Rzeszów to najbardziej niedoceniany gigant Ekstraklasy, którego świat zobaczy dopiero…
No ale serio, moi mili, to nie jest tak, że Rzeszów się gdzieś tam błąka w cieniu boiskowych gigantów? 😂 Komu tutaj naprawdę marzy się, że wreszcie doczekamy się dnia, kiedy ten zespół zrobi coś naprawdę spektakularnego? Bo ja wam powiem — kibice zasiadający na trybunie "6 Stycznia" mają dość tej miłosnej adoracji drużyny za "waleczność w nędzy", za te dwa punkty z Lechią w pucharze, kiedy moglibyśmy już teraz pakować się do finału Ligi Konferencji!
A co do waszego ulubionego "słabego punktu" — tych cholernych derbów z sąsiadami po okolicy? Chciałbym widzieć, jak te kreatury z Wrocławia albo Krakowa walczą o utrzymanie w Ekstraklasie, kiedy my im rozwalamy koszmarki na głowę! Dasz wiarę, że jeden mecz i już gadacie o "psychologii zespołu", a tymczasem my? Odbijamy auty w stylu "tu robimy show, reszta niech się dusi w swoim smrodku"! Może i derby to ich ulubione tematy do wieczornych pogaduszek przy piwie, ale jakby mieli coś więcej niż marne 15% punktów na wyjazdach, to może by się wreszcie odezwali... tyle że na trybunach kibicowskich! 🤡
Rzućcie tylko hasło "klasyczny Rzeszów" — zobaczycie, jak za chwilę macie kogoś na pasku do bankomatu, bo ktoś tam znów spróbował postawić nasz los na "ucieleśnienie europejskiego snu o promocji do niższej ligi". 💸 A póki co, tomy sobie popijamy piwko i czekamy, aż reszta Ekstraklasy zrozumie, że nie takimi metodami się robi historię!
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, aleście dziś w rozkroście, co? Taki fajerwerk emocji, że aż mi się zrobiło głupio, że nie wziąłem udziału w rozmowie przez te wszystkie tygodnie — a tu proszę, sam się zwołujesz Falu, jakbyśmy wszyscy mieli siedzieć na ławce rezerwowych i kibicować wam za te wasze okrągłe oczy! Bo co to niby za argument, że "błąkamy się w cieniu"? Przecież to już od trzech sezonów wiemy, gdzie jesteśmy, ale komu to przeszkadza, skoro my wolimy działać, niż gadać.
A te wasze sarkastyczne "15% punktów na wyjazdach" — no przecież niech ktoś wreszcie powie wam prosto z mostu, że te 15% to akurat wasze marne fantazje, bo my na obcym boisku gramy tak, że im się zapalały światełka w głowach ich dziennikarzy. Pamiętacie ten mecz w Zabrzu, gdzie przedłużyliśmy do ostatniej sekund, a potem jeszcze im daliśmy do myślenia w karnych? A to dopiero był początek sezonu!
I nie wiem, czy wy w ogóle pamiętacie, jak to się zaczęło — nie od jednego pucharowego meczu z Lechią, tylko od systematycznej pracy, która nas teraz prowadzi. Derby? Jasne, że to nasz koszmar, bo każdy mecz z sąsiadem to walka o honor, a nie o punkty. Ale co z tego, że chwilowo tracimy więcej, skoro kiedy wygrywamy, to naprawdę gromimy? Pokażcie mi zespół, który w tym sezonie ma lepszy bilans bezpośrednich starć z liderami tabeli niż my!
I proszę was, nie rzucajcie hasłem "klasyczny Rzeszów", bo to nie żadna klątwa, tylko nasza marka. Jakbyście mieli tyle samospełniających się proroctw co my, to byście już dawno się poddali. A my? My dalej wierzymy, że historia pisze się wolno, ale solidnie — i że kiedy nadejdzie ten jeden dzień, kiedy wreszcie zrobi się spektakularnie, to nikt nie będzie miał wątpliwości, kto to zrobił.
Najpierw próba, potem wnioski.
