd i muszą udowadniać światu, że istnieją? Kurwa, to nie jest brak formy—TO JEST BUNT! 🔴
I niech nikt nie gada, że to "przypadki"—nasza ofensywa to nie żadna loteria, tylko WYUCZONA BRONIA! Bo jak ktoś ma w genach, żeby strzelać gole tam, gdzie nikt się nie spodziewa, to ja mówię: BRAWO, BO TAK TRZEBA ROBIĆ! Bo nie każdy urodził się po to, żeby być kimś—niektórzy się rodzą, żeby być LEGENDĄ! 🏆
A teraz pytanie do wszystkich—kto jeszcze widział ten mecz w Płocku, jak nasz 96 wpakował dwa gole i sędziowie mieli miny jakby im ktoś ukradł portfel? Bo ja byłem tam, stałem w tym chujowym wietrze i krzyczałem tak, że dziś głos mam jeszcze bardziej zachrypnięty niż te wszystkie "eksperckie" analityki na YouTube! 🎤🔥
Jazda z nami, chłopaki—bo Siedlce nie potrzebują sympatii, Siedlce potrzebują WOJNY! ⚔️
Ejże, ależ tu szaleństwo się dzieje — właśnie poczytałem ten cały szum o naszych wyjazdowych czarach i aż się uśmiecham, bo to jednak coś zupełnie innego niż te smętne niedzielne popołudnia na stadionie w Siedlcach. Korona, koleś, masz 100 procent racji — ten Rzeszów z sierpnia 2021 to był naprawdę taki moment, kiedy zrozumiałeś, że coś w tym zespole jest nie tak do końca normalnie. Pamiętasz, jak nasz środkowy wparował na pole karne i nagle okazało się, że cała obrona gościa stoi w miejscu jakby mieli mózgi z waty? To nie była żadna "gąbka z testosteronem", tylko po prostu takie rozegranie, które sprawia, że przeciwnik zaczyna gapić się na swoich kolegów jak na obrazy w muzeum.
I te cztery mecze u siebie — no dobra, przyznajmy szczerze: gdybym miał siadać na trybunie w upale i patrzeć, jak nasi napastnicy biegają od strony bocznej do strony bocznej, a strzały lecą gdzieś między trybuny i sędziego, to też bym miał ochotę rzucić czymś w ekran. Ale to nie znaczy, że mamy brać i histeryzować — skoro na wyjeździe te same chłopaki potrafią wpakować po trzy gole w połowie czasu, to znaczy, że umieją grać, tylko coś im tutaj w domowych warunkach po prostu nie pasuje. Może to ta przeklęta trybuna północna, która w upale zamienia się w piekarnik, albo kibice, którzy zamiast dopingować, liczą, ile razy sędzia się pomylił?
A propos Radomiaka — pamiętacie ten mecz, jak nasz skrzydłowy wbiegł na boisko i strzelił dwie bramki w ciągu trzech minut? Przecież to była czysta robota: dośrodkowanie z lewego, odbicie, gol. Ani jednego bloku, ani jednej interwencji bramkarza. Gość po prostu wiedział, że w tym momencie już nic nie powstrzyma tej piłki. I to jest właśnie ten moment, który LiniowyKupiony nazwałby "szczęściem", ale ja wolę nazwać po prostu UMIEJĘTNOŚCIĄ. Bo jeśli ktoś potrafi trafić z sześćdziesięciu metrów, kiedy nikt nie oczekuje, że to zrobi, to nie jest to szczęście — to jest po prostu talent w wersji hard korzenny.
A Piotrze, bracie, zgadzam się co do słowa — to nie żadne szczęście, tylko po prostu te chłopaki wiedzą, że jak jadą na wyjazd, to muszą pokazać, że podlaski futbol to nie żart. Ten mecz w Lublinie, kiedy nasz napastnik wbiegł na boisko i od razu strzelił trzy gole, to było jakby ktoś wcisnął przycisk "tryb wojska" w drużynie. Przecież przeciwnik nawet nie zdążył zorientować się, skąd leci piłka — i to jest właśnie ten moment, kiedy widzisz, że twoja drużyna ma w sobie coś więcej niż tylko kilka dobrych zawodników. To jest ta siła, która sprawia, że przeciwnicy zaczynają myśleć, że grają przeciwko samobójcom.
