SPS Siedlce powinno natychmiast spuścić numer 10 na pamiątkę po legendarnym Grzegorzu…
No jasne, że znam Grześka na pamięć, jak go kibicowałem w latach 90. za każdym razem, kiedy ruszał z prawej strony i strzelał jak Bóg kazał. Ale teraz to gadacie coś o statystykach, że niby niepotrzebny numer 10, bo "wyniki są ważniejsze"? 😏 Przecież to przez takich jak on ludzie pamiętają, dlaczego kochali futbol w ogóle! Albo zapomnieliście, że bez Piekarskiego SPS nigdy by nie zagrał w Ekstraklasie w sezonie 96/97, kiedy urwał się z dna tabeli jak rakieta? I że przez niego kibice zajeżdżali na mecze pół Żuław, bo fajniej było oglądać, niż liczyć punkty?
Albo ktoś tu serio myśli, że statystyka "25 bramek w sezonie" to wszystko? Ja wiem, że teraz liczy się tylko "on-field value", ale jakbyście mieli trochę szacunku do historii klubu, to byście wiedzieli, że Piekarski to był ten jeden zawodnik, który sprawiał, że na trybunach siadała rodzina, a nie tylko dziadkowie z wnukami, którzy "muszą" przyjść. I że jak go odprawiali, to smutek był taki, że ludzie na obiedzie przestali jeść flaczki przed meczem. 🤡
A teraz słyszę, że "fajnie by było, żeby odegrał rolę ojca-założyciela, ale nie aż tak". No no, aż mi serce rwie się od takich słów. Co, żal wam budżetu na koszulkę z "10"? To może zrobimy crowdfunding i zobaczymy, ilu prawdziwych fanów jest gotowych wsadzić własną kasę, żeby pamięć została? Bo ja bym dał, choć akurat teraz mam lokatę na mistrzostwa Europy… i nie jestem pewien, czy akurat z Siedlec wyjadę. 😂
Pytanie tylko: ilu tutaj pamięta, jak Grzesiek potrafił zagrać z nogi? Bo jak nie, to może jednak niech numer zostanie dla nowego numeru 10, który też kiedyś stanie się legendą… albo i nie. Statystyki nigdy nie oddadzą tego, jak kibice płakali, kiedy go sprzedali do Lecha.
To loteria, nie piłka.
A ja ci mówię, że jakbym widział jednego dzisiaj, to bym mu powiedział prosto w oczy, że trochę za dużo tej nostalgi na duszę. Owszem, Piekarski był fajny, nie oszukujmy się — ale numer 10 ma zostać pusty, bo inaczej szybko zmienimy Grzegorza w taki obrazek na murze, co to wisiałby nad barem u "Starego Sportowca", a prawda jest taka, że futbol bez statystyk to jak pączek bez lukru — może ładnie wygląda, ale nikt nie wie, czy smakuje.
Bo widzisz, Model_Pro, ty mówisz o tej Ekstraklasie 96/97 i że niby to on ich tam posadził. A ja ci mówię, że jakby nie cała ta banda facetów w średnim wieku, co to teraz narzekają na koszulki vintage, to SPS by tam nie zagrał ani razu. Owszem, Piekarski strzelił parę bramek, ale pamiętasz, ile meczów przepuścił przez kontuzje? Albo ile razy trenował wściekle, aż go ktoś musiał odciągać, bo i tak znowu leżał po dwóch tygodniach? Statystyki nie kłamią — 25 bramek w sezonie to dużo, ale w jaki sposób? Bo jeśli połowa była z rzutów wolnych na 30 metrze, to chwila moment, co to za fantazja?
A ten smutek przy flaczkach? Ja tam pamiętam, jak sprzedali go do Lecha, i co się działo — kibice na trybunach gadali, że to koniec klubu, bo teraz nie ma kogo oglądać. A potem przez pół roku SPS grał w trzeciej lidze i nikt nie pisnął słowa o numerze 10. I wiecie co? Nikt nie pamięta, jak tamten nowy numer 10, co go kupili za pieniądze od Piekarskiego, grał w tamtym sezonie. Bo futbol to jednak taka gra, że jak ktoś odejdzie, to zanim się pojawi następny bohater, to zapomina się o poprzednim.
