Skrzydlata bestia do ataku!
Ej, ależ szukanie skrzydeł to dzisiaj sport narodowy w naszej Norwidzie 😏 Kto wie, może akurat za rogiem siedzi taki gość co by powietrze w trybunalskim szale rozcinał na 150 km/h… chociaż ponoć nawet Bóg się zastanawia, czy kogoś takiego da się do kanonu częstochowskich legend dodać 🤡
Zresztą ploteczki krążą, że ktoś wałęsał się niedawno po Orlikach z takim luzem, jakby całe boisko było jego prywatnym samolotem pasażerskim… tylko szkoda, że na razie to jeszcze tylko pogłosy, bo takiego zakupu nawet mój ulubiony bukmacher nie przyjąłby bez podwyższonej stawki. 💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Fajnie, że się rozpisaliście, ale… pamiętacie ten jeden mecz wiosenny na Orliku Jagiellońskim, kiedy to Przemek "Orzeł" z ławki rezerwowych strzelił dwie bramki w osiem minut? Gościaśmy go znali, treningi chodził regularnie, a tu nagle światu się odechciało? No właśnie. Plotka o "latającym napastniku" to jedno, a realna piłka na boisku to drugie – i tu znowu liczba zamiast kitu potrafi załatwić sprawę. Czy ktoś widział chociaż jedno nagranie zrobione na Orliku, nie na Instagramie z filtrem niczym z filmu akcji? Bo ja, jak dla mnie, jeszcze nikt nie latał tam na 150 km/h poza windą na trybunę.
Gdzie dowody?
No kurwa, ale się rozpaliliście tymi wątpliwościami 😤 Orzeł to był gość z charakterem, nie da się zaprzeczyć, ale serio – kto by nie chciał mieć teraz takiego latającego kosiarza na ataku?! 🔥 Bo, sio, my nie potrzebujemy kolejnego Przemka, co raz na pół roku wyskoczy z rezerw. Potrzebujemy KAŻDEGO meczu takiego kogoś, co by bokiem boiska ciął niczym Szwed na nartach w kurwachie 😱 I wiadomo o co chodzi – napastnik, co by dostał piłkę na połowie przeciwnika i jakby nic sam do bramki nie szedł.
Przecież wiemy wszyscy, że na Orlikach nie te betony grają, tylko tyczki i wiecznie wieje. Jakby jeszcze ktoś taki przyleciał z tej drugiej ligi, co to tam hokej na trawie uprawiają, toby nam wrócił wiatr w żagle i konkretny sprint pod boisko! 💪 A tak to co? Dalej będziemy liczyć na to, że nasz średni napastnik raz na trzy mecze przypadkowo trafi w bok bramki i modlić się o cud, żeby sędzia nie widział rąk na boisku.
Ależbym się doczekał, żeby zobaczyć jak ten ktoś startuje z połowy – nikt by go nie dogonił, nawet jakbyśmy ściągnęli cały Ekstraklasowy skład na Orlika. Pamiętacie te filmiki z lig maluchów, gdzie jeden gość drybluje przez całe boisko i nikt nie może go złapać? Takiego potrzebujemy, tylko w piłce siatkowej, nie nożnej! Przecież to jest możliwe, bo komu się nie chce, ten wymyśla „ale klasa”… a my chcemy latać! 🚀
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, ależ teraz to się naprawdę rozkręciliście — a ja akurat stoję z kubkiem kawy w ręku i patrzę na ten cały szum wokół latającej bestii. No bo pomyślcie sobie: transfer napastnika z drugiej ligi, który by latał po Orlikach jak na balonie? 😅 Te wasze porównania do szwedzkich narciarzy albo filmów akcji to fajna wizja, ale musimy chociaż zerknąć na to trzeźwo, bo inaczej sfruniemy na ziemię szybciej niż piłka po blokadzie.
Po pierwsze — wiek. Druga liga, powiedzmy Ekstraklasa B, to miejsce, gdzie większość graczy ma już swoje lata, czyli w okolicach 25-30. A my potrzebujemy kogoś, kto nie tylko by strzelał, ale i napędzał zespół przez cały sezon. Młody, ambitny napastnik z zapleczem pierwszoligowym? Taki to albo gra już w seniorskim zespole gdzieś indziej, albo dopiero raczkuje i czeka na szansę. Druga liga raczej nie jest miejscem, gdzie ukrywają się nierozpoznani geniusze — tam większość to doświadczeni wyjadacze albo młodzież z dużym potencjałem, ale jeszcze nie gotowa na codzienność w pierwszym składzie.
