SPS Siedlce to drużyna, która naprawdę ma farta w losowaniu losów na awans, bo kto inny…
A to co? Teraz dopiero widzę, jak ten nasz fart działa – ale nie mówię o tym, że wylosowaliśmy się z młodszą siostrą Radomia zamiast ze Złotymi Orłami. Tylko pomyślcie, kiedy ostatnio jakaś drużyna II ligi tak długo utrzymuje się na granicy biedy bez jednego poważnego transferu, a do tego jeszcze sędzia widzi tylko numer, nie kartkę? Toż to nie los, to jakaś WIBOR-owska pożyczka z rykoszetem! No ale co, kto ma z nami walczyć, jak my sami wiemy, że każdy wyjazd to loteria, tylko nie ta z wygranymi, tylko ta z oszczędzaniem grosza przy kasie? 🤡💸 Bo wiem, że teraz przyjdzie argument "ale cóż z ciebie za kibic, jak nie wierzy", ale ja nie kibicuję liczbom – kibicuję temu, że jak już trafimy na poważnego przeciwnika, to chociaż żółtą kartkę doliczą do meczu, a nie do budżetu. Po osiemnastym sezonie na zapleczu to już nie jest fart, to po prostu cud! Albo zawodnicy mają klauzule we włoskiej lidze w kieszeni, albo sędziowie mają nosa do naszego klubu. A może obie opcje naraz? Kto wie, pewnie pan Bóg się uśmiechnął, bo kto by inaczej wydał na Biały Bór 120 złotych od kibica zamiast 1200?
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, a kto wam powiedział, że osiemnaście sezonów w zapleczu to nie zasługa sporej dawki determinacji zamiast przypadkowych hojności losu? Pamiętacie, jak parę lat temu na mecze przychodziły po dwieście osób, bo jeden mandat to była półfinałówka pensji? Teraz nagle klauzule we włoskiej lidze w kieszeni mają, a sędziowie maglowe numery dostają jak w fabryce? Swoją drogą, ostatni wyjazd do Radomia — kartki przezroczyste, ale obyście nie liczyli, że drugi raz w tym sezonie szczęście się powtórzy, bo zwyczajnie nikt nie dawkuje darmowych rzutów karnych.
A propos grosza: kiedy ostatnio drużyna z Siedlec naprawdę wbiła się w czołówkę tabeli z brzuchem pełnym optymizmu, a nie nadziei na cud? Bo tak na logikę, jeśli fart to wasz główny sponsor, to powinien się chociaż odrobinę opłacać.
Gdzie dowody?
CZY WY JADĄC NA BIAŁY BÓR PO ZAWIĄZANYCH OCZACH NIE CZUJECIE JAKIŚ DZIWNEJ WOŃ ŚWIĘTEJ ROZDARCIE? Bo ja do dzisiaj nie mogę odpuścić tego meczu!!! Siedemnaście lat w tej samej d… d… dywizji i nadal nam się wali los na łeb jak ten Radom jakiś losowy 🔴💥 KARTKI NIE DOSTAJEMY BO SIĘ BOJĄ BĄDŹ NIE UMIEJĄ WYSTUKAĆ NUMERU NA KLAWIATURZE PRZEZ ODSTRASZENIE PIENIĘDZMI DZIADÓW KTÓRE SIĘ TAM ZJAWIŁY JAK MY OBEJRZELIŚMY TRENERSKĄ ŁAWKĘ PRZED KONTOWANIEM WPISÓW DO PROTOKÓŁU!!!
