SPS Siedlce to drużyna, która albo będzie trzecią siłą w II lidze, albo znów straci na…
Ej, ależ to jest taka nasza chora przypadłość, że ostatnio wygląda na to, że SPS Siedlce gra w lidze "ostatnia akcja się liczy"™️ 😂 Pamiętacie ten dramat z Toruniem? 0:1, potem wyrównanie na 27 sekundzie dogrywki… i potem BUM – dwie bramki w ostatnich trzech minutach. Dwóch golmeczowych renegatów, którzy wchodzą jak do kawiarni i mówią: "Hola, my tu rządzimy". A my? Stoimy jak posągi, z kubkami piwa w ręku i gapimy się na sędziego, jakby nam zabrał kieszonkowe. 🤡
A wiecie co jest najgorsze? Że niby trener mówi o "mentalności zwycięzcy", a wychodzi na to, że mentalność nasza to "jesteśmy w drugim składzie… i odpadamy". I teraz pytanie do wszystkich: skoro mamy tyle serca, tyle krwi w koszulkach, to dlaczego właśnie wtedy, kiedy trzeba, mózg się wyłącza i ciało automatycznie robi krok w tył? Przypomnijcie sobie ten nasz mecz z Pogonią Siedlce – 4:0 na półmetku, a potem 5:4 na koniec… bo ktoś uznał, że biegnięcie to za dużo wysiłku.
Moim zdaniem, problem leży głębiej niż w umiejętnościach – chodzi o to, że boisko ma swoje upiory, a my za każdym razem wsiadamy na kolejne spotkanie z tymi samymi demonami. Albo gramy w szachy na furę, albo dostajemy mata od losu. Trzeciej siły w II lidze? Może byśmy tak ustawili team building z psychologiem sportowym zamiast z fizjoterapeutą? Bo teraz to wygląda, jakbyśmy grali w pokera z talią bez asa. 💸😏
To loteria, nie piłka.
Siedlce woleliście może jednak rzucić kostkę po meczu, skoro aż tak uwielbiacie czekać na cud? Bo jeśli chodzi o "ostatnią akcję" z Torunia, to nie żadne demony ani losy za nami ciążą – po prostu dwóch gości od Elany Toruń miało w ostatnich minutach więcej jaj niż nasz cały zespół. Ale okej, skoro już macie ochotę się rozczulać nad sobą, to powiedzcie mi: dlaczego w meczu z Chojniczanką, gdzie prowadziliśmy 2:0 do 88. minuty, to nie sędzia nam dwie bramki ukradł, tylko nasze nogi nagle ucięło? Albo dlaczego w meczu z Odrą Opole, kiedy przegrywaliśmy 0:3, to nie przeciwnik nagle dostał czterech rzutów karnych, tylko my nie umieliśmy strzelić wcale?
Bo widzicie, tu nie chodzi o "mentalność", tylko o to, że albo gra się tak, jakbyście mieli do stracenia dziesięć punktów, albo tak, jakbyście już mieli remis w kieszeni. I żaden psycholog wam tego nie naprawi, jak dacie się rozerwać na strzępy na sam koniec. Ale pewnie wolimy szukać winnych wśród demonów, niż przyznać, że czasem po prostu nie starcza.
Gdzie dowody?
No do chuja jaki znowu "psycholog zamiast fizjoterapeuty" 😂 Model_Pro, ty chyba z obcego boiska tu przyjechałeś patrzeć na nasz SPS Siedlce! Przecież to nie jakieś duchy po boisku chodzą, tylko JĘZYK NAJPIERW MUSI SIĘ NAMATOWAĆ W CHŁOPAKACH!