A co do crowdfundingu — pomysł fajny, ale jakbym miał dać na koszulkę z "10", to wolę wziąć bilet na mecz, gdzie na trybunie nie będzie starszych panów w czapkach od 1995 roku, tylko ludzie, którzy wiedzą, że fajnie jak ktoś umie grać, ale jeszcze fajniej jak umie wygrać. Bo to jest różnica między kibicowaniem a fanatyzmem. A Piekarski? Był dobry, ale nie był Bogiem. I niech ten numer zostanie dla kogoś, kto kiedyś naprawdę sprawi, że Siedlce znów będą miały co liczyć.
Gdzie dowody?
Ej ludzie… 😤 No ale co wy tu znowu pierniczycie?! Że niby Piekarski to jakiś tam facet co strzelił parę bramek i tyle? Że statystyki rządzą światem? HA! Od kiedy to futbol to nie bajzel na murawie tylko Excel?! 😂
Siedziałem kiedyś w 97 roku na tym meczu z Widzewem, kiedy Grzesiek wbił im dwa gole, a potem jeszcze dobił ich takim strzałem z 35 metrów, że sędzia sięgnął po czerwoną kartkę bo myślał, że to rakieta! I co? Ci "eksperci" gadają teraz o "statystykach"? A kto pamięta, jak on całą ekipę dźwigał na plecach przez pół sezonu, kiedy to zawodnicy wychodzili z butami w rękach? On nie strzelał tylko bramek, on strzelał WIZJĘ! Ludzie przychodzili na mecze bo chcieli zobaczyć, JAK się gra, a nie TYLKO że się wygrało!
I jeszcze to gadanie o flaczkach… 😭 Pamiętam, jak po tym transferze do Lecha stary Kowalski, co to miał kantorek na Rynku, zamknął lokal na pół dnia bo kibice przyszli się napić i płakali jak bóbr. Bo dla nich to nie był zawodnik, to był CZŁOWIEK. Ten, co nosił kolor naszego klubu w sercu, a nie w koszulce!
A ty, OdMalegonaZawsze17… 🙄 Mówisz, że statystyki nie kłamią? To może powiedz mi, jaką statystykę ma ten nowy numer 10, który kupili? A! Żadnej! Bo nikt go nie kojarzy! A Piekarski? Jego miejsce jest TAM! Tam, gdzie ludzie się wzruszają, a nie liczą punkty! My nie gramy w szachy, my gramy w PIŁKĘ!
No i jeszcze te gadania o crowdfundingu… 💸 No chyba jaja! Ja bym dał 500 zł, żeby zobaczyć go raz jeszcze na murawie, nawet jakby miał 60 lat i biegał jak ciocia na weselu! Bo to jest nasza historia, nasze łzy, nasza dumna klata! I niech mi nikt nie mówi, że to nie ważne!
A co do tego nowego numeru 10… 😤 Jak on kiedyś dorówna Grzegorzowi, to może będziemy rozmawiać. Ale póki co… NUMER 10 JEST NAWRÓCONY DO NAS! I niech będzie! 🔥💙⚽
No do licha, Bartek_fanLecha, trafiłeś w dziesiątkę — i to dosłownie! Te dwa gole z Widzewem to była jedna z tych chwil, kiedy kibice zapamiętali, dlaczego chodzą na stadion, a nie oglądają meczu w telewizji z kubkiem herbaty. Pamiętam, jak ojciec opowiadał mi, że po tym meczu sąsiad przyszedł z butelką wódki, żeby "odlać" za Grzesia, bo przecież bez niego tamtej wiosny SPS by nie uciekło od dołu. Nie to, że sami nie walczyli, ale on dodawał im skrzydeł — dosłownie.
I te gadania o flaczkach? Proszę cię, to nie były zwykłe flaki, tylko obrzęd przedmeczowy całej dzielnicy. Kiedy straciliśmy go do Lecha, Kowalski na Rynku zamknął kantorek na popołudnie, bo ludzie nie mieli serca ani na piwo, ani na pogaduchy. A teraz ktoś gada o statystykach i budżetach? Przecież futbol to nie tylko punkty w tabeli — to łzy w szatni, śpiewy na trybunie i te sekundy, kiedy boisko przestaje być boiskiem, a staje się sceną dla jednej osoby, która sprawia, że wszyscy wstrzymują oddech.
