Raz, dwa, trzy — i znowu jesteśmy w trasie!
No ale czad chłopaki, no bo w końcu piątek… siema ziomale! 🔥 Kto się spakował że ten weekend znowu wołają na wyjazd? Kto ma wolne i dołącza do kibicówki jak za dawnych czasów? Bo ja tam na pewno będę – stary dobry klimat przed tym meczem, no nie?! 🏟️💛❤️ Słuchajcie, kto jeszcze pakuje kanapki i flaszkę wody? Bo ja tam nie odpuszczę, nawet jak pogoda będzie zła! 😂 A co tam u was słychać, jesteście gotowi na ten wyjazd czy jeszcze kombinujecie? Siema siema! 🎉
W radości i smutku, do końca z nimi.
ej tam, młodziutka, pamiętam czasy jak byliśmy tacy sami – pakowałem się do autobusu z psującym się głośnikiem na ładowarce w kieszeni i całe dwieście kilometrów szło mi jakoś nie za szybko, bo od samego wejścia hulał w naszym kibicu papieros a ja jeszcze zdążyłem pół butelki ogórkowej w kącie łyknąć na rozruch… ale co tam, czasy były twarde a my jeszcze twardsi.
teraz patrzę jak wy się szykujecie na ten piątkowy zlot przy hutniku, i coś mnie ściska w środku – ten sam ogień, ten sam zapach wolności przed meczem, tylko teraz mamy lepsze busiki i nikt nie woła do kierowcy "hej panie, może by trochę szybciej bo deszcz pada". no ale powiem wam, że ta kibicówka przy stadionie to jednak ten sam magiczny punkt, gdzie nie ważne czy wygrywamy czy przegrywamy – liczy się ten krąg, ten śpiew i te wszystkie błazeństwa, co się potem opowiada przez lata.
i widzę jak się pakujecie, kanapki, picie, szaliki, i od razu robi się raźniej – bo Project Warszawa to już nie tylko drużyna, to rodzina co jeździ razem od lat. no więc dajcie znać, kto w tym roku wyskoczy z rodzinnego fotela i wsiądzie do autobusu, bo ja osobiście już zarezerwowałem swoje miejsce koło okna… i tej flaszki ogórkowej niestety nie zostawiam w domu 😉
no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ej, a pamiętacie jak trzy lata temu Dziadek z kieszenią w kibicu papierosa i butelką ogórkowej wpadł na pomysł „a co jak ukradniemy ten megafon ze stadionu?” no i… no dobra, nie będę was straszył, ale ten jeden raz nasz autobus jechał tak wolno, że obrońcy ligi musieliby nas dogonić na rowerze 🚲😂
ale serio, ja tam jutro walę na kibicówkę z reklamówką pełną kanapek (nawet jak będą z serem i dżemem – bo Project Warszawa to rodzina, nie marudy), puszką Fanta Pomarańcza bo „to kolor narodowy” i tym samym refleksem co Dziadek przy ogórkowej – czyli gotowym na marszałkowanie od samego rana.
kto się jeszcze pakuje, że by razem zrobić ten sam festiwal bzdur przed meczem? osobiście zachęcam do przyniesienia absolutnie najgorszej kanapki w historii – bo im bardziej śmierdzi, tym większy plus do klimatu 🧀🔥
a Dziadku, kolego – następnym razem dajesz znać wcześniej, to ja wiozę zapasową ładowarkę pod głośnik… i drugą flaszkę na wszelki wypadek 😉
Memy to też analiza.
Ejże, Kibic_od_latTV, ty chyba naprawdę myślisz, że twoja „kolekcja kanapek” to coś nowego? 😂 Patrzcie no, facet lata z bandą i wciąż nie ogarnął, że najlepsza kanapka to taka z podwójnym serem i majonezem, który się leje… a on jeszcze dżemem i serem?? JEMU SIĘ CHCE WYMYWAĆ RĘCE PO TYM „FESTIWALU”!!!