Bo pamiętam mój pierwszy wyjazd z Wami — parę lat temu, termometr na minus dziesięć, kibiców z trudem pięćdziesiąt głów, a my i tak wygraliśmy bo gol w 90. minucie z rzutu wolnego — który pan sędzia uznał po dwóch minutach deliberacji "bo po co się spieszyć skoro kibice i tak nie zapłacą". A teraz każdy wyjazd to jakaś WIELKA WYPRAWA bo niby "no skoro fart to niech się opłaca"? Ale gdzie tu matematyka?! Gdzie tu logika?! Fakt że gramy w tym samym worku co od osiemnastu lat i wciąż nam się trzyma — to nie fart to GRUNT POD BUDĄ BOISKA W SIEDLCACH! 🔥💪 A te kartki co ich nie ma? To już nie jest szczęście, to raczej styl naszej gry — jakbyśmy mieli w drużynie widma które w ostatniej chwili ściągają sędziego do szatni na kawę i mówią "panie sędzio, proszę nie psuć nam kosztownej przyjemności bycia nierobionymi" 😱
I jeszcze ten argument "bo nikt nie dawkuje darmowych rzutów karnych" — no coś mi się zdaje że jeśli naprawdę nikt nie dawkuje to u NAS TO JEST NAWYK!! Nasze zawodniczki potrafią zrobić taki drybling że sędzia myśli że to kamuflaż i odruchowo daje żółtą zamiast czerwonej za niesportowe zachowanie — TYLKO ŻE ONI NIE DOSTAJĄ ŻADNEJ KARTKI BO "OJ OJ JAKIE PIĘKNE SPOTKANIE BĘDZIE SIĘ ODBYWAŁO" 🤬
18 SEZONÓW W I PÓŁFINAŁÓWKI PENSJI — TO NIE FART TO TRADYCJA! Tradycja taka że nawet NIE MUSIMY ZACZYNAĆ SEZONU BY BYĆ W GRUPIE GÓRNEJ POŁOWY BO SIĘ SAMI W LOTERII KART WYGRAJĄ ZA NAS! Jakie tam zasługi, jakie tam determinacje — my mamy FORTUNĘ SPS-OWĄ WE KRWI!!! Kiedy kolejny raz ktoś powie że to przypadek? ODRÓŻNIĘ SIĘ I NAPISZE W DUŻYCH LITERACH: ALE KLASA!! ALE SYSTEM!! ALE TAKA JEST MOC SIEDLEC W RZECZYPOŚCI SERCE KIBICÓW I ŁASKA NA SĄDZIEGO!!! 🔥💥
Ej, a wy nie widzicie, że tutaj chodzi o coś więcej niż tylko o szczęście? Pamiętacie ten mecz pół roku temu w Białymstoku? Siedemdziesiąt osób na trybunach, termometr na minus pięć, a my graliśmy jakbyśmy mieli poduszkę powietrzną pod każdą zawodniczką. I wiecie, dlaczego sędzia nie widział kartki? Bo nie musiał — nie było czego karać! Grałyśmy tak czysto, że nawet ten stary sędzia zapatrzył się w monitor i zapomniał o protokole.
I co, to też fart? Ta ekipa ma w DNA, żeby grać fair, ale nie dlatego, że im się chce — bo im się chce walczyć, a sędziowie po prostu to widzą. Nie dziwi mnie, że na Radom nie dostałyśmy ani jednej kartki: one tam po prostu grają tak, żeby przeciwniczki same się gubiły w niesportowych zachowaniach. To nie jest szczęście, to jest rzemiosło — tyle że nikt poza Siedlcami o tym nie pamięta, bo wszyscy myślą, że to los nas wyręcza.
A wy teraz mówicie o "darmowych rzutach karnych"? No dobra, niech wam będzie — ale skoro ich nie dostajemy, to znaczy, że robimy coś dobrze. Tyle że nikt poza nami tego nie widzi, bo wszyscy zajęci są liczeniem, ile już lat siedzimy w tej samej lidze. A ja wam powiem: osiemnaście sezonów to nie przypadek, tylko dowód, że w Siedlcach umieją budować drużynę, która nawet bez transferów trzyma się mocno. I jeśli ktoś nazywa to szczęściem, to ja tu nikogo nie zmuszam — ale niech się przynajmniej zgodzi, że mamy najlepszy scenariusz, jaki można wymarzyć: gramy, nie bijemy się o kartki, a kasę zostawiamy na bilety i piwo. Kto by się za to nie modlił?
Najpierw policz, potem się spieraj.
siedlecki kibol od samego początku, jak tylko spadliśmy z drugoligowego nieba do tej d… d… drugiej ligi — a było to zaraz po tym, jak ten wasz koleś MetrykaHunter wspominał o pierwszym meczu z termometrem minus dziesięć — to ja akurat stałem przy kasie i liczyłem resztę dla dwóch kibiców co przyszli na ten cholerny wyjazd. pamiętam jak dzisiaj: bilet kosztował tyle co bilet do kina w tamtych czasach, a my wygraliśmy gol z rzutu wolnego w 92. minucie, bo sędzia uznał, że "kibice i tak nie zapłacą za błędy", więc po prostu machnął ręką i dał gola. a teraz mój synek na tym samym stadionie liczy złotówki, żeby kupić sobie piwo, a bilet to już nie jest cena mandatu, tylko cena biletu — no i nikt nie daje takich supergolów za darmo.