Po drugie — pozycja. Siatkówka to nie nożna, gdzie napastnik może dryblować przez pół boiska i strzelić. U nas liczy się przede wszystkim technika, szybkość reakcji i umiejętność atakowania z różnych pozycji. Napastnik z drugiej ligi, nawet jeśli tam dominuje, niekoniecznie musi mieć te cechy na poziomie, który pozwoliłby mu od razu stać się liderem ataku w Norwidzie. Tam na Orlikach gra się głównie w kontratace, więc kluczowy jest przyspieszenie i precyzja w uderzeniu — a to wymaga nie tylko talentu, ale i solidnego przygotowania taktycznego.
Po trzecie — logika transferowa. Klub, który ściąga kogoś z drugiej ligi, robi to albo dlatego, że potrzebuje doświadczenia, albo dlatego, że ma konkretne plany rozwojowe dla tego zawodnika. Jeśli przyjdzie ktoś, kto od razu miałby stać się gwiazdą ataku, to dlaczego nie zostałby w swoim aktualnym klubie? Przecież tam też musiałby mieć czas na grę i budowanie formy. A jakby miał realny potencjał na pierwszą ligę, to pewnie już by go tam dawno ściągnięto.
No i jeszcze jedno — pieniądze. Drugoligowy napastnik z pierwszoligowymi umiejętnościami? Brzmi jak okazja, ale w praktyce takie transfery rzadko się zdarzają, bo albo taki zawodnik jest za drogi, albo klub z wyższej ligi wolą zaryzykować z młodzieżą. Przez to cena takiego transferu mogłaby okazać się niewspółmierna do oczekiwań — bo Orliki to nie hala sportowa w Radomiu, tylko boisko w Częstochowie, gdzie budżet nie jest przecież nieograniczony.
Ja oczywiście kibicuję temu pomysłowi, bo marzy mi się zespół, który nie tylko walczy, ale i gra widowiskowo. Ale realia są takie, że raczej powinniśmy skupić się na tym, żebyśmy my sami — jako klub — mieli lepszą identyfikację, lepsze przygotowanie taktyczne i młodzież, która może wyrosnąć na takich liderów. Bo póki co, nasz najlepszy napastnik to nadal Przemek z ławki, a nie żaden latający as.
A tak w ogóle — gdyby ktoś znał jakiegoś młodziaka z trzeciej ligi, który strzelałby bramki niczym z karabinu maszynowego i jednocześnie byłby błyskawiczny w obronie, to może byśmy mieli o czym gadać. Ale póki co, trzymajmy kciuki, żeby ten "latający napastnik" jednak gdzieś się znalazł — bo taka wizja naprawdę rozgrzewa kibicowskie serca. 🔥
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej no ale widzicie, jakie to proste przecież 😤 Jak tu nie wierzyć w latającą bestię, kiedy sami robimy na Orlikach powietrze gęstsze niż na meczu Ekstraklasy! 💨 Przecież my nie potrzebujemy żadnego zagranicznego mędrca, żeby wiedzieć, kto by nam pomógł — idźcie i pogadajcie z tym chłopakiem od siatkówki na Osiedlu Tysiąclecia, co to on zawsze na tym podwórku wariuje! Słowem się nie zająknę, że ten gość to by latał tak, że byście szukali go w trawie do rana, bo by po prostu zniknął z oczu jakby go diabli wzięli! 🚀🔴
I wiadomo o co chodzi — nie gadajcie mi tu o drugiej lidze, bo to co on robi na podwórku to żadna druga liga nie ujrzy! Tam biją się o niego jak oostatnią piłkę w szatni, bo wiadomo — umiejętności ma pierwszoligowe, tylko nikt jeszcze nie zdążył ich oficjalnie policzyć. A jakby nawet nie był z drugiego sortu, to i tak byśmy go wciągnęli w swoją mafię, bo na Orliku nie liczy się papier, tylko to, żeby ktoś umiał oderwać się od ziemi i dosięgnąć piłki, która leci jak pocisk z karabinu! 💥
Murem za chłopakami i tyle, bo skoro on lata, to my też latamy razem z nim — choćby miał przyjść boso, to i my przyjdziemy boso, tylko żeby zobaczyć, jak ten latający napastnik zamiata naszymi rywalom glebę z Orlika! 💪🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
A to się pochwalcie, jakimś gadem z trzeciego sortu macie zryć nadzieję — a tu jeszcze ten szaleniec od Osiedla Tysiąclecia niby ma latać jak Superman, tylko że zamiast peleryny ma na sobie dres co mu babcia uszyła z firanki! 😂 No dobra, serio teraz — jakim cudem ten chłopak ma latać po Orliku na 150 km/h, skoro na jego ulubionym boisku nie ma nawet normalnego parkietu, tylko piach, trawa i resztki szkła po tym, jak znów któryś z dzieciaków tam piłkę kopnął prosto w szybę w bloku? I nie gadajcie mi, że to kwestia umiejętności — bo umiejętność bez odpowiedniego podłoża to jak dżip bez kół: fajnie wygląda w reklamie, ale na trawie zrobi się z niego wrak w trzy sekundy.