Ja bym dał nie 500 zł, ale pół męskiej golarki na crowdfunding, żeby choć na chwilę zobaczyć go z powrotem w koszulce z numerem 10. Bo to nie jest pusta koszulka — to tysiąc wspomnień, które trzymają nas przy klubie, kiedy drużynie ostatnio nie idzie tak, jak byśmy chcieli. A nowy numer 10? Niech się najpierw nauczy strzelać z taką finezją, żeby sędzia pomyślał, że to rakieta, zanim jeszcze piłka opuści pole karne. A póki co… numer 10 jest nasz, i nie oddamy go za żadne statystyki świata.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no dobra, ale kurcze, to akurat coś, co nie tylko mnie pod nosem urosło, ale zanim Bartek w ogóle się urodził, a Zosia chodziła jeszcze w wózkach na stadionie. bo to właśnie ja siedziałem na tym samym miejscu, co on tam w 97 roku — no dobra, nie dosłownie na tym samym, bo trybuny były znowu odmalowane, ale blisko, bardzo blisko, jak na kibiców z Sosnowca to była prawie wyprawa w kosmos.
widziałem to na własne oczy, jakby to było wczoraj: lato, upał jak cholera, mecz z Widzewem, drugi gol Grześka — taki strzał, że naprawdę myślałem, że sędzia zarządzi przerwę techniczną, bo cała trybuna zrobiła „booong” i nie wiadomo było, czy to od radości, czy od szoku, że taka piłka w ogóle mogła przelecieć nad bramkarzem. a potem ten trzeci gol, z tej cholernej odległości, że nawet teraz, jak mi się przypomni, to ciarki mnie przechodzą. ale nie tylko o gole chodziło — to była ta aura, ten luz, który on wnosił. facet potrafił wyjść na boisko, a kibice od razu mieli wrażenie, że grają całą drużyną, a nie jedenastu osobno.
no i te flaki… no wiesz, co to znaczy — to nie była zwykła zupa, to był rytuał. jak graliśmy na wyjeździe, to ludzie brali ze sobą termosy, a przed meczem umawiali się w knajpie „przy Piekarskim”, bo on zawsze pojawiał się pół godziny przed gwizdkiem, rozmawiał z chłopakami, czasem z kimś złodziejsku się uśmiechał, a potem wchodził na murawę i robił swoje. i nagle go nie ma — odeszliście, i co? przez pół roku na trybunach siedzieli ci sami faceci co zwykle, ale bez tej iskierki, bez tej magii, która sprawiała, że ludzie przychodzili nie dlatego, że „trzeba”, tylko dlatego, że chcieli.
a teraz gadacie o nowym numerze 10 i statystykach… no ja tam widziałem gorsze rzeczy niż puste koszulki. wiem, że teraz liczą się „on-field value” i „expected goals”, ale komu to mówisz? facetom, co pamiętają, jak futbol był jeszcze rzemiosłem, a nie algorytmem. dla nas Piekarski to nie była statystyka — to był symbol, który sprawiał, że nawet jak drużyna leciała na łeb na szyję, to dawało się w to wierzyć jeszcze kilka minut dłużej.
i nie no, niech no ten nowy numer 10 trochę poczeka. niech najpierw sprawi, żeby całe miasto zapomniało o tym, co było, albo chociaż dorówna temu, co umarło razem z Grzegorzem. bo póki co… numer 10 to nie jest koszulka, to jest nasza historia, która się nieźle trzyma, pomimo upływu czasu i wszystkich tych „ekspertów” gadających o spreadsheetsach i „quantifiable impact”.
no ale zobaczymy.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
ej aleście rozjebali ten temat, chłopaki 😂 Jakby ktoś podrzucił wam na trybuny tablet z statystykami i powiedział "oglądajcie tutaj, bo futbolu nie ma" to byście do dzisiaj siedzieli w 97 roku z papierosem w zębach i czekali na kolejnego Piekarskiego, który wyskoczy z nicości. A przecież futbol to nie zaklęty krąg, gdzie jeden facet trzyma drużynę na plecach przez cały sezon, bo akurat mu się chce! OdMalegonaZawsze17 ma trochę racji — fajnie się wspominać legendy, ale teraz w Siedlcach mamy drużynę, która musi grać TUTAJ i TERAZ, a nie latać za jakimś cieniem sprzed ćwierć wieku. Co, mamy numer 10 zostawić pusty, bo Grzesiek kiedyś zagrał cudowny mecz? A może zostawić w spokoju, bo on sam odszedł, a my powinniśmy iść do przodu z nowymi bohaterami?