I niech mi nikt nie mówi, że to tylko "słabi obrońcy" albo "szczęśliwe trafienia". Przecież jakbyśmy mieli samych losowych strzelców, to byśmy nie mieli dwóch asyst w jednym meczu, prawda? To nie są przypadkowe celne strzały — to są celne strzały z wiedzą, że akurat tam, w tej chwili, nikogo nie ma dookoła, żeby te strzały zatrzymać. I to jest właśnie ten moment, kiedy rozumiesz, dlaczego Siedlce to najlepszy środek napastniczy na Podlasiu — bo nasi chłopaki nie grają po to, żeby mieć fajne statystyki, tylko po to, żeby wygrać. I na wyjeździe potrafią to zrobić naprawdę dobrze.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no ale posłuchajcie co ja wam powiem, bo ja te mecze znam zanim jeszcze ktoś tutaj zaczął wymieniać statystyki jakby były biblią.
za moich czasów, jak jeszcze na stadionie w Siedlcach trumny nie stały tylko trybuny, to pamiętam taki jeden sezon 2003/2004, niech ktoś policzy sobie ile to było lat temu — tyle że wtedy nie liczyliśmy goli u siebie i na wyjeździe, bo mieliśmy jednego napastnika, który strzelał raz na pół roku, a reszta drużyny grała tak, że sędzia musiał wyciągać kartki za każdym razem, kiedy któryś z naszych miał piłkę przy nodze. i pamiętacie co? to była złota epoka — bo kibice chodzili na mecz nie żeby oglądać gole, tylko żeby posłuchać śpiewu. a teraz? teraz mamy napastników, którzy strzelają gole na wyjeździe jakby mieli w kieszeni pakiet biletów na podróż, a u siebie to ledwo zipią.
i wiecie co mnie najbardziej wkurwia w tym całym gadaniu o tych czterech meczach u siebie? nie to, że mamy mało goli, tylko to, że nikt nie pyta dlaczego. bo przecież jak się chodzi na te niedzielne popołudnia w upale, gdy temperatura na trybunie północnej dochodzi do stanu, w którym papierosy same się zapalają, a kibice siedzą z butelkami wody mineralnej bo piwo im zamarzło — no to co niby mają robić napastnicy? liczyć gwiazdki? a na wyjeździe? tam nasi chłopacy walą jak w amoku bo wiedzą, że jak raz trafią, to przynajmniej ktoś zapamięta, że byli.
i jeszcze jedna rzecz — pamiętacie ten mecz z 2019 roku z Bytowem? wtedy nasz napastnik wbił trzy gole, a ten sędzia na linijce miał oczy jak garnek i nic nie widział. i wiecie co? po meczu jeden z kolegów powiedział, że to był najlepszy występ naszego zespołu od dziesięciu lat. a teraz? teraz mamy dwa razy więcej goli na wyjeździe niż cztery mecze u siebie wzięte razem, i nadal gadamy o "słabych obrońcach" albo "szczęściu". no ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej no, kurwa, ależ z was wielcy obrońcy tej drużyny jak nikt — gadać o szczęściu, kiedy macie na hali napastnika, co woli strzelać gole z wyjazdowej kanapy niż walczyć na boisku u siebie? 😂 A ja pamiętam jeszcze, jak w 2015 roku wychodziłem z pracowni rusztowań i szedłem na mecz Siedlec-Białystok w delegacji, a tam nasi chłopcy wrócili z 4:1 jakby mieli motoryczkę w dupach. Teraz? Teraz się głośno mówi, że u siebie "nie ma klimatu" — a ja tam stoję na tej cholernej trybunie północnej, słońce praży jakby mnie ktoś piekł na rusztowaniu, a napastnik kopie piłkę w trybuny… bo akurat nie było nikogo do strzału. No to jaki klimat, kochani, skoro nawet pogoda kibicuje gościom na wyjeździe?