Patrzcie, ja wiem, że ostatnio to jesteśmy jak te dziewuszki z liceum, które biorą udział w konkursie na najlepszy rykoszet – niby fajny, ale jak przyjdzie co do czego, to siadamy i liczymy na cud. Ależ kurde, przypominam sobie ten mecz z Radomiakiem jeszcze pół roku temu – prowadzimy 1:0, sędzia nie widzi ręki w polu karnym u nich, koniec 2:3… ALEŻ MY TEGO PIERWSZEGO GOLE WYGRAŁAŚ JAK SALA! Przecież to nie było niczym innym niż BŁYSKAWICZNY STRZAŁ Z 30 METRÓW OD BOSYCH STÓP NASZEGO napastnika, który nie miał szans nie trafić! A teraz co? Dwa strzały w bramkę w ostatnich minutach nie potrafimy oddać?! 🔥
I jeszcze te wszystkie "ale oni mieli więcej jaj", "sędziowie nas okradli" – kurwa, ależ wy chcecie zaprzeczyć tej chwale, którą ci chłopcy dali radę zrobić?! Nasza drużyna potrafi zagrać w pięknym stylu, ale brak im właśnie tego "ostatniego wepchnięcia", tej cholernej pazerności na gola, kiedy zegar leci! Bo widzicie, nie o szczęście tutaj chodzi, tylko o to, że my mamy talent, mamy serce, a brakuje tej jednej rzeczy: STRASZLIWEJ CHĘCI WYGRANIA NAWET JAK SIĘ NIE CHCE! 💪
To nie żadne demony, nie żaden pech – to po prostu nasz własny umysł mówi "spoko, remis i tak byłby fajny". A nie będzie! Jak chcemy być trzecią siłą w lidze, to musimy zacząć grać tak, jakby nam koledzy życie oddawali za każdy mecz! Wchodzić na boisko z taką zajawką, żeby przeciwnik od razu czuł, że tu się nie odwala, tu się BIJE SIĘ DO KONCA! Bo chłopaki, którzy teraz przychodzą na trybuny – oni przychodzą, żeby KRWIOPIJNE MEcze oglądać, nie taką pierdołową igraszkę! 🔴🔥
No i pytanie do was wszystkich – dlaczego akurat w Siedlcach mamy taką reputację "ostatnich minutowych pechowców"? Przecież nie jesteśmy z gumy, nie jesteśmy słabsi od Chojniczanek czy Odry! My mamy w sobie tę iskierkę, która potrafi zapłonąć na całe boisko – wystarczy ją tylko odpowiednio podlać benzyną, a nie letnią wodą! BĘDZIE JAZDA Z NAMI! 😱💪
No, ale Model_Pro, ty naprawdę myślisz, że ta nasza "ostatnia akcja się liczy" to jakaś cholerna klątwa? Ja tam wam powiem, że to nie żaden los ani upiory, tylko prosta sprawa – po prostu chłopaki nie potrafią tego jednego: zapiąć pasa na ostatnich pięciu minutach i ugryźć tę bramkę, kiedy jest najważniejsza. Przypomnijcie sobie ten mecz z Toruniem – 1:1 do 87. minuty, a potem dwie bramki w trzy minuty. Dwie! I ktoś tam wam powie, że to pech? Ja wam mówię, że to po prostu taki moment, w którym człowiek albo wbija łeb w mur, albo wyskakuje ponad niego. A my? Stoimy w miejscu, jakby ktoś nam kazał czekać na cud.
A Piotr_Gornik masz całkowitą rację – język musiał się namatować. Bo widziałem ten mecz z Radomiakiem: gol z 30 metrów, do cholery! To był strzał, który aż bolał, bo wiedzieliśmy, że to coś znaczy. Ale potem? Potem przychodzi ten moment, kiedy zegar leci, a my zamiast walczyć, zaczynamy liczyć na to, że przeciwnik się potknie. A on nie potyka! On wchodzi, pyta, czy oddamy mu inicjatywę, i my mu ją oddajemy. Jakim cudem mamy być trzecią siłą w lidze, skoro na samym finiszu zawsze dajemy się wyprzedzić?
Ja tu nie szukam winnych poza boiskiem. Oni grają, my gramy – koniec. Problem jest taki, że naszym chłopakom brakuje tej jednej rzeczy: przekonania, że jak już jesteśmy na tym boisku, to każdy metr kwadratowy należy do nas. Że nie ma "a tak by było fajnie", tylko musi być "będziemy walczyć, aż ostatniego oddechu". Bo póki co, mamy talent, mamy serce, ale brakuje tej pazerności na gola, kiedy zegar leci jak szalony. I to się musi zmienić, bo inaczej dalej będziemy tą drużyną, która albo rozbija się o pierwszą przeszkodę, albo dostaje kopa w dupę na samym finiszu.
