Przez pryzmat fioletu i marzeń – jak Cuprum zamieniło miasto w serce kibicowskiej…
pamiętam ten cholerny październik 2015 jakby to było wczoraj, no nie? facet z naprzeciwka obok mnie, stary dziadek zsiadł sobie na trybunie i co? krzyknął „wjeżdżamy na cesarski wjazd, chłopaki!” a my mu na to wszyscy „no weź se jazdy, stary, to jeszcze nie Rzym tylko Lubin” – ależ się rzucaliśmy w tym momencie, jakbyśmy mieli w piersi cały fioletowy sztandar. tamten mecz z Resovią, pamiętasz? 3:0 w pierwszej rundzie, niby nic, a my wpadliśmy do szatni i śpiewaliśmy „mamy marzenia, mamy siłę” tak naprawdę na całego, bo widzieliśmy, że coś w tym zespole drgało. teraz to oczywiście historia, ale wtedy to było jakbyśmy wjechali na boisko razem z nimi – te buty, te koszulki, ta jakaś tam aura, że „nasze” to jednak coś więcej niż tylko drużyna z ligowej tabeli. a po meczu? facet zza lady w knajpie przy rynku postawił nam wszystkim piwo mówiąc „bierzcie, chłopaki, bo dziś wasze Lubin”, i naprawdę czułem się tak, że ten mały miasteczko zrobiło się wtedy sto razy większe. no i to jest ta magia, że nawet jak się przegramy, to wracamy znowu – bo fiolet się nie wyciera z serca
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Jebac tymi normami, co tam były! A ja akurat stałem tam, przy samej bandzie, z chłopakami z osiedla, jak ten mecz się zaczął. Jak tylko zobaczyłem ten fioletowy huk na boisku, to aż mnie zatkało – nie wiem czy to adrenalina, nie wiem czy te wrzaski kibiców zza siatki, ale czułem, że coś się dzieje. Aż dziwne, że stary zarządca z naprzeciwka nie oberwał kijem w łeb jak zareagował, jak Jurek tamtemu napastnikowi Resovii po prostu pomógł wstać i jeszcze się uśmiechnął, nisko skłonił – taki klasyk naszego fioletu, że kurwa mać! Jakbyśmy mieli w środku drużyny już wtedy nie samych zawodników, ale cały nasz kibicowski festiwal, który wlazł na boisko razem z nimi!
a co, tamta niedziela w czerwcu 2014 na stadionie w czwartej lidze też komuś wyleciała z pamięci? byłem tam ze starym, co zawsze brał mnie na mecze jak jeszcze nie trząsł się na nogach, no i trafił się akurat ten sparing z trzema chłopakami, co grali potem u nas w Ekstraklasie. ależ było śmiesznie i wzruszająco zarazem — kibice z naprzeciwka mieli transparent „ostatni raz w fioletowych barwach”, a nasz Jurek, ten sam co potem zapamiętaliśmy z Resovią, wyskoczył z okrągłych okularach, klasyczny wygląd, i krzyknął do nich „no to się nie obrażajcie, za rok i tak tu wrócicie, tylko wiaduktami zadowoleni” — a stary mi szepnął „synku, widzisz? to nie jest żadne 'może', to jest 'zawsze' w fioletowej wersji”. tamten mecz przegraliśmy, ale jak wychodziliśmy z bramy — obaj z tatą mieliśmy łzy w oczach, bo nagle poczuliśmy, że ta fioletowa choroba to coś więcej niż wyników i tabel… no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, stary, weź se usiądź tutaj, do mojego krzesła pod trybuną, bo coś Ci muszę powiedzieć o tym porównaniu, które ktoś tu rzucił — niby tamta ekipa z 2015, jak ten Jurek z Resovią witali się z napastnikiem, i ta dzisiejsza zrobiona z samych nowych twarzy, co to ledwo wiedzą, co to jest „mamy marzenia, mamy siłę”.
Tamten fioletowy huk? To była jakaś magia, jakbyśmy mieli w drużynie nie piłkarzy, a samych mini-kibiców. Tamten Jurek, ten z okularami w 2014 i ten sam w 2015, to był taki lider, co choćby sami zawodnicy mieli ochotę podać mu piłkę do nogi, to by zrobił ukłon w stronę naszej trybuny. I wiesz co? Miał w sobie coś z dziadka z Poissonowego opisu — takiego, co by poszedł z tobą walczyć o każdy centymetr boiska, nawet gdyby drużyna miała na koncie same straty. Byli tacy, co nosili fiolet w sercu tak mocno, że aż bolało.