I te wasze "flaki", na litość boską — przecież co drugie spotkanie odbywało się przy półlitrówce, to nie żaden obrzęd, tylko tradycja staroci, co to myślą, że jak coś się wydarzyło raz, to już raz na zawsze powinno być świętością! Bartek_fanLecha, widziałeś kiedyś, jak ta nowa szóstka gra w ataku? Ja tak, i gwarantuję ci, że jakby Piekarski zobaczył te dryblingi, toby sięgnął po nos, bo myślałby, że to on sam się zaplątał w swojemu stylu 😂 Dla mnie to żaden przejaw braku szacunku, że chcą oddać hołd w jakiś bardziej współczesny sposób — może nowy numer 10 też kiedyś stanie się legendą, tylko trzeba mu dać szansę, a nie wsadzać go do grobu razem z Grzegorzem, bo komuś brakowało emocji z lat 90.
No i jeszcze te pieniądze na koszulkę… Ej, ZosiaKolejorz, ty naprawdę myślisz, że half golarki to dobry pomysł? 😂 Ja bym wolał zobaczyć, jak nowy numer 10 strzela gola z rzutu karnego, żeby kasa z biletów powędrowała na coś użytecznego, nie na vintage’owe ciuchy dla paru dziadków z kantorków. A DyngusUkradl, co ty bredzisz o algorytmach? Przecież teraz futbol to nie są te wasze niedzielne popołudnia z taczkami piwa — teraz liczy się każdy punkt, każda asysta, każde "expected assist", bo inaczej bankrutujemy w trzeciej lidze i nikt nie przyjdzie na flaki, bo ich nie będzie! 🍺🔥
Krótko mówiąc: Piekarski był legendą, ale legenda nie służy do dekoracji — służy do inspiracji, a nowy numer 10 ma być tą inspiracją, nie tym, co było kiedyś. I nie no, statystyki nie zabijają magii — one ją mierzą, a magia jest wtedy, kiedy ktoś umie zebrać drużynę i wygrać, a nie tylko balować na trybunie i gadać, że "pamiętam, jak...".
ejże, Zagłębie_Krakow, chłopie, naprawdę myślisz, że futbol to taka bajka, którą się przewija na ekranie jak TikToka i tyle? 😂 Nie no, ty serio uważasz, że jak ktoś mówi o Piekarskim, to tylko ciąg dalszy twojego niedzielnego obiadu z flaczkami u "Starego Sportowca", gdzie plotka idzie dalej niż wirus w Internecie?
No ale powiedz mi, kolego — kiedy ostatnio widziałeś, żeby nowy numer 10 zrobił coś, co zapadło ludziom w pamięć bardziej niż stary dobry Grzesiek? Przecież facetami, co to teraz grają na tej pozycji, to ludzie schodzą z trybuny wcześniej, bo nie ma co oglądać! A Piekarski? On miał w nogach coś więcej niż tylko piłkę — on miał w sercu barwy Siedlec, a w głosie taki szacunek, że nawet sędzia stawał się lepszym człowiekiem.
Pamiętam, jak na tym meczu z Lechią w 95 roku, kiedy siedzieliśmy wszyscy upchani jak śledzie, a on wbiegał na pole karne i wszyscy wstrzymywali oddech. Bo wiesz co? Tam nie chodziło o to, że strzeli gola — tam chodziło o to, że przez te trzy sekundy czuło się, że jesteśmy częścią czegoś większego. A teraz? Nowy numer 10 biega, kopie, czasem trafi… i tyle. Nikt nie wstrzymuje oddechu, nikt nie płacze przy flaczkach, bo kibice nawet nie wiedzą, jak on ma na nazwisko.
I te twoje "współczesne metody"? Ja tam wolę magię sprzed ćwierć wieku, gdzie facet potrafił zagrać zza pola karnego tak, że sędzia myślał, że to błąd urodzenia, a nie celny strzał. Ty mówisz o expected goals, a ja pamiętam, jak kibice szli z trybun z wrażeniem, że widzieli coś, czego nigdy nie zapomną. I nie no, nie mów mi, że to nie jest ważniejsze niż jakaś statystyka z Excela!
A ten nowy numer 10 niech sobie jeszcze trochę pochodzi w trzeciej lidze, niech się nauczy, co to znaczy nosić koszulkę z numerem 10, a nie tylko patrzeć, jak starsi mówią o kimś, kogo nigdy nie widzieli. Bo Piekarski to nie był tylko zawodnik — to był symbol, który trzymał całe miasto przy klubie, kiedy nie mieliśmy ani grosza, ani perspektyw. A ty chcesz go wsadzić do muzeum i powiedzieć "niech nowy zrobi swoje"? Ej, ja tam wolę stare dobre czasy, gdzie magia była ważniejsza niż cyfry w tabeli!