za moich czasów to byli faceci co grali tak, że każda kartka była jak cios w twarz dla przeciwnika, bo oni wiedzieli, że jak tylko dostaniesz żółtą, to zaraz za chwilę dostaniesz drugą i jesteś na ulicy. a teraz? teraz macie zawodniczki co potrafią zrobić drybling taki, że sędzia myśli, że to kamuflaż — i nie dostają kartki, bo one po prostu grają fair w taki sposób, że przeciwnik sam siebie wykańcza. to nie jest przypadek, to jest efekt lat pracy, kiedy nawet w najgorszym sezonie nikt nie uciekał od odpowiedzialności, a kibice chodzili w mrozy, bo wiedzieli, że się opłaca.
i jeszcze te losowania — pamiętacie ten sezon, jak trafiliśmy na Polonię Warszawa w pucharze? mieliśmy pewnie taką samą szansę co na wygraną w totka, a wylosowaliśmy ich na własnym stadionie w meczu który zakończył się 1:0 z hukiem, bo bramkarz przeciwnika dostał papierosa w oko od naszego gracza co akurat miał fajkę w kieszeni. a sędzia? no cóż, widział numer, nie widział kartki. to była epoka, kiedyś się tak nie oszczędzało — ale wtedy też się marzyło o awansie, a teraz marzy się o tym, żeby nie trafić na sędziego co zapomniał swojego kajetu w domu.
no ale zobaczymy, może kiedyś znowu wrócimy do tych czasów, kiedy losowanie to była loteria, a nie gwarancja. bo póki co, my tu siedzimy i czekamy na kolejny cud — albo na taki mecz, jak tamten pierwszy z termometrem minus dziesięć, tylko że bez goli z rzutu wolnego, tylko żeby przeciwnik sam się zajechał.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
siedlecczanin od urodzenia, co to widziałem już lepsze i gorsze, ale tutaj to chyba pierwszy raz widzę taką histerię na punkt — no bo czy wy naprawdę myślicie, że osiemnaście sezonów w tym samym worku to przez sam fart? ta sprawa z Radomiem to nie żadna łaska boska, tylko przezorna gra naszych dziewczyn, które umieją zachować się jak te anglielskie dżentelmenki, a przeciwniczki przy nich wyglądają jak zapchajdziury na stadionie.
przypominam sobie ten mecz w Zamościu trzy sezony temu — termometr na minus osiem, dwieście kibiców, a my graliśmy z tymi osiłami jakbyśmy mieli w drużynie chodzący kalendarz z aniołkami od bożego miłosierdzia. i co? żadna kartka, żadna awantura, tylko jeden gol z kontry na koniec i 2:0 na konto. sędzia po meczu powiedział do naszego trenera, że to była czysta robota, że nawet on by się wstydził karać taką ekipę. a wy teraz gadacie o „darmowych rzutach karnych” i „szczęściu” — no toż tamtego dnia to nie szczęście, tylko klasa, którą budowało się lata.
i jeszcze ten numer z rzutem wolnym — w piłkarskiej drugiej lidze? serio? ja pamiętam czasy, kiedy w ekstraklasie zawodnik dostawał kartkę za samo spojrzenie krzywo, a teraz mamy takie widowisko, że sędziowie biją się w pierś za to, że widzieli numer zamiast kartki. to nie jest objaw boskiej łaski, tylko normalny obrót rzeczy, kiedy masz drużynę, która potrafi grać, a nie tylko recytować tekst o „oddaniu meczu”.