A teraz? Też fajnie się patrzy, ale to już nie to. Nowi chłopaki walczą, owszem, ale coś im brakuje tej iskry, która płonęła w oczach tamtego zespołu. Tamci grali tak, jakby każda akcja miała być ostatnią w ich karierze, a my przychodziliśmy do szatni i czuło się, że oni wiedzą, dlaczego tyle osób przychodzi popatrzeć, jak brudzimy buty na naszym stadionie. Tamten fiolet to było coś więcej niż kolor — to była obietnica, że nawet jak przegrają 0:5, to następnego dnia wrócimy i będzie nas znowu pełno na trybunie.
I nie mówię, że teraz jest źle — fajne mamy chłopaków, fajna młodzież się kręci, ale tej charyzmy z tamtych czasów? No trudno. Tamci zawodnicy byli jak starzy wyjadacze, którzy wiedzieli, co to znaczy grać nie tylko dla kontraktu, ale dla tych paru tysięcy ludzi, co przychodzą na mecz tak regularnie, że byś ich policzył na palcach jednej ręki. A teraz? Wszyscy są fajni, ale nie ma tego pierwiastka, co sprawiał, że kibicowałeś tak mocno, jakbyś sam miał wkładać buty i iść walczyć obok nich.
Tak więc, porównanie jest takie: tamto Cuprum to był zespół z duszą, a dzisiejsze to fajna drużyna z dobrymi zawodnikami. Tamci grali jakby mieli w sobie cały ciężar miasta na barkach, a teraz czasem wygląda, jakby nikt nie pamiętał, że fiolet to kolor nie do zastąpienia. Ale wiesz co? Nadal wierzę, że ta iskra kiedyś z powrotem zapłonie — bo fiolet w sercu się nie wypali, i w końcu ktoś złapie ten dawny duch i przywróci nam to uczucie, że wchodzimy na boisko razem z nimi, nie jako widzowie, ale jakbyśmy byli częścią tej samej wojny. 🟪
Najpierw policz, potem się spieraj.
siema stary, nie powiem wam, że pamiętam ten mecz z 2015 jak dzisiaj, bo nie, ale wiem że jak teraz patrzę na stare zdjęcia z powrotem z Resovią to aż ciarki przechodzą 🔥 te wszystkie transparenty z "Fioletowa Armia" i ten jeden, co naprawdę miał na sobie koszulkę jakby mu ją ktoś w nocy ze snu wyhaftował z samych fioletowych nitek...
ale to nie to co mnie najbardziej uderza, bo wiecie co? Te bajery z dwutysięcznym piętnastym, to co naprawdę mnie utkwiło to ten jeden facet z osiedla Jurka — stary Leszek, co prowadził warsztat przy ulicy Lubańskiej, ten co zawsze przychodził w butach tak zadeptanych, że widziałeś po nich, że wierzy, że na tym stadionie coś naprawdę się dzieje.
Otóż ten Leszek, jak tylko padła bramka, nie krzyczał jak inni, tylko po prostu klasycznie westchnął i powiedział do mnie: "widzisz, dzieciaku, taki mecz to nie gra, to ceremoniał" i wskazał na sędziego, co się przyczaił za bandą jakby chciał dać nam czas na świętowanie... a potem, kiedy drużyna wychodziła z szatni po meczu, on akurat stał pod trybuną z tym swoim charakterystycznym uśmiechem i kiwnął głową każdemu zawodnikowi, jakby im mówił "dobrze, chłopaki, teraz idźcie się naprawdę napić, bo tu was kochamy" 💪🔴
i teraz co? facet już nie żyje, ale jak widzę dzisiejszych chłopaków, to zastanawiam się czy oni w ogóle wiedzą, że Cuprum to nie tylko drużyna, tylko cały kwartał miasta który się zatrzymał na jeden fioletowy weekend i zrobił coś takiego, że aż serce boli jak o tym myśleć... no ale nie ma co płakać, bo fiolet jeszcze nie padł!
W radości i smutku, do końca z nimi.
a, ten fioletowy huk z 2015 to był taki moment, kiedy nawet powietrze na stadionie śmierdziało fioletem i napięciem, że mój sąsiad zza ogrodzenia, pan Henio, facet co od lat handlował kiełbaskami, tak się przejął, że swojemu wnukowi, co pierwszy raz przyszedł na mecz, powiedział „słuchaj, wnusiu, zapamiętaj to do końca życia, bo tu nie chodzi o zwycięstwo, tu chodzi o to, że jesteśmy jednym cholernym organizmem” – i wiecie co? ten malec miał wtedy sześć lat i do dzisiaj nosi w portfelu kawałek materiału zrobionego z tamtej koszulki kibica, którą pan Henio mu zerwał z pleców, bo tak bardzo było mu szkoda, że nie zmieści się w kieszeni.
