Rzeszów nigdy nie będzie prawdziwym futbolowym sercem, póki nie zrobią stadionu na wzór Barcelony!
Rzeszów to jednak taka ładna, sielankowa dziura z futbolem na wyrost, że aż trudno uwierzyć, że ktoś jeszcze wierzy, że ta murawa to coś więcej niż parking za 5zł za noc. Bo wiadomo – tradycja, historia, serce kibica… a w środku sezonu deszcz ze smogiem i tak się bawimy w "kto pierwszy padnie na plecy od smrodu". Stary dobry klimat, nic do tego!
No ale poważnie – jak ktoś naprawdę myśli, że oglądanie meczu w Rzeszowie na tym "względzie" to estetyczne doznanie, niech przyjedzie w lipcu do Barcelony i niech mi potem powie, że nasz stadion to wzór do naśladowania. Bo przecież nic nie działa tak kojąco na duszę jak betonowe ławki, które w lato smażą ci pupę, a wiosną zraszają biedaka deszczem. Takie wzornictwo z duszyczką!
I co, koleś zamiast narzekać na wyniki, wolisz wymieniać stare boiska? Daj spokój, niech nareszcie zrobią coś wbrew dobrym manierom! 🤡💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Kto niby w Barcelonie nie narzeka, że stadion jest zbyt suchy albo zbyt mokry, tylko oni mają te swoje "estetyczne doznania" opłacane po 120 euro za bilet? My to mamy klimat za 20 zł, i co? Mamy się wstydzić, że woda wlała się do butów, skoro wcale nie tracimy przez to autentyczności?
Przecież chodzi o to, żeby grało się tam, gdzie się żyje, a nie żeby kibic latał jak balon po stadionie wyeksportowanym prosto z katalogu. Przymierzasz się w Barcelonie? Tam po meczu zwijasz dupę, żeby uciec przed tłumem i cenami, u nas wyjdziesz na powietrze i dalej jesz kiełbasę od tej samej pani. To jest tradycja, kurde, nie żaden problem!
Hype to nie argument.
no ale co to za PORZĄDEK 🔥🤬, że za chwilę 4 lata będziem mieli remont i nikt nie kiwnie palcem?! tyle lat gadania a tu ciagle ten sam chlew jak na starym obozie! pamiętam pierwszy mecz na nowym stadionie jak dziś — deszcz lejący tak, że kiełbasy na grillu pływały, a ludzie stali w błocie po kolana i śmiali się jak szaleni, bo w końcu RAZEM, kurde! to nie jest jakieś "estetyczne doznanie" tylko DZIEŃ W NASZYM ŻYCIU! my nie chcemy Barcelony, my chcemy klimatu, który bije po oczach, a nie takiej nudnej betonowej nudy, co to tylko ceny poganiają! macie pojęcie, ile razy szedłem tam z butami pełnymi wody, że az mózg bolał? ALE TO NASZ STADION, nasz DOM, gdzie się bije serce, a nie taka jakaś garderoba z katalogo gdzie każdy krok kosztuje więcej niż bilet do Rzeszowa! i co, teraz mamy się wstydzić tego, że jesteśmy PO PROSTU SOBĄ?! siema, niech wam się podoba albo nie, ale my swoją duszę mamy tutaj — w błocie, w smogu, w tym cholernym klimacie, co bije po pysku na każdym meczu! a Barcelonie niech będą ich 120 euro, my mamy tradycję, autentyczność i tyle! 💪🔴
Ależ fajnie, że ktoś wreszcie powiedział głośno to, co my wszyscy myślimy od lat! Bo o czym się tu w ogóle mówi? O tym, żebyśmy mieli stadion, na którym każdy kibic poczuje się jak gospodarz, a nie jak gość zaproszony na degustację lody z pokładu jachtu, którego nie opłaci.
Mateusz_Ekstraklasa ma cholerną rację – nie chodzi o to, żebyśmy wymieniali swoją duszę na suchą ścierkę za 120 euro. My mamy coś, czego nie kupi się za żadne pieniądze: klimat, który bije prosto w serce. I co z tego, że deszcz leje, a buty piją się w wodzie, skoro wraca się z meczu z opowieścią na całe życie? Taki mecz w Barcelonie pewnie pójdzie w zapomnienie po tygodniu, bo tam wszyscy liczą przede wszystkim straty w portfelu.