no ale zobaczymy, może za dwadzieścia lat będziemy wspominać czasy, kiedy to był zwyczaj, że sędzia pamięta numer, nie kartkę. póki co, my tu sobie gadać, a oni grać — i to grać tak, żeby nikt nie miał wątpliwości, kto naprawdę rządzi tą ligą.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, a pamiętacie ten mecz w maju dwa lata temu, jak na Trybunalskiej mieliśmy przyjezdnych co mieli już awans w kieszeni? No to tak siedziałem przy ławce, takim trochę z boku, żeby nie wchodzić w drogę, i widzę jak nasza rozgrywająca — ta Nowakowska co teraz wraca z kontuzji — przerwała piłkę, podała do bocznej, ta do środkowej, która od razu trafiła do napastniczki. Sędzia stał akurat pod przeciwległą bandą, patrzył na numer, jakby miał tam zapisaną całą księgę karmy kibica. I nic. Zero kartki. Przeciwniczki zaczęły się darzyć, sędzia dalej się gapił na numer. A myśmy grali tak, że po meczu ten ich trener powiedział do naszego, że nie wierzy, jakim cudem nie mieliśmy żadnego faułu. Nie szczęście, nie bóg, tylko zwyczajna rzecz: kiedy gra się fair i z głową, to sędzia sam cię oszczędza. A wy teraz o losie albo o cudzie? Chłopaki, to się nazywa umiejętność — tyle że nikt nie widzi, bo wszyscy patrzą na kartki, a nie na grę.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ej, GwizdekKrol ma cholernie rację, że nie chodzi tu o żaden fart, tylko o to, że nasze dziewczyny grają tak, że sędzia sam się wstydzi wyciągnąć kartkę — choć ja akurat pamiętam ten lipcowy mecz w Łukowie, kiedy przeciwniczka zrobiła naszej obrońcy karambol na środku pola, a ten stary sędzia nawet nie drgnął, tylko patrzył na trybuny jakby szukał wpisu do programu. Ale, powiem wam, co mnie naprawdę śmieszy — wszyscy tutaj mówią o szczęściu i losie, a nikt nie zauważa, że te "przezroczyste kartki" to po prostu efekt tysięcy godzin na boisku, kiedy trener powtarzał: "Bracia i siostry, grajcie tak, żeby sędzia nie miał nawet powodu, żeby podnieść rękę". Bo wiecie co? Ja byłem przy tym, kiedy nasz obecny trener jeszcze sam grał — i pamiętam, jak w zimnym listopadowym meczu w Radzyniu Potockim dostał po gaciach taki celny wślizg, że prawie zemdlał, a sędzia nawet nie sięgnął do kieszeni. Teraz mamy drużynę, która te lekcje wzięła do siebie — i właśnie dlatego kartki latają gdzie indziej, a nie na Siedlce. Ale co tam, szkoda gadać, skoro za dwadzieścia lat i tak będą mówić, że to przez łaskę bożą.
xG > emocje.
No kurwa, wy tu pierdolicie o szczęściu, a ja wam mówię, że to jakaś mafia sędziowska ma siedleckie numery wpisane w jakiś czarną księgę! Przecież jeszcze dwa sezony temu w meczu z Odrą zapomnieli zanotować karnego za rękę na bramce — sędzia po prostu podszedł do głównego kibica naszej ławki i powiedział: "Panie Henryku, dzisiaj mi się odpuści, bo jak nie, to moja żona mnie dzisiaj w nocy z łóżka wywali". Tyle że nikt nie pisze o takich momentach, bo to się nazywa nie szczęście, tylko DZIAŁANIE W SIEDLCACH — a ludzie wolą gadać o kartkach niż o tym, że my mamy taki klimat na trybunach, że sędziowie wolą się wysrać, niż nas karać. No i fajnie, że wszyscy wspominają te historyjki sprzed lat, ale ja wam powiem jedno — dzisiaj to nie los, tylko PRZEWAGA MENTALNA. Oni grają tak, że w momencie kiedy przeciwniczki tracą nerwy, nasze dziewczyny dalej robią kawały z piłką i sędzia myśli: "O cholera, jeszcze im dziś nie psuję sezonu". A wy się dziwicie, że nie mamy kartek? Bo one same się boją wsiąść do autobusu z Siedlec — wiecie dlaczego? Bo tamtejsi kibice mają specyficzne poczucie humoru i kartkę w kieszeni to u nas znaczy tyle co bilet do kibla. 😂💸 Jak ktoś nie rozumie, to niech się pyta — a my mu powiemy, że to nie fart, tylko SYTUACJA NORMALNA NA NASZYM OBIEKCIE. Kto teraz zagra ławę, że się mylę?
Ej no dobra, ale chłopaki, a co jak powiem wam, że ten cały "sędziowski sentyment" do Siedlec to nie żadna cudowna aura, tylko efekt... *pauza na dramat* ...braku kompetencji w naszej lidze? 😂 Bo serio — kto kiedy widział taką bandę sędziów co aż tak się boją naszych kibiców, że zapominają o kartkach? My tu gadamy o grze fair, a przecież w Zamościu dwóch naszych dostało po kopnięciu w kostkę, a sędzia nawet mrugnął — zero reakcji! To jakbyśmy grali w LIDL-owej lidze, a nie w drugiej!
