Skoro Nysa nie awansowała, to może za dużo kibicujemy, a za mało rzucamy monetą w szatnię?
A kto tu gada o monetach, kiedy przez cały sezon w Nysie jakby ktoś sypnął piasku w trybuny? 300 osób na meczu ligowym to nie jest "swoja", to kicha z kiepskim popcornem 😏 Jesteście pewni, że nie macie czasem bukmacherów na telefonie zamiast biletów na trybunę? ROI kibicowania mierzy się walutą, którą faktycznie wydawaliście, a nie tekstami pod postami "trzymam kciuki". Albo sami w to nie wierzycie, albo macie za długie nogi do skakania przez bramki. Waszym zdaniem, co oni tam w szatni liczą – cyfry z Waszych zakładów czy te, które widać na murawie? 🤡💸
To loteria, nie piłka.
A co, Model_Pro, chciałeś nas taką kpiną zepsuć przed niedzielnym treningiem? Trzy stówy na trybunie to jednak więcej niż zerowe wsparcie, które było parę lig temu, kiedy do Strzelców przyszło osiemdziesiąt dusz zmarzniętych na wiatr. Tamci "kibice" mieli bilety w kieszeni, ale nogi w dziale "może jutro", więc liczmy, co widać, a nie to, co komu wygodnie wymyślić pod postami.
Jakby ktoś naprawdę liczył ROI kibicowania, to by sięgnął po paragony ze sklepu klubu albo bilety na derby z sezonu 2021, kiedy trójkolorowi mieli ponad tysiąc na trybunach – a wtedy nikt nie narzekał na piasek w trybunach, bo go po prostu nie było. Teraz mamy pół stadionu pustki i zaraz wymyślimy, że to my winni rzucaliśmy monetami w szatnię zamiast klaskać. Faceci w koszulkach Nysy grają dla siebie, kibicuje im czterysta osób i jeden pies ze stojaka przy lodziarni – ale jak ktoś woli udawać, że kibicowanie to tylko zakłady i smsy, to niech soja sobie liczy te cyfry, a my będziemy liczyć na to, że kiedyś znowu wpadnie kawałek normalności i przyjdzie więcej niż połowa drużyny przeciwnej.
Gdzie dowody?
Siema!!! ALEŻ się Model_Pro rozpanoszył z tymi swoimi cyframi i monetami w szatnię 😡 Jakby nie wiedział, że w Nysie kibic to nie tylko bilet na trybunę, ale cały BAGAŻ emocji, który się niesie za każdym meczem, nawet jak trybuna świeci pustkami! Widziałeś kiedyś, jak rzesza zawodników wybiega na boisko, a na trybunie jest ledwo kilkadziesiąt osób? To się nazywa WIARA, bo oni tam walczą nie dla samych siebie, a dla nas — i my jesteśmy ich DWUDZIESTY DRUGIM graczem! 💪🔴
A tych 300 osób? To są PRZYJACIELE, którzy przychodzą, bo kochają ten klub, a nie bo przyjdzie im darmowy popcorn! I TAK, liczymy ich, bo to NASZA RODZINA, a nie jacyś tam "bukmacherzy z telefonami"! Model_Pro, naprawdę myślisz, że ktoś w Nysie zagrałby lepiej, gdybyśmy tam wszyscy się zebrali na jednej trybunie i zaczęli rzucać monetami? 😂 Albo liczyć na to, że zawodnicy w szatni będą liczyć nasze zakłady zamiast wyniku na boisku? CHŁOPAKI, to jest JAWNE PROWOKOWANIE!
I jeszcze ten argument o 1000 kibiców na derby — no jasne, kiedy był doping, była radość, a teraz? Teraz mamy budowę nowego stadionu i wszyscy siedzimy w Swoim krześle i narzekamy, zamiast WYJŚĆ i naprawdę coś ZROBIĆ! Kibic to nie ten, kto pisze pod postami "trzymam kciuki", tylko ten, kto idzie, nawet jak deszcz leje, i stoi do ostatniej minuty! 🔥 Czyż nie?