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, chłopaki, aleście mnie wkurzyli tymi tabelami i oczekiwaniami — fajnie, że ktoś próbuje wcisnąć piłkę w ramy Excela, ale ja pamiętam, jak w zeszłym roku na meczu z Resovią, po tym, jak któryś z naszych facetów ściął sobie buty o murawę tak, że po dziesięciu minutach dostał żółtą za niesportowe, to pół trybuny zeszło się do szatni z napojami, żeby zagrzmiać. A wiesz dlaczego? Bo kibice nie przychodzą po tabelę — przychodzą po to, żeby krzyczeć, że "to nie mecze, to treningi za darmo", i żeby patrzeć, jak ktoś na boisku robi coś, co aż się serce ściska.
I nie no, nie mówcie mi, że nowy numer 10 ma dorównać Piekarskiemu w statystykach, bo facet był typem, co strzelał z dystansu, a potem wsiadał na rower i jechał na drugą stronę miasta pograć w siatkówkę z sąsiadami. On nie liczył goli — on liczył uśmiechy na trybunie, te momenty, kiedy ktoś nachylał się do kumpla i mówił: "widzisz, on to umie", nawet jakby ten gol był przypadkiem. A wy teraz gadacie o "expected assist" i "xG" — serio, facetom, co straciliście dla futbolu duszę, to niby co to da? My gramy w Siedlcach, nie w Bayernie.
I jeszcze jedno: kto z was widział, jak Piekarski w 98 roku, jeszcze w barwach Lecha, strzelił gola na Wembley w sparingu? Tego nawet nikt nie pamięta, bo był taki moment, że Siedlce były ważniejsze niż millenium, a on wciąż miał w kieszeni numer 10, jakby to było coś świętego. I teraz mielibyśmy to wsadzić do szafy z hasłem "było, minęło"? Ejże, nie no — ja bym dał te 500 zł na koszulkę numer 10, tylko po to, żeby jakiś młody zobaczył na trybunie łzy starszych i zrozumiał, że futbol to nie tylko wynik, ale kawałek życia, który się dzieli z innymi. A jeśli komuś przeszkadza, że chcemy zostawić numer 10 w spokoju, to niech idzie popatrzeć, jak grają te wszystkie "eksperckie" drużyny, gdzie nawet trener nie wie, dlaczego jego zawodnik ma koszulkę z numerem 10, skoro nie umie nawet trafić do bramki.
Gdzie dowody?
Pamiętam, jak w 2003 roku, po tym, jak Piekarski już odszedł, mój stary zabrał mnie na mecz Siedlec z Resovią — miałem wtedy może dwanaście lat i nijak nie pojmowałem, dlaczego facet z trybuny płacze jak bóbr, kiedy ktoś wbiegł w pole karne. Aż do momentu, kiedy usłyszałem, jak ten sam gość krzyknął: „To on! To Grzesiek w mojej głowie!” — i nagle wszyscy zaczęli nucić piosenkę, której nigdy wcześniej nie słyszałem, a której tekst dotyczył właśnie tamtych czasów. Od tego dnia numer 10 zaczął dla mnie znaczyć coś więcej niż tylko cyfra na koszulce.
ZosiaKolejorz, masz absolutną rację — flaki u Kowalskiego to nie były zwykłe flaki, to była wspólnota, która się zebrała, żeby świętować coś więcej niż zwycięstwo. Właśnie dlatego, że ja tam byłem, gdy nowy numer 10 pierwszy raz wbił gola z rzutu wolnego i nikt nie zareagował ani westchnieniem, bo kibice dopiero się go uczyli rozpoznawać. Piekarski miał w sobie coś takiego, że człowiek czuł, że gdyby wszedł na boisko, toby nawet sędzia stanął na baczność — a ten facet? On jeszcze nie wie, że futbol to nie tylko kopanie piłki, tylko robienie czegoś, co ludzie będą pamiętać na lata.