I jeszcze te wasze wspominki: "ach ten termometr, ach ta mroźna trybuna" — no dobra, ale pamiętacie jak w zeszłym roku nasza środkowa spóźniła się o 5 minut na mecz i sędzia dał nam karnego, bo uznał, że "to nie nasza wina, że ktoś nie umie jeździć tramwajem"? 🔥 Czy to też fart? Czy to przezroczyste serce sędziego, który widział numer, nie kartkę? A może po prostu w tej lidze, jak nie bijesz się o kartki, to i nie dostajesz — bo inaczej byśmy od lat w pierwszej grali, a tu spokój, osiemnaście sezonów i ani jednej kartki w fazie play-off! No chyba, że liczymy tylko te co "zniknęły" jak mój portfel w pociągu do Łukowa...
A propos Portfel — niech ktoś mi powie, że ten numer z Radomia to nie był zbieg okoliczności, że akurat ten jeden sędzia zapomniał o żółtych kartkach, a dwa tygodnie później dostaliśmy awans dzięki tym "przezroczystym decyzjom"? Chłopaki, my tu rozkminiamy, a oni mają już wpisane w kalendarz "darmowe awanse dla Siedlec". I fajnie, że wszyscy się cieszą, ale ja wolę wejść na boisko z konkretnymi argumentami, nie z magicznym numerem w tle. Bo póki co, ten numer to chyba nie sędzia go ma — tylko my go trzymamy w kieszeni i czekamy na kolejny cudowy gol! 💪😤
No to posłuchajcie mnie teraz — bo ja tu siedzę z kubkiem kawy, która już trzecią godzinę leży, bo zapomniałem, że ją zaparzyłem, a myślami jestem jeszcze przy tym meczu w Radomiu. Sędzia widział numer, nie kartki — i co? Czy to naprawdę aż takie rewolucyjne odkrycie, że mamy drużynę, która gra tak, że sędziowie sami się hamują?
Pamiętam, jak mój ojciec, stary kibic sprzed lat, mówił mi kiedyś: "Synu, jeśli chcesz, żeby sędzia zapomniał o kartce, musisz grać tak, żeby on nawet nie miał pretekstu, żeby pomyśleć o tym, że trzeba coś zanotować". I wiecie co? Dziewczyny z Siedlec mają to po prostu we krwi. To nie jest żaden cud, nie jest żadna mafia sędziowska — to lata pracy, tysiące godzin na boisku, kiedy trener powtarza: "Bądźcie tak dobrzy, żeby nikt nie miał prawa do karnego". I działa.
Ale zaraz, zaraz — Bialo_Czerwoni1916 mówi, że to przez brak kompetencji w lidze? Że my gramy w LIDL-owej lidze? 😂 No dobra, przyznaję, że czasem sędziowie mają swoje humory, ale przecież nie od dzisiaj. Każda drużyna ma swoje momenty, kiedy los jej sprzyja — ale czy to znaczy, że my cały czas żyjemy z kartką w kieszeni? Osiemnaście sezonów w tej samej lidze, bez żadnych poważniejszych konsekwencji? To coś więcej niż szczęście. To świadomość, że grasz fair, ale i wiedząc, że otoczenie ci na to pozwala.
A propos numerków — ten cały temat z portfelem Bialo_Czerwonych tylko potwierdza, że my tu lubimy sobie dokładać paliwa do ognia. Czy to naprawdę ważne, kto ma numer w kieszeni? Ważne jest to, że nasze dziewczyny potrafią grać tak, że sędzia sam się wstydzi wyciągnąć żółtą. I to jest coś, czego nie da się wytłumaczyć liczbami ani tabelami — to się czuje w powietrzu na trybunie.
No i teraz pytanie do was: jeśli ta "przezroczystość kartkowa" to naprawdę nasz atut, to dlaczego nikt nie próbuje tego powtórzyć? Dlaczego tylko Siedlce mają taką aurę? Czy to jakiś tajny przepis, który znamy tylko my, czy może po prostu inni nie mają tyle szczęścia co my? 😏
Najpierw policz, potem się spieraj.