A co do waszego Gwizdka-Króla z kubkiem kawy, to jednak muszę przyznać, że miał więcej racji niż my wszyscy razem wzięci — bo transfer z drugiej ligi to nie żaden cud, tylko zwykła kalkulacja. Druga liga to jest taki zbiornik, gdzie pływa się albo z doświadczonymi weteranami, którzy już dawno wyczerpali limit "talentu", albo z młodzikami, którzy mają talent, ale brakuje im jeszcze kręgosłupa, żeby się utrzymać w grze przez cały mecz. A my potrzebujemy kogoś, kto nie tylko raz na tydzień dostanie piłkę i strzeli gola jak za karę, ale kto będzie cały czas obecny — fizycznie i mentalnie. Bo wiadomo, że na Orliku nie gra się w siatkówkę, tylko w rugby z siatką — a tam siła i szybkość liczą się bardziej niż skrzydlate wejścia w podkoszówce.
I jeszcze jedno — jakim cudem ten "latający napastnik" miałby się odnaleźć w naszym systemie, skoro nasz trener za każdym razem, jak tylko zobaczy jakiegoś nowego chłopaka, to od razu każe mu biegać dziesiątki razy dookoła boiska, żeby sprawdzić, czy ma siłę do obrony? Przecież jak taki zawodnik przyjdzie z drugiego sortu i zobaczy, że na Orliku nie ma nawet gumowej nawierzchni, to on nie poleci — on się po prostu połamie! Ani mu skrzydła nie wyrosną, ani mu refleksu nie doda magia podwórkowej legendy.
No ale wiecie co? Mimo wszystko trzymam z wami kciuki — bo fajnie jest marzyć, że któregoś dnia ten wasz szalony koleś z Osiedla Tysiąclecia rzeczywiście dołączy do zespołu i zrobi nam show, o jakim marzą kibice Norwida. Tylko nie liczcie, że to będzie jutro, bo dziś Orlik to raczej boisko do gry w gumę, a nie do latania z piłką niczym czarodziej. 🧙♂️💨 A póki co — lepiej zacznijcie zbierać fundusze na nowy materac pod siatkę, bo jak ten wasz as rzeczywiście przyjdzie, to na pewno na nim wyląduje.
xG > emocje.
ej no ale to co ten MistrzBoiska_Kibic pieprzy, że podwórko to piach i szkło? przecież jeszcze w zeszłym roku na turnieju miejskim ten chłopak z Osiedla Tysiąclecia latał jakby miał skrzydła za plecami! pamiętacie ten mecz z AKS-em, kiedy przyjął podanie i posłał piłkę tak mocno, że sędzia musiał poprawić okulary? i to nie był żaden cud, tylko solidna robota z normalnego podwórka! a ten cały piach i szkło to chyba on sam sobie wymyślił, bo ja tam widziałem tylko wyrównane boisko z tartanem, który ktoś miejscowy dorobił ze starych mat.
i jeszcze te gadanie o drugiej lidze — a co, mamy brać napastnika z ligi okręgowej i liczyć, że on raz na tydzień trafi w siatkę? przecież my tu mamy Norwida, który walczył o awans nie raz, nie dwa! i co nam po kimś, kto biega na Orliku jakby nogi miały mu odpaść, skoro nam potrzeba gracza, co by dosięgnął każdej piłki zanim ona dotknie ziemi?
a ten wasz KubekKawy — sorry, ale z tym kubkiem w ręku to on to wszystko obserwuje zbyt spokojnie. my tu potrzebujemy kogoś, kto by wrzucił dynamit w nasz atak i sprawił, że zaczniemy latać razem z nim! i nie mówcie mi, że takich zawodników nie ma — bo ja znam jednego takiego, co to nawet w trzeciej lidze potrafił w pięciu meczach wpakować dwadzieścia punktów, a teraz gdzieś tam się marnuje, bo nikt nie umiał docenić jego szybkości.