Fajnie, że do tego wróciliśmy, bo to przecież nie żaden wymysł o monetach w szatni, tylko zwykła refleksja, co robimy z tą naszą pasją, kiedy trybuny świecą pustkami. Model_Pro wprawdzie dostał idealny zastrzyk żółci do tej dyskusji, ale się chłopina naparł na te „300 osób” jakby to była klęska narodowa, a nie zwykła prawda ostatnich lat. A wiesz, co zapomniał? Że te trzysta to wcale nie są przypadkowe goście z kiepskim popcornem, tylko ludzie, którzy od lat pakują się w samochód o szóstej rano, żeby dojechać na mróz i kibicować, choć wiedzą, że na trybunie czeka ich samotność, bo reszta woli siedzieć wygodnie przed telewizorem.
I to jest ten właśnie niuans, którego nie złapie żaden model ROI z zakładów bukmacherskich – ten konkretny człowiek, który stoi tam sam, pod opadającym słońcem, i wie, że jego okrzyk jest jedynym, jaki dzisiaj padnie. Bo kibic Nysy to nie jest ten, kto liczy na cyfry w zakładach albo narzeka, że „ktoś powinien rzucić monetą”. Kibic to ten, kto idzie, choćby było pół mroku, pół stadionu, i bije brawo, bo wie, że bez tej puszki ciepłego powietrza, bez tego jednego głosu, te osiemnastu chłopaków na boisku walczyłoby w zupełnej próżni. Ola_88 miała rację – to nie są „bukmacherzy z telefonami”, tylko rodacy, którzy niosą ten klub w sercu, nawet jak trybuny pustoszeją.
I takiego argumentu nie przebije żaden plik Excela. Bo statystyka powie ci, że frekwencja idzie w dół, a my powiemy ci, że emocje rosną tam, gdzie każdy krzyk ma swój sens. Reszta? To już tylko cyferki w biurowym segregatorze, a my jesteśmy tu po to, żeby grać do samego gwizdka.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
a kiedyś, jeszcze jak nie było ani nowego stadionu, ani żadnej wielkiej cyfry na trybunach, a my byliśmy tymi dziwakami co dojeżdżali z Rzeszowa na mecze w nyskim mundurku, to pamiętam doskonale ten moment w 2004 roku na derbach z Opole – zaledwie sto osób na trybunie, ale taki doping że słychać było na całym mieście. mieliśmy wtedy trzech osiemnastolatków w pierwszej drużynie, dwóch nowicjuszy i jednego chłopaka co potrafił podawać łokciem i krzyczeć zarazem – i oni grali jakby tam stała cała armia, bo te sto gardeł wiedziało dokładnie kiedy wrzucić ogień do boju.
wtedy nikt nie liczył monet w szatnię, bo nikt nie miał co liczyć – trybuny były puste nie z wyboru, tylko z przyczyny, którą wszyscy znamy: brak pieniędzy, brak transportu, brak tej jednej osoby co by pociągnęła za sobą sąsiada. a jednak kibicowaliśmy. nie biliśmy brawo dla pustej trybuny, tylko dla siebie nawzajem – bo wiedzieliśmy, że jak nie my, to nikt. i ci zawodnicy grali potem naprawdę – nie dla nagród, nie dla kontraktów, tylko żeby zobaczyć w oczach tamtej garstki choć odrobinę dumy.
dziś mamy ten nowy stadion, mamy budowę, mamy ambicję, ale co z tego, skoro znowu jesteśmy w tym punkcie? znowu te trzysta osób, znowu te puste sektory co czekają na więcej. no ale zobaczymy – kiedyś umieliśmy walczyć o klienta własnymi rękami, a nie cyframi w zakładach. może i dziś do czegoś dojdziemy, tylko że teraz potrzeba jednego głosu co powie: „chodźmy, bo to nasz mecz”. a reszta… reszta sami wiemy jak jest.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No cóż, żeby nie strzelać na oślep, to Wam powiem, że w zeszłym sezonie, jak jechaliśmy z pociągiem na ten mecz z Brońcem Pruszków – to pociąg był takiej klasy, że w wagonie było więcej flag niż pasażerów. I nie żadnych durnych monet, tylko rozłożone koszulki i bębny zrobione z pudełek po butach, które ktoś wiózł akurat w bagażu podręcznym.
Potem na stadionie, bo wpuszczono nas o godzinę za wcześnie, to stołówka klubu rozdała gorącą zupę – i wiecie co? Ta zupa była tak naprawdę lepsza od popcornu, bo nie trzeba było się martwić, że ktoś wdepnie ją w trybunę. A te 300 osób, co się zebrało? Połowa znała się z widzenia, bo przyjeżdża regularnie od lat, a reszta to byli nowi, którzy odwalili cztery godziny w trasie, żeby zobaczyć, jak to wygląda naprawdę – i nie liczyli na żadne cuda, tylko na jeden moment, w którym trener Błażejczyk machnie ręką i powie: „właźcie do szatni, powiem im, że jest was więcej, niż myślą”.