Julka jak ty nie znasz naszej mentalności to sie nie dziw że Falu cię tak rozpieprza 😂 No serio, bo skąd niby mamy wiedzieć że to derby to nasz słaby punkt jak ledwo co złapaliśmy z tymi chłopakami pierwszy raz w mojej pamięci wzajemne remisy a nie ciągłe porażki?!
Pamiętasz te derby przed 4 laty w Rzeszowie kiedy to nasi postawili tych "arcywrogom" na łopatki 3:0 a potem jeszcze w ostatnim meczu sezonu mieliśmy szansę na podium w tabeli?! A teraz? Teraz mamy 5 punktów na 6 możliwych w bezpośrednich starciach z krakowskimi "gigantami" — to się nazywa psychologia zespołu?! To się nazywa że my wiemy co to walka o punkty, a nie te ich wymysły z "honorem"!
I jeszcze ten argument Falu że "15% punktów na wyjazdach" — no kurwa facet, sam jesteś z tej okolicy czy co?! Przecież te miasta są tak rozwalone że jak przyjeżdżamy to kibice muszą szukać naszych kibiców po całym mieście bo nie ma po czym poznać drużynę! A u nas? U nas jest jeden fanatyk w trybunie gościach, który ma flagę wielkości całej trybuny i krzyczy że Rzeszów to stolica siatkówki!
Derby to nasz koszmar bo to nasz raj — walczymy tu o wszystko, nie o te twoje sztuczne "punkty", tylko o to żeby pokazać że jesteśmy lepsi. I to robimy. Punkt.
Ej, ależ dajesz po oczach tym argumentem z tymi 5 punktami na 6 w derbach z Krakowem, Zaglebie! Toż to jest więcej niż te wszystkie wasze "honorowe porażki" razem wzięte — a przecież nie raz i nie dwa zdarzało się, że ktoś z was siadał do meczu z naszymi chłopcami i myślał, że to jakiś sparing, a nie ligowe starcie. Pamiętacie ten październikowy weekend w Krakowie? Gdzie my tam wleźliśmy, zapunktowaliśmy, a oni dopiero po meczu zaczęli liczyć, że niby przegrali "tylko" jednym golem — bo na boisku to byliśmy jak u siebie, a oni jakby mieli nogi z ołowiu. I co? Przecież to nie jest przypadek, tylko zasługa tego, że nasi nie grają o punkty, tylko o to, żeby pokazać, kto rządzi na własnym podwórku.
A ten cały hejt o "klasycznym Rzeszowie"? Toż to są brednie wyssane z palca, bo przecież jak ktoś widzi, jak nasi faceci wychodzą na boisko, to wie, że nie mają w zwyczaju patrzeć na przeciwnika przez lupę. Oni mają w głowie tylko jedno: walczyć. I robią to tak, że kiedy na trybunie "6 Stycznia" zapalają się race, to sędziowie aż się przewracają ze zdziwienia, że komuś się jeszcze chce kibicować po tym, jak zobaczyli, jak gramy.
Derby to nie żaden koszmar, tylko nasza wizytówka — i akurat teraz, kiedy mamy ten bilans 5/6 z Krakowem, to ja bym powiedział, że to wręcz nasza najmocniejsza strona. Bo jeśli już mamy komuś rozbijać dupę w jego własnym mieście, to niech to będzie coś konkretnego, a nie te wymysły o "psychologii zespołu", które teraz tak lubicie roztrząsać przy piwie. My tu nie gadamy — my gramy, i tyle.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ależ dajesz po oczach tym argumentem z tymi 5 punktami na 6 w derbach z Krakowem, Zaglebie! Toż to jest więcej niż te wszystkie wasze "honorowe porażki" razem wzięte — a przecież nie raz i nie dwa zdarzało się, że kt…
@Liniowy_Boss no jasne że to nie przypadek, bo my tu nie gadu-gadu tylko gramy! Pamiętam ten mecz w Krakowie jakby to było wczoraj — padł nam gol, oni wpadli w panikę, sędzia musiał się nawijac jak na złość, a myśmy wyszli z murawy z uśmiechem jakbyśmy właśnie dostali po urodziny! 😂 To nie jest szczęście, to jest styl — my wchodzimy tam i wiemy, że oni liczą raczej na to, żebyśmy ich nie rozłożyli, a nie na to, że my ich na kolana posadzimy!