A Dziadek, stary macher, dalej kombinujesz z tą ogórkową i głośnikiem, co ledwo zipie? 🔌⚡ No przecież wiadomo, że jak się coś psuje w kibicu, to jest to magiczny znak od samego Boga, że znowu nasza drużyna coś wygra! 🏆😇
Ja jutro też rzucam się do kibicówki, ale bez oszukiwania – zaniosę tylko batonika i wody, bo mój organizm jest świeży jak rano po debiucie nowego trenera (czyli całkiem do niczego). Za to moja energia jest na poziomie pełnego autobusu na pierwszą falę śpiewów, zobaczycie! 🚍🎶
Kto jeszcze się pakuje, żeby ten tradycyjny „dzień cudów Projectu” miał swoją kontynuację? A może ktoś ma jakiś BRĄZOWY pomysł na kanapkę, którą może byście… no wiecie, podzielili się z kibicówką? 🥪💩🔥 (serio, im śmierdzijcej, tym lepsza!😂)
ej no ale kurcze, nie mogę się powstrzymać żeby nie wtrącić dwóch groszy, bo patrzę jak wy tu jęczcie o kanapki a nikt nie wspomniał o tym, że w zeszłym roku na tej samej kibicówce przy hutniku, akurat kiedy nasz trener dostał pomysł na nowy system, to jeden z waszych kolesiów – ten wysoki z brodą, co zawsze nosi żółtą czapkę z daszkiem – przyszedł z kanapką tak grubo posmarowaną smalcem, że przez pół meczu trzymałem się od niego w odległości nie mniejszej niż metr, bo coś mi się zdawało, że ja już po prostu czułem ten smalec w powietrzu…
i co? nie dość, że kanapka była takim smakiem życia, że można by nią budować mur w kibicówce, to jeszcze ten koleś stanął na ławce i zaśpiewał „o panie, proszę cię, niech ten mecz się odbędzie” takim głosem, że chłopaki z przeciwnej strony kibicówki zaczęli się zastanawiać, czy przypadkiem nie jest to rewolucyjna metoda dopingowania.
i wiecie co? rzucili nam w kontrze całą tablicę wyników, a my i tak wygraliśmy 3:1, bo Project Warszawa ma coś, czego żadne cyferki nie złapią – ten luz, ta pasja, i oczywiście kanapka, która pachnie jak oręż zwycięstwa… no ale zobaczymy 😉
Fajnie że tyle u was entuzjazmu na ten piątkowy zlot, bo ja tam w środku walczę z sobą, żeby nie wpaść na kibicówkę od razu z kieszenią pełną kanapek i termosem herbaty… i to jeszcze z imbirem, bo wczoraj bolał mnie gardło jak po meczu półfinałowym w Siatkówce Mężczyzn 😂 No ale nie wytrzymam, muszę się tam znaleźć, bo co to za Project bez tej wspólnej kanapowej rewolucji?
Dzięki Dziadek że wciąż pamiętasz ten zapach ogórkowej i papierosowy szum w kibicu – ja tam jutro mam nadzieję dorzucić swój wkład w postaci ciepłej kawy w kubku z dnem, które podgryzłem bo mi się telefon wyślizgnął… i to po raz drugi w tym tygodniu! 🔥
Głupie pytania to moja specjalność.
ej no ale co tam, żebym i ja nie dorzucił swojego pięciu groszy, bo patrzę na te wasze opowieści o kanapek-rarytasach i jakby mnie coś uderzyło w głowie – pamiętam ten jeden wyjazd do Łodzi, dwa lata temu, na mecz z Warta, no ale nie tymi współczesnymi bandziorami, tylko tymi starymi, co mieli stadion jeszcze z czasów piaskownicy i betonu.
było lato, upał jak cholera, a my na kibicówce przy Hutniku mieliśmy jednego takiego gościa, Staszka, co to mu się zawsze wydawało, że jest sławny, bo kiedyś zagrał w reklamie batonika… no i ten facet przyjechał z takim termosem, że by pasował do cysterny, a w środku miał herbatę tak mocną, że jakby wlał ją sobie do oczu, to by mu pewnie odrosły włosy na plecach.
i tak staliśmy wszyscy w tłumie, ten termos krążył między nami, a on gada: „pić trzeba męsko, bo siatkówka to nie picie dla babci”, no i naprawdę, po trzech łykach każdy miał czkawkę przez pół meczu, ale za to taki nasz pawlaczowy skoczek wyskoczył tak wysoko, że sędzia musiał się podrapać po głowie, czy przypadkiem nie jest to nowa forma ataku.
i wiecie co? wygraliśmy 3:2, bo Project Warszawa to jednak ma coś w genach – ten luz, ten bałagan, te dziwne pomysły, które niby nic nie dają, a jednak działają jak zaklęcie.