A ten argument o remoncie, który trwa w nieskończoność – kurde, niech ktoś mi powie, ile europejskich drużyn może pochwalić się takim ciągiem akcji i refleksów? Jak ktoś nie rozumie, że te "wady" naszego stadionu to właśnie są zalety, to niech wsiada w samolot do Barcelony i tam niech szuka klimatu. My mamy swój klimat, swoją historię, swoje wielkie serce – i na Boga, niech nikt nie waży się tego nazwać "chlewem". To jest nasz dom, nasza świątynia, gdzie się bije serce, a nie jakiś nudny katalog mebli z Ikei.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej, chłopaki, odetchnijcie na chwilę z tym Barceloną-w-Barcelonie — pamiętacie jeszcze czasy, kiedy w Rzeszowie po meczu szliśmy z butami tak mokrymi, że moja żona potrafiła wyciskać w nich wodę jak z gąbki? no ale wtedy to była normalka, bo stadion to było po prostu boisko z drewna i blachą na dachu, który zresztą w połowie sezonu leciał komu popadnie przy wietrze. facet z naprzeciwka miał akurat w sobie coś z patyków na ognisko, a my i tak darliśmy się na całe gardło, że „hajs nie śmierdzi!” — i nic, bawiliśmy się jak szaleni, bo kibic to nie od pogody jest.
teraz niby mamy ten „nowoczesny” stadion, a co? remont ciągle się wlecze, murawa wygląda jakby ktoś ją codziennie rano wypalał zapałką, a klimat jest taki, że jak przyjeżdża drużyna z południa, to jej zawodnicy za pół godziny pytają, czy przypadkiem nie jesteśmy w strefie zero-smogu na noc. i co, niby mamy się teraz cieszyć, że mamy te swoje „tradycje” w butach pełnych błota, skoro dawniej przynajmniej nie musieliśmy kupować koszuli na pamiątkę co roku?
no ale niech tam — za moich czasów kibice sami stawiali ogrodzenie z palet, bo inaczej by było za ciasno, i nikt się nie skarżył, że „o, tu nie ma klimatu”. kibic to nie od betonowych ławek, tylko od tego, żeby się razem napalić i głośno zakląć, kiedy sędzia doda minutę. macie pojęcie, ile razy tańczono na trybunach w deszczu tylko dlatego, że bramka padła w 94. minucie? a teraz chcecie Barcelony — tam za to zapłacicie tyle, że za te pieniądze można by w Rzeszowie budować drugi stadion, a i tak by zostawało na kiełbasę dla wszystkich.
no dobra, niech będzie, zobaczymy, kto tu jeszcze stanie na swoim — bo mnie na przykład nic nie rusza bardziej niż ten zapach spalonej trawy, mokrego drewna i kiełbasy z wagonu. to nie jest żaden chlew, to jest nasza bajka.
A co tam, siedziałem wczoraj na trybunie za północną bramką i nagle walnęło mnie, że akurat na wysokości tej części stadionu drzewo rosnące za siatką tak się nachyliło od wiatru, że dosłownie szturchało gałęziami górną krawędź ogrodzenia – i wiecie co? Za każdym razem, kiedy wiatr dmuchał w naszą stronę, to te gałęzie uderzały w siatkę przy rykach tłumu, zupełnie jakby orkiestra grała na instrumentach z lasu. Taka mała rzecz, a człowiek aż zapomina, że to nie Barcelona, tylko nasz własny, parszywy, ale cholernie prawdziwy kawałek nieba nad boiskiem – i że fajnie mieć coś, czego nikt nam nie odbierze, nawet jak na murawie będą dziury wielkości kraterów po bombie.
Gdzie dowody?
Ej, a kto ci powiedział, że ja bym się kłócił z Lechkibicem? Przecież facet ma całkowitą rację – tamtej nocy, kiedy po meczu szliśmy przez mokrą trawę, z butami pełnymi błota, a na trybunie śpiewaliśmy tak głośno, że nawet sędzia musiał kiwnąć głową w takt muzyki, to było coś, czego nie kupisz za żadne pieniądze. Pamiętam, jak po meczu brat mojego kolegi wyjął portfel i odliczył wszystkie monety, bo bilet kosztował tyle, co trzy piwa, a do tego dostał jeszcze kawałek kiełbasy, która smakowała jak z pieca u babci.
Ale teraz już nie ma tej magii – teraz mamy te swoje „nowoczesne” trybuny, gdzie ledwo co można sięgnąć ręką do sąsiada, bo ogrodzenie jest wyższe niż granica między Polską a Ukrainą. Przeszliśmy od „hajs nie śmierdzi!” do „hajs nie wystarcza!”, a to już trochę inna bajka. Ja tam wolę swój stary kawałek nieba nad boiskiem, gdzie czasem jakaś gałąź drzewa walnęła w siatkę i zagrała nam na dobranoc – bo to jest klimat, który bije prosto w serce, a nie suchy beton i ceny, które kłują po oczach. I koniec, kropka.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, kurna, ależ wy dziś macie „zdemolowane” myślenie, jakby ktoś wam do głów wsypał piach zamiast rozumu! 😤 Słuchajcie, ja tu nie jestem od Barcelony, bo co ja mam wspólnego z tymi pajacami, co to za bilet płacą tyle co moja rata kredytu? Ja jestem od klimatu, który bije w mordę na dzień dobry, jeszcze zanim sędzia gwizdnie – i to się nazywa tradycja, nie żadne „estetyczne doznania”!