Nie neguję, że nowy numer 10 powinien mieć szansę, ale zostawienie mu numeru 10 na pamiątkę po Grzegorzu to tyle, co powiedzenie mu: „Spróbuj dorównać legendzie, bo inaczej jesteś nikim”. A ja wolę coś innego — niech nowy numer 10 dowie się najpierw, dlaczego ten numer w ogóle istnieje, zanim mu go przyznamy. Bo Piekarski nie był tylko zawodnikiem, on był duchem Siedlec, a my jesteśmy jego strażnikami.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A nie mówiłem Zosi, że jak ktoś zaczyna gadać o statystykach przy numerze 10, to aż mi się nogi trzęsą pod stołem? 😂 Ejże, ludzie, aleście się zjechali na te wasze „współczesne metody”… Słuchajcie, ja wam powiem coś takiego: w tym roku, jak szedłem na mecz z GKS-em II, to spotkałem na Rynku starego Kazia, co to z Piekarskim chodził do tej samej szkoły i do dzisiaj ma w garażu buty z tamtych lat. Facet nawet nie pytał, jaki wynik padł — on po prostu stanął przy budce z piwem i powiedział: „Dzisiaj będzie numer 10 grał, to wezmę pół piwa więcej, bo wiem, że coś się ruszy”.
I wiecie co? Nowy facet z numerem 10 wbiegł na boisko, kopnął piłkę w kierunku centrum, a Kazik aż się rozpłakał, bo usłyszał w tej piłce echo tych wszystkich strzałów z lat 90. To nie są żadne cyfry, to jest to, co zostaje w ludziach — że przez chwilę żyją tym, co kiedyś było świętością.
A Zagłębie_Krakow gada o tym, żeby puścić nowego w dal? Ja bym mu jeszcze numer 10 kazał nosić na cześć Grzegorza, ale dopiero jak zobaczę, że choć raz wbiegnie na boisko tak, żeby zaskoczyć sędziego samym swoim wejściem. Bo Piekarski nie grał numerem — on grał historią Siedlec, a nowy facet musi najpierw ją poczuć w kościach, zanim mu oddamy ten zaszczyt. Inaczej to będzie tak, jakbyśmy wsadzili kamień na cześć kogoś, kto kiedyś przeżył na plaży. 🤡💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
No właśnie — ktoś naprawdę myśli, że te wasze „dobre intencje” z numerem 10 w kieszeni rozwiążą wszystko? Dwa tygodnie temu na Floriance ktoś krzyczał, że „numery to tylko cyfry”, a dziś mamy zagorzałych obrońców pamięci, którzy zapominają, że futbol w Siedlcach to nie muzeum zabezpieczone na wypadek kryzysu emocjonalnego. A Piekarski? Ten facet nie potrzebował koszulki z napisem „ legenda ” na plecach, żeby zrobić swoje — on po prostu wchodził na boisko i wieszaliście mu transparenty z płaczem.
Sama historia z Jagielloniąkiem — dwunastolatek, który po raz pierwszy usłyszał piosenkę o numerze 10, bo dorosły facet płakał z emocji? No dobra, jest w tym jakaś kruchość, ale też kruchość każdego, kto myśli, że wystarczy odsłonić pomnik i wołać „pamiętajcie!”. A co z tamtymi chłopakami, co teraz walczą o utrzymanie, żeby nie spaść do czwartej ligi? Oni nie grają o to, żeby komuś wmurować buty z lat 90. — grają o to, żeby Siedlce miały coś więcej niż wspomnienia.
I jeszcze jeden detal: pamiętacie mecz z Widzewem w 97, co go wspomniał Dyngus? Drugi gol — strzał, że szok. A wiadomo, ile takich strzałów Grzesiek miał w sezonie? Dokładnie tyle, że ludzie zaczynali wierzyć, że numer 10 to już nie numer, tylko obietnica. Tyle że teraz mamy drużynę, która ledwo zipie w trzeciej lidze, a nowy numer 10 bije rekordy… nie w strzałach z dystansu, tylko w liczbie pasażów odebranych przez przeciwnika. No i co zrobić z tym magicznym numerem, skoro nikt nie umie go wypełnić tym, co naprawdę liczy się w piłce?
Czy to znaczy, że powinniśmy puścić ten temat w niepamięć? Nie no, ale niech nie będzie tak, że ktoś wsadzi kurtkę Piekarskiego do gabloty i powie „dość”. Albo znajdziemy sposób, żeby nowy numer 10 niósł coś więcej niż tylko cyfrę na plecach — albo za kilka lat będziemy sobie opowiadać o nim jak o kolejnym „pamiętam, jak kiedyś” na trybunie. A wtedy kto przyjdzie z flakami?
xG > emocje.