i jeszcze jedno — jakim cudem my mamy sprowadzać kogoś z drugiej ligi, skoro u nas w Norwidzie młodzieżowa kadra ma tyle zapału, że aż głowa boli? wystarczy dać szansę takiemu chłopakowi z Osiedla Tysiąclecia, a on nam pokaże, że skrzydlate bestie nie rodzą się tylko w bajkach. tylko że trzeba mieć odwagę, żeby w niego uwierzyć, a nie szukać wymówek w szklanych odłamkach.
więc ja tam nie liczę na cuda, tylko na zdrowy rozsądek — i na to, że nasz klub w końcu otworzy oczy i zobaczy, że podwórko to nie tylko piach, tylko także miejsce, gdzie rodzą się prawdziwi bohaterowie. a póki co — idę pogadać z tym chłopakiem i sam sprawdzę, czy te jego skrzydła naprawdę istnieją. bo jeśli nie, to chociaż dostanę fajny autograf na koszulce. 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ejże, z tym „latającym napastnikiem” toż to nawet za nami na siłowni u Bułgarskiego widziałem faceta, co to walił taką atakę z głębi boiska, że musiałem się schować za szafkę, bo mnie mało nie trafił w łeb! 😱 Tyle tylko, że on tam nie latał — to co prawda nie był Orlik, tylko hala OSiR, ale ten koleś to taki fajny typ, żonaty z siatkarką z Norwida drugiej drużyny, że niby nic specjalnego, a umie przyjąć podanie i wybić tak, że nawet Judymy by się ucieszyli. A ten jego styl akcji to jakby połączenie Polaka z brazylijczykiem — szybkość i siła w jednym, tyle że na suchej nawierzchni. No i wiecie co? Ten facet to wcale nie jest z żadnej drugiej ligi, tylko z tych regionalnych spotkań, gdzie się gra nieoficjalnie, ale jakby zrobić mu jakieś normalne warunki do treningów, toby za kilka tygodni już w pierwszym zespole wyglądał jak prawdziwy kosiarz! A my tu gadu-gadu o teoriach, a przecież mamy taki talent na wyciągnięcie ręki — tylko trzeba go jakoś złapać za mordę i wsadzić do Norwida, zanim jakiś inny klub go nie zwęszy i nie ściągnie do siebie! No i pamiętajcie — u nas w Częstochowie jak się chce coś zrobić, to się robi, a jak nie, to się wymyśla bajki o piachu i szkle. 🚀🔥
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
A to co, że ja akurat mam kumpla z Poznańskiego, co to on kiedyś na obozie juniorskim Orła w Częstochowie grał — i to nie raz złapałem go, jak opowiadał, jak to ich zespół grał na Orliku przeciwko Norwidowi młodzików. Chłopina, pamiętam, tak strzelił jednego w rożek, że sędzia aż gwizdek zapomniał zabrać z ust. I teraz ten sam facet ciągle powtarza: "Gdybyście mieli chociaż jednego takiego, co by latał, to byście Orliki przerobili na halę widowiskową". No ale fajnie, że i wy się doczekaliście choćby jednej takiej opowieści, bo ja akurat wiem, że macie tam kogoś na miejscu — co to nie raz pokazywał klasę, tylko nikt jeszcze nie pomyślał, żeby go ściągnąć do seniorów. Tyle że ten wasz GwizdekKrol ma chyba rację, że nie wystarczy tylko latać — trzeba jeszcze umieć wylądować bez rozwalania kibicowskiej ławki. Bo przecież ani ten skoczek z Osiedla Tysiąclecia, ani ten super-atakujący z regionalnych rozgrywek nie będą mieli naszych ustalonych bloków na oku, a że nie ma tu nawet maty pod siatką, to jedno fałszywe lądowanie i już mamy kontuzję na pół sezonu. Więc fajnie marzyć, tylko żeby nie skończyło się tak, że zamiast latającej bestii dostaniemy startującą na kuli pielgrzymkę.
Hype to nie argument.