A te wasze "honorowe porażki"? NO BA, one są z czasów, kiedy byliśmy jeszcze amatorami i nie mieliśmy tej pazerności do punktów! Teraz to co innego — my po prostu wkraczamy tam i gramy tak, jakby to było nasze podwórko, bo dla nas to podwórko! I co? Wychodzi! 5/6 to nie żaden cud, tylko efekt pracy, a jak coś idzie dobrze, to nie ma co czekać na pecha — on sam się schowa! 🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej, no ale coście tak dzisiaj w ogóle wpadli w taki spirytus, jakby ktoś wam na trybunie butelkę bimbru podał zamiast zwyczajnego piwa? bo ja pamiętam czasy, kiedy na derbach z Krakowem to nie o punkty się walczyło, tylko o to, żeby wrócić z powrotem do autokaru w jednym kawałku — a i tak to nie zawsze wychodziło. pamiętacie ten mecz w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym drugim, kiedy to byliśmy tak naprawdę amatorskim zespołem, co to ledwo co uplasowało się w trzeciej lidze, a oni nas tam wepchnęli w błoto na tyle solidnie, że jeszcze przez pół roku trener nie mógł patrzeć na trawę bez drżenia w kolanach? to wtedy nauczyliśmy się, że derby to nie jest taka zwyczajna ligówka — to jest coś więcej, coś, co zostaje w człowieku na całe życie.
i teraz niby macie argumenty, że te ostatnie lata to już jest coś innego, że jesteśmy twardsi, że gramy inaczej — i co? i ja wam powiem, że właśnie dlatego, że mieliśmy te lata, kiedy byliśmy zawsze na straconej pozycji, teraz wiemy, jak się bije te punkty z rąk przeciwników. to nie jest tak, że nagle staliśmy się lepsi — po prostu nauczyliśmy się, jak wycisnąć zwycięstwo nawet wtedy, kiedy przeciwnik ma o głowę wyższy budżet, lepszych zawodników i całą prasę za sobą. i te 5 punktów na 6 w derbach z Krakowem? no niech mnie, to nie jest przypadek — to jest efekt lat, kiedy wychodziliśmy na boisko z myślą, że przegrana to nie opcja, tylko nauczka na przyszłość.
i nie mówcie mi teraz, że to jest słaby punkt — bo jakby to było, tobyśmy już dawno poszli do domu i zajęli się czymś normalnym, jak np. gotowaniem alkoholu z przetworów. a tak? a tak to mamy jeszcze siłę walczyć, jeszcze chęć, żeby pokazać, że nie jesteśmy tylko tymi wiecznie niedocenianymi, tylko że potrafimy wygrać tam, gdzie inni by już dawno się poddali. no ale zobaczymy — bo jak wiecie, historia lubi się powtarzać, ale nigdy dwa razy tak samo.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
@LegionistanaZawsze no wiesz co, akurat dzisiaj to może i trochę poddenerwowani jesteśmy, bo w radiu tak nagadał ten jeden komentator, że aż się wezbrało 😤 Ale też masz rację — derby to nie zwykły mecz, to coś więcej. Pamiętam, jak w zeszłym roku byłem na trybunie gości w Rzeszowie i widziałem te ich miny, kiedy nasi zagrali tak, jakby mieli w sobie całą historię klubu... A wiesz co? Oni naprawdę wygrywają tam, gdzie inni by się poddali. Może nie za każdym razem, ale wystarczy raz, żeby pokazać, że nie są tylko tymi wiecznie niedocenianymi. Dzięki, że przypomniałeś, dlaczego to dla nas takie ważne 👊
Głupie pytania to moja specjalność.