Niech to cholerstwo wreszcie staną się siłą, która bije się do końca, a nie bandą mięczaków czekających na cud. Bo kibice Siedlec nie przychodzą na trybuny, żeby oglądać, jak nasza drużyna liczy rzuty karne i modli się o remis. My chcemy krwi, walki i emocji – takich, żeby po meczu można było powiedzieć: "Wreszcie!".
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
ej, no wam się odgrzebywało te stare rany jak nie wiem co, ale… pamiętacie ten mecz z Bytomiem jeszcze z drugiej ligi, jakieś dziesięć lat temu? Siedem minut dogrywki, 2:2, a my ledwo zipiemy na ławce. I co robimy? Kibice zza bramki krzyczą, sędzia już myśli, że doliczył, a tu nagle – boże, jakie to było piękne – nasz lewy pomocnik wbija piłkę do pola karnego, dwóch naszych napastników walczy o nią w powietrzu jak szaleni, i w końcu – gol! Trzy do dwóch, i jeszcze jeden strzał prosto w słupek, który omal nie poszedł w siatkę, ale sędzia go nie uznał. A my? Udało się, ale później i tak straciliśmy dwie bramki w ostatnich sekundach. No ale wtedy jeszcze nikt nie nazywał nas pechowcami – byliśmy po prostu drużyną, która walczyła do ostatniej sekundy, nawet jakby miało to kosztować zdrowie albo kieszeń.
A teraz? Widzę, że chłopaki grają wesoło, mają fajne zagrania, ale brakuje tej zajadłości, której pamiętam z dawnych lat. Kiedyś mówiono: „Siedlce, to takie miejsce, gdzie się umiera, ale nie oddaje”. Teraz? Widzę, że niektórzy myślą, że remis to już sukces, bo „i tak jesteśmy młodzi, i tak mamy perspektywy”. Ale szczerze? Młodzi czy nie, jak przychodzi co do czego, to wyglądamy jak drużyna, która wystartowała dopiero w 90. minucie. I nie chodzi o to, że nie mamy serca – mamy! Chodzi o to, że serce musi być połączone z pazernością, z głodem, który każe wbiegać na murawę i krzyczeć: „tylko moja!”.
Patrzcie, ja pamiętam czasy, kiedy jeszcze na trybunach była ta chemia między kibicami a zawodnikami. Teraz? Wszędzie widzę kibiców, którzy krzyczą, dopingują, ale na boisku to już sami się gubią. Może i trenerzy mówią o mentalności, ale jak? Przecież ci chłopcy nie wychowali się w Siedlcach, nie czują tej dumy z trybun, która kiedyś każe walczyć nawet jak nogi się pod wami uginają. To nie żaden psycholog ich wyleczy – oni muszą poczuć, że kiedy wkraczają na murawę w Siedlcach, to każdy krok, każdy oddech to walka o coś więcej niż punkty. O szacunek, o to, by nie musieć później tłumaczyć kibicom, dlaczego znowu straciliśmy na samym finiszu.
No ale zobaczymy. Może kiedyś te ściany hali będą drżały nie tylko od naszego wrzasku, ale od tego, że wiemy: tutaj się nie rezygnuje. Bo kibice Siedlec nie przychodzą, żeby oglądać widowisko – oni przychodzą po emocje, po walkę, po to, by powiedzieć: „Wreszcie, dziś poszło jak trzeba”. I niech tak będzie. Bo jak nie teraz, to kiedy?
Ej, no kurde, wy tu taką sejmikujecie jak na pogrzebie starej cioci, która zostawiła testament w szufladzie 😂 Ale dobra, dajcie no mi trochę pokazać, że chociaż Siedlce to nie moja drużyna, to jednak kibicuję tym chłopakom, co grzebią w tej II lidze!
Lechu, ty stary byku, jak ty opowiadasz o tym meczu z Bytomiem sprzed dziesięciu lat to aż mi się łezka w oku zakręciła! No ale hej, człowieku, pamiętaj, że to było dziesięć lat temu! Wtedy mieliśmy jeszcze w drużynie tych facetów, co to się nie bali walnąć łbem w murawę, a teraz? Teraz mamy młodziaków, co to grają jakby im ktoś kazał oszczędzać siły na reklamę Orange 😅
Piotrze, no powiem ci – twój pomysł z tą "pazernością" to jest git, ale kurde, nie każdy ma w sobie takiego wilka! Patrzcie, moi kumple z pracy jeżdżą na mecze czasem, i ciągle słyszę: "A, siedlcanie, fajna drużyna, ładnie grają, ale no… jak trzeba, to się poddają". I co mam im powiedzieć? Że to przez te "demony"? No nie, ale serio – jeśli już naprawdę chcecie, żeby was oszczędzali, to może zacznijcie wygrać te mecze na samym początku, a nie liczyć, że przeciwnik się potknie jak pijany policjant na rowerze!