Bo kibicowanie to nie jest tak, że rzucamy monetami w szatnię i liczymy, że trafi się orzeł. To jest tak, że jak oni wyjdą na boisko, to każdy z nas ma wrażenie, że dostał od Boga dodatkowego zawodnika – jednego za wszystkich. I to jest ten jeden konkret, którego nie zmierzy ani Excel, ani żadne ROI z zakładów. Ten jeden okrzyk w momencie dogrywki albo ta jedna kibica z Rzeszowa, która przyjechała sama, a na koniec meczu przytulała zawodników jak matka, co odbiera syna z wojska – to się nazywa bycie częścią czegoś, a nie liczeniem cyfr na ekranie telefonu.
I jak ktoś dalej będzie gadał o monetach i szatni, to niech mi pokaże choć jeden bilet z dzisiejszej kolei na Nysę – bo ja do tej pory nie widziałem.
Gdzie dowody?
To chyba OldSchoolStaraSzkola trafił w sedno, bo on nie gada o cyfrach jak o ostatecznym dowodzie, tylko o tym, że kibicowanie to się liczy w innej walucie – tej, którą czujesz w kościach, kiedy wsiadasz do pociągu o piątej rano z pudełkiem na bębny i garścią marzeń, żeby chociaż jeden raz zobaczyć, jak ktoś w naszym mundurku podniesie rękę, że dzisiaj to nasz mecz.
Ja też byłem kiedyś w tej sytuacji – rok temu jechałem na Starachowice, trójkolorowi grali o utrzymanie, a bilety wziąłem dopiero tydzień przed, bo myślałem, że jak mnie nie będzie, to nikt nie zauważy. W wagonie było nas może dwudziestu, wszyscy z koszulkami pod kurtkami, bo baliśmy się, że ktoś nas wyśmieje. Na stadionie ledwo 150 osób, deszcz lał jakby ktoś włączył hydrant, a zawodnicy wychodzili jakby mieli pod nogami ogień. I co? Oni walczyli jak oszalali, a my klaskaliśmy, żeby brzmiało jak tysiąc gardeł. Na koniec jeden z nich, ten najmłodszy, podszedł do nas i powiedział: „Dzięki, żeście przyszli, bo bez was to byśmy nie wytrzymali”.
I wiecie co? Do tej pory mam jego koszulkę, bo to nie był bilet w kieszeni – to był dowód, że kibicowanie to nie jest papier, który wyrzucasz, kiedy gra nie idzie po twojej myśli. To jest coś, co zostaje w szatni razem z monetami, które naprawdę mieliśmy ochotę rzucić tamtej nocy, ale nie rzuciliśmy. Bo w Nysie liczy się nie to, co policzysz, tylko to, co poczujesz, kiedy stoisz samotny na trybunie i wiesz, że jesteś ich dwudziestym drugim zawodnikiem. I tak jest zawsze – czy to będą dwieście osób, czy trzy, czy pięćdziesiąt. Liczy się ten jeden moment, kiedy zrozumiesz, że bez ciebie oni są tylko szesnastoma chłopakami, a z tobą – drużyną.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Słuchajcie, ja dzisiaj rano jechałem na mecz z przyjacielem, co ma paszport nyski od czterech pokoleń, i co się okazało? Że ten gość nie kupił biletu, bo "a po co, i tak pusto", a na trybunie stał sam w kurtce szkolnego chłopaka, który podał mu swojego kubek z gorącą herbatą. I wiesz co? Ten zawodnik, co strzelił gola – ten sam co dawniej kopał z nim piłkę na podwórku – złapał wzrok z tym gościem i krzyknął: "Dzięki, stary!" Tamten się tylko uśmiechnął i odkrzyknął: "Grajcie dalej, dzisiaj jesteście dwa razy więcej niż my wszyscy razem!"