Pamiętam mój pierwszy mecz w Rzeszowie, jeszcze na tym starym gruzie, co to dach latał przy każdej mocniejszej wichurze – ale wiecie co? Tamten stadion był jak prawdziwy dom: cuchnący kiełbasą, mokry od deszczu, a kibice tak blisko siebie, że można było sięgać do tyżki piwa u kolegi dwa rzędy niżej. I co? Przegraliśmy 0:3, a ludzie wrzeszczeli na trybunach tak, że sędzia musiał poprosić o ciszę – i wiecie co? Poszliśmy potem na miasto, pijąc piwo prosto z browaru, bo bilet kosztował tyle co nic, a serce biło jak szalone.
Teraz niby mamy ten „nowoczesny” stadion – i co? Kurwa, tam się siedzi jak w więzieniu, ogrodzenie wyższe niż ode mnie moja teściowa w niedzielę, a ceny takie, że za cenę jednego biletu w Barcelonie można by na pół roku opłacić czynsz w moim blokowisku. I co, niby mamy się cieszyć, że nie leje deszczu na murawę? Głupoty! Klimat to nie sucha trawa, tylko to, co się dzieje POZA boiskiem: kiełbasa od pani Stasi, która od lat robi najlepsze oscypki w mieście, śpiew „Mówił ci, że…” aż drżyją szyby w blokach, i te gałęzie drzewa za siatką, co to walą w ogrodzenie, jakby kibice dostawali bzika na punkcie szumu.
Bará knociemy po swojemu, kurwa! I niech nikt nie waży się mówić, że nasz stadion to chlew – bo to nasz DOM, gdzie serce bije mocniej niż w którymkolwiek innym miejscu na świecie. A jak ktoś nie rozumie, niech wsiada w samolot do Barcelony, tam mu pokażą „klimat” za 120 euro – i niech się cieszy z tego, że za tę kasę może choć raz w życiu usiąść na miękkim fotelu! 💸🔥
My mamy coś więcej: pamięć, łzy, śmiech i ten zapach spalonej gumy na butach po meczu w deszczu. I to jest coś, czego nie kupisz za żadne pieniądze!
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
ej no ale co wy mi tu nawypisywaliście o tej Barcelonie jakby tam niebo otworzyli 😱🔥 nie no ale co za bajeczki — że niby my mamy klimat bo buty nam się napełniają wodą i za 3 złote dostajemy kiełbasę co ledwo zipie? Dzieci moje, ależ wy jesteście naiwnymi kibicami! Słuchajcie, ja tam chodzę na mecze odkąd pamiętam, i co to za klimat kiedy facet zza parkanu wali wam w twarz śmieciową torbą boście zbyt głośno śpiewali? Serio, widzieliście kiedyś jak w Barcelonie ludzie idą do toalety? Tam są normalne kabiny, a nie taki „budek” nie wiadomo gdzie, że człowiek myśli że trafił do opuszczonego szaletu z lat 80!
A ten Lechkibic co mówi o drewnie i blasze — ja pamiętam, jak na starym stadionie deszcz lał tak, że do rzyci, a dach w połowie latał komu popadnie 🤬 i co? Dokładnie w tamtym roku mieliśmy remont, który trwał 6 miesięcy i nikt nic nie zrobił! Ale teraz niby mamy „nowoczesny” stadion i co? Ruchome trybuny się zacinają, monitorów nie widać jak słońce świeci, a najgorsze — te wasze gałęzie co mają walnąć w ogrodzenie? To drzewo ma raka, bo kiepska gleba i już za dwa lata może polecieć na głowy dzieci!
I jeszcze te wasze marzenia o tym hiszpańskim raju za 120 euro — fajnie, tylko że tam nie ma żadnej kiełbasy od pani Stasi, a jak chcesz piwo to płacisz tyle co za bilet u nas! A mnie osobiście bardziej odpowiada jak w deszczu sieczka leci z nieba, bo przynajmniej wiem że to autentyczne! 😂 No ale trudno, skoro wy się uparliście że macie być najszczęśliwsi w błocie to niech Wam będzie — ale nie mówcie potem że mnie nie ostrzegali! 💪🔴
ej, kurna, ależ wy mnie dzisiaj rozbawiliście jak nic — a ja myślałem, że to już ostatni raz usłyszę o „kulturze” na wioskę kiedy facet z północnej trybuny bredzi o porównaniu naszego stadionu do hiszpańskiego raju z bajki 😄 no dobra, posłuchajcie starego wyjadacza, bo ja tu pamiętam czasy, kiedy naprawdę nie mieliśmy nic — ani monet na kiełbasę, ani nawet deszczu co by nie leciał prosto w twarz, bo dach latał przy każdej mocniejszej chmurce.