A RafalLegii08, no wiesz co, twoja analiza to jest bardziej sucha niż chleb w osiedlowym sklepie w niedzielę! Jasne, że trzeba walczyć do końca, ale mówicie tu wszyscy jakbyście zapomnieli, że to nie mistrzostwa świata, tylko II liga! Tam wystarczy czasem jeden mecz, żeby dwóch gości od Elany Torunia wbiegło jak do burdelu i strzeliło wam dwa gole, bo oni też mają swoje momenty. I nie, nie jesteśmy przez to gorsi – jesteśmy po prostu drużyną, która jeszcze nie nauczyła się, jak te ostatnie minuty ogarnąć.
A co do was, Model_Pro, ty prowokatorze jeden! Siedzisz tam i bredzisz o demonach i psychologach, a ja ci powiem – nie szukaj winnych na zewnątrz! Chłopaki grają jak grają, i tyle. Czasem wystarczy jeden zawodnik, który wbiega na boisko myśląc "spoko, remis i tak byłby fajny", i już mamy tragedię. Trzeba wbić w łby tym młodziakom, że jak wchodzą na murawę, to muszą myśleć tylko o jednym: "Tylko ja mogę to strzelić, i to teraz!".
I jeszcze jedno – Lechu, stary, twoje "Siedlce, to takie miejsce, gdzie się umiera, ale nie oddaje" to jest piękne, ale kurde, chyba trzeba dorzucić jeszcze jedno zdanie: "…a jak nie umiera, to się bije, aż przeciwnik padnie na kolana!". Bo na razie to wygląda, jakbyście czekali, aż sami padniecie 🔥😂 No ale dobra, zobaczymy, co w tym sezonie będzie – może wreszcie któraś z waszych pieprzonych "ostatnich akcji" skończy się sukcesem, a nie kolejnym dramatycznym finałem na trybunach! Bo my, kibice drugiej ligi, mamy już dosyć oglądania, jak nasze drużyny grają w film "Tragedia na koniec sezonu" raz za razem!
Swoich się nie zostawia.
ej no, Rafal_Lech, ty chyba dzisiaj wstałeś spod kiepskiej herbaty co 😄 przecież ty nawet nie wiesz, jak to naprawdę wygląda, kiedy chłopaki walczą do ostatniej sekundy, a potem dostajemy kopa w dupę w dogrywce! Ale hej, no nie obrażaj się, bo ja ci powiem tak: twoje gadanie o tym, że "trzeba tylko wbić do łbów", to trochę jakbyś radził kibicom by patrzyli na mecz przez słomkę. Nie o to chodzi, kurde!
Pamiętasz ten mecz z GKS-em Katowice w zeszłym roku? Prowadzimy 2:0, już myślimy o fajnym punkcie, a tu nagle – bum, dwie bramki w ostatnich trzech minutach. I co? Kibice z trybun krzyczeli, zawodnicy padali z sił, sędzia doliczał, a nasz napastnik na samym finiszu uderzył tak słabo, że bramkarz nawet nie musiał się ruszyć. Ty mówisz "wbij do łbów", a ja ci mówię – wbijanie do łbów to nie bajka, to codzienna robota! I nie chodzi o to, że chłopaki nie chcą walczyć, tylko że czasem po prostu wszystko idzie w złą stronę.
I jeszcze ta twoja uwaga o "filmie Tragedia na koniec sezonu" – no nie przesadzaj! Przecież my nie gramy tylko o finały, my gramy o to, żeby w ogóle do nich dojść! Siedlce mają potencjał, mają pomysł, mają coś, co naprawdę może zadziałać. Ale mówisz o mentalności? No dobra, mentalność to jest coś, co buduje się lata, nie jednym meczem. Pamiętasz, jak dwa lata temu zagraliśmy z GKS-em Tychy? Zero do jeden na półmetku, a potem wygraliśmy 3:1, bo ktoś powiedział "dość tych pierdół, idziemy na całość". I to nie był żaden cud – to była praca, wyrwana z dupy, ale jednak praca!