więc jutro też tam będę, z termosem, który może nie takim gigantycznym jak Staszka, ale z herbatą tak mocną, że jak się napijecie, to chyba od razu zaśpiewacie hymn kibica do góry nogami… no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A z tobą, Cracovia1908, to się totalnie zgadzam – ta kibicówka bez kanapowego happeningu to już nie ten sam czar 🧀✨ no ale jak na moje oko, to imbirowej herbaty w termosie jednak ciut szkoda, bo przecież Project Warszawa nie wygra dzięki odporności na ból gardła, tylko dzięki temu że wy, kolesie, potraficie zrobić z meczu bajkę w dwie minuty 😄
ja jutro przyniosę swoją ulubioną kanapkę z sardynkami (tak, sardynkami!), bo co to za kibicowanie jak nie z niespodzianką, która wszystkich rozłoży na łopatki – i oczywiście kubek z takim dziurawym dnem, bo u mnie to tradycja rodzinna, jak odwieczny pech z dobieraniem się do autobusu 🚍
Dziadku, chyba masz rację, że ten smród kanapek i dziwne pomysły to nasz sekretny oręż – choć twoja ogórkowa chyba bije mnie na głowę przez samą siłę przyciągania kibicówskich tłumów 😂
Nowy tu, chłonę wiedzę.
ej no ale pamiętam ten jeden razy, jak to było chyba wiosną, przed lockdownem, kiedy to akurat mieliśmy te dwa mecze z Asseco we Wrocławiu i wszyscy siedzieliśmy w kibicówce jakby to była stacja benzynowa po dwunastogodzinnym maratonie, bo ktoś zapomniał wyłączyć piecyk.
i wtedy Stary Kaziu, ten co to ma ten swój zegarek ze wstążką w barwach projektu, przyniósł akurat tę swoją kanapkę z wędliną i takim gęstym majonezem, że aż kapało na podłogę, a on mówi: „spokojnie, chłopaki, to nie przepadnie, bo przecież chłopaki z przeciwka będą musieli oddychać tym powietrzem jeszcze przez tydzień”.
no i wiecie co? ta kanapka naprawdę została z nami do samego końca, bo nikt nie chciał jej dotknąć, a że akurat na trybunach było tyle osób, że czuć było zapach z kilometr – to po meczu jeden z nich, taki wysoki facet w szaliku narciarskim, podszedł do nas i pyta: „czy to wy jesteście tymi, którzy roznoszą śmierć swoimi kanapkami?” a myśmy się tak tylko popatrzyli, bo nikt nie wiedział co powiedzieć, a on po prostu kiwnął głową i rzucił: „w porządku, dajcie się pomacać”.
i co? poszliśmy z tym dalej w procesji jakby to była relikwia, a ten facet w szaliku został naszym kibicem do końca meczu – i wiecie co? wygraliśmy 3:0, bo Project Warszawa naprawdę ma te swoje cuda, które po prostu się dzieją wtedy, kiedy się ich najmniej spodziewasz… no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
a co, nie mówiłem wam, że jak się zebrać w tej kibicówce, to od razu wyciągamy tajemną broń – czyli własne, śmierdzielące cuda, którymi naprawdę da się zatruć kibicówkę przeciwnej drużyny, jak nic innego? bo jeśli sam Bóg kibicostwa kiedykolwiek widział coś takiego, to na pewno skinął głową z aprobatą i powiedział: „no dobra, tym razem im się uda”.
wszystkim, którzy jutro przyjdziecie z kanapkami, termosami, kubkami z dziurawym dnem albo po prostu z tym swoim magicznym „coś tam”, żeby dorzucić ognia do pieca – powodzenia, niech ta kibicówka znowu się rozleje tym charakterystycznym zapachem zwycięstwa, który tak dobrze znamy i kochamy.
no i jeszcze jedno – jak się tam spotkamy, to może któraś z waszych kanapek okaże się takim hitem, że aż będziemy musieli wołać o wzmocnienie ochrony przeciwchemicznej, bo przeciwnicy znowu stracą oddech na dobre dziesięć minut przed samym gwizdkiem.
zobaczymy, zobaczymy… ale już teraz wiem, że będzie epicki dzień 🧀🔥
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.