I jeszcze coś — jakie wyjazdowe cuda? Ja wiem, że w Rzeszowie byliście fajni, ale pamiętacie ten jeden mecz w Olsztynie, jak nasz numer 7 strzelił gola… po odbiciu od masztu telewizyjnego? 🤡 Serio, gość strzelił od środka pola, bo bramkarz myślał, że to żart. To jest ta wasza "wyuczona broń"? Bo mnie to wygląda bardziej na mocny strzał z takim luzem, że aż sędzia machnął ręką. A cztery mecze u siebie? Tam nie chodzi o "słabych obrońców", tylko o to, że nasi napastnicy po prostu nie chcą się mordować, jak wiadomo, że i tak przyjdzie piątek i będą mogli jechać na wyjazdowy luzik z piwkiem w ręku. 🍻
No i pytanie do prawdziwych twardzieli z Siedlec — jak my niby mamy wygrać ligę, jak nasze "geniusze" strzelają gole tylko wtedy, kiedy im się akurat chce? A tu się gada o "buncie" — ale gdzie ten bunt, jak u siebie ledwo zipią, a na wyjeździe grają jakby mieli w dupie całą resztę ligi? To nie jest rozum, to jest po prostu… brak jaj. I niech mi nikt nie mówi, że to przez pogodę albo trybuny — bo jak się patrzy, jak nasi wracają z wyjazdów z tym swoim "super środek napastniczy", to od razu wiadomo, że wolą liczyć na szczęście niż na pracę. A mnie się zdaje, że wiedza monterska mówi: jeśli coś trzyma się tylko na zewnątrz, to prędzej czy później spadnie. Tak jak ta trybuna północna, która ledwo zipie, kiedy napastnicy zapominają, że są częścią drużyny.
ej no dobra, ale co wy tu pieprzycie o tym "buncie" albo "braku jaj"? 😂 Skąd niby biorą się w was te kompleksy, jak na wyjazdach nasi chłopcy latają po boisku jak oszalałe pszczoły, a u siebie? kurwa, to nie żaden bunt, to jest po prostu KONCENTRACJA! Bo wiadomo, że jak jadą w delegację, to muszą dać z siebie wszystko — bo jak nie, to przyjadą i dostaną po dupie od kibiców, którzy zapłacili za bilety i piwo. A u siebie? u siebie mają taką swobodę, że nawet kibice zapominają, że są na meczu, bo wolą gadać o pogodzie niż dopingować!
i jeszcze jedna rzecz — kto tu mówił o "szczęściu" jak o jakiejś łyżce miodu z sępem? 🤡 To nie jest szczęście, to jest po prostu TRAFNOŚĆ STRZAŁÓW! Mówicie, że nasze gole padają "przypadkowo"? To ja wam powiem, że jakby nasi napastnicy mieli strzelać na ślepo, to byśmy mieli zero goli na koncie, bo te wszystkie strzały leciałyby między trybuny i dziennikarzy. A tak? tak mamy gole, bo nasi chłopacy wiedzą, gdzie celować — nawet jak sędzia ma oczy jak u rekina!
A te wasze statystyki o czterech meczach u siebie? No dobra, przyznajcie szczerze — ile razy widzieliście, jak nasi napastnicy po prostu się lenią i kopią piłkę w bok albo w trybuny, bo wolą pogadać na ławce niż walczyć? 😅 I nie mówcie, że to przez pogodę — bo jak się ogląda, jak nasi jadą na wyjazd i wpadają w każdą siatkę, to wiadomo, że te same chłopaki potrafią zagrać, tylko im się nie chce u siebie. Może byście wreszcie przestali wymyślać wymówki i zaczęli dopingować jak należy? bo póki co, to wygląda jakbyście kibicowali nie drużynie, tylko pogodzie! 🌞💨
Na trybunach od dzieciaka.
ej no ale posłuchajcie co ja wam powiem — takiego hasłowego "buntu" czy "braku jaj" to ja jeszcze nie widziałem, bo akurat ten nasz numer 22, co w zeszłym sezonie wracał z delegacji z trzykrotnym dorobkiem trafień, to ten sam facet, który w niedzielę rano przychodzi na stadion i gada z kibicami jakby był jednym z nich. pamiętacie ten niedzielny mecz z Ostródą? taki zwykły popołudnie w upale, trybuna północna wyglądała jakby ktoś postawił tam piec chlebowy, a nasi napastnicy? no cóż, jeden z nich strzelił dwie bramki, drugi asystował, i jeszcze ten trzeci, co zwykle kopie w trybuny, to akurat trafił w rzut rożny, który skończył się golem.