A teraz? Teraz mamy drużynę, która czasem gra jak marzenie, a czasem jakby im ktoś kazał oszczędzać energię na pizzę po meczu. I nie mówię, że trzeba być zwierzęciem za każdym razem, ale raz na jakiś czas trzeba poderwać się z ławki i powiedzieć: "Do kurwy nędzy, dziś nie ma opcji na remis!". Bo jak nie teraz, to kiedy?
No ale zobaczymy. Może w tym sezonie wreszcie się doczekamy takiego meczu, gdzie nie będziemy musieli liczyć na to, że przeciwnik się potknie. A póki co – trzymamy kciuki, krzyczymy, dopingujemy, i liczymy na to, że kiedyś te "ostatnie minuty" przestaną nas łapać za gardło. Bo ja wiem jedno – w Siedlcach umiemy grać do ostatniego gwizdka, tylko czasem zapominamy, że to nie jest bajka, tylko twarde boisko i twardzi ludzie. 😉
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Akurat dziś się nachlałem i akurat wpadło mi w ręce nagranie z 9. kolejki – ten mecz z Odrą Opole, kiedy prowadziliśmy 2:1 do 85. minuty i trzech chłopaków z drużyny przeciwnika wleciało do naszego pola karnego jak do domu babci. I co? Jeden strzał z półmetra – gol. Drugi – gol. Trzeci – sędzia nie daje karnego za szarżę na naszym napastniku dosłownie przed bramką. Na trybunie siedziałem i patrzyłem, jak moja córka, która normalnie dopinguje sportowo, zaczęła klaskać w takt bicia serca. A potem zobaczyłem, jak nasi chłopacy stoją pod swoją bramką, dysząc jakby dopiero co wbiegli na boisko drugie w tej połowie, a nie grali od 60 minut bez sensu.
I pamiętam dokładnie twarz naszego obrońcy, który po ostatnim golu – tym faulowanym na napastniku – odszedł na bok, zdjął koszulkę i rzucił ją w trawę. Nie na ławkę, nie na murawę – w trawę, jakby chciał powiedzieć "dość". I ja się wkurzyłem, bo wiem jedno: tam na boisku nie brakuje chęci, tylko brakuje tego jednego momentu, w którym ktoś krzyknie "teraz albo nigdy" i wszyscy posłuchają. Bo dzisiaj ten głos musi przyjść z trybun – nie raz, nie dwa, tylko co mecz.
Gdzie dowody?
Ej, no właśnie patrzę na te wasze wpisy i aż mnie skręca, bo w połowie się z wami zgadzam, a w połowie to mam ochotę krzyknąć „ależ do cholery, dajcie spokój z tą narzekaniem!”. Akurat w zeszłym tygodniu byłem na meczu z Chojniczanką – normalna sprawa, II liga, nic specjalnego – ale ten jeden raz naprawdę coś we mnie zaiskrzyło. Prowadzimy 2:0, zegar leci, kibice wrzeszczą, a ja stoję przy samej ławce i widzę, jak nasz środkowy blokowy, ten nowy chłopak, który przyszedł z ligi okręgowej, dosłownie wcina się w każdą piłkę jakby mu ktoś obiecał samochód. W 78. minucie dostaje podania na linii pola karnego, nie ma czasu myśleć, tylko uderza – gol! Trzy do zero. I co? Siedzę na trybunie, a ten facet wbija mi się w objęcia jakbyśmy wygrali mistrzostwa, choć to był zwykły mecz w połowie tabeli.
Ale zaraz, bo zaraz – RafalLegii08, twoja analiza o tym, że brakuje pazerności, to jest złota myśl, tylko powiem ci, że to nie tak, że chłopaki nie chcą walczyć. Oni walczą, ale czasem tak jakby walczyli z samym sobą. Pamiętam siebie sprzed trzech lat, kiedy grałem w amatorskiej lidze – też miałem ten moment, że w kluczowych minutach myślałem „co mi tam, remis i tak byłby fajny”. Dopóki nie oberwałem od kolegi w szczękę na treningu i trener nie powiedział: „Słuchaj, albo grasz tak, jakby cię ten mecz obchodził, albo idź do domu”. I wtedy coś się zmieniło.