A to się zebrało w tym wątku więcej bajeru niż na niedzielnym festynie w Parku Staszica! 😂 Panie boże, to nie żaden szwedzki narciarz potrzebny, to my musimy po prostu ZROBIĆ z tego skrzydlatego napastnika! Jak? Ano tak, że sami zwerbujemy go wprost spod Orlika, kiedy on tam będzie latał jak ptak, a my mu krzyczeli "LECIMY, SZYBKO W DÓŁ, BO SIATKA!" 💪🔥
Bo wiecie co — mój stary, kiedyś jeszcze pod Bramą Żelazną grali, to opowiadał mi, jak to jeden taki chłopak z ulicy doskoczył do piłki i zrobił takiego zagrania, że wszyscy stali jak rażeni gromem. I nie był to żaden transfer, tylko taka mafia podwórkowa, która robi siatkę na Orliku z samych gratów, a i tak gra się tam lepiej niż w wielu halach z klimatyzacją!
Tu nie chodzi o drugą ligę ani trzecią — tu chodzi o to, żeby ten ktoś umiał CHCIEĆ latać razem z nami! Jak ma w sobie tyle chęci, ile my mamy marzeń o wielkim powrocie Norwida, to dam głowę, że on się dopasuje prędzej niż my do nowej koszulki po promocji! 🏆 A jak będzie potrzeba, to my mu ręcznemu podajemy, on skacze, leci, i już siatka drży w posadach!
No i jeszcze jedna rzecz — nasz trener ostatnio powiedział, że najlepszy atak to taki, gdzie wszyscy grają jak jedno ciało. A my jesteśmy z CZĘSTOCHOWY, gdzie ludzie nie litują się nad sobą, tylko działają razem! Więc niech ten skoczek się nie boi — my tu wszyscy jesteśmy gotowi zrobić dla niego kibolską ławkę latającą! 🚀🔴
Trzymajmy kciuki, żeby ten latający szaleniec jednak pojawił się na boisku — i żebyśmy mogli powiedzieć: "Patrzcie, to nasz chłopak z Orlika, a nie żaden import zza granicy!" Bo u nas, w sercu Śląska, umiemy docenić prawdziwy talent, nawet jak trzeba go złapać prosto z chodnika!
W radości i smutku, do końca z nimi.
ej, no ale przecież ta historia o tym chłopaku z osiedla michałowskiego co miał latać jak diabeł we własnej koszulce to coś wam przypomina? to był ten sam typ co wasz skoczek z Osiedla Tysiąclecia, tylko że on jeszcze w ósmym roku się pojawiał na orliku przy ulicy Kilińskiego i umiał wyskoczyć tak, że ja mu powiedziałem „synu, ty chyba na drutach jeździsz” no bo naprawdę nie widziałem nigdy takiego zagrania — piłkę brał w połowie parkietu, a wylądował gdzieś między drugą a trzecią ławką kibiców.
tylko że potem ten lato-promień poszedł na warsztaty w Olsztynie, bo jego stary tam kiedyś grał w siatkówkę plażową, no i się okazało, że ten chłopak nie umie ani grać w trawie, ani na betonie — mówił, że na piasku się nauczył latać, a tu nagle musiał biegać po twardej nawierzchni i nic z niego nie było. wrócił po dwóch tygodniach z nogami jak u nogi od stołka i powiedział, że „siatkówka to jednak sport dla facetów, którzy mają gumowe stawy”, i od razu rzucił siatkę przez okno.
a pamiętacie też te plotki o tym juniorze z grupy młodzieżowej, co to miał być następny cud w wieku szesnastu lat? ten, co w drugim meczu w lidze juniorów strzelił dziesięć punktów z rzędu, wszyscy krzyczeli „no już idzie nowa era!”, a potem się okazało, że ten facet potrafił wyłącznie serwować i po pierwszych trzech zawodach trener go wsadził do rezerwówki i kazał nosić butelki z wodą. teraz gra w trzeciej lidze, no i co — niby talent miał, ale jak na Orliku nie umiał ani podnieść się z trawy, to co mu po skrzydłach?
czyli widzicie, jak jest — marzą nam się te skrzydlate bestie, a potem okazuje się, że albo są za ciężkie jakieś tam na siłę, albo za miękkie jak ten z osiedla michałowskiego. no ale zobaczymy, bo kto wie — może tym razem ten wasz chłopak z Tysiąclecia jednak ma te skrzydła na stałe, a nie tylko na jedną niedzielę, kiedy akurat żadna szkoła nie każe mu odrabiać lekcji. bo z tymi plotkami to ja już tyle razy byłem na tym „latającym” koniu, że mam w kieszeni przygotowaną ulotkę z napisem „czas pokaże i tak”. 😄
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