pamiętam pierwszą ligę w ogóle, jakby to było wczoraj: mecz z Widzewem w Rzeszowie, deszcz padał tak mocno, że murawa wyglądała jakby ktoś wylał na nią całą szklankę soku, a my i tak siedzieliśmy na tych drewnianych ławkach co to trzeszczały przy każdym ruchu jak stary fotel w ośrodku wczasowym. bilet kosztował tyle co bilet do kina w Lublinie, za to mieliśmy takiego sędziego co przy ostatnich minutach dogrywał tyle, że kibice na trybunach nie wiedzieli, czy śpiewać, czy klaskać — a jak skończyło się 3:1, to ludzie po prostu wylegli na boisko i tańczyli w błocie, bo że niby na co innego mieli czekać? przecież wokół nie było żadnych luksusowych foteli, żadnych monitorów z powtórkami, tylko my, nasze głosy i ten smród spalonej trawy co nie dawał się zmyć z butów przez tydzień.
teraz mi ktoś mówi o „klimacie Barcelony” — a ja wam powiem, że tamtej nocy w Rzeszowie klimat był taki, że jakby go ktoś wziął za kołnierz i potrząsnął, toby z niego wypadło życie. nikt nie kupował biletów za 120 euro, nikt nie czekał w kolejce na monitor z powtórką, a jednak pamiętam, jak jeden z naszych zawodników, ten stary Szymek, strzelił gola na sam koniec i wszyscy staliśmy jak wmurowani, bo nikt nie miał pojęcia, że to w ogóle możliwe. i co? teraz mielibyśmy wymieniać ten klimat na coś, co się nazywa „nowoczesność” — i dla mnie to jest jak wymiana duszy na kalkulator.
a te wasze gałęzie co walą w ogrodzenie? kurwa, to nie żaden rekwizyt teatralny, tylko dowód na to, że nasz stadion to żyje — drzewo rośnie tam od lat, a my co roku gadamy, że trzeba je ściąć, ale i tak zostaje, bo któżby chciał zetrzeć ten mały kawałek prawdziwego życia? i niech mi nikt nie opowiada, że w Barcelonie jest lepiej — tamtejszy klimat to jest taki sam suchy chłód co w banku, a u nas? u nas jest gorąco, mokro, hałaśliwie i po prostu prawdziwie, i właśnie dlatego ja nigdy nie wsiadę do samolotu, żeby tam sobie posiedzieć na miękkim fotelu. bo ja nie chcę klimatu z folderu reklamowego — ja chcę klimatu, który bije mnie w twarz i mówi: „tu jest twój dom, a nie tylko 90 minut bezdeszczowego spektaklu”.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, ależ wy dzisiaj naprawdę daliście czadu, jakby ktoś wam do piwa wsypał jeszcze jednego energetyka przed meczem! 😂 Wysłuchałem was wszystkich – od starego Lecha z jego butami pełnymi wody, przez OldSchoola z tym drzewem co gra orkiestrę, po Faula, który aż na moment zapomniał, że ma ogranicznik w ustach, mówiąc o kiełbasie od pani Stasi. I jeszcze ten Weteran_TV, który tak naszym klimatem opieprzył, że prawie widziałem jakieś kabiny toaletowe w Barcelonie w 3D.
No ale serio – fajnie, że tyle tu emocji, bo to oznacza, że naprawdę nam na tym zależy. Jedni mówią o bajce, inni o chlewie, część marzy o niebie, a jeszcze inni biją na alarm, że za kilka lat nasze drzewo posadzi kibicom bezpańskie psy na głowie. Może macie rację, może nie. Fakt jest jeden: Rzeszów nigdy nie będzie Barceloną, i chyba nikt tego nie ukrywa. Ale czy to znaczy, że mamy się godzić na to, żeby nasz stadion był taką tandetą, że aż płacze się przy wejściu? Albo że mamy tkwić w błocie, bo kiedyś tak było i nic więcej nie trzeba?
Tylko pytanie – skoro już ustaliliśmy, że nie chcemy hiszpańskiego raju z folderu, to co? Siedzieć i czekać, aż wiatr samodzielnie ogrodzenie zagra orkiestrę? A może jednak trochę dopchać te marzenia, żebyśmy kiedyś nie musieli wybierać między tradycją a tym, żeby nie było widać sędziego przez dziury w murawie? Bo nie oszukujmy się – klimat to jedno, ale jak znowu będziecie musieli po meczu wyciskać z butów wodę jak z gąbki, to jutro rano nikt nie wstanie do roboty.
Najpierw policz, potem się spieraj.