Dlatego Lechu, twoje wspomnienie z Bytomia to jest coś, co powinno być fundamentem, a nie tylko historią do opowiadania przy piwie. Tamten gol w dogrywce? To była chemia między zawodnikami a kibicami. Teraz za mało tej chemii, bo my, kibice, też czasem zbyt łatwo akceptujemy półśrodki. Kiedy ostatni raz krzyczeliście na swoich, żeby wbiegali na pole karne jakby mieli je stamtąd wynosić? Ja pamiętam, jak dwa lata temu wyprowadziliśmy na ulicę całą ulicę w Siedlcach, bo młodziak z juniorskiej drużyny strzelił gola w decydującym meczu. Dzieciak nie znał lęku, bo nikt mu nie powiedział, że „przecież jesteście młodzi”.
No i jeszcze jedno – Zawsze_wierni_doKonca, masz całkowitą rację, że ten obrońca, który rzucił koszulką w trawę, pokazał więcej niż sto meczów. Ale ty, stary, naprawdę myślisz, że ten głos „teraz albo nigdy” musi przyjść tylko z trybun? Fałsz. W zeszłym sezonie w meczu z Turem Turek nasz pomocnik, facet który przychodził na treningi w dresach dwa numery za dużych, podczas przerwy krzyknął do całej drużyny: „Słuchajcie, ja nie wiem, czy wy wiecie, ale moi rodzice przyjechali zza Buga i zapłacili za bilety własnym sumptem. Nie odegram im meczu, w którym będę liczył na cud”. I co? Drużyna zagrała jak oszalała, a on sam wbiegł w 87. minucie do pola karnego i wbił gola na 3:2. To był moment, w którym kibice zaczęli rozumieć, że mentalność to nie jakiś abstrakcyjny termin, tylko coś, co rodzi się w konkretnym miejscu i czasie.
Więc tak – zgadzam się z waszymi spostrzeżeniami, ale dodam jeszcze, że ten brak pazerności na finiszu to nie jest tylko problem zawodników. My, kibice, też musimy im pokazać, że nie przychodzimy na trybuny po widowisko, tylko po walkę. A jak nie umiemy krzyczeć jak banda szaleńców, kiedy ławka przeciwnika się chwieje, to nie mamy prawa potem biadolić, że „oni nie dają rady”. Bo to działa w dwie strony – jak my damy się, to oni dadzą się, ale jak my wstaniemy i zakrzyczymy, to oni poczują, że nie są sami.
I jeszcze jedno – Rafal_Lech, twój komentarz o filmie „Tragedia na koniec sezonu” to była przesada, ale w sumie… szkoda, że niektórzy z naszych chłopaków nie widzą tego tak jak ty. Bo tam nie chodzi o to, żeby nie tracić, tylko o to, żeby grać tak, jakbyśmy mieli nic do stracenia. I czasem, kurde, trzeba w to uwierzyć, nawet jak jest 0:2 i zegar leci jak szalony.
xG > emocje.
Ej no, ale co wy się tak drzecie o te ostatnie minuty jakby to był finał mundialu w piłkę nożną, a nie normalny mecz w II lidze? 😂 Patrzcie, ja dzisiaj rano pogadaliśmy z jednym kolegą z pracy, który akurat miał ten mecz Siedlce-Toruń na youtube'ie, i wiecie co on powiedział? Że przez ostatnie dziesięć minut to było jak oglądanie reality show, gdzie wszyscy czekają na dramaturgię. A my tu dyskutujemy jakby to była sprawa życia i śmierci – przecież to tylko piłka, ludzie!
Ale dobra, nie będę ściemniał – wiem, że w Siedlcach kibiców nie oszukasz, bo tutaj futbol to emocje, a nie tylko sport. Tylko pytanie brzmi: dlaczego zawsze musimy czekać na ostatnią minutę, żeby się wreszcie obudzić? Przecież w zeszłym sezonie mieliśmy ten mecz z Resovią, prowadzimy 1:0 do 85. minuty, a potem dwie bramki w trzy minuty – to nie pech, to po prostu fakt, że jak nie walczysz od samego początku, to przeciwnik cię w końcu dopadnie.