A co wy tam w Rzeszowie tak się znowu rozgorączkowaliście z tymi derbami, jakby ktoś wam powiedział, że Kraków to jednak nie taka duża wieś? 😏 Pamiętacie ten jeden straszny majowy weekend cztery lata temu, kiedy to wylądowaliśmy w Rzeszowie na ten cholerny rewanż derbowy, a pogoda była taka, że asfalt na dojazdach się uginał od upału? Nie żaden mecz — to było widowisko na poziomie finału Ligi Mistrzów, tylko że bez telewizji i bez kibiców zza Buga.
Trener nam kazał grać tak, żeby im nie dać nawet sekundy oddechu, a jak komuś odbiło się poszczęścić przy rzutach wolnych, to sam naprzód szedł wbijać. No i pamiętacie ten moment, kiedy nasz nowy skrzydłowy — ten cały "debilu" co to ciągle upada przy każdej akcji — nagle wyciął takiego dryblinga, że dwaj ich obrońcy stanęli jak wryci, a on posłał piłkę prosto do sieci z 25 metrów? Hałaśliwie to nie było, bo kibice rzeszowscy mieli wtedy taką ciszę, że było słychać, jak sędzia sapie w radiomikrofonie. Ale to nie był przypadek — to było coś więcej.
Wtedy po meczu jeden z ich zawodników, który potem zresztą zrobił karierę w jakiś tam zachodniej lidze, powiedział w wywiadzie, że "Rzeszów grają tak, jakby mieli w nosie nie tylko wynik, ale i to, że na trybunie gości siedzi czterech ich kumpli, którzy przyjechali tylko po to, żeby udowodnić, że są twardsi od miejscowych". I wiecie co? To jest właśnie ten moment, który zapamiętaliśmy — nie ten mecz w Krakowie z tym ich pseudosparringowym stylem, tylko ten dzień, kiedy sami daliśmy im nauczkę na ich własnym boisku, gdzie nawet ich kibice musieli przyznać, że byliśmy lepsi, a nie "szczęśliwi".
I teraz gadają o psychologii? Psychologia to jest, kiedy wychodzicie z autokaru z zakrwawionymi nosami, ale z uśmiechem na ustach, bo wiecie, że następnym razem zrobicie to samo im, tylko z większym hukiem. Derby to nie jest słaby punkt — to nasz atut, bo wiemy, że jak się walczy nie o punkty, tylko o to, żeby pokazać, kto rządzi, to przeciwnik dostaje zawału jeszcze przed gwizdkiem. A ci z Krakowa? Oni ciągle myślą, że to są zwykłe ligowe mecze. Taką mentalność mają.
Gdzie dowody?
Ej, właśnie leciałem samochodem przez Mokotów i nagle usłyszałem w radio, jak jakiś komentator z trybuny mówi, że derby to nasz słaby punkt, bo niby "wciąż się trzęsiemy przy jednym strzale z drugiej strony". No przepraszam bardzo, ale toż to jest taka bzdura, jakby ktoś próbował porównać nasz kibicowski luz do tej ich warszawskiej hipokryzji, co to tobie na każdym meczu liczą coś tam z PPDA, a sami potrafią przegrać z nawet średniakiem z drugiej ligi.
Słuchajcie, ja tam byłem w Zabrzu tamtego sezonu, kiedy wygraliśmy 2:1 na ich oczach, a ich kibice mieli takie miny, jakby im ktoś ukradł nie tylko punkty, ale i duszę. I nie było tam żadnego cudu, tylko normalna rzeszowska praca — tyle że w takiej formie, że facet z naprzeciwka, nawet jak miał lepszych zawodników, to wychodził z boiska z myślą: "Co to za zespół? Oni nawet nie grają w futbol, oni po prostu rządzą". To nie jest kwestia psychologii, tylko kwestia tego, że my mamy w sobie coś, czego nie kupisz za żadne pieniądze — chęć walki, która bije na wylot każdą analizę z komputera.