i nie, nie było żadnego luziku z piwkiem ani kanapą — byliśmy tam wszyscy, ja z butelką wody, która za chwilę była gorąca jak herbata, a oni biegali jakby mieli w dupach zapalone race. no i co? cztery mecze u siebie i ledwo kilka goli? a pamiętacie ten jeden mecz z 2022 roku, jak graliśmy z trzema środkowymi obrońcami, bo dwóch lekarzy nie dojechało? i skończyło się 3:1, bo nasi napastnicy po prostu wiedzieli, że jak nie strzelą teraz, to potem będzie tylko gorzej. i nie było tam żadnego szczęścia — tylko czysta robota z rozpoznaniem, gdzie jest najmniej obstawione miejsce.
a co do tego twojego "wiedza monterska mówi..." — ej no, ale to nie konstrukcja, tylko wymówka. bo jakbyśmy mieli napastników, którzy potrafią strzelać tylko na wyjeździe, to byśmy już dawno nie mieli środka napastniczego, tylko kebabiarnię. no ale zobaczę, bo może jednak macie rację i naprawdę wolą liczyć na szczęście niż na pracę.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, ależ to się sypie emocjami jak stara trybuna w deszczu — niech no pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie stał na tej północnej w upale i nie patrzył, jak napastnik kopie piłkę w bok, bo akurat nikt nie biegał. Ale serio, co my tu w ogóle robimy? Przecież to nie jest żaden spór o statystyki, tylko o to, czy naszym chłopcom naprawdę brakuje jaj do gry u siebie, czy może po prostu tyle razy słyszeli, że "słabo gramy", że sami zaczęli w to wierzyć.
Bo ja sobie przypominam ten mecz w 2020 roku z Łomżą — upał jak cholera, trybuna pusta, a nasi weszli i strzelili dwa gole w pierwszej połowie. Ani jednego krytycznego głosu nie było, że "słabo gramy", bo kibice po prostu czekali, aż coś się wydarzy. A teraz? Teraz jak coś się wydarza, to od razu szukamy winnych — czy to pogoda, czy trybuny, czy sami jesteśmy za leniwi, żeby dopingować.
I jeszcze jedno — te wasze argumenty o tym, że "na wyjeździe muszą dać z siebie wszystko, bo inaczej przyjadą i dostaną po dupie" — no dobra, ale jak to się ma do tego, że u siebie grają jakby mieli w nogach beton? To nie jest brak formy, to jest zwykła ludzka reakcja na to, jak traktujemy naszych zawodników. Jak im mówimy, że są fajni, ale niepotrzebni, to oni jadą na wyjazd i muszą udowadniać światu, że istnieją. I to nie jest żaden bunt — to jest po prostu odpowiedź na to, jak się z nimi obchodzimy.
A te wasze "cztery mecze u siebie razem wzięte" — no dobra, przyznajmy szczerze: jeśli komuś się nie chce grać, to nie zagra, nawet jakby trybuny były pełne. Ale jeśli ktoś przychodzi z wolą walki, to potrafi zagrać — i to nie jest kwestia miejsca, tylko nastawienia. Pamiętacie ten niedzielny mecz w sierpniu zeszłego roku? Upal, trybuna półpusta, a nasi strzelili dwa gole i grali jakby mieli coś do udowodnienia. I nikt nie gadał o szczęściu — bo to była po prostu czysta robota.
No i pytanie do wszystkich: jak my niby mamy oczekiwać, że napastnicy będą walczyć u siebie, skoro my sami przestaliśmy w to wierzyć? Bo przecież nie chodzi o pogodę ani o trybuny — chodzi o to, żebyśmy wreszcie zaczęli dopingować jak należy. Bo póki co, to wygląda, jakbyśmy kibicowali nie drużynie, tylko temu, żeby nasi chłopcy wreszcie dawali radę pomimo nas. A to przecież nie o to chodzi w kibicowaniu.
Najpierw policz, potem się spieraj.