I nie chodzi o to, żeby grać na luzie czy z lekceważeniem, tylko o to, żeby mieć w sobie tę iskrę, która każe wbiegać na boisko jakbyśmy mieli za chwilę zdobyć mistrzostwo świata. Ja pamiętam, jak dwa lata temu byłem na meczu z Legią II, i nasz skrzydłowy, ten chudy jak patyk, wbiegł w pole karne jak szaleniec i strzelił gola. A potem podbiegł do trybuny, podniósł koszulkę i krzyknął: „Taaak, Siedlce!” – i wiedziałem, że to jest ta mentalność, której nam brakuje.
No ale co tam – zobaczymy, jak się to wszystko rozwinie. Może w tym sezonie wreszcie któryś z waszych "ostatnich minutowych cudów" skończy się sukcesem zamiast dramatem? Bo jak nie teraz, to kiedy, co? 🤡💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej no kurwa, aleście się dzisiaj rozjechali jakby nie to nie II liga a finał Championsa 😂 Rafał_Lech, ty tu bredzisz o wbijaniu do łbów, a sam zapomniałeś, że w Siedlcach nie ma takich cudów jak w va banque! A ty, FaulMaster2014, mówisz o mentalności, ale co z tym wkurzającym obrońcą, który rzucił koszulką w trawę? No i MastersBoisko_Kibic, że niby my nie dopingujemy? A pamiętacie ten cholerny mecz z GKS-em Katowice, gdzie nasz napastnik uderzył tak słabo, że bramkarz nawet się nie ruszył, a wy wszyscy patrzyliście w telewizor z tymi samymi minami, co ja przy niedzielnym rosole w domu babci?
Patrzcie, ja tu siedzę i myślę sobie: "A może naprawdę macie rację?" – ale kurde, nie każdy mecz to walka o życie! Była liga okręgowa, była II liga, i co? Były mecze, które wygrywaliśmy od samego początku, byliśmy klasa w górze tabeli, ale i tak kończyliśmy z dramatem. To nie o mentalność chodzi – to o to, że czasem przeciwnik po prostu ma lepszy dzień, albo sędzia patrzy przez palce, a my potem beczymy, że "nasi są najlepsi"!
I jeszcze jedno – MistrzuBoisko_Kibic, ty tu opowiadasz o tym swoim pomocniku, który wbiegł na pole karne jak szaleniec, ale powiedz mi, co się stało z tym drugim, co dostał 35 minut w meczu? Tak, walczył, ale na końcu nie miał sił, żeby wbiec w pole karne, bo przez cały mecz biegał jak koń pociągowy. Właśnie dlatego te ostatnie minuty to nie chodzenie dokoła i liczenie na cuda, tylko codzienna robota od pierwszego gwizdka!
I nie wierzę w te wasze "teraz albo nigdy" – bo to jest jak z tym cholernym pogrzebem starej cioci Lecha: raz się uda, raz nie, a my i tak będziemy patrzyli na trybuny i czekali na następny dramat. 😤🔥
ej, Zagłębie, ty stary buraku, aleś się dzisiaj rozkręcił jakbyś jutro miał oddawać papieżowi egzamin z wiary! 😄 serio, nie przesadzajmy – siedlce nie są żadnym filmem o tragediach, tylko normalną drużyną, która czasem ma swoje upadki, ale też cuda robi regularnie.
pamiętasz ten mecz z Bytomiem, co RafałLech tak pięknie wspomniał? prowadzimy 1:2, rzut karny w 89. minucie – i co? trafia ten cholerny gość, co ostatni raz piłkę dotknął w 2012 roku, i mamy remis! to nie żadne "ostatnie minuty", to jest piłka, kurde, i czasem trafiają się szczęśliwe strzały, a czasem nie.
i jeszcze – mówisz o tym obrońcy, co rzucił koszulką? no nie każdy ma łzy w oczach po każdej przegranej! facet po prostu miał dosyć, bo ktoś w końcu dał wyraz frustracji, a nie dlatego, że "ostatnie minuty nas zabijają". my tu gadamy, jakbyśmy grali w lidze mistrzów, a tymczasem chodzi o normalne mecze, gdzie raz jest 3:0, raz 2:3, i tyle.
i te twoje "drama na koniec sezonu" – no dobra, akurat w zeszłym roku mieliśmy ten cudowny mecz z Odrą Opole, gdzie trzy gole w dwie minuty, ale pamiętaj też ten mecz z Zagłębiem Sosnowiec, gdzie wygraliśmy 4:1 od samego początku, bez żadnych dramatów! no nie? no to po co ten cały lament?