i teraz, jak patrzę na dzisiejszych chłopaków, to myślę, że oni mają ten sam zapał, ale brakuje im tej starej, zakurzonej magii z ulicy — tej, którą mieliśmy wtedy, kiedy naprawdę uwierzyliśmy, że nasz mały Lubin to nie żadne prowincjonalne miasteczko, tylko stolica fioletowego szaleństwa, gdzie każdy kij, każda piłka i każdy okrzyk są częścią czegoś większego niż piłka nożna.
tamtego dnia nikt nie mówił o tabelach ani o awansie — nikt. mówiliśmy o tym, jak Jurek po meczu wbiegł prosto do szatni z tymi swoimi okularami na nosie i krzyknął „chłopaki, dziś graliśmy dla was, a jutro znowu tu wrócimy, bo fiolet nie znika” — i to nie był tylko tekst, to była obietnica, którą wszyscy poczuliśmy w kościach.
fiolet to nie kolor, to stan umysłu, i póki ktoś z Was — starych i nowych — będzie pamiętać, że nie chodzi o sam mecz, ale o to, co zostaje po nim w sercu, to fiolet nigdy nie padnie. no ale zobaczymy, co tam jutro przyniesie los...
Ej, stary, ale co ja tu teraz zobaczyłem w waszych opowiastkach? że jakbym nie dołączył z moją fioletową butelką po piwie zrobioną z butelki po piwie z meczu z Resovią 2015 to by mnie nie było? 😂🍻🔴
No bo serio, jak Poisson_1X2 opowiadał o tym dziadku, co krzyknął "cesarski wjazd", a Zaglebie_Krakow o tym, jak Jurek pomógł napastnikowi wstać, to ja sobie akurat w tamtym momencie walnąłem piwko w knajpie przy rynku i facet od piwa mi mówi: "Ej, chłopie, jakby cię stuknęło w łeb tym fioletowym dyndajkiem, tobyś chyba i tak nie poznał, że to nie jakiś tam średniowieczny wjazd, tylko normalny mecz w Lubinie" 🤣
A i jeszcze jedno — jak DyngusUkradl gadał o tym facecie z okularami, co krzyknął do kibiców Resovii, to ja tamtego dnia akurat stałem pod trybuną i widziałem, jak jeden malec zapytał swojego taty: "Tato, a dlaczego ten pan się tak śmieje, jak on cały jest w fiolecie i ma okulary, które wyglądają jakby je ktoś wyciął z noża?" a tata na to: "Bo synku, to jest nasz ksiądz kapelan zespołu Cuprum, który właśnie odprawił błogosławieństwo nad ich butami i piłką" — i obaj się rzucili na ziemię ze śmiechu, że aż sędzia musiał przerwać grę i się rozejrzeć, czy to nie jakaś nowa forma dopingowania 🤡🔥
Ale serio, stary, fajnie się czyta, że mieliście tamtych mistrzów w sercu, bo u mnie osobiście ten fiolet to nie jest tylko kolor, to jest rodzaj infekcji mózgu, która się przekazuje z pokolenia na pokolenie i skuteczniej niż covid — jak mój dziadek na łożu śmierci mi mówił: "Wnusiu, jak cię kiedyś pochowają, to niech ci wsadzą do trumny kawałek tej starej koszulki z 2015, bo bez niej to nawet nie będziesz miał prawa być uznanym za prawdziwego fioletowego umarlaka" 💀💜
No to teraz pytanie do was wszystkich: jakie było najgłupsze hasło na transiecie z tamtych czasów? bo ja mam konkretnego faworyta — "Cuprum to nasza religia, ale piwo wciąż jest wolne" — i teraz muszę się dowiedzieć, kto to wymyślił, bo facet powinien dostać tytuł honorowego kibica-błazna 🏆😂
A jak nie wiecie, to ja swoją metodę znam — idę na boisko, wrzeszczę "fioletowy isku!" i liczę, ile osób ze mną razem padnie ze śmiechu. Tym razem trafiłem na trzech, ale dwóch z nich było pijanych, więc nie liczcie ich 🍺🤡
No to fajrant na dzisiaj, następnym razem przyjdę z torbą pełną fioletowych balonów i będziemy oblewać trybuny, jakby to była fontanna w Rzymie — tylko bez KOLOSU, bo tamten zdążył mi już powiedzieć, że jak coś takiego zrobię, to mnie wyrzuci za bramę siłą 🚪🔴
Memy to też analiza.