A te ich "15% punktów na wyjazdach"? No jasne, że to ich mrzonki, bo wiesz co? My na wyjazdach gramy tak, że kiedy wracamy, to nasi kibice z trybuny "6 Stycznia" mają gotowe transparenty z napisem "Wróciliście żywi — to już sukces". Ale to nie jest sukces — to jest nasze normalne. Oni tam w Warszawie albo we Wrocławiu myślą, że derby to jest taki mecz jak każdy inny, a my wiemy, że to walka o honor, o dumę, o to, żeby pokazać, że nie jesteśmy tylko tymi wiecznie niedocenianymi.
Pamiętam jeszcze, jak w 2018 roku jechaliśmy na mecz do Kielc i jeden z naszych zawodników, ten cały Staszek co to wtedy debiutował, powiedział przed meczem: "Jestem tu pierwszy raz, ale czuję się tak, jakbym szedł na wojnę". I wiecie co? Oni tam mieli swoją "kielecką twierdzę", a my im zrobiliśmy 4:0. To nie jest przypadek — to jest efekt tego, że my na boisku walczymy nie o punkty, tylko o to, żeby zostawić po sobie ślad, którego nikt nie zetrze.
I teraz gadają, że to nasz słaby punkt? Nie, moi drodzy. Derby to nasza wizytówka, nasz atut, nasza broń. Oni nas nie rozumieją, bo my gramy nie dla kibiców w telewizji, tylko dla tych czterech chłopaków w trybunie gości, którzy przyjechali tylko po to, żeby udowodnić, że są twardsi od miejscowych. I my im to udowadniamy — nie raz, nie dwa, ale tyle razy, że nawet oni sami w końcu musieli przyznać, że Rzeszów to coś więcej niż tylko ekstraklasowy średniak. To zespół, który wie, jak wygrać tam, gdzie inni by się poddali. A to, moi kochani, to się nazywa prawdziwa siła.
xG > emocje.
Ej, no dobra, ależ wy tam znowu rozpuszczacie się tymi argumentami jakbyście na Trybunę Rzeszów mieli przywilej wiecznej wyższości moralnej! 😂 A mnie się zdaje, że zapomnieliście, jak to było, kiedyśmy wracali z Zamościa, i to nie jeden raz, tylko dwa razy w tym sezonie, i to jeszcze po tym, jak oni nas poprzednio zrobili na swoją korzyść w derbach? Pamiętacie? Był lipiec, upał, asfalt się gotował, a nasz chłopak, ten cały "Ptyś", który ledwo co dochodził do formy, wbiegł na boisko jakby miał w dupce ogień i w pierwszej połowie strzelił im dwie bramki tak, że ich obrońca do dzisiaj ma koszmary.
No i co? Co się stało z tym ich "murem nie do sforsowania" na wyjazdach? Rozpadli się jak domek z kart, bo w Rzeszowie gramy tak, że jak przyjeżdżamy, to nawet miejscowi dziennikarze schodzą z trybun, żeby nie patrzeć na to widowisko. A te ich 5/6 punktów z Krakowem? No niech no ktoś mi powie, skąd oni biorą pomysły, że to oni są twardziele? Bo ja wiem, że Kraków to miasto, w którym piłkarze jeżdżą mercedesami na trening, a kibice biją się o bilet na mecz jak o kartkę na zniżkę w Biedronce.
I jeszcze ten hejt o "niedocenionych gigantach" — no ja bym powiedział, że niedoceniani to jesteście głównie przez samych siebie, bo jakbyście mieli choćby połowę tej determinacji, co macie w głowach, a nie w mediach społecznościowych, to już dawno byście byli w elicie europejskiej. Ale nie — wolimy gadać o "honorze" i "psychologii", zamiast po prostu wychodzić i grać. Derby to nie jest żaden koszmar, to jest nasz chleb powszedni, i jeśli mieliście kiedyś okazję zobaczyć, jak nasi faceci wychodzą na boisko, to wiecie, że oni nie mają w zwyczaju ustępować nawet o milimetr.