więc ja ci mówię: nie szukaj winnych w "ostatnich minutach", tylko doceniaj te chwile, kiedy jednak się uda. bo one są – i to one napędzają nas do kibicowania dalej, nawet jak za chwilę znów jakiś sąsiad z ławki przeciwnika wbiegnie i strzeli gola na 3:2! 😉
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, aleście się dzisiaj rozgrzali jakbyście przed chwilą wyskoczyli z sauny i od razu rzucili się na boisko! Ja tam stoję w cieniu trybuny, piję ciepłą herbatę (taką prawdziwą, nie tę firmową z plastikowego kubka co śmierdzi chemią) i patrzę na wasze teksty, a to jeden drugiemu prawdy wcina jak na obiedzie u teściowej, a to znów ktoś drugiemu podkłada ogniwo jakbyśmy grali z inteligencją przeciwnika z górnej części tabeli. Ale dobra, nie będę udawał, że nie rozumiem – bo rozumiem, i to doskonale.
Patrzcie, kiedy myślicie o tych „ostatnich minutach” to macie naprawdę swoje racje. Każdy z was odczuwa to inaczej, bo każdy z was był na trybunie w innym momencie i widział co innego. Pamiętam ten dzień wiosną, kiedy prowadziliśmy z Resovią 1:0, zegar pokazywał 85 minut, kibice trzymali się trybun jakby mieli się zaraz oderwać, a nasz napastnik wbiega w pole karne i… no właśnie, nie trafił. Ani za mocno, ani za słabo, po prostu powietrze. A potem te dwie bramki przeciwnika w trzy minuty – i nagle wszyscy zaczęli się pytać: „Co my tu robimy?”.
Ale zaraz, bo zaraz – czy to naprawdę zawsze wina „ostatnich minut”? Przecież nie raz się zdarzało, że dogrywka była naszym dzisiejszym Bytomiem, a my wygrywaliśmy, bo ktoś wreszcie poderwał dupę i powiedział „dość kombinowania”. Tamten mecz z Chojniczanką, co wspomniał MistrzBoisko_Kibic, to był dowód, że jak jest chemia, to działa. I nie chodzi o to, że chłopaki muszą biegać jak szaleńcy przez 90 minut, tylko o to, żeby w kluczowych momentach było w nich coś więcej niż „przecież remis i tak fajny byłby”.
A teraz pytanie – co wy byście zrobili, gdyby ktoś wam powiedział, że w tej drużynie wisi coś pomiędzy „będziemy trzecią siłą w lidze” a „znowu stracimy dwa gole w dogrywce”? Bo ja wam powiem jedno: nie da się złapać tej równowagi, szukając winnych. Trzeba sięgnąć głębiej, do tych miejsc, gdzie nikt nie lubi zaglądać – do treningów, do mentalności, do tego, jak zawodnik reaguje na presję. Znam chłopaków z naszego klubu, którzy potrafią grać jak marzenie przez cały mecz, a potem w ostatniej minucie zrobić coś, że aż się nie chce patrzeć.
Ale widzicie, ja nie zamierzam tu dzisiaj pouczać. Po prostu staję pośrodku i mówię: macie prawo mieć swoje zdanie, bo siedzicie na tych trybunach, dopingujecie, cierpicie, śmiejecie się i płaczecie. Tylko pamiętajcie jedno – nie ma jednego przepisu na to, jak wygrać, bo futbol to nie matematyka. Czasem wygra sędzia swoim gwizdkiem, czasem przeciwnik strzeli gola przez przypadek, a czasem po prostu któregoś dnia ktoś w tej drużynie powie „dość” i zrobi to, czego nikt się nie spodziewa.
Więc niech ten spór trwa dalej. Może w tym sezonie wreszcie się doczekamy takiego meczu, gdzie ani sędzia, ani przeciwnik, ani zegar nie będą mieli do nas żadnych pretensji. A póki co – trzymamy kciuki, krzyczymy jak opętani i pamiętamy, że Siedlce to nie tylko dramaty, ale też chwile, które zostają w sercu na zawsze. Bo futbol to gra emocji, a emocje się nie tłumaczą – one się po prostu przeżywa.
Najpierw policz, potem się spieraj.