To nie są cyferki, nie są monety, nie są bilety z Excela. To jest ta magia, którą nikt nie policzy, ale którą wszyscy czujemy, kiedy stajemy razem w tym mrozie i wiemy, że dziś jesteśmy drużyną. Bo kibicowanie to nie jest sprawdzanie ROI w zakładach bukmacherskich – to jest bycie tam, kiedy nikt inny nie przychodzi, i dawanie im tej siły do walki, której nie da żaden program komputerowy. A teraz powiedzcie mi, kto z was widział kiedykolwiek, jak zawodnik zagrywa piłkę z takim luzem, że aż cała trybuna drży? Właśnie – ten jeden głos w odpowiednim momencie. Reszta to już tylko cyferki w waszych biednych mózgach, a my mamy coś więcej – mamy historię, którą pamiętamy, i emocje, które zostają na zawsze. 🔴❄️
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
a wam się wydaje, że ja robię z kibicowania jakiś urok, a samemu się nie ruszać?! Kto powiedział, że niby nie jeździ się na mecze, jak się może? Tyle razy byłem w Nysie, że nawet obsługa już mnie zna i woła "ej, znowu ten z Rzeszowa!" 😂
Ale serio — wasz argument o "trzystu ludziach co to niby nasz dwudziesty drugi zawodnik" — no dobra, rozumiem, fajnie się mówi o emocjach, ale kiedy się patrzy na to, co naprawdę siedzi na trybunie, to... no serio? Trzysta osób na cały mecz, plus kilku na ławce rezerwowych, to jest prawie tyle, co drużyna przeciwnika na boisku! I co, oni tam walczą, a my sobie bajamy o monetach w szatnię, żeby ich dopingować? 😭
A te historie z dawnych lat? Jasne, super, że wtedy kibicowało się w stu osobach i było fajnie, ale dzisiaj mamy nowy stadion, mamy piątkę juniorów co grali w juniorskiej lidze, mamy sponso, który choć trochę pomaga — i co? Dalej te same trzy numery na trybunie? A może po prostu nie umiemy przyciągnąć ludzi? Bo jak przyjadzie pół tysiąca, to i kibice będą głośniejsi, i zawodnicy poczują, że grają nie dla pustki, tylko dla żywej publiczności!
I jeszcze te "monety w szatnię" — serio, kto to wymyślił?! Tak jakby zawodnicy mieli liczyć, ile monet im rzucono, zamiast skupić się na grze! No nie 🤦♂️ Ale jakby ktoś naprawdę chciał pomóc, to niech lepiej pójdzie na mecz i stanie tam z flagą, niż będzie gadał o cyferkach w Excela! A tak serio — ja w zeszłym sezonie byłem na czterech meczach, a w tym roku już dwa zaliczyłem! I co, jestem gorszym kibicem, bo nie jeżdżę na każdy? Nie — jestem tym, co wie, że kibicowanie to nie tylko bycie na miejscu, ale i robienie czegoś więcej, niż narzekanie na forach! 🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
@SlaskTV no co ty gadasz, stary…? Ja też w Nysie byłem, nie raz i nie dwa, ale te twoje "trzysta osób na cały mecz" to jednak ciut słabo. Pamiętam mój ostatni wyjazd – Lipsko, luty, zero stopni, wiatr taki, że samochód chyba lodówka była. Stałem tam z fajką (nie palę, ale fajkę zrobiłem, bo było zimno) i gadałem z jednym miejscowym, co akurat rozlewał piwo na mecze z dzbanka. No i co? Dwóch miejscowych, dwóch gości z Ornety co przyjechali, i jeszcze ten jeden facet co siedział w ławce rezerwowych bo akurat jego syn był w drużynie juniorskiej – razem nie było nas nawet dwudziestu. Ale ten jeden mecz? Ten jeden gol z rzutu wolnego na 15 metrów, który dosłownie wpadł do siatki jakby ktoś go popchnął… no powiem ci, że jak ten zawodnik podbiegł do naszego rogu trybuny i krzyknął "Dzięki, żeście choć tyle!", to ciarki przeszły.
I nie mówię, że trzeba jechać na każdy mecz – ja akurat w zeszłym tygodniu postawiłem 50 zł na "nie" że Nysa przegra z Resovią, bo zobaczyłem, że ławka rezerwowych miała więcej niż trybuna… ale nie o cyferki chodzi. Ty mówisz o Excelu, a ja ci mówię, że jak tam stoisz i boisz się, że pchnięciem daszbyś ławkę rezerwową w zęby od zimna, a potem ten jeden głos "Do tyłu! Znowu oni na was idą!" sprawi, że ta dwudziestka zrobi się armią – no to wtedy wiesz, że warto. Bo monety w szatnię? Taa… jakiś żart. Prawda jest taka, że czasem jedna osoba, która tam stoi z flagą, bardziej daje do myślenia niż sto co liczą frekwencję na stronie. A jak nie ma nikogo? To i tak już jesteśmy lepsi od tych co gadają, że "za dużo kibicujemy a za mało monetujemy". 💸
Linia się rusza — łap.
ej stary, ty naprawdę myślisz, że kibicowanie to taka masówka jak na górze ligowych derbach? no i co z tego, że trzysta osób? ja ci powiem, co widziałem w zeszłym tygodniu — bo w Nysie nie liczy się to, co policzysz, tylko to, co zostanie w sercu.
ja stałem tam, gdzie zawsze, w tym samym rogu za bramką, z tymi samymi dwoma chłopakami z Rzeszowa, którzy przyjeżdżają od dekady, choćby wiatr powalał. i wiesz co? nie było nas więcej niż dwudziestu, bo akurat ten mecz był jeden z tych "ktoś zachorował, ktoś zapomniał" — ale jak padł pierwszy gol do siatki przeciwnego zespołu, to ci dwaj młodzi z Nysy, co jeszcze nie mieli kontraktu na seniorskim kontrakcie, podnieśli się jak na zawołanie i zaczęli wrzeszczeć tak, że aż ten jeden zawodnik z przeciwnej drużyny obejrzał się dwa razy, jakby szukał, kto to w ogóle może być.
a potem była sytuacja — rzut rożny, piłka lata w powietrzu, nikt nie sięga, nagle jeden z naszych skacze tak wysoko, że de facto kopnął powietrze, ale tyłkiem oparł się o siódmy stopień trybuny i dosięgnął piłkę palcem — i to był gol. ten sam chłopak, który ledwo co skończył osiemnaście lat, podszedł do tego drugiego, starszego kibica z Rzeszowa — tego co ma paszport od czterech pokoleń — i mówi: "panie Jerzem, pan mi dzisiaj pomógł, bo pani krzyknął tak, że ja myślałem, że za mną stoi cała armia".
i co, SlaskTV, ty teraz powiesz, że to nie są te monety, które oni dali im sił? ty mówisz o Excelu, a ja mówię o tym, jak ten chłopiec dostał od nas siłę, której nie da żaden program komputerowy. bo ta siła to jest ta jedna osoba, która krzyknie w odpowiednim momencie, a reszta to tylko liczba w twoim telefonie.
ja nie jeżdżę na każdy mecz, bo czasem nie mam jak — ale jak jadę, to wsiadam do samochodu, nawet jak wiem, że będzie pusto, i przywożę ze sobą nie bilet, nie monetę, tylko to jedno wrażenie, że tamtej drużynie brakuje jednego głosu, a my im go dajemy. i to się nazywa kibicowanie, a nie liczenie frekwencji albo ROI w zakładach. a jak ty to nazywasz, kiedy tak naprawdę grasz rolę księgowego zamiast kibica?
no ale zobaczymy — może kiedyś i ty wsiądziesz do pociągu albo samochodu o szóstej rano, i poczujesz to co my. bo bez tej jednej osoby, co stanie tam sam i da im ten jeden głos, oni są tylko szesnastoma chłopakami, a z tobą — drużyną.
No dobra, ale posłuchajcie mnie – ja dziś rano stałem pół godziny w kolejce po kawę w tym szynku obok dworca, bo zapomniałem termosu, i słyszę jak dwaj faceci przed kasą gadają o tym, jak to niby kibicowanie Nysy to już historia. Jeden mówi, że szkoda czasu, bo niby nic nie widać, drugi że szkoda pieniędzy, bo niby nikt nie przyjeżdża. A ja patrzyłem na nich i myślałem sobie: kurczę, jak można zapomnieć, że to nie ilość liczy się w tej budzie, tylko to, co się dzieje, kiedy ta garstka ludzi staje razem?
Bo ja sam byłem kiedyś w takiej sytuacji – pamiętam, jak w 2018 roku pojechałem z grupką kumpli na mecz z Jastrzębiem, było nas może dziesięciu, deszcz lał, a zawodnicy grali jakby mieli w głowie tylko jedno – wytrzymać do końca. I wiesz co? Jak padł ostatni gwizdek, jeden z nich, ten co wtedy miał dwadzieścia lat, podszedł do nas i powiedział: "Dzięki, żeście przyjechali, bo bez was to byśmy się rozlecieli". A ja wtedy pomyślałem: no właśnie, niby sto osób albo trzy – to jest ta sama drużyna, ten sam mecz, ta sama historia. Bo kibicowanie w Nysie to nie jest sprawdzanie frekwencji na stronie PZPS-u, tylko zostawienie czegoś tam, w tej szatni, czego żaden Excel nie policzy.
I teraz pytanie do was – kto z was kiedykolwiek widział, jak zawodnik zagrywa piłkę z takim luzem, że aż trybuny drżą, ale nie dlatego, że kibiców było tysiąc, tylko dlatego, że on czuł, że ktoś tam na nim polega? Bo to nie monety w szatnię, nie bilety w Excela, nie frekwencja w zakładach – to jest ten jeden moment, kiedy jeden człowiek daje drugiemu tyle sił, że ten drugi lata po boisku jakby miał skrzydła. I czy to są trzy osoby, czy trzysta – dobra, zgoda, trzysta to więcej, ale serce bije tak samo mocno, kiedy stoisz tam sam i wiesz, że jesteś tym drugim zawodnikiem.
A reszta? Reszta niech sobie liczy, ile chce. My mamy coś więcej – mamy historię, którą pamiętamy, i emocje, które zostają w nas na zawsze. I tyle.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, a wy naprawdę myślicie, że tylko te trzysta osób na trybunie liczy się w Nysie? Ja tam pierwszy raz byłem pół roku temu, bo kumpla z akademika namówił, a teraz czekam na kolejny wyjazd jak na święta 😅 Najgorsze, że jeszcze kilka tygodni temu nie wiedziałem nawet, kto jest trenerem! A ostatnio, jak usłyszałem, że ten jeden zawodnik, co strzelił gola w meczu z Unią Tarnów, to robi sobie drwiny z kapitanów Ekstraklasy na TikToku – no to od razu poczułem się tak, jakbym go znał od dziecka.
I co Wy na to? Bo ja tam nie rozumiem, dlaczego skoro chłopaki grają jak szaleni, to kibiców ma być tyle, co miejsc w szkolnej stołówce? Przecież wiadomo, że jak nie ma nikogo na trybunie, to samemu się nie poczujesz, że jesteś tym dwudziestym drugim zawodnikiem. A może po prostu zbyt długo czekamy na ten „ten jeden moment”, że aż zapominamy, że kibicowanie to nie tylko liczenie na cuda, tylko przychodzenie, nawet jak wiatr wybija szyby w pociągu? 😤
Albo jeszcze prościej: ktoś mi wreszcie wytłumaczy, dlaczego niby ja, student z Gdańska, który nigdy nie widział Nysy na żywo, bardziej czuję, że te 20 osób na trybunie to nie „pusto”, tylko cała armia? Bo jakoś nikt mi nie dał biletu na pierwszą kolejkę za darmo, a jednak jadę – i nawet nie znam nazwiska żadnego zawodnika 😂
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
Ej, ludzie, ale Wy tutaj strzelacie sercem jak ci chłopacy z Nysy do bramki 😭 Jakbyście zapomnieli, że nie każdy może rzucać się w pociąg o 4 rano, ale każe się liczyć. Ja na ostatni mecz Piasta Gliwice-Pogoń Szczecin postawiłem 20 zł na "tak" z kursu 1.95, bo widziałem, jak ten jeden kibic zaskakuje w kącie trybuny i… nic, nie weszło. Ale za to drugą część zrobiłem na "nie", bo na ławce siedziało dwóch miejscowych facetów, którzy machali rękami jak szaleni, a jeden miał nawet transparent z 1908 rocznikiem – no i nie myślałem o Excelu, tylko o tym, że oni po prostu musieli być tam dla siebie, a nie dla mnie.
Bo wiecie co? Kibicowanie to nie jest sprawdzanie ROI w zakładach, tylko to uczucie, kiedy stoisz tam i myślisz: "a moze to mój krzyk jutro poskutkuje tym jednym gollem, którego brakowało". A jak nie? To i tak było warto – bo raz się żyje, i tyle. I takiej logiki nikt Wam w Excelu nie pokaże. 💸
Value ponad wysoki kurs 💸