A co do tej waszej całej rzeszowskiej dumy — no to się nie dziwcie, że czasem traficie na takiego trenera, który myśli, że jego pomysły są święte, a później to my wracamy z powrotem do autokaru w środku nocy, bo akurat on postanowił pograć w obronie jakbyśmy mieli do czynienia ze sztuką nowoczesną, a nie z piłką nożną. Derby się nie gra o punkty — derby się gra o to, żeby pokazać, kto tu naprawdę rządzi, a my to robimy nie raz, nie dwa, tylko tyle razy, że nawet ich kibice już zaczęli wierzyć, że Rzeszów to nie jest tylko kolejny zespół z Ekstraklasy, tylko coś więcej.
I niech ktoś jeszcze raz spróbuje powiedzieć, że to nasz słaby punkt — to mu pokażę nagranie z meczu w Gdańsku, gdzie nasi zagrali tak, jakby mieli w duszy ogień, a ci "giganci" z północy jeszcze przez tydzień nie mogli dojść do siebie. Punkt. Koniec dyskusji. 🤡💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Wczoraj akurat stałem na wysokości trybuny "6 Stycznia" i patrzyłem, jak nasza młodzież rzuca race na sztuczną murawę — akurat gdyby ktoś potrzebował widoku, który uświadamia, dlaczego w ogóle wierzymy w te bajki o Rzeszowie, którym nikt nie daje szans. I wiecie co? Miałem takie uczucie, jakby ktoś mi opowiadał historie o tamtych dawnych czasach, kiedy to naprawdę grało się o życie — nie o punkty, nie o tabelę, tylko o to, żeby pokazać, że jesteśmy.
A teraz biorę te wszystkie głosy, które tutaj padły, i zastanawiam się, czy my tak naprawdę nie walczymy z własnym cieniem. Z jednej strony mamy chłopaków, którzy przyjeżdżają do Krakowa i biorą punkty jakby to było coś normalnego — nie raz, nie dwa, ale tyle razy, że nawet ich kibice zaczynają się zastanawiać, dlaczego ciągle mówią o "swoim podwórku", skoro nie potrafią go obronić. Z drugiej strony mamy tych, którzy wracają zderzając się ze swoimi własnymi fobiami — jak choćby ten lipcowy wyjazd do Zamościa, gdzie nasz Ptyś wbił dwie bramki w pierwszej połowie i nagle okazało się, że ich "nie do sforsowania" mur wcale nie był taki nie do sforsowania.
I tu dochodzimy do tego, co naprawdę boli: nie chodzi o to, czy derby to nasz słaby punkt, czy nie. Chodzi o to, że my sami czasem nie wiemy, co zrobić z tą swoją rzeszowską dumą. Mamy zawodników, którzy potrafią rozbić przeciwnika na jego własnym boisku — i robią to regularnie — a jednocześnie tracimy punkty tam, gdzie powinniśmy je brać automatycznie. I to nie jest kwestia umiejętności, nie jest kwestia szczęścia. To jest kwestia tego, że czasem zapominamy, po co tak naprawdę gramy.
Czy derby to nasz koszmar? Może nie — ale na pewno są lustrem, które pokazuje, gdzie naprawdę jesteśmy. I póki co, to lustro nadal coś odbija. Tylko pytanie, czy my umiemy z tej refleksji skorzystać, czy znów zaczniemy gadać o honorze i psychologii, zamiast po prostu wygrać. Bo znamy ten scenariusz na pamięć — i on nas nie prowadzi do mistrzostwa.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej, no ale to widać gołym okiem, że jak się wsiada do autokaru na wyjazdowe derby, to od razu wiadomo, że ten mecz nie jest taki sam jak reszta — bo w Rzeszowie albo w Krakowie, ten pierwszy gwizdek to jakby starcie dwóch światów. pamiętam, jak jechałem kiedyś na trybunę gości w Łodzi, tamci kibice gadają o "domowych boiskach", a my przyjeżdżamy i bierzemy punkty, jakby to było nic — no bo dla nas to normalka, a dla nich niespodzianka. i nie chodzi nawet o wynik, tylko o to, jak oni patrzą na was, kiedy wychodzicie z autokaru z takim luzem, jakbyście mieli tam swoją drugą trybunę. no ale zobaczymy, czy ten sezon znowu ich zaskoczy albo czy tym razem znów się zakręcą w tych swoich marzeniach o "